Wednesday, January 26, 2022
Home / POLECAMY  / Zerwał zaręczyny, ale wesela nie dało się odwołać (prawdziwa historia)

Zerwał zaręczyny, ale wesela nie dało się odwołać (prawdziwa historia)

Mój ukochany zerwał zaręczyny

odwołany ślub

Nie tak łatwo odwołać wesele / fot. Adobe Stock

Kiedy mój ukochany oświadczył, że nie może się ożenić, w rodzinie zapanował popłoch. W tamtym czasie odwołanie wesela w ogóle nie wchodziło w grę. Tylko ja się ucieszyłam

Wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia?

Z Tomkiem chodziliśmy do tego samego liceum, do klas równoległych. Pewnego dnia, z powodu choroby nauczycielki, nasze klasy miały wspólną lekcję chemii.

Wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Ja nie muszę w nią wierzyć, bo mnie przytrafiła się naprawdę, gdy na siebie spojrzeliśmy. Ze wszystkimi jej objawami, motylami w brzuchu, drżeniem całego ciała, utratą tchu, brakiem apetytu, bezsennością.

W moim organizmie uruchomiło się całe laboratorium, nomen omen… chemiczne. Jego oczy, i moje w nim odbicie, promieniały. Świat stał się idealny. Uśmiech Tomka sprawiał, że miękły pode mną nogi. Działo się dokładnie to, co wydaje się takie banalne i przerysowane, gdy czytamy o tym w romansach.

Za każdym razem, gdy na siebie patrzyliśmy, działa się magia. Tymczasem jednak rzeczywistość biegła równoległym torem. Mieszkałam w innej miejscowości, przebywałam wśród innych znajomych, gdzie indziej spędzałam weekendy, święta, wakacje. Wiedziałam, że on ma dziewczynę, ale ja też co chwilę miałam jakiegoś chłopaka. „Chodzenie” z kimś było dla mnie czymś naturalnym i nie było w ogóle związane z przyjemnościami ciała, gdyż wychowano mnie w duchu katolickiego postrzegania seksu jako grzech. Czego zresztą żałuję, bo przez to „zaprogramowanie” ominęło mnie wiele pięknych chwil.

 

Zobacz też: Motyle w brzuchu to tylko chemia?

Dziewczyna. Narzeczona. (Nie)żona

Byłam bardzo młoda, szczupła, piękna, z uwodzicielskim spojrzeniem. Brylowałam w towarzystwie i nigdy nie brakowało chłopaków, a potem mężczyzn, wokół mnie. Jeździłam na obozy harcerskie, a w wolnej chwili malowałam, bo po liceum chciałam zostać artystką. Łatwo się też zakochiwałam, a moje uniesienia były zawsze bardzo intensywne, chociaż krótkotrwałe. Na ogół kończyły się wraz z… wakacjami.
Czas mijał, byliśmy już w klasie maturalnej.

Tomek nadal spotykał się ze swoją dziewczyną, a ja miałam co jakiś czas kolejnego chłopaka. Jednak nasze spojrzenia przeszywały nas na wylot przy każdym przypadkowym spotkaniu na szkolnym korytarzu. Nawet wtedy, gdy dziewczyna Tomka zmieniła status na „narzeczona”.

Co jakiś czas widywałam się z koleżankami w Krakowie, w Krzysztoforach. Tomek wiedział, że tam bywam, przyszedł raz z prezentem dla mnie – kasetą Cocteau Twins. Zaczął częściej przebywać w moim towarzystwie, porozumiewaliśmy się językiem muzyki i sztuki, odwiedzał mnie w domu rodzinnym. A jednocześnie jego związek z narzeczoną też nabierał tempa… właśnie został wybrany termin ślubu.
Musiałam to zakończyć. Powiedziałam, że już nie możemy się widywać.

Mijały miesiące, dostałam się do Studium Plastycznego, dziurę po niespełnionej miłości wypełniałam sztuką i nowym towarzystwem.

 

Zobacz też: Poliamoria, czy można kochać kilka osób jednocześnie?

 

Mój ukochany zerwał zaręczyny

Pewnego dnia Tomek przyjechał do mnie i oznajmił, że zerwał zaręczyny, że nie może przestać myśleć o mnie, że nie może beze mnie żyć. Byłam najszczęśliwszą kobietą pod słońcem. Wiedziałam, że przeznaczenia nie da się już więcej oszukać.
Zostaliśmy wreszcie oficjalnie, nieodwołalnie parą, a namiętność między nami, tym razem już wzbogacona o cudowny seks, mogła się bez przeszkód rozwijać. No, może nie do końca bez przeszkód, bo kiedy mój ukochany oświadczył, że nie może się ożenić, w jego rodzinie zapanował popłoch. Przecież już wszystko było przygotowane.

Trzydzieści lat temu nie tak łatwo było zorganizować wesele, ale jeszcze trudniej było z niego zrezygnować. Nie dało się wycofać rezerwacji sali i odzyskać zadatku. Poza tym to były trudne czasy, niczego się nie marnowało, tę przestrzeń trzeba było wykorzystać!

Jeśli czekacie na happy end w postaci mojego ślubu z Tomkiem, nic z tego. W tamtym terminie nie mogłabym tego zrobić, byłoby to nieetyczne.
Dlatego zamiast mojego ukochanego, ślub wzięli… jego rodzice, którzy żyli w konkubinacie od ponad 20 lat. W sali, wynajętej na niedoszłe wesele Tomka z jego byłą narzeczoną, bawiłam się znakomicie na weselu moich przyszłych teściów.

 

Zobacz też: Ślub humanistyczny – skąd bierze się coraz większa jego popularność?

My ślubowaliśmy sobie dozgonną miłość po kilku latach. Teraz mija już 30 lat naszego małżeństwa, i wciąż jesteśmy razem, wspólnie słuchamy Cocteau Twins i patrzymy na siebie tak, jak za pierwszym na tamtej, niezapomnianej lekcji chemii.
I Wam też życzę takiej Miłości

Basia Iberle

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach