Wednesday, May 22, 2024
Home / Styl życia  / Podróże  / WWOOF. Ekowolontariat – co to, dla kogo i jak działa?

WWOOF. Ekowolontariat – co to, dla kogo i jak działa?

Nie tylko dla eko freaków i fanatyków! Z myślą o planecie, ekologii i zwierzętach

Kobieta w kapeluszu wykonuje prace w ogrodzie - podczas WWOOF, ekowolntariatu. TO wwooferka na wwoofingu

Żeby zostać wolontariuszem WWOOF nie trzeba mieć doświadczenia w pracy w gospodarstwie / fot. Canva / Gary Barnes

WWOOF (czyt. łuf) to forma wolontariatu, która w Polsce wciąż jest nadal mało znana. O dziwo. Bo stanowi idealne połączenie taniego podróżowania z pracą wolontariacką i nauką praktycznych umiejętności. Cel? Promowanie zrównoważonego, ekologicznego rolnictwa. Jeśli jesteś entuzjastką natury, masz ochotę przeżyć niezwykłą przygodę i jednocześnie zasmakować innej kultury, wwoofing prawdopodobnie jest dla ciebie stworzony

 

WWOOF. Krótka historia powstania (idei)

WWOOF – co to? Skrót od World Wide Opportunities / Willing Workers on Organic Farms (pol. Światowe Możliwości / Chętni do pracy na Ekologicznych Gospodarstwach Rolnych). To międzynarodowy program wolontariacki, który zainicjowała Sue Coppard, sekretarka z Londynu. Zauważyła, że wielu osobom zależy na kontakcie z naturą i wsparciu ruchu ekologicznego, ale nie mają na to środków i możliwości. W 1971 r. pierwsi wolontariusze spędzili weekend w gospodarstwie biodynamicznym w Emerson College w Sussex, pomagając farmerom. Projekt spotkał się z dużym zainteresowaniem, a z czasem więcej ochotników i gospodarzy dołączyło do akcji.

 

Obecnie WWOOF oferuje do wyboru ponad 12 tysięcy gospodarstw w 130+ krajach na 6 kontynentach – również w Polsce (20 gospodarzy).

 

Może też cię zainteresuje:

Podróże po świecie i literaturze. Śladem fikcyjnych bohaterów

 

Wwoofing – dla kogo?

WWOOF to organizacja powstała z myślą o ludziach, którzy interesują się rolnictwem ekologicznym oraz zrównoważonym stylem życia. Do programu mogą przystąpić osoby pełnoletnie (nie ma górnej granicy wiekowej), sprawne fizycznie i mogące wykonywać prace na świeżym powietrzu. Śmiałka, która decyduje się na tę formę wsparcia gospodarstw, potocznie nazywa się wwooferem (czyt. łufer), a sam wolontariat – wwoofingiem (czyt. łufing).

 

Małgorzata Klaus mieszka we Włoszech (Liguria), w wiosce liczącej dziewięciu mieszkańców. W swojej agroturystyce – Agroturismo Ine Barche – gości w ramach WWOOF wolontariuszy z całego świata (głównie USA)

 

 

Moja najmłodsza wwooferka miała 18 lat, najstarszy wolontariusz – około 60. Tak naprawdę każdy jest w stanie znaleźć dla siebie odpowiednie gospodarstwo, trzeba dobrze się wczytać w ofertę i najlepiej porozmawiać z gospodarzem podczas video rozmowy. Sprawdzić dobrze lokalizację. Niektóre gospodarstwa są położone w terenach górskich, wiele z nich na odludziu, gdzie trzeba iść do sklepu np. 2 km, a nie ma za bardzo czym podjechać. Warto na to zwrócić uwagę. Jeśli ktoś ma jakieś problemy zdrowotne, np. z kolanami albo biodrami, dobrze poinformować gospodarza, dopytać, czy to nie stoi na przeszkodzie. To jednak praca fizyczna. Niektóre są lżejsze, inne bardziej wymagające

– radzi przyszłym wwooferom.

 

Na wwoofing wybierają się często młode osoby, dopiero wchodzące w dorosłość. Mają nadzieję, że dzięki temu doświadczeniu lepiej poznają samych siebie. Co lubią, a z czym im nie po drodze; co są w stanie znieść, a z czym sobie nie radzą. Czy pobudki o 6 rano je przerastają, czy prysznicowi w osobnym budynku mówią kategoryczne „nie”, czy są w stanie dzielić przestrzeń z obcym człowiekiem (a czasem i kilkoma) jednocześnie?

 

Wwooferka pracuje na farme

Wwooferem może zostać każdy – bez względu na wiek, płeć, pochodzenie czy doświadczenie / fot. Unsplash / Zoe Schaeffer

 

Wwoofer to nie tylko młody dorosły podczas gap year. To też ludzie starsi, spragnieni kontaktu z naturą, ucieczki z miasta, po trudnych doświadczeniach. Tacy, którzy potrzebują radykalnych zmian w życiu, czasu na podjęcie pewnych decyzji albo dachu nad głową podczas podróży dookoła świata. Jak mówi Małgosia:

Bywają osoby, dla których to sposób na tanie wakacje, ale wwoofersi to też ludzie szukający pomysłu na życie, często na rozdrożu. W czasie pandemii gościłam wielu młodych ludzi, którzy stracili pracę, postanowili uciec z miasta. Byli zamknięci miesiącami w mieszkaniach, szukali kontaktu z naturą.

 

Anna Białkowska poczuła, że pora coś zmienić. Pozbyła się dobytku, wypowiedziała mieszkanie w Warszawie, cały swój „mały” świat upchnęła do samochodu i wyruszyła do Włoch. Wwooferką została ponad rok temu. Wolontariat łączy z życiem cyfrowej nomadki i pracą w digitalu (na Instagramie znana jako @glinda.molinda):

 

 

Dużo się o sobie dowiedziałam. Nauczyłam się, kiedy się wycofać, żeby nie być ciężarem, kiedy potrzebuję czasu dla siebie (i jak to komunikować zawczasu). Poznałam swoje granice, też takie czysto ludzkie. Sprawdziłam je. Wiem, co jest mi potrzebne do życia, co jest takim absolutnym minimum. Mam co jeść i gdzie spać, co mi więcej do szczęścia potrzeba?

 

 

Wwoofing – jak działa?

Woofer nie otrzymuje wynagrodzenia za swoją pracę, nie zawiera też żadnej umowy pisemnej. W zamian za pomoc gospodarz (tzw. host) zapewnia nocleg, wyżywienie i możliwość nabycia wiedzy i praktycznych umiejętności m.in. w uprawie czy hodowli. Woofer pracuje zwykle 4-6 godzin dziennie (przy jednym lub dwóch dniach wolnych). Na jednym gospodarstwie może zatrzymać się na minimum kilka dni.

 

Zajmowanie się ogrodem, praca na wwoofingu

WWOOF oferuje prace w różnych typach gospodarstw: winnicach, gajach oliwnych, agroturystyce i innych / fot. Unsplash / Annie Spratt

 

Aby dołączyć do programu, należy zarejestrować się na stronie internetowej WWOOF (po wcześniejszym opłaceniu składki członkowskiej, to kwota w wysokości około 30 euro, w zależności od kraju). W każdym państwie funkcjonuje osobna platforma członkowska. Jeśli chcemy przemieszczać się z kraju do kraju, za każdym razem musimy wykupić osobną licencję (ważna rok).

To trochę jak przeglądanie ofert podróży. Jest mapka, można sprawdzić dokładne położenie. Właściciele farm w swojej ofercie piszą, ilu rąk do pracy potrzebują, na jak długo – tydzień, dwa, czy może dłużej. Opisują dokładnie, co się robi na farmie, czy to praca w ogrodzie, w szklarni, w agroturystyce, ze zwierzętami, w kuchni… W jakim języku się komunikują. Czy jest opcja przyjazdu z dziećmi, psem albo kotem. Jakie rodzaje diety i zakwaterowania są dostępne, czy jest Internet. Można sobie pooglądać zdjęcia, poczytać opinie poprzednich wwoofersów

– opowiada Ania, a Małgorzata dodaje:

Wybór jest ogromny. Od małych gospodarstw, gdzie przyjmowana jest jedna lub dwie osoby, do dużych, gdzie pracują całe grupy. Ja często goszczę samotnie podróżujące kobiety. Nie każda przecież chce mieszkać w górach z pasterzem i jego kozami

 

Wwoofer – co mu wolno i co może?

Wybierając się na wwoofing musimy pamiętać, że to jednak… praca. Harmonogram dnia w dużej mierze zależy od gospodarza – to on, m.in. w oparciu o warunki pogodowe ustala, o której pobudka, śniadanie, przerwa na obiad, czym się zająć i w jakiej kolejności. To wpływa na elastyczność i swobodę w rozplanowaniu dodatkowych aktywności w ciągu dnia.

Są okresy, kiedy goni nas czas i praca musi być wykonana jak najszybciej, np. przy zbiorach oliwek. Wtedy pracujemy, dopóki nie skończymy. Ale wolontariusze są o tym poinformowani i odbierają sobie te godziny. Jeśli musimy coś zrobić w weekend, wtedy w tygodniu mają wolne

– mówi Małgosia.

 

Krowy na polu, zajmowanie się nimi to forma wwoofingu

Wiele gospodarzy hoduje zwierzęta. Wolontariusze podczas wwoofingu mogą nauczyć się nimi zajmować / fot. Unsplash / Stijn Te Strake

 

Ania z kolei dodaje, że wwoofer musi nauczyć się dostosowywać do sytuacji:

Wwoofing raczej nie jest dla osób, które lubią mieć uporządkowany dzień i poczucie kontroli, wiedzieć, co i kiedy. Tam się żyje chwilą, plany mogą się zmienić z dnia na dzień, często przez pogodę. Trzeba brać to, co jest. Nie denerwować się, nie narzekać

 

Wwoofer ma prawo odmówić wykonania jakiejś pracy, jeśli zagraża to jego bezpieczeństwu, nie czuje się pewnie lub się boi (np. zwierząt lub ma lęk wysokości). Często to kwestia dogadania się z gospodarzem – w czym wolontariusz czuje się lepiej, do czego ma większe predyspozycje indywidualne, na nabyciu jakich umiejętnościach mu zależy.

Czasem mogłam sobie wybrać, czym się chcę zajmować – czy pomagać w kuchni, na zmywaku, czy pracą w ogrodzie. Zresztą to decyzja wwoofera, w jakich okolicznościach i warunkach chce i jest w stanie pracować – tym się kierujemy przy wyborze gospodarstwa. Każdy pracuje w zgodzie ze sobą, na tyle na ile może i potrafi. Nikt mi nigdy nie zwrócił uwagi, że coś robię źle czy za wolno. Mam same dobre doświadczenia, czułam się bezpiecznie, miałam wsparcie

 

Przeczytaj koniecznie:

Ciekawostki ze świata roślin. 5 faktów, o których być może słyszałaś

 

Wwoofing – cienie

Można zrezygnować z wwoofingu w każdej chwili, jeśli wolontariusz nie dogaduje się z gospodarzem lub z innych względów praca na danej farmie okazała się rozczarowująca czy zbyt trudna. Host również może z tego prawa skorzystać. Małgosia nigdy nie musiała żegnać się z wwooferem przed czasem, ale w sytuacjach kryzysowych gospodarze również otrzymują wsparcie:

Gdyby pojawiły się problemy, np. z alkoholem, narkotykami czy kradzieże, mam prawo odesłać taką osobę. Kontaktuję się wtedy z organizacją, z odpowiednim koordynatorem (każdy region ma taką osobę) i informuję o sytuacji. Wiem, że wwooferom zdarza się zmieniać farmę i wtedy po prostu rozmawiają z innymi gospodarzami z okolicy, pytają, czy mogą się do nich przenieść

 

Ania zwraca uwagę, że niektórzy wwooferzy rezygnują, bo ich rozczarowanie wynika z… niedokładnego zapoznania z ofertą. Podkreśla, że ważna jest komunikacja – przed przyjazdem, ale i w trakcie. Dobrze zadawać pytania, dopytywać o kwestie, które nurtują lub budzą wątpliwości, zgłaszać, gdy pojawi się jakiś problem:

Pamiętam, jak przyjechały trzy wwooferki na zbiór winogron. Miały zostać trzy tygodnie, wyjechały po trzech dniach. I miały do tego prawo, oczywiście. Nie odpowiadały im warunki: pokój skromny, niezbyt czysty, nie miały jak się stamtąd wydostać, bo do miasta piechotą 40 minut drogi, a chciały wieczorami wyjść. Dlatego uczulam: sprawdzajcie dane miejsce przed przyjazdem. Dopytujcie gospodarza, dobrze to mieć na piśmie (maile)

 

Winnica, produkcja wina na wwoofingu

Jednym z plusów wwoofingu jest praca na świeżym powietrzu, w pięknych okolicznościach przyrody / fot. Canva / Walther Cardona Gabriela

 

Najwięcej wwoofersów narzeka na kwestie zakwaterowania i/albo jedzenia. Gospodarze nie zawsze są w stanie zapewnić warunki, które sprostają wymaganiom wszystkich.

Są gospodarstwa, gdzie wolontariusze mają oddzielne domy czy sale, w których śpią. Niektórzy mieszkają z gospodarzami, mają swoje pokoje z łazienką, dzielone z drugim wwooferem. W niektórych samemu można przygotowywać sobie posiłki, w innych to obowiązek gospodarza. Są farmy prowadzone przez artystów, tam jest nieco bardziej chaotycznie. Na niektórych farmach kontakt z gospodarzem jest ograniczony, wwoofer przebywa głównie z innymi wolontariuszami albo pracownikami. Na innych znowu gospodarz aktywnie uczestniczy w życiu wwooferów, bo chce im pokazać kawałek swojej kultury. I dowiedzieć się czegoś o ich

– zdradza Małgosia.

 

Ania dodaje, że trzeba być przygotowanym na wszystko i lepiej nie mieć zbyt wygórowanych oczekiwań:

Niekoniecznie zawsze jest czysto. To jest wieś, gospodarstwo, oni mają nawał pracy, nie zawsze mają czas zadbać o porządek. Czasem nie ma ciepłej wody. Raz miałam zimno w pokoju, ale zgłosiłam to hostowi i dostałam dodatkowy grzejnik. Nie zawsze możemy sobie wybrać, co zjemy. Czasem jest skromnie: chleb, ricotta, mleko, czasem je się resztki z obiadu na kolację, może nagle zabraknąć mleka do kawy. Je się często skromnie, ale zdrowo, jakościowo. To jedzenie świeże, warzywa z własnego ogródka, swojskie mleko od krowy czy kozy. Nie ma co wybrzydzać, trzeba spróbować dostosować się do rytmu życia gospodarzy. Ja zaczęłam jeść włoskie śniadania. I obiad wcześniej

 

Wwoofing – blaski

Poza oczywistymi plusami – jak nabycie praktycznych umiejętności pracy w gospodarstwie (winnice, gaje oliwne, pola uprawne i inne) i wiedzy dotyczącej np. sezonowości – wwoofing oferuje też inne korzyści. To świetna okazja do wymiany doświadczeń i kultur. Każdy wwoofer wnosi do gospodarstwa coś nowego, własny koloryt i historię. Ania podkreśla, że dużym plusem są… ludzie. Ci na miejscu, który pokazują, jak się żyje w danym kraju, ale i pozostali wolontariusze, którzy zjeżdżają z całego świata.

 

To prawdziwy miks kulturowy. Ludzie są bardzo otwarci, ciekawi świata i innych. Opowiadamy sobie o swoich krajach, często razem gotujemy. Nie zliczę ile razy na włoskiej ziemi robiłam pierogi. Oni też mnie uczą np. robić makaron w kształcie cukierka.

 

Wwoofersi spędzają wspólnie czas w ogrodzie

Podczas pracy jako wolontariusz WWOOF można zawiązać przyjaźnie na całe życie / fot. Unsplash / Kelsey Chance

 

Małgosia też dobrze wspomina takie wymiany doświadczeń. Gotuje swoim wwooferom, chce, żeby poznali autentyczne włoskie smaki (niektórzy nawet spisują sobie przepisy). Często chcą się odwdzięczyć i pokazać kawałek swojego świata – Moira, Amerykanka wychowana w żydowskiej społeczności, podczas pobytu piekła przepyszne, maślane chałki.

Mam osły, nie pomogę sobie pozwolić na podróże, ale w ogóle tego nie odczuwam – bo to świat przyjeżdża do mnie

 

Wwoofing – jak wybrać dobrze?

Na pytanie o wskazówki, które mogłaby dać przyszłym wwooferom, Małgosia odpowiada:

 

Dużym ułatwieniem jest posiadanie własnego środka lokomocji. Motor, samochód czy nawet rower. Gospodarz nie zawsze odbiera wolontariuszy, czasem muszą dotrzeć sami, a nie wszędzie jest transport publiczny. Jeśli nie znacie dobrze danego języka, porozumiewajcie się na migi. Ludzie są otwarci, pomogą. Gospodarze nie muszą znać angielskiego, nie ma takiego wymogu. Dlatego warto znać jakieś podstawowe zwroty w drugim języku, ale to też nie konieczność. Nie zrażaj się, jeśli gospodarz długo nie odpisuje. To naprawdę kwestia braku czasu, a nie złej woli

 

jedzenie wwoofera na woofingu - świeże warzywa prosto z ogródka

Jedzenie na wwoofingu jest proste, świeże, organiczne. Często to autentyczne smaki i potrawy danego kraju / fot. Canva / Kampus Production

 

Ania tak podsumowuje swoje doświadczenia na wwoofingu:

Żeby dobrze wykorzystać czas na wwoofingu trzeba sobie uzmysłowić, że jako gość, osoba, która wchodzi do czyjegoś życia, jestem tam, żeby pomóc, a nie dostarczać dodatkowych zmartwień, być taką zawalidrogą. Komunikacja to podstawa. Trzeba na początku pytać o wszystko, co przyjdzie do głowy. Gdy się kontaktuję z hostem, piszę kilka słów o sobie – kim jestem, co robię, co umiem, co mogę wnieść do ich życia. Staram się umawiać na spotkania wideo, żeby wyczuć drugą osobę. Intuicja jeszcze mnie nie zawiodła. Wwoofing to wspaniała sprawa. Cała masa przygód i nowych doświadczeń. We Włoszech jestem już rok. Wsiąkłam w życie wwooferki, na razie nie w głowie mi powroty

 

Uwaga! Wwoofing bywa niebezpieczny… Uzależnia!

 

 

Tekst powstał w oparciu o rozmowy live, które przeprowadziła Magdalena Ciach-Baklarz z bloga Italia poza szlakiem (https://www.italiapozaszlakiem.com/)

 

Linki do rozmów w tekście – są niesamowicie ciekawe i inspirujące.

 

Bułgarystka i lektorka polskiego dla obcokrajowców z zamiłowaniem do pisania. Uwielbia dobre jedzenie, niszowe języki, koreańskie seriale i Bałkany. Zafascynowana dwujęzycznością. Mało śpi, bo dużo czyta.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ