Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Piotr Rogucki: Jest dobrze

Piotr Rogucki: Jest dobrze

Czy żałuje, że nie został elektrykiem i co myśli o byciu jurorem telewizyjnego talent show

Piotr Rogucki bezkompromisowo o nowym albumie, jego inspiracjach i granicy, którą jest tylko wyobraźnia

Zespół COMA / fot. materiały prasowe

Zespół COMA / fot. materiały prasowe

Bartłomiej Basiura: Aktor z zawodu i muzyk z wyboru czy na odwrót?

Piotr Rogucki: Możesz sobie wybrać. Każdy z nas we współczesnym świecie, pomimo, że może być kompletnie nudnym człowiekiem – albo starej daty, albo próbuje znaleźć równowagę w życiu na przykład poprzez odizolowanie się od współczesnego świata – wykonuje mnóstwo różnych zawodów. Posługuje się przy tym wyspecjalizowanymi czynnościami. Nie jest tak, że można się czuć bardziej tym albo tym. Jesteśmy multi-tasking (ang. wielozadaniowi, przyp. aut.). Dopóki mój mózg jest do tego zdolny, dopóki czerpię inspirację artystyczną – czy poprzez czytanie książek, występowanie w spektaklach, czy śpiewania muzyki, ujmując to ogólnie, rockowej – dopóty czuję się spełnionym człowiekiem i nie muszę tego klasyfikować. Jeżeli ktoś ma taką potrzebę, musi to robić na własną rękę, ale ja nie zamierzam tego nikomu ułatwiać. Nie dlatego, że nie chcę, ale dlatego, że nie potrafię.

Pierwsze koncerty promujące krążek „2005 YU55” już za Wami. Jak wrażenia?

Piotr Rogucki: Jeszcze takie trochę niepewne, szczerze mówiąc. Warunki każdego klubu są inne, a my też mamy konkretne oczekiwania. Jeszcze ogrywamy na scenie ten nowy materiał. Publiczność też nie reaguje zbyt spontanicznie, bo to jest nowa płyta i sądzę, że jest to na tyle trudna płyta, że ludzie będą musieli się z nią oswajać przez jakieś pięć lat. Zrozumienie treści płyty to już inna kwestia, pewnie minie dziesięć lat. Część się obraziła, a niektórzy nawet nie boją się tego manifestować na koncertach, tak jak to było we Wrocławiu. Ale to są normalne odruchy.
Krytycy muzyczni pochlebnie recenzują „2005 YU55”…

Piotr Rogucki: W tym momencie nie mam potrzeby, aby czytać jakiekolwiek recenzje. Jesteśmy tak zaangażowani i mocno zdeklarowani na ten, stworzony przez nas materiał, że bez względu na to, co ludzie o tym mówią, wiemy co zrobiliśmy, wiemy dokąd to zmierza. Zakres tego jest dla nas przewidywalny.

2005 YU55 – planetoida klasy C z grupy Apolla. Odkryta w 2005, przeleciała w pobliżu Ziemi 9 listopada 2011 roku w odległości ok. 325 tys. kilometrów (mniej niż wynosi odległość Księżyca od Ziemi). Skąd pomysł na taką nazwę?

Piotr Rogucki:  To bardzo piękna nazwa. Dwa-tysiące-pięć YU pięćdziesiątpięć. Ta nazwa zawiera w sobie pytanie. Why you? Dlaczego ty?

Jaka jest odpowiedź?

Piotr Rogucki: Odpowiedź zawarta jest w tekstach. Nie mówię tutaj tylko o Adamie Polaku, głównym bohaterze opowieści. Mówię o wszystkich, którzy identyfikują się z jego losem.

Wracamy do podstaw poprzez tworzenie koncept albumu, tak jak to było w przypadku Hipertrofii?

Piotr Rogucki: Podstawą są nasze założenia. Jeśli już decydujemy się realizować dany materiał, to rzetelnie i konsekwentnie go tworzymy i tak było w tym przypadku przez ostatnie pięć lat. Po naszej stronie była naprawdę duża determinacja, żeby ten materiał skończyć.

Dzisiaj gościcie z zespołem COMA w Kielcach. Dawno was tutaj nie było…

Piotr Rogucki:  Ostatni raz w Kielcach gościliśmy z zespołem COMA siedem lat temu. Szmat czasu. Bardzo się cieszę, że wracamy. Miasto się zmienia, zmieniają się również ludzie. Pamiętam jeszcze tamto studio, gdzie filary zasłaniały fanom widoczność, a strop był na wysokości dwóch metrów, że ciężko było się wyprostować.

Będzie głośno?

Piotr Rogucki: Zdecydowanie. COMA zawsze była głośna. To się nie zmienia. Jedyna różnica to wprowadzenie elementów elektroniki.

Wspomniałeś kiedyś, że twój wizerunek sceniczny pozwala na odpowiednie obcowanie z publicznością. Pamiętam czasy, kiedy w ramach koncertów promujących pierwsze płyty zespołu COMA, przemawiała przez ciebie taka energia, że scena nie stanowiła żadnej granicy. Co się zmieniło?

Piotr Rogucki: Wszystko się zmienia, dojrzewamy, starzejemy się. Spostrzegamy pewne rzeczy z innej perspektywy. Tamte czasy… (śmiech). Tak naprawdę, to co się najbardziej liczy, to szczerość. Robimy z chłopakami to w to co wierzymy. Poświęcamy się temu, bo wierzymy, że warto. To świadoma decyzja. Jeżeli coś jest szczere, to obroni się w każdej sytuacji.

Czy zgodzisz się z twierdzeniem, że twoja solowa twórczość przenika się coraz bardziej z tym, co prezentuje COMA?

Piotr Rogucki na XX. Przystanku Woodstock w 2014 r. / fot. Wikipedia/ Ralf Lotys

Piotr Rogucki na XX. Przystanku Woodstock w 2014 r. / fot. Wikipedia/ Ralf Lotys

Piotr Rogucki: Nie mogę się zgodzić. Zdecydowanie nie. Nowa płyta COMY to zupełnie coś nowego, nowatorskiego, nieporównywalnego, złożonego. Gdybym miał doszukiwać się jakichkolwiek podobieństw, to w aspekcie sfery lirycznej, można zauważyć pewne analogie w stosunku do mojej pierwszej płyty solowej „Loki – Wizja Dźwięku”, ale nawet to wydaje mi się interpretacją na wyrost.

Jesteś bardzo aktywnym muzykiem. Marcelina, Cosovel, Within Temptation – to tylko przykłady formacji oraz muzyków, z którymi współpracowałeś przy tworzeniu kolejnych projektów. Reprezentują oni różne gatunki muzyczne. Czy jest dla Ciebie jeden właściwy, z którym asymilujesz się w sposób szczególny?

Piotr Rogucki: Nie ma jednego właściwego gatunku, nie ograniczam się. Granicą jest tylko wyobraźnia. Jak dla mnie to jedyna słuszna granica. To tak jak z książkami. Są ludzie, którzy czytają wyłącznie określony gatunek, na przykład kryminały albo fantastykę, i po inne nigdy w życiu nie sięgną. Dla mnie nie istnieje żadne rozróżnienie, które działa na zasadzie, że jedno jest dobre, drugie złe.

Co w takim razie czytasz?

Piotr Rogucki: Bardzo różne rzeczy. Czasem sięgam po klasykę, z drugiej strony nie stronię od współczesnych pozycji. Ostatnio nie miałem zbyt wielu okazji, ale taki jest urok posiadania dwójki małych dzieci. Różnica wieku pomiędzy nimi to wyłączenie półtora roku, bardzo krótki okres, więc tak naprawdę trudno mówić tutaj o wysypianiu się.

Wspomniałeś o dzieciach, więc pozwolę sobie zapytać o żonę. Jest twoim pierwszym recenzentem?

Piotr Rogucki: Nie. (chwila ciszy.) Mówi tylko czy jej się coś podoba, czy nie. Nic więcej. Tak naprawdę nie ma osoby, którą mógłbym nazwać pierwszym recenzentem. Gdy angażuję się w projekt, powstaje pomysł, przechodzę do realizacji i tworzę wszystko zgodnie z zaplanowanym schematem, aby osiągnąć zamierzony efekt. Jeżeli bardzo w coś wierzysz i bardzo tego chcesz, skupiasz się na tym. Recenzje pojawiają się dopiero później.

Ostatnio ukazała się nowa płyta Jana Borysewicza pod szyldem JAN BO. Gitarowe kompozycje zostały stworzone do tekstów Wojciecha Byrskiego. Wyjątkiem jest utwór wykonany przez ciebie – Bananowy dżem – który wyszedł spod Twojego pióra. Twoja szuflada jest wypełniona tekstami na każdą okazję?

Piotr Rogucki: Tworzenie w moim przypadku to złożony proces, który trwa. Zanim cokolwiek napiszę, przygotowuję się, często przez miesiąc. W tym czasie inspiruję się, obserwuję, szukam bodźców, układam w głowie. W mojej szufladzie nie znajdziesz tekstów, są tworzone na bieżąco.

Jak jest misja Piotra Roguckiego?

Piotr Rogucki:  Misja? Po prostu staram się cieszyć tym, co robię. Realizuję się. Poznaję w swoim życiu wielu niesamowitych ludzi. Wspaniałą przygodą okazało się wcielenie w rolę jurora w programie muzycznym w telewizji Polsat. Część z grup i muzyków, którzy występowali na scenie, mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, była lepsza ode mnie. Obcowanie z nimi było bardzo inspirujące. To było świetne i wartościowe doświadczenie.

Czyli rozumiem, że nie żałujesz, że wziąłeś udział w Must Be The Music?

Piotr Rogucki: Zdecydowanie nie. Drugą stroną medalu jest fakt, że Must Be The Music sprawiło, że stałem się bardziej rozpoznawalny, ale nie mam z tym problemu. Coraz częściej spotykam się z sytuacją, że ktoś zaczepia mnie na ulicy i pyta „czy ja pana skądś znam”. Ja wtedy odpowiadam: „nie wiem” (śmiech). Ostatnio skojarzono mnie z ojcem Mateuszem (śmiech).

Tak trochę z innej beczki… Żałujesz, że nie zostałeś elektrykiem?

Piotr Rogucki: Tak naprawdę nigdy nim nie byłem. Kumple z technikum elektrycznego, z tego co wiem, poukładali sobie życie, pracują gdzieś przy tworzeniu większych instalacji. Kiedy chodziłem do technikum, praca elektryka sprowadzała się do naprawiania pralek i lodówek. To nie było moje powołanie. Wywodzę się z rodziny robotniczej, ale zawsze ciągnęło mnie w inną stronę, spełniałem się artystycznie. Rodzina tak naprawdę nie miała innego wyjścia jak po prostu zaakceptować ten wybór.

Będzie dobrze?

Piotr Rogucki: Jest dobrze.

Zespół COMA / fot. materiały prasowe

Zespół COMA / fot. materiały prasowe

Dzięki za rozmowę. Powodzenia na kolejnych przystankach trasy koncertowej!

Bartłomiej Basiura

Wywiad przeprowadzono 28 października 2016 roku, w trakcie trasy koncertowej promującej najnowszą płytę zespołu COMA „2005 YU55”, przed koncertem w Grand Music Center w Kielcach.
Najbliższe koncerty w ramach trasy promującej album „2005 YU55”:
05.11 Warszawa „STODOŁA” | 11.11 Katowice „MEGACLUB” | 12.11.2016 – Rzeszów „LIFE HOUSE” | 13.11.2016 – Lublin „KLUB 30” | 18.11.2016 – Szczecin „SŁOWIANIN”| 26.11.2016 – Toruń „OD NOWA” | 02.12.2016 – BIAŁYSTOK „GWINT” | Finał trasy: 11.12 Łódź „WYTWÓRNIA”
Piotr Rogucki (ur. 5 maja 1978 w Łodzi), wokalista, autor piosenek, a także aktor. Frontman zespołu COMA oraz autor solowych albumów „Loki – Wizja dźwięku”, „95-2003” oraz „J.P. Śliwa”. Jeden z najbardziej charyzmatycznych twórców na polskiej scenie muzycznej. Juror programu „Must be the Music” w latach 2013-2016. Prywatnie kochany mąż i szczęśliwy ojciec.

 

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach