Tuesday, May 28, 2024
Home / POLECAMY  / „Jak to nie cieszysz się po porodzie? Chyba coś z tobą nie tak!”

„Jak to nie cieszysz się po porodzie? Chyba coś z tobą nie tak!”

Czy życie mamy usłane jest różami

Życie mamy z dwójką dzieci — radość, ale i wyzwanie

Bycie mamą może oznaczać życie usłane różami, gdy pogodzimy się z tym, że róża również ma kolce / fot.Canva

Coraz mniej kobiet chce mieć dzieci. W 2022 roku CBOS przeprowadziło badania, z których wynika, że 68 proc. pań w wieku 18-45 lat nie planuje potomstwa. To zdecydowanie więcej niż kilka lat wcześniej. W 2017 roku – 41 proc. ankietowanych deklarowało chęć bycia mamą. Jak podają raporty, kobiety stały się jeszcze bardziej świadome trudu wychowania dziecka. Zdecydowanie częściej myślą o rozwoju, spełnianiu marzeń, osiąganiu celów, a macierzyństwo może stać się konkretną przeszkodą w samorealizacji 

 

W ofensywie do raportów i faktów mówi się, że urodzenie maleństwa to niewyobrażalna dawka miłości, szczęścia i źródło kobiecego spełnienia. Jak wygląda życie mamy? Sielankowa codzienność czy wyzwanie każdego dnia?

 

Jestem w ciąży! Teraz będzie już tylko pięknie

Wychowanie dziecka to wyzwanie i nie trzeba cieszyć się potomstwem, aby o tym wiedzieć. Każdy z nas żyje w rodzinie, obserwujemy codzienność sąsiadów, mama-dziecko to powszechny obraz w środowisku społecznym. Wraz z uruchomieniem się instynktu macierzyńskiego, umysł może zniekształcać rzeczywistość. Gdy wewnętrzny głos – skłonny do posiadania potomstwa i opieki nad nim – szaleje, wszystko wydaje się piękne!

Dwie kreski na teście ciążowym to dla wielu kobiet już ogromny powód do radości. Ginekolożka Patrycja Żółtowska-Bajczuk zwraca jednak uwagę, że zajście w ciążę to dopiero początek i podkreśla: aktualnie co czwarta kobieta doświadcza przynajmniej jednego poronienia w swoim życiu. Paulina Hejduk  mama Antosi, tak wspomina początki bycia mamą:

„Niedługo po tym, jak zaczęliśmy starać się o powiększenie rodziny, zobaczyliśmy na teście dwie kreski. Później nie było już tak kolorowo. Kilka wizyt na pogotowiu — dłuższych i krótszych, które wywołały we mnie strach, jakiego dotąd nie znałam. Gdy już wszystko się uspokoiło, niespodziewanie na ostatnich badaniach prenatalnych usłyszałam niezrozumiałe dla mnie początkowo słowo „hipotrofia”. Nasza córeczka nie rosła prawidłowo i jedynym sposobem zapewnienia jej bezpieczeństwa był nasz pobyt w szpitalu, aż do samego rozwiązania. Byłam przerażona i zła na cały świat. Przepłakałam kilka wieczorów, gdy na szybko kompletowałam ostatnie rzeczy do wyprawki, ale wiedziałam, że tak będzie najlepiej dla naszego maleństwa.

 

Wystraszona i płacząca mama oczekująca porodu i dziecka

Okazuje się, że gorsze dni dopadają każdego. / fot.Canva

 

Antosia urodziła się po kilku tygodniach jako zdrowa, ważąca niecałe 2 kg dziewczynka. Zabrakło jej 100 g, aby mogła zostać ze mną na sali. Zaraz po porodzie przewieziono ją na oddział neonatologii, gdzie spędziła sama dziesięć, okrutnie długich dni. Wyjście bez niej ze szpitala to był zdecydowanie najgorszy dzień w moim życiu.

 

Najpiękniejszy za to okazał się 23.12.2022 rok, kiedy dowiedzieliśmy się, że Tosia spędzi z nami święta. Optymistycznie myślałam, że najgorsze za nami, ale nasza córeczka okazała się, jak lubimy mówić do dziś — „wyjątkowa”: okropne kolki spowodowane jej niedojrzałym układem trawiennym; brak umiejętności jedzenia z piersi, a co za tym idzie godziny spędzone na laktatorze; ogromna potrzeba bliskości równoznaczna z odmową spania gdziekolwiek indziej niż na rękach; mnóstwo wizyt kontrolnych u różnych specjalistów. Czułam, że to wszystko doprowadza mnie do depresji. Byłam bezradna i beznadziejna w nowej roli. Codziennie płakałam pod prysznicem, licząc, że mąż tego nie usłyszy. Na szczęście był dla mnie ogromnym wsparciem, podobnie jak przyjaciółki i rodzina. Gdy powoli zaczęłam dopuszczać do głosu instynkt macierzyński i przywykłam do myśli, że z czasem będzie prościej, faktycznie tak się stało”.

 

Może zainteresuje cię również:

Powrót do pracy po macierzyńskim — szansa, konieczność, fikcja?

 

Depresja poporodowa może dotknąć każdą kobietę

Rządowa strona pacjent.gov.pl alarmuje:

„Jeśli po porodzie jesteś stale zmęczona, w złym nastroju, nic Cię nie cieszy i ciągle boisz się, że jesteś złą matką, prawdopodobnie masz depresję poporodową”.

W trakcie ciąży produkcja kobiecych hormonów gwałtownie wzrasta. Kobieta o zmiennym nastroju, zachciankach kulinarnych, nietypowych (typowych dla ciąży) dolegliwościach? Prawdopodobnie spodziewa się dziecka. Po porodzie poziom hormonów (np. progesteron, estrogeny, prolaktyny) drastycznie spada, a i ciało oraz kobieca psychika wymagają rekonwalescencji. Pojawiają się pierwsze wyzwania, obawy, zmęczenie, brak wiary we własne możliwości i bardzo często baby blues, czyli poporodowy smutek, który może trwać około 10 dni.

 

Gdy jednak:

  • baby blues się przedłuża,
  • nie masz na nic siły,
  • nie chcesz wstawać do dziecka,
  • jesteś nieustannie poddenerwowana,
  • czujesz się beznadziejnie i nic nie sprawia radości,
  • odczuwasz lęk i strach bycia tylko z maluchem,
  • przez głowę przechodzą najczarniejsze scenariusze,
  • żałujesz bycia mamą,

możesz przeżywać depresję poporodową. O podejrzeniach natychmiast należy powiadomić bliskich i udać się do lekarza. Zdecydowanie więcej objaw depresji, które warto poznać, wymienia Hania Es w filmiku na YouTube „Depresja poporodowa – gdy bycie mamą to koszmar”.

„Pamiętam siebie w depresji i w objawach depresji. Wtedy nie potrafiłam dobrze zająć się sobą, nawet swoimi podstawowymi potrzebami fizjologicznymi, takimi jak danie sobie jedzenia. A tutaj masz te objawy (depresji poporodowej) i jeszcze masz małego człowieka, które całe jest potrzebujące. My się rodzimy przecież totalnie niesamodzielni i potrzebujący”

— wspomina Hania.

 

 

Wśród kochających osób, profesjonalnych lekarzy, kobiety wygrywają z depresją. Często jednak pozostawione są bez żadnego wsparcia — rodzina daleko, mąż na wyjazdach, a i dla koleżanek stają się „mniej atrakcyjne społecznie”, bo cały ich świat skupia się na dziecku. Mają po prostu mało czasu i możliwości. Sara Michałek – mama Julka, apeluje w imieniu innych kobiet-mam:

„Nie oddalajcie się od koleżanki/przyjaciółki, która jest w ciąży lub akurat urodziła. Nie chodzi o to, żebyście od razu przyszły i zaproponowały, że zajmiecie się ich dzieckiem! One potrzebują dobrego słowa, żeby czasem ktoś przyszedł i zapytał, co czują. Potrzebują dobrego ramienia, na którym mogą się wypłakać z codziennej bezsilności. Chcą kogoś, kto przyjdzie w ten bałagan i zrobi kawę, a nie usiądzie i poczeka, aż się go obsłuży. Chcą być i czuć się normalnie. Czasem dla ciebie to naprawdę niewiele, a dla matki to pierwszy krok wyjścia z depresji. Kobiety! Wspierajmy się!”.

 

Trend mamy idealnej? Zanika, uff…

Kobiety – świeżo upieczone matki często wspominają o tym, że do dnia pojawienia się dziecka nie były w pełni świadome trudności związanych z macierzyństwem. Bezsprzecznie niełatwo jest być mamą w świecie, w którym nierzadko media społecznościowe kreują rzeczywistość. Jeszcze do niedawna wspominanie o objawach depresji poporodowej budziło oburzenie. Jak to nie cieszysz się po porodzie? Chyba coś z tobą nie tak!

Uśmiechnięte, kwitnące celebrytki, które od razu po urodzeniu wyglądają jak milion dolarów i tryskają życiem. Młode mamy na Instagramie — idealnie wymalowane z chwilą dla siebie w tle. Influencerki, które z dzieckiem na ramieniu nadal rozpędzają swoje kariery.

 

Młoda mama, która ćwiczy, perfekcyjnie się odżywia i dba o siebie.

Piękna, zadbana, idealna mama, która potrafi znaleźć czas dla siebie. / fot.Canva

 

I w tym wszystkim zwykłe mamy wstydzące się opowiedzieć o swoim codziennym życiu. Milczą, płaczą, gdy nikt nie patrzy i za wszelką cenę próbują udowodnić, że wszystko jest ok. Bo przecież musi takie być.

Na szczęście trend idealnej mamy przemija. Może i dlatego coraz więcej kobiet nie chce mieć dzieci? Popularne osoby zaczęły głośno opowiadać o pięknych, ale i smutniejszych stronach macierzyństwa. Okazuje się, że gorsze i frustrujące dni dopadają każdego. Teraz mamy planujące dziecko wiedzą, że nie zawsze jest kolorowo, co paradoksalnie napawa optymizmem. Koniecznie posłuchaj, jak o temacie macierzyństwa opowiada Nina – 38-letnia mama na kanale „Skrawki”, aby dowiedzieć się jak najwięcej o ciągłych zmianach w byciu mamą.

 

Oczekiwania a rzeczywistość – kontrast

Nasze oczekiwania nie zawsze idą w parze z rzeczywistością i warto o tym pamiętać. Wszystko po to, aby zderzenie z macierzyństwem stało się piękną lekcją, na którą czekamy przez całe życie, a nie wysysającą radość pijawką. Dominika Bożek – mama Leona, wspomina:

„Teraz jest na pewno inaczej. Marzenie o dziecku spełniło się i to jest piękne. Jestem z tego powodu szczęśliwa i podekscytowana, ale początki były bardzo trudne. Szczególnie wtedy, gdy nieprzespane noce zaczęły się kumulować i wszystko było nowe. Pierwszy miesiąc chciałam jedynie „jakoś” przetrwać. Bycie mamą to dla mnie odkrycie niezliczonych pokładów miłości, ale również nieustanna praca nad samą sobą. Nad różnymi zachowaniami i reakcjami, które dotąd były mi obce. To zmiana perspektywy w wielu kwestiach. Jako świeżo upieczona mama spodziewałam się, że od razu poczuję instynkt macierzyński (o którym wszyscy zawsze tyle mówią!), dzięki któremu będę wiedziała, co robić. Ale to nie przyszło naturalnie. Zamiast tego sama szukałam pewnych rozwiązań, walcząc z nadmiarem informacji. Poczucie przytłoczenia przestało towarzyszyć mi zaledwie kilka tygodni temu, a mój syn ma już ponad 7 miesięcy. W końcu zrozumiałam, że muszę decydować zgodnie z tym, co ja sama uważam za najbardziej odpowiednie. To wiązało się również z nabraniem przekonania o słuszności swoich decyzji oraz wiarą we własną wiedzę i umiejętności”.

 

Przeczytaj koniecznie: 

Kocham moje dzieci, ale żałuję, że je urodziłam

 

Sara Michałek zapytana: „Jak to jest być mamą?”, odpowiedziała:

„Zderzyłam się z pewną rzeczywistością, która mnie chyba trochę zasmuciła. Zawsze wiedziałam, że matki nie mają łatwo. Wiedziałam, że jest to duże poświęcenie, ale dopóki samemu się tego nie doświadczy, to nie jest się w stanie wiedzieć, co czuje matka, szczególnie świeżo upieczona. To: ciężka praca nad ogarnięciem nowej rzeczywistości, dostosowanie się do małego bobasa i jego potrzeb, częste wyrzeczenia i…samotność. Z racji tego, że mieszkam za granicą, to nie mam obok najbliższej rodziny. Trochę smutno było przeżywać szczególnie narodziny i później pierwsze przybycie do domu  tylko z mężem, który był naprawdę dużym i jedynym wsparciem…

 

Myślę, że z czasem było i jest trudniej. Im większe dziecko, tym więcej uwagi wymaga, a gdy jesteś z nim 24 h/7, to energia zaczyna odpływać. Ty nie masz gdzie jej naładować, bo nie masz dla siebie czasu, jesteś więc przygnębiona i przytłoczona codziennością. Za tym wszystkim idzie też trudność budowania i wzmacniania relacji z mężem. I błędne koło się zamyka. Samotność matek to łzy pod prysznicem, w poduszkę, czy podczas karmienia. Samotność matek to tęsknota do ludzi, do ciepłej kawy w kawiarni, do długich rozmów przy winie z przyjaciółką. Bardzo mnie to zaskoczyło i otworzyło oczy na inne matki, na ich życie i codzienne zmagania. Gdybym wcześniej wiedziała, jak ważne jest takie wsparcie psychiczne i fizyczne matki, to chyba więcej mojej uwagi poświęciłabym otaczającym mnie kobietom z dziećmi. Ale czy macierzyństwo to tylko negatywne odczucia? Ależ nie!”.

 

Szczęśliwa mama i jej codzienne życie z maluszkiem.

Ale wraz z większą dawką zmartwień, pojawiło się więcej szczęścia! / fot.Canva

 

Małe dzieci mały kłopot, duże dzieci duży kłopot

„Gdy nie miałam dzieci, wszystko było prostsze. Pamiętam, że zawsze miałam wybór. Teraz go nie mam. Muszę przerwać pracę, gdy dziecko jest głodne. Muszę wstać mimo choroby, gdy córka tego potrzebuje. Przez kolejne lata mogę zapomnieć o beztroskich podróżach, szalonych zabawach, nicnierobieniu. Kiedyś nie byłam mamą i mogłam skupić się całkowicie na sobie. Teraz jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie. Jest inaczej, zupełnie inaczej. I już nigdy nic nie będzie jak dawniej… ”

— opowiada Karolina.

Czy rzeczywiście już zawsze będzie inaczej? Czy dorastające dzieci przywracają beztroskie życie? Renata 60-letnia kobieta i mama trójki dorosłych dzieci tłumaczy:

„Nie jestem już młodą mamą. Mogę potwierdzić tezę, że życie po urodzeniu malucha już nigdy nie jest takie beztroskie jak dawniej. Wraz z dorastaniem pojawiały się kolejne problemy — nie takie błahe. Zmartwienia tym większe, im większe stawały się dzieci. Nadal myślę o wszystkich i martwię się na każdym kroku. Staram się wspierać, jak mogę najbardziej, mimo że  już tak niewiele zależy ode mnie. Ciągle zastanawiam się: czy dojadą spokojnie, czy im dobrze, czy są zdrowe. Wiesz, gdy urodzisz dzieci, nie jest tak, że myślisz już tylko o sobie. Jednak po tylu latach dużo się zmieniło. Materialnie jestem odpowiedzialna tylko za swoje życie.  Spadł ze mnie ciężar wychowania. Odpowiedzialność za opiekę zastąpiło zatroskanie. Jednak rodzina obdarza mnie ogromnym szczęściem! Gdy dzieci i wnuczki przekraczają próg mojego domu, wszystko nabiera sensu. Nieważny bałagan, hałas, płacze… ważne, że są blisko i czuję ich miłość. Hmm… co jeszcze? Dopiero teraz możemy wyjechać z mężem na takie wakacje z serii „tylko dla nas”. To zwiększa jakość życia. Dawniej wszystko organizowałam pod dzieci, a i uzbierane pieniądze na coroczne wyjazdy dzieliłam na pięć osób”.

 

Kolejna propozycja dla ciebie:

Tarot na Dzień Matki – przyjrzyj się relacjom z mamą i darom, jakie otrzymałaś od kobiet z twojego rodu

 

Z kolei mama Renaty — 86-letnia Bronisława doczekała dwóch córek, ośmiu wnuków i ośmiu prawnuków. Na pytanie, jak to jest być mamą w dojrzałym wieku, odpowiedziała:

„Nie wyobrażam sobie nie mieć dzieci. Trud macierzyństwa jest warty wszystkich nieprzespanych nocy. Mam kochane córki, czuję się zaopiekowana i dzięki nim – nawet po stracie męża – jestem szczęśliwa oraz bezpieczna. Wspólnie spędzony czas w gronie tak dużej rodziny sprawia, że nadal chce mi się żyć. Mogę liczyć na moje dzieci, nie jestem sama…”.

 

Tak po prostu: mamą być

Coraz więcej mówi się o macierzyństwie bez lukru. Nowe pokolenie nie ukrywa problemów, emocji, samotności. Pytając kobiety o rolę matki, często słyszę szczere słowa — rzeczywistość nieprzekłamaną na potrzeby wywiadu. I bardzo często na zakończenie rozmów dopowiadają: „Tylko Karolina, nie myśl sobie, że ja nie kocham swojego dziecka”. Cokolwiek usłyszę, nigdy tak nie myślę.

Józef Ignacy Kraszewski napisał:

„Jest jedna miłość, która nie liczy na wzajemność, nie szczędzi ofiar, płacze a przebacza, odepchnięta wraca — to miłość macierzyńska”.

Matki kochają jak nikt inny. Poczucie, że czasem są niewystarczające, rodzi się z miłości. Mimo przeszkód, ciężkich chwil, niesamowita i niepowtarzalna relacja matka-dziecko zawsze wygrywa. Czy warto być mamą?

„To przede wszystkim miłość, która wypełnia Cię po brzegi. To poczucie dumy, że Twój organizm stworzył i wydał na świat potomka. To codzienne odkrywanie samego siebie, swoich głęboko schowanych uczuć i emocji. To poznawanie świata z innej, bardziej świetlistej perspektywy, bo oczami śmiejącego się dziecka. To poczucie misji, bo wychowujesz małego człowieka nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla świata”

– wzruszająco odpowiedziała Sara Michałek.

„Oj tak! Zawsze marzyłam o rodzince z dwójką dzieci i udało się! Z dziećmi jest cudownie. Uwielbiam pokazywać im świat, uczyć nowych rzeczy, patrzeć na te małe, uśmiechnięte buźki. Jednak jesteśmy tylko ludźmi i bywają dni, gdy brakuje sił, cierpliwości i zamiast kreatywnych zabaw jest bajka w telewizji”

— z uśmiechem odpowiada Magdalena Marek na pytanie, czy zawsze chciała być mamą.

 

Mama z córką bawią się i przeżywają wspólne, cudowne chwile.

Matki kochają jak nikt inny. Poczucie, że czasem są niewystarczające, rodzi się z miłości. / fot.Canva

 

Paulina Hejduk po wspomnieniach trudnych początków, dodaje:

„Dziś Antosia ma 5 miesięcy i śmiało mogę powiedzieć, że mimo tych wszystkich trudów, które nas spotkały, uwielbiam bycie mamą. Kocham swoją córkę najbardziej na świecie. Jest to taki rodzaj miłości, jakiej nie mogłabym doświadczyć, gdyby nie ona. Oczywiście, że nadal jest ciężko, macierzyństwo to praca 24 h na dobę. Prawda jest taka, że matka ciągle czuwa, ciągle jest w gotowości. Dopiero teraz rozumiem, ile prawdy jest w stwierdzeniu, że „do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska”. Całe szczęście, że my taką wokół siebie mamy”.

Wśród rozmów na temat bycia mamą niejednokrotnie pojawił się temat zdrowia, jako najistotniejszy element szczęśliwego macierzyństwa. Zdrowe dziecko to ogromny powód do szczęścia. Gdy nic nie sprawia fizycznego bólu i cierpienia, wszystko inne – w dalszej perspektywie – wydaje się błahym problemem. Mama opiekująca się zdrowym maluchem to bohaterka. A chorym-najukochańszym dzieckiem? Superbohaterka.

 

Zaakceptuj macierzyństwo, aby zyskać radość

„Ciężko określać macierzyństwo w kategoriach gorzej/lepiej. Z pewnością jest to najtrudniejsze, z czym przyszło mi się zmierzyć i kosztuje wiele wyrzeczeń. Jest żal i tęsknota do poprzedniego życia, ale jednocześnie są też zupełnie nowe doświadczenia, w których staram się odnaleźć radość”

— tak w skrócie porównała życie przed i po porodzie Joanna Wandzel.

 

Życie mamy nie jedno ma imię. Macierzyńską codzienność można porównać do pogody. Jest pięknie i słonecznie, marzymy o wycieczce, a nagle przychodzi deszcz –  niszczy plany. Wszystko się zmienia w ułamku sekundy. Jednak, gdy szerzej otworzymy oczy, zobaczymy, że świat jest piękny. I to niezależnie od pory roku oraz pogody. Nawet w kroplach deszczu, kryje się coś niesamowitego. Bycie mamą może oznaczać życie usłane różami, gdy pogodzimy się z tym, że róża również ma kolce.

SEO copywriterka, dla której pisanie to nie tylko sposób na życie, ale i największa pasja. Prywatnie pozytywnie zakręcona mama dwóch córeczek i owczarka niemieckiego. Kocha? Góry. Boi się? Gryzoni. Wierzy, że nie ma rzeczy niemożliwych i uparcie dąży do celów.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ