Wednesday, May 22, 2024
Home / Ludzie  / Prawdziwe historie  / „Zakochałam się w jego mózgu”. Razem od liceum – historie miłosne par z długim stażem

„Zakochałam się w jego mózgu”. Razem od liceum – historie miłosne par z długim stażem

Historie par z długim stażem

Iwona i Romek ponad 30 lat temu

Iwona i Romek, zdjęcia archiwalne

Pary z długim stażem budzą podziw. Siedzieli w jednej ławce w liceum i… siedzą nadal, tyle że na wspólnej kanapie lub przy kuchennym stole. Czy można z jednym partnerem spędzić całe życie i być szczęśliwym? A co z żalem, że się nie wyszalało, nie sprawdziło jak jest gdzie indziej?

Michalina mówi, że nie wyobraża sobie, żeby mogła dotknąć innego mężczyznę. Iwona, że o chłopaku z sąsiedniego osiedla od razu pomyślała, że będzie jej mężem. Obie zaznaczają, że na pewnym etapie związku, kluczowe, by naprawdę dobrze się w nim czuć, jest skierowanie uwagi na własny rozwój. Posłuchajcie dwóch historii kobiet, które są ze swoimi mężami od liceum.

Zakochałam się w jego mózgu (Michalina, 39 lat)

Rekolekcje i piękny mózg

Byłam nowa w tym mieście i w tym liceum. Na początku 3 klasy odbywał się tzw. półmetek. Łukasz mnie zaprosił jako osobę towarzyszącą i od razu coś między nami zaiskrzyło, wydarzył się nawet pocałunek. Ale on nie był wtedy mną zainteresowany na poważnie, bo miał dziewczynę w innym mieście. Aż do… rekolekcji w marcu. Chodziliśmy do katolickiego liceum i mieliśmy rekolekcje wyjazdowe. Kolejne iskry, kolejne pocałunki. Bardzo mi się podobał. Gdy wracaliśmy postawiłam warunek, że musi wybrać – albo ja, albo tamta dziewczyna. Wybrał mnie. Niestety z tamtą dziewczyną zakończył związek fatalnie. Jeździł do niej raz w tygodniu, w soboty, a że najbliższa wypadała 8 marca, pojechała z bukietem kwiatów i powiedział, że zrywa

Zakochałam się w jego mózgu. Był bardzo dobry z przedmiotów ścisłych, rozumiał zadania. Miał wyrobione poglądy, jasno określone wartości, którymi kierował się w życiu, i nawet jeśli nie ze wszystkimi się zgadzałam, to doceniałam, że potrafi się ich trzymać. Bardzo się tym wyróżniał w klasie. Był patriotą, kupował np. polskie marki, to było dla niego ważne.

Na studniówkę poszliśmy jako para, tańczyliśmy w pierwszej parze poloneza, poznałam jego mamę. Pierwszy raz ją widziałam. Pamiętam, że to był ważny moment. On mnie przedstawił, „to jest Michalina”, a ona powiedziała, że bardzo jej miło i uśmiechnęła się. Zobaczyłam w jej oczach zadowolenia. Poczułam się zaakceptowana. Studniówka była dużym wydarzeniem dla mnie. Sukienkę kupiłam w zwykłej sieciówce, w Hiszpanii, dokąd często wyjeżdżałam. Dziewczyny miały na sobie strojne gorsety i długie suknie, a ja prostą, ciętą ze skosa, z pasem i hiszpańskim dekoltem odsłaniającym ramiona. Byłam wtedy potwornie chuda, bo bardzo stresowałam się maturą.

Może Cię zainteresuje:
Był miłością mojego życia. Na studniówkę poszedł z inną

Związek na odległość

Łukasz jest stały w wartościach i uczuciach, więc nie było wątpliwości, że będziemy razem, mimo iż on studiował w Polsce, a ja w Hiszpanii. Studia w Hiszpanii były oczywistością. Tata tam pracował, ja od 9 roku życia spędzałam tam wakacje. Ale docelowo chciałam wrócić do Polski. Nikt nie wróżył sukcesu naszemu związkowi. W tam tym czasie samoloty były bardzo drogie, za każdy sms płaciło się 3,60 zł, nie było internetu. Na studiach miałam fajnych facetów dookoła, przystojnych Latynosów. I właśnie taki typ urody mi się podobał, dopóki nie poznałam Łukasza, który ze swoimi blond włosami był ich zaprzeczeniem.

Pozostałam wierna swoim uczuciom. Widywaliśmy się 2-3 w roku. Po 5 latach wróciłam do Polski, dla Łukasza, bo on nie chciał wyjechać. Oświadczył się i rok później byliśmy małżeństwem.

Gdy pojawiły się dzieci, a mieliśmy dwójkę w krótkim czasie, nastał trudny okres dla związku. Ale kryzys, który się pojawia się przy obciążeniu rolą rodzica, uważam za naturalny. Jestem dumna, że mimo zawiłej drogi udało się nam się przez niego przejść i utrzymać tę relację. Jest mi w niej dobrze.

Zdarzały mi się przemyślenia związane tym, czy jeden facet na całe życie to dobry pomysł. Jednak z perspektywy dwudziestu lat razem uważam, że mój mąż jest tak wspaniałym mężczyzną, że nie wyobrażam sobie siebie przy kimś innym.

Nawet na poziomie fizycznym nie wyobrażam sobie, żebym mogła dotykać innego mężczyznę. Jesteśmy tak mocno ze sobą związani, że Łukaszowi bardzo trudno mnie zaskoczyć, potrafię przewidzieć każdy jego krok.

Życiowe role i pierwszy plan 

Jak być tak długo z jednym partnerem i się nie znudzić? Na pewno dużo dało mi to, że postawiłam na siebie i na samorozwój Mimo iż z natury jestem altruistką, w pewnym momencie życia wysunęła m siebie na pierwszy plan. Rozwój duchowy, stawianie granic, komunikowanie moich potrzeb, to na pewno ożywiło związek. Po pierwszych latach wychowywania dzieci byliśmy padnięci, a te zmiany przywróciły trochę ognia w związku. Łukasz wytrzymał moją przemianę, nie powiedział, że mi odwaliło albo że mi się poprzestawiało w głowie. Myślę, że wzmacniające związek jest także poczucie humoru, dystans do siebie. Nie warto wszystkiego brać zbyt serio. I oczywiście rozmowa, czy też – ogólniej rzecz ujmując – komunikacja.

Kiedy patrzę wstecz, widzę, jak zmieniłam się, gdy wchodziłam w dorosłość. Jako nastolatka byłam bardziej przebojowa, odważna, byłam liderką w klasie. A potem te cechy zostały uśpione.

W czasie studiów w Hiszpanii język stanowił naturalną barierą, więc trudno było mi tam realizować w stu procentach swój potencjał. Potem przyszła rola matki, a ona zmienia bardzo. Z dzisiejszej perspektywy myślę, że zostało we mnie może 50 procent tamtej Michaliny. To dobrze, bo życie jest nieustannym rozwojem, a jednocześnie za niektórymi aspektami mnie tamtej tęsknię i aktualnie w sposób świadomy uruchamiam je w sobie, gdy np. słyszę muzykę z tamtych czasów.

Przeczytaj koniecznie:
A co to miłość? Komunikacja w związku (wywiad z Anną Dodziuk)

Pomyślałam: On będzie moim mężem (Iwona, 51 lat)

Iwona i Roman, dawniej i dziś

Iwona i Roma, dawniej i dziś / zdjęcia z arch. rodzinnego

Korale z kury

Męża poznałam dzięki spowiedzi i koralom z kości z przełyku kury. Te korale zrobiła koleżanka, każdą kosteczkę pomalowała na inny kolor. Stałyśmy w kościele w kolejce do spowiedzi i dostałam przez te korale ataku śmiechu, a chłopcy, którzy stali za nami dołączyli do mnie.

Po spowiedzi koleżanka, odważniejsza ode mnie, zawołała: „hej, chłopaki, co tak za nami idziecie, chcecie się z nami umówić?”. I tak zaczęła się nasza znajomość.

Mieszkali na sąsiednim osiedlu. Ich było trzech i nas też trzy, bo miałam jeszcze siostrę bliźniaczkę. Przychodzili na nasze osiedle i przesiadywaliśmy całymi dniami na ławce. Siostra uważała, że przychodzą do niej, ja że do mnie. Oni sami pewnie nie wiedzieli do kogo bardziej, ale ja o jednym z nim, Romku, od razu pomyślałam, a przeczucie nigdy mnie nie zawodzi, że będzie moim mężem. Miał motorynkę i jak gdzieś jeździliśmy, koleżanki mówiły „ale ci fajnie, Iwona”. Nie pamiętam, żeby któreś z nas zaproponowało „chodzenie”, po prostu w pewnym momencie stało się oczywiste, że jesteśmy parą. Na 18 urodziny dałam mu pluszowego misia, którego ma do dziś. W tym roku obchodzimy 32 rocznicę naszego ślubu.

Dorosłość nie jest romansem

Jego rodzice byli przeciwni naszemu związkowi. Mieli w głowie inny obraz przyszłej żony ich syna Miała być wspaniałą, bogatą, wykształconą lekarką. Można powiedzieć, że nawet spełniłam częściowo ich marzenia o synowej, bo jestem lekarką, tylko że od duszy, a nie ciała. Wiele lat minęło zanim mnie zaakceptowali, ale trudno mi zapomnieć wszystkie niefajne rzeczy, które mówili na mój temat. 

To pod wpływem rodziców Romek odciął się na jakiś czas ode mnie. Zaczął się dziwnie zachowywać jeszcze przed studniówką. Sylwestra wolał spędzić z kumplem, a po studniówce zniknął całkiem, na osiem miesięcy. Chodziliśmy do różnych szkół, mówił, że nie ma czasu się spotykać, na wakacje wyjechał sam. Przepłakałam ten czas. Emocjonalnie bardzo cierpiałam, bo pragnęłam, aby zadeklarował się, że chce być ze mną już na zawsze. Z wakacji napisał kartkę, że zrozumiał, że źle robi. Zdzwoniłam od niego, zaczęliśmy się znowu spotykać i od tego czasu jesteśmy już razem, na dobre i złe.

Jednak w dorosłość weszłam z wyidealizowanym obrazem małżeństwo, książkowym, jak z romansu. Wyobrażałam sobie, że będzie wspaniale, że mąż będzie się mną opiekował, wspierał. Rzeczywistość okazała się daleka od wyobrażeń. Nie tylko dlatego, że 15 lat mieszkałam w domu teściów.

Wyboista droga

Po drodze do stabilności, którą dziś odczuwam, było tysiące kryzysów, stanów depresyjnych, moich prób wyprowadzki. Wiele lat zajęło mi zrozumienie, że wchodząc w małżeństwo, obydwoje uwikłani byliśmy w różne programy rodzinne. Roman odbijał się między mną a swoimi rodzicami, którzy narzucali mu swoje zdanie, a on nie potrafił przeciwstawić się im i podejmować samodzielnych decyzji.
Marzyłam o stworzeniu fajnego domu, a widziałam, że coś nie działa, i między nami, i w relacjach z dziećmi. Zaczęłam zadawać pytania i szukać odpowiedzi.

Kiedy zainteresowałam się ustawieniami hellingerowskimi, psychobiologią, a potem Sundao, moje życie zmieniło się o 180 stopni. Zrozumiałam, że kobieta z mężczyzną dobierają się tak, aby przepracować pewne rzeczy, które wnoszą do małżeństwa.

Rozstanie, gdy jest ciężko, wydaje się najprostszym rozwiązaniem, ale my zdecydowaliśmy, że chcemy być razem i pracować nad naszym związkiem. Nie tylko ja się zmieniłam, mąż także przechodzi transformację. Często razem bierzemy udział w warsztatach. Nagrywamy na YouTube wspólne praktyki Sundao, np. praktykę wdzięczności 21 pokłonów. Nauczyliśmy się siebie.

Staramy się unikać cichych dni. Można zamknąć się z własnym cierpieniem, każdy w swoim zakątku, ale lepiej jest wykrzyczeć, co nam nie pasuje, a jeszcze lepiej porozmawiać. Bo najczęściej porozumienia wynikają z tego, że sobie coś wyobrażamy, co nie jest prawdą.

W relacji nie jest istotne, czy mamy ślub, czy nie, ale to, czy się przyjaźnimy i czy dajemy sobie przestrzeń. Musiałam się nauczyć być sama, a bardzo się bałam się samotności. A teraz uwielbiam wyjść, nie tylko z koleżankami, ale też samej np. do restauracji i przyglądać się ludziom. Z kolei mąż, gdy potrzebuje przestrzeni, zamyka się pokoju. Jest skrytą osobą, nie lubi mówić o uczuciach.

Przeczytaj koniecznie:
Sundao. Mistrz Yu: Oddychaj i smakuj życie

Więcej luzu

W tym roku idę na studniówkę z uczniami technikum, w którym uczę. Swoją, mimo iż upłynęło tyle czasu, pamiętam doskonale. Sukienkę też. Być może nawet jeszcze ją mam. Niebieska, na ramiączkach, z czarnym bolerkiem na wierzchu i falbanami na dole. Trochę w stylu la 60-tych. I do tego balerinki. Moje ulubione buty. Kupowałam jej w sklepie na Sławkowskiej, w rodzinnej firmie, której już nie ma. A Roman miał na sobie szary garnitur i czarny krawat. Obecnie studniówki są bardziej na luzie. Młodzież świetnie się bawi, także z nauczycielami, jest dowolność strojów i makijażu. Moja studniówka była jednak dość sztywna.

Przeczytaj też:
Poszłam na studniówkę z Łelbekiem. Dobrze, że chociaż włosy umył

Gdybym znów miała 18 lat…

Gdy miałam 18 lat byłam bardziej odważna i szalona. Potem poprzez różne zmiany ról życiowych długo czułam się ograniczana. A teraz, gdy dzieci są dorosłe, wracam do tamtej siebie, do spontaniczności, radości, wygłupów.

Bo mimo trudnego dzieciństwa byłam osobą wesołą i ufną, a dopiero w dorosłości dopadły mnie stany lękowe i depresja, z którymi musiałam sobie poradzić.

Zmierzyłam się z nimi na wiele sposobów, biorąc leki, przepracowując wzorce z dzieciństwa na terapii, stosując narzędzia metod rozwojowych, którymi się zajmuję.
Jest we mnie młody, nowoczesny umysł i energia dwunastolatki. Chodzę na różne warsztaty, tańczę, zdarza się, że biorę plecak i jadę nad morze. Jedynie biodra ciało daje mi czasem znać, że mam jednak tych lat więcej.

TAGI

Dziennikarka i redaktor naczelna „Miasto Kobiet”, które wymyśliła i wprowadziła na rynek w 2004 rok. „Miasto Kobiet” to jej miłość, duma i pasja. Prezeska Fundacji Miasto Kobiet, która wspiera kobiety w odkrywaniu ich potencjału oraz założycielka Klubu Miasta Kobiet – cyklu spotkań dla kobiet z inspirującymi gośćmi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ