Home / Rozwój  / Psychologia  / Wybiegane etykietki

Wybiegane etykietki

Każdy człowiek ma w sobie dwa wilki, które nieustannie toczą walkę. Wygrywa ten, którego karmisz.

wybiegane etykietki rys. Maciej Dziadyk

rys. Maciej Dziadyk

Dlaczego chętniej myślimy o sobie, że jesteśmy do kitu, niż że jesteśmy boskie, choć to pierwsze ani nie jest prawdą, ani nam nie pomaga?

wybiegane etykietki rys. Maciej Dziadyk

rys. Maciej Dziadyk

Sobota. Późny poranek. Siedzę we własnej kuchni. Piję kawę z przyjaciółmi. Moja córka ma swoich gości. W tym czasie dwukrotnie dzwoni telefon. A Wi-Fi gwarantuje stały przypływ wiadomości mejlowych i facebookowych. Jestem w ciągłych relacjach. Właściwie to jestem relacją. Jestem wśród bliskich. To mój czas prywatny. Ale cały czas jestem z kimś. I ciągle też przeglądam się w czyichś oczach: komentarzach, życzliwych uwagach, złośliwościach. Ciągle definiuję siebie przez pryzmat myślenia innych o mnie. Skoro tak, to gdzie jestem ja, ta poza relacją? Czy ktoś taki w ogóle istnieje?
Niedziela. Bardzo wczesny poranek. Dom śpi. Mordor za oknem. Jest mi ciepło pod kołdrą, a wszystko, absolutnie wszystko mi podpowiada, żeby pozostać w tym stanie. Mój umysł produkuje hurtową liczbę uzasadnień: że właściwie to zaraz lunie deszczem, że tak się dziwnie czuję, jakby mnie coś brało, że właściwie to bez sensu iść biegać, bo efektywnego treningu i tak nie mam szans zrobić. Postanawiam nie słuchać czarcich podszeptów. Rzeczy biegowe mam przygotowane koło łóżka. Pozostaje ubrać się na tyle cicho, by nie zbudzić psa, który na widok legginsów reaguje już odruchem Pawłowa, czyli euforią związaną z perspektywą spaceru. Grozi to zburzeniem planu wyjścia bez budzenia reszty śpiącego domu. Choć myśl o tych, którzy zostają w łóżkach, znowu produkuje sprzeciw wobec treningu: „Dlaczego ja?”. Sprzeciwu też próbuję nie słuchać. Pies orientuje się co do całości dopiero przy wiązaniu butów.

wybiegane etykietki rys. Maciej Dziadyk

rys. Maciej Dziadyk

Ruszam. Górka. Las. Muzyka. „Niieeeeeeee” – krzyczy we mnie wszystko. „Nieeeeee chce mi się”. Jeden krok. Drugi. Trzeci. Na Spotify puszczam pierwszą z brzegu składankę do biegania. „I am super woman”, śpiewa Alicia Keys. „Pierniczę, nie jestem. Chcę do łóżka!” – wyje mój wewnętrzny głos. Głos wyje, a nogi wpadają w rytm. Pies też.
Odrywam się od natrętnych myśli, od bycia w relacji z innymi, od niechcenia mi się. Jestem kolejnym krokiem, który stawiam. Jestem bólem, delikatnie narastającym w lewym kolanie. Jestem słuchawką, która coś przerywa przesłanie Alicii Keys. Coldplaya też przerywa. Więc chyba to nie kwestia jej uprzedzeń, tylko się zwyczajnie psuje.
Bo biegnę, gdy mi się nie chce. Biegnę, gdy myślę, że jestem do kitu. Biegnę, gdy odnoszę wrażenie, że cały świat się sprzysiągł przeciwko mnie. Biegnę, bo tym biegiem unieważniam hurtową produkcję osłabiaczy, tworzonych przez mój mózg. Wypluwam matrix misternie skonstruowany przez teksty zbierane w kolekcje od różnych umniejszaczy, których przyszło mi po drodze spotykać: że się nie da, że nie ma sensu, że dlaczego mnie ma się udać, skoro nie tacy jak ja już próbowali. Zostawiam na leśnej ścieżce etykiety, przylepiane przez ludzi. Nawet te, które mi przylepiali w dobrej wierze. Zmęczenie w moich nogach każe się skupić na bieganiu. Jak z tej indiańskiej przypowieści, kiedy to chłopiec zapytał dziadka, o co chodzi w życiu. Mądry Cherokes odpowiedział: „Każdy człowiek ma w sobie dwa wilki, które nieustannie toczą w tobie walkę. Jeden to twój smutek, złość, niewiara, ego, fałszywa duma i wszystko to, co osłabia ciebie jako człowieka. Drugi zaś to współczucie, miłość, wiara w siebie, dobroć i wszystko to, co pozwala ci wierzyć w siebie i działać”. „Który wygrywa?”– zapytał chłopiec. „Ten, którego aktualnie karmisz” – odparł dziadek.
Moje niedzielne myśli zdecydowanie karmiły pierwszego. I na tym polega cała magia biegania. Że każdym krokiem, nawet jeśli momentami z biegu przechodzimy w marsz, nawet jak nam się cholernie nie chce, nawet jak wszystko w nas jest na nie, ruch wymusza w nas karmienie drugiego wilka.
Dlaczego więc jednak tak chętnie karmimy tego pierwszego? Ma zmierzwioną sierść, jest paskudny i warczy. Nikt nie odważy się wejść na teren, po którym biega, bo rzuci się, pogryzie, rozszarpie. Jest bezlitosny w punktowaniu naszych słabości: dostrzega każdy brak lub nadmiar. Brak wiedzy, nadmiar kilogramów. Jest mu obojętne zresztą, czego brakuje, a czego jest za dużo. Ważne, by było to cokolwiek. Byle tylko oddzielić nas od realnego działania, od wiary w to, że nam się może udać, że warto próbować. Bo ten drugi wbrew pozorom wcale nie jest taki super. Pierwszy nas cudownie chroni i zrzuca odpowiedzialność. Gwarantuje, że się nie uda, zanim jeszcze pomyślimy, że moglibyśmy spróbować coś zrobić. Pozwala się schować za fasadą „jestem do kitu”, a „życie nie ma sensu” usprawiedliwia każde kolejne opakowanie lodów czekoladowych czy następną butelkę martini. Usprawiedliwia bylejakość. Ten drugi z takim poczciwym pyskiem każe wziąć odpowiedzialność za siebie. Zrobić z codzienności dzieło sztuki. Przecież to takie przerażające: wymyślić coś świetnego i poczuć, że to coś jest w naszym zasięgu, że może się udać realizacja naszego marzenia. Co w tym przeraża? To, że nikt ani nic nie da nam gwarancji na powodzenie. Ten drugi wilk to wie. Patrzy, jakby mówił: możesz, próbuj, sensem jest samo próbowanie, ryzykowanie, wychodzenie ze starych schematów, choć nie ma gwarancji, że się uda. Bo takie gwarancje nie istnieją. Każe też zamienić na buty do biegania kolejne szpilki, zrobić założenie, że – jak lubi mawiać Monika Jurczyk OSA – „jestem boska”, i przebiec następne 10 kilometrów.
– Mamo, naprawdę jesteś boska? – spytała mnie moja córka.
– Nie jestem, skarbie, ale zachowuję się, jakbym była. To wiele spraw pcha do przodu.

wybiegane etykietki rys. Maciej Dziadyk

rys. Maciej Dziadyk

Zadanie dla Ciebie:

Etykietki każdy z nas przylepia sobie sam. Biorą się z tego,  co ktoś o nas powiedział, zwłaszcza w złości, i zwłaszcza gdy mówiącymi byli ludzie, którzy są najbliżej. Ale również z tego, co sami sobie na własny temat ubzduramy. Więc teraz masz zadanie: wypisz wszystkie etykietki, które ciebie dotyczą – nawet te, które twój umysł nieustannie produkuje. Wypisz je i zobacz, że to tylko słowa zapisane na kartce. Co one mają wspólnego z tobą?

Małgorzata Majewska

Językoznawczyni z psychologicznym skrzywieniem. Postrzega język jako przejaw naszej percepcji. Twierdzi, że rozumienie mechanizmów językowych pozwala znaleźć drogę do siebie samego, a dzięki temu do drugiego człowieka. Fascynuję ją wszystko to, co związane z poczuciem sprawczości, zewnątrzsterowności i odpowiedzialności.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach