Wednesday, January 26, 2022
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Young Leosia: Pułapka na dziaderstwo

Young Leosia: Pułapka na dziaderstwo

Muzyka dla rozrywki? Kobieta z wysokim głosem? Hip-hop z prostym tekstem? Nonsens!

young leosia

Young Leosia u Kuby Wojewódzkiego / fot. TVN/Wojciech Kurczewski

Dyskusja, a w zasadzie inba o Young Leosię dotarła do mnie, zanim usłyszałam choćby jedną nutkę z jakiegokolwiek jej kawałka. Ale i bez tego świetnie się bawiłam. Z jednej strony frustracja dziennikarzy, z drugiej strony szczyt list przebojów, status złotej płyty i ponad 15 tys sprzedanych egzemplarzy. Listy przebojów Apple Music, Spotify i iTunes. 24 miliony odtworzeni na YouTube. Nie wspominając już o zawrotnej popularności na TikToku. Tytułem wstępu zacznijmy od kilku cytatów:

 

„Mam różowe włosy i różowy kocyk, różowy dywanik, na nim hajsu cały stosik. I mam lekko, a nie ciężko, za to każdy chce mnie strzepnąć ze sceny – i tak zrobię te numery (…) Znowu wk*rwię tamtych dziadów, którym nienawiści mało”

(Young Leosia, „Stonerki”)

„Dużo miauczenia po nic. Oceniamy falstart Young Leosi (…) Jasne, mamy czasy, kiedy chętniej słucha się Wersow niż wersów, DDA lgną do MMA, a pogubione, straszone zewsząd nastolatki szukają drogo opakowanej nijakości, żeby trochę aspirować, trochę się utożsamiać.”

(Marcin Flint, CGM)

„Mogę być skuta, ale tylko przez bucha. Kto nie skacze ten wydzwonił pały i nie rucha” (Oliwka Brazil/Young Leosia „Stonerki”)

„Hejterami potrafią być też niektórzy dziennikarze, na mój temat pojawia się wiele tekstów, nie wszystkie przychylne, to jest jak najbardziej OK, ale są też artykuły seksistowskie. Niedawno ktoś napisał: „Kto pozwolił jej otwierać usta, widać, że nie umie otwierać ich dostatecznie szeroko”. Cały fragment był z bardzo niesmacznym podtekstem”

(Young Leosia, wywiad dla „Wysokich Obcasów” z Moniką Tutaj-Goll)

„Teksty? Raczej posypana brokatem, musująca od bąbelów pustka. Wyrafinowanie? Dzika bestia? Odpalasz się przy litrze? Nie cenzurujcie poety? O rany. To jest YOLO wersja ileśtam zero, koślawa i stuprocentowo nijaka

(Marcin Flint, CGM”)

„Żaden element jej warsztatu nie wyróżnia się pozytywnie, więc i żaden nie sprawia też, że podkładom jest łatwiej. Ta 20-minutowa parapetówka męczy mimo różnorodności. Całonocne hulanki byłyby wręcz nie do wytrzymania.”

(Krzysztof Nowak, Interia)

 

Poznaj też RUSKIEFAJKI zapowiada swój pierwszy album   

 

Young Leosia biforki, hulanki i miliony wyświetleń na TikToku

A właśnie… TikTok, słowo-klucz, w recenzjach pełniący rolę narzędzia do deprymacji. Tak, ta sama aplikacja, z której co miesiąc korzysta miliard unikatowych użytkowników i która w ostatnich dwóch latach zanotowała 1160-procentowy wzrost liczby użytkowników. Nie wiem jak dla recenzujących, ale dla mnie sukces na tej platformie byłby powodem do zadowolenia na pewno większym niż jakaś wysoka notka od nich.

Tak czy tak. Czytałam te wszystkie dyskusje, słuchałam tych głosów oburzenia, aż w końcu postanowiłam dorzucić i swojego streama do sukcesu Leosi. I śmieję się cały czas, bo ta płyta pokazuje środkowy palec dziennikarstwu muzycznemu. Dokładnie tak, jak powinna.

To, co powtarza się w krytycznych recenzjach Young Leosi to zarzuty odnośnie miałkości jej tekstów oraz głosu („wysoki, piskliwy”). Pełna zgoda. Rapujące kobiety bowiem nie mogą mieć wysokich głosów. Jeśli już się za to zabierają, do czego oczywiście zapraszamy, to tylko pod warunkiem, że mają odpowiednio niski (męski?) głos. Inaczej nie jesteśmy w stanie tego słuchać.

Do tego te teksty. Melanże? Popijanie Bacardi w klubie ze szklanki? Żenujące. Od rapu, szczególnie tego kobiecego, wymaga się przecież znacznie więcej. Choćby tego wyrafinowania, o którym Leosia – rzecz jasna – bezpodstawnie nawija. Piosenki o imprezowaniu, piciu, paleniu? Nie przystoi.

Cytując klasyka: b*tch please.

 

Zobacz też:   Koty i marihuana. Kim jest Doja Cat, nowa supergwiazda popu   

Young Leosia – prawdziwe imię, wiek, Instagram

Young Leosia, w zasadzie Sara Leokadia Sudoł ma 23 lata (rocznik 1998) i pochodzi ze Szczecina. Poza tym, że śpiewa i rapuje, jest też didżejką i realizatorką dźwięku. Zamiłowanie do dancehallowych rytmów zaszczepiły w niej zapewne lekcje tańca. A obeznanie w klubowych rytmach – szlify zdobyte na imprezach w jednych z najlepszych miejscówek w Polsce (z moim ulubionym krakowskim Prozakiem włącznie). Na początku współpracowała z Żabsonem, co na pewno pomogło w rozpoznawalności. Jej kariera jest krótka – jako Young Leosia zadebiutowała dopiero w 2020 roku. Popularność wybiła więc jak, nie przymierzając, islandzki gejzer.

Przyczyniły się do niej, jak to często ostatnio bywa, media społecznościowe. W tym przypadku szczególnie wspomniany już wcześniej TikTok. Jej produkcje jako dźwięki wykorzystywane były dziesiątki tysięcy razy i nic w tym dziwnego. To platforma, która lubi konkretne rytmy i mocno upakowane, krótkie rymy. Krytycy nazwą to krojeniem muzyki na miarę aplikacji dla dzieciaków (którą zresztą nie jest, biorąc pod uwagę jak drastyczny przyrost użytkowników 30+ aplikacja notuje od początków pandemii). Ja nazwę to rozeznaniem w trendach albo wręcz naturalnym stylem artystki, której pokolenie Facebooka dawno zastąpiło Snapchatem, a czytanie recenzji muzycznych robieniem własnych filmików, tańczeniem i wymyślaniem pranków i dowcipów na TikToka. Całe szczęście.

Teksty, które nie dają orgazmu

Hulanki” przesłuchałam nie raz, nie dwa i nie cztery. Mogłabym tu napisać o znakomitej realizacji i produkcji dźwięku na tej płycie. O tekstach, w których to, co jedni nazywają pustką posypaną brokatem, ja słyszę błyskotliwość właśnie dlatego, że są bezbłędnie działającą pułapką na dziaderstwo. Nawet o głosie, który jest właśnie zupełnie normalny i zupełnie podobny do głosu wielu znanych mi młodych dziewczyn. Ale „Hulankom” nie jest potrzebna kolejna recenzja ani analiza wersów. W ogóle nic im nie jest potrzebne, bo ze statystyk wynika, że świetnie sobie radzą. Recenzje zresztą nikogo nie obchodzą, bo nie mają na nic wpływu.

To, co mnie w tym kontekście frapuje najbardziej, to ten społeczny odbiór. To, jaki rozjazd można zaobserwować między tym, co dyktują trendy z mediów społecznościowych zdominowanych przez młodych ludzi, a oczekiwaniami starszych odbiorców muzyki. W tych trendach słyszymy muzykę, której rola jest czysto rozrywkowa i użytkowa. Nie służy karmieniu ego, przeżywaniu metafizycznych orgazmów jak przy intro do „Epitaph” King Crimson. No… no i co z tego?

Możemy oczywiście rozłożyć wersy, melodię i barwę głosu na czynniki pierwsze i zanalizować z muzykologiczną upierdliwością. Porównywać, odwoływać się do kontekstu historycznego i pienić nad tym, że można było lepiej, wyraźniej, głośniej, mądrzej. Tylko nie wiadomo po co.

Young Leosia sieje ferment

Generacja Z, bo to jest bohater tej opowieści, jest pierwszą generacją, która urodziła się ze smartfonami w dłoni i żyje w chaosie. Technologia jest dla niej taką naturalnością, jak dla millenialsów zjadanie bobovitu na sucho. Do tego katastrofa klimatyczna i koniec świata, jeden kryzys za drugim, szalejący wirus i pozamykane granice, neofaszyści na ulicach, czarne protesty, wprowadzanie średniowiecznych praw aborcyjnych, kryzys szkolnictwa, które nie nadążyło za nowymi czasami. To generacja, która z jednej strony ma polską, smutną rzeczywistość, a z drugiej szeroko otwarte okno na świat dzięki platformom jak Netflix czy Tiktok. Z jednej strony „tęczowa zaraza”, z drugiej gry video z lesbijkami w rolach głównych. Do tego siedzą pozamykani w domach, choć są w wieku, w którym powinni hulać i jeszcze wszyscy im mówią, że roznoszą wirusa. Jak to ogarnąć, jak się w tym odnaleźć? Może najlepiej mieć to gdzieś?

W tej sytuacji fakt, że największą popularnością wśród tych osób cieszy się dziewczyna, która rapuje o jaraniu i kręceniu dupą jest oznaką zdrowia. Ta muzyka służy rozrywce. Niektórzy z nas pamiętają jeszcze, jak to jest.

Najwyraźniej, mimo swoich lat, dobrze rozczytuję intencje, bo potwierdza to sama artystka:

„Śpiewam o tym, że życie jest fajne, chcę, żeby ludzie bawili się przy mojej muzyce, chcę pokazać, że życie może być znośne, że nie trzeba się nienawidzić. Ale zawsze znajdą się osoby, które powiedzą, że nie powinnam otwierać ust”

– mówiła Young Leosia w wywiadzie dla „Wysokich Obcasów” – Tych siedem kawałków, które wypuściłam, można grać w klubie albo puścić na biforku w domu. To nie jest album, którego słucha się na dywanie z herbatą”

Wolę zbić Young Leosi wirtualną piątkę i pogratulować zasiania zamętu w środowisku. No i podziękować, bo chociaż nie jestem targetem wiekowym jej muzyki, to i w moją rzeczywistość wpuściła trochę potrzebnej radochy i „wdupiemania”. Dzięki. I pozdrawiam. Wszystkich, oprócz tych, którzy mają problem.

 

Przeczytaj koniecznie:   Rosalie.: Blokada runęła!  

 

Dziennikarka, absolwentka muzykologii w Krakowie. Dużo pracuje z dźwiękiem, przede wszystkim nagraniami terenowymi. Aktualnie pochłonięta pracą nad tworzeniem dźwiękowej mapy Islandii.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach