Home / Styl życia  / 12 lat, by naprawić planetę

12 lat, by naprawić planetę

Kupowanie eko produktów tylko trochę różni się od kupowania tych szkodliwych. Nie zmienia nawyku nad-kupowania, któremu wszyscy oddajemy dusze i portfele

Torba w stylu zero waste

Już po paru ekozakupach widzę jednak, że moje nowości są nie tylko nadzwyczajnie stylowe, ale i kosztowne. Bo na tych dobrych emocjach i chęciach ktoś gdzieś też robi biznes. Biznes etycznie skomplikowany, bo monetyzowanie dobrych intencji zawsze pozostanie schizofreniczne / fot. Sylvie Tittel / Unsplash

Według raportu IPCC, czyli Międzynarodowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu, mamy dokładnie tyle czasu na zatrzymanie (a raczej ograniczenie) globalnego ocieplenia na poziomie 1,5 stopnia. Wzrost do 2 stopni oznacza np. zanik rafy koralowej i lodu arktycznego. Bez wchodzenia w szczegóły techniczne (tu potrzeba tęższej głowy), wiem, że jest niedobrze i będzie gorzej

 

Zero waste

Źle musi być naprawdę, skoro nawet w umiarkowanie świadomym społecznie Klanie bohaterki rozmawiają o wielorazowych torbach na zakupy i morderczych słomkach, a jeden z banków reklamuje się hasłami o ograniczaniu konsumpcji. Instagram już od dawna żyje w stylu zero waste i wege, ale przebijanie się tych znaczeń do tzw. głównego nurtu daje wiele do myślenia. Bo to nie jest wcale takie trudne. Wystarczy zerknąć na własne zakupy. Zero waste, czyli życie bez śmieci brzmi poetycko i pięknie, ale jak bardzo nie jestem zero waste orientuję się szybko. Bułki w reklamówce, pieczarki w folii, ogórki kiszone – tak – też w foliowym woreczku. Pasta do zębów – pudełko od razu ląduje w koszu. Dobrze, że marchewkę wzięłam bez siatki. A to i tak tylko część.
Chcę coś zmienić. Siedzę więc przed ekranem w swojej kiecce z poczucia winy i oglądam żółwie umierające od plastikowych rurek, mewy duszące się nakrętkami od wody mineralnej i ryby mylące foliowe torby z meduzami. Próbuję policzyć swój ślad węglowy, ale entuzjazm mi słabnie przy kolejnym pytaniu o dokładną ilość kilometrów, jakie przebyłam kolejno samolotem, pociągiem i komunikacją miejską. Kiecka z wyrzutów puchnie.

Dobre intencje

Najlepiej byłoby zmienić coś szybko. Najchętniej z umiarkowanym wysiłkiem, choć zakupy online to też trud. Mogę przecież od razu kupić trochę eko życia. Wymienić na lepsze, na zielone, na bardziej instagramowe. Bambusowe szczoteczki do zębów, drewniane sztućce, nowy kubek na moją własną coffee to go (oczywiście z dobrego plastiku, najlepiej jakiejś uroczej francuskiej firmy), do tego nowe torby bawełniane (mam szufladę pełną reklamówek, ale wstyd się z nimi pokazać), trochę woskowijek (muszę jakoś przechowywać jedzenie, skoro wyrzuciłam folię plastikową i aluminiową). Do tego przydałby mi się szykowny nowy zaparzacz do kawy z eko filtrami i kilka zestawów plastikowych opakowań na jedzenie. Wezmę też siatki specjalnie na zakup pieczywa i metalowe słomki (do torebki, żebym mogła wypić drinka bez zabijania tych nieszczęsnych żółwi). Już po paru ekozakupach widzę jednak, że moje nowości są nie tylko nadzwyczajnie stylowe, ale i kosztowne. Bo na tych dobrych emocjach i chęciach ktoś gdzieś też robi biznes. Biznes etycznie skomplikowany, bo monetyzowanie dobrych intencji zawsze pozostanie schizofreniczne. Sięgam więc do korzeni zero waste i znajduję matkę tego ruchu – Beę Johnson. Życie konsumpcyjne przejadło się Johnson, gdy pracowała w Stanach jako au pair. A tam był nadmiar wszystkiego – jedzenia, rzeczy, zbędnych zabawek i śmieci. Johnson napisała więc książkę Pokochaj swój dom i zaczęła propagować ruch świadomego ograniczania konsumpcji. Nie nawołuje jednak do wymiany złego plastiku na dobry bambus. Johnson nawołuje –

zużywaj to, co masz. Pożyczaj. Naprawiaj. Bambusowa szczoteczka może poczekać, wykończ tę, którą masz.

Filozofia zero waste

Filozofia zero waste: 5R: Refuse-Reduce-Reuse-Recycle-Rot, czyli przede wszystkim odmawiaj, nie kupuj bezsensownie i zużywaj… a potem użyj do czegoś innego / fot. Fotolia

Johnson promuje metodę 5R: Refuse-Reduce-Reuse-Recycle-Rot, czyli przede wszystkim odmawiaj, nie kupuj bezsensownie i zużywaj… a potem użyj do czegoś innego (np. ze starych podkoszulków można zrobić włóczkę, a z rajstop gumki do włosów).
Bo kupowanie tych lepszych eko produktów tylko trochę różni się od kupowania tych szkodliwych. Nie zmienia nawyku nad-kupowania, któremu wszyscy oddajemy dusze i portfele. Kupowania na chwilę, impulsywnie, dla mody, dla stylu, by mieć nowe, by nie pokazać się ze starym. Mogę więc kupić pojemniczki osobne na ser, na szynkę, na ogórek i inne śniadaniowe niezbędniki. A mogę też je wpakować do pudełek po lodach, które już mam. Na własny kompostownik w domu nie jestem gotowa, ale pozostałe punkty 5R nie wymagają aż tak wielkiego wysiłku. Poza jednym. Rezygnacją z wszechposiadania.

Wspólna sieć

Joe Chayefsky (bohater powieści Jussi Valtonena Nie wiedzą, co czynią) jest naukowcem. Mężem i ojcem. I byłym mężem. W pracy prowadzi badania na zwierzętach. Joe lubi swoją pracę i życie. Do czasu, gdy wszystko zaczyna się sypać. Bo Joe nie rozumie, że porzucony syn może mieć do niego żal. Nie rozumie, że eksperymenty na zwierzętach są etycznie wątpliwe. Nie rozumie też, że posiadanie domu na przedmieściach nie gwarantuje mu spokojnej egzystencji. Ale nawet kiedy całe życie się sypie, Joe nie rozumie, że te jego eksperymenty na zwierzętach i dom na przedmieściach są częścią sieci wzajemnych połączeń, w których poszczególne elementy, ludzie i ich decyzje zawsze na siebie oddziałują.
W powieści Valtonena wszystko ma swoje konsekwencje. Świat jest pajęczyną, w której ponosi się karę za cudze winy. I sprząta cudze śmieci. Bo one nie znikają. Mogę wyrzucić tę szufladę pełną reklamówek, tylko czy coś się od tego realnie zmieni? Ponoć Duńczycy zużywają mniej niż 10 torebek foliowych rocznie, Polacy – kilkaset. Czyli to jednak jest możliwe? Małe wybory mają znaczenie?

A przecież wciąż słyszę, że jest inaczej. Że mogę wszystko. Że JA jestem wyjątkowa. Nie ma znaczenia, co będzie za 12 lat, ani nawet za miesiąc – ważne żebym kupiła tę bluzkę. Co z tego, że jest ze sweatshopu, a za parę tygodni mi się znudzi. Mnie ma być dobrze i wygodnie. Bo jestem jedyna. I poradzę sobie sama. I mam liczyć tylko na siebie i być samowystarczalną, tak jakby po mnie, przede mną i wokół mnie – nie było niczego.
I nagle sama myśl o tym, że nie muszę czegoś kupić, nie muszę mieć i mogę z czegoś zrezygnować wydaje się bardzo ekscytująca. I to jest mój 12-letni plan. A jaki jest twój?

Anna Petelenz

Autorka bloga www.wzwiazkuzekranem.pl. Jedną nogą w Krakowie, drugą w Wiedniu. Najchętniej pisze o sztuce, korpo i kobietach. Najchętniej w towarzystwie czarnej kawy

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach