Friday, June 18, 2021
Home / Uroda  / Trendy  / TESTUJEMY: Zabieg wyszczuplający

TESTUJEMY: Zabieg wyszczuplający

Jesień i zima nie były dla mnie łaskawe. Od wakacji przybyło mi tu i tam – i w kilogramach, i w centymetrach. I to dzięki temu miałam powód i motywację, by przetestować Power Shape

Instytut Zdrowia i Urody Yasumi

Instytut Zdrowia i Urody Yasumi

Instytut Zdrowia i Urody Yasumi

Instytut Zdrowia i Urody Yasumi

Jesień i zima nie były dla mnie łaskawe. Od wakacji przybyło mi tu i tam – i w kilogramach, i w centymetrach. I to właściwie dobrze (nie ma to jak wyszukiwanie plusów w każdej sytuacji), bo dzięki temu miałam motywację, by przetestować Power Shape – serię zabiegów modelujących sylwetkę.

Tym razem nogi poniosły mnie do Instytutu Zdrowia i Urody Yasumi przy ul. Głowackiego 24. Mróz ścinał krew w żyłach, więc z prawdziwą przyjemnością dałam nurka do ciepłego i przyjaznego wnętrza tego dopiero co otwartego salonu.
Power Shape to urządzenie, które w jednym aparacie łączy kilka rozwiązań znanych już w kosmetologii. Innowacja polega na jednoczesnym ich zastosowaniu tak, by poprawić skuteczność zabiegu. A więc po pierwsze – masaż próżniowy, znany z endermologii, pomagający w walce z tłuszczykiem i cellulitem. Tutaj został zmodyfikowany, gdyż wykonują go dwie głowice – większa i mniejsza, wyposażone w rolki. Sprawiają one, że fałdy skóry są najpierw zasysane, a potem rozmasowywane. Po drugie – radiofrekwencja RF, czyli fale radiowe, które powodują podgrzanie tkanek w skórze właściwej, a tym samym pobudzają włókna kolagenowe do produkcji i regeneracji kolagenu. I wreszcie światło laserowe o niskim natężeniu, redukujące komórki tłuszczowe i stymulujące produkcję kolagenu.
Anna Sołtys, kosmetolog i menedżer Yasumi, tłumaczy na wstępie, że w moim przypadku efekty zabiegu nie będą tak spektakularne jak u osób z widoczną otyłością. Pani Anna proponuje zajęcie się brzuchem, udami i pośladkami. Nasz cel to zmniejszenie obwodów, poprawa jędrności skóry i podniesienie pośladków. Power Shape można też stosować na inne części ciała, np. ramiona, plecy, biust, łydki i kolana oraz twarz (używa się wówczas innej, małej głowicy). Na początku zostałam zmierzona, aby co kilka zabiegów móc obserwować zmiany. I zaczynamy. Zabieg trwa niecałą godzinę i polega na przesuwaniu po skórze głowicy, która zasysa i rozwałkowuje skórę, a jednocześnie emituje fale radiowe i podczerwone światło lasera. Dla każdej osoby dobierane są indywidualnie parametry zabiegu. To, na co szczególnie uważnie zwraca uwagę kosmetyczka, to grubość i stopień unaczynienia skóry. Mimo że program jest ustawiony niemal na maksimum, zabieg nie jest bolesny. Jednak osoby z cellulitem muszą się przygotować na to, że będą odczuwać większy dyskomfort. Jest ciepło (radiofale), ale nie za gorąco. Tylko raz w czasie całego cyklu poprosiłam o obniżenie poziomu natężenia fal.
Zabiegi powinno się wykonywać w cyklu przynajmniej 10 spotkań dwa, trzy razy w tygodniu. Osoby z nadwagą będą potrzebowały jeszcze większej liczby zabiegów. Ponieważ jednak muszę już oddać tekst do druku, mierzymy moje obwody po pięciu zabiegach. Nie jest źle – brzuch minus 2 cm, na udach minus 1 cm, pod biustem minus 4!, a przecież to dopiero połowa cyklu. Obawiam się jedynie, że po zakończeniu serii będę musiała przez parę kolejnych miesięcy od nowa zapuszczać tkankę tłuszczową. Przecież za jakiś czas powinnam móc wypróbować dla Czytelniczek „Miasta Kobiet” kolejne równie interesujące i skuteczne urządzenie…

Aneta Pondo

Instytut Zdrowia i Urody Yasumi, ul. Głowackiego 24, tel. 12 446 42 46, www.instytut.krakow.yasumi.pl

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach