Wulgaryzmy na porządku dziennym. Jak naprawdę przeklinają Polacy?
Kilka słów: „kurwa", „chuj", „jebać", „pierdolić" i wszystko jasne
Przeklinając, jesteśmy w stanie szybciej pozbyć się stresu. / fot. Canva
Nie da się ukryć, że w Polsce wulgaryzmy czują się swobodnie. „Staliśmy się społeczeństwem wulgarnym” – oświadcza polski językoznawca Jan Miodek. Brzydkie słowa już nikogo nie dziwią i na stałe zagościły w słownikach języka polskiego, oczywiście z oznaczeniem „wulg.”. Przekleństwa, a także wulgaryzmy pojawiają się wraz z rosnącymi emocjami, ale w niektórych przypadkach stały się nawykiem, bezrefleksyjnym dopełnieniem zdań. Platforma Preply opublikowała wyniki ankiety, według której przeciętny Polak posługuje się przekleństwami 19 razy dziennie! Przeklinamy coraz częściej…
Co w artykule
- Czym różnią się wulgaryzmy, przekleństwa i inwektywy?
- Sytuacje, a także miejsca, w których Polacy przeklinają najczęściej
- Interesujące ciekawostki o wulgaryzmach
- Co na temat przeklinania mówią językoznawcy oraz badania?
Jak definiujemy przekleństwo i wulgaryzm?
Istnieją dwa pojęcia „wulgaryzmy” i „przekleństwa”, które często stosujemy naprzemiennie, jednak warto zauważyć, że różnią się od siebie. Według Wielkiego słownika języka polskiego:
- Wulgaryzm oznacza wyraz lub wyrażenie uznawane przez użytkowników danego języka za nieprzyzwoite i ordynarne.
- Przekleństwa to słowa wypowiadane pod adresem kogoś, o których mówiący sądzi, że ich wypowiedzenie spowoduje w przyszłości jakieś złe skutki dla tej osoby.
Zatem wulgaryzmy dotyczą nieprzyzwoitej formy języka (nierzadko odnoszą się do sfery seksualnej i fizjologicznej), a przekleństwa wyrażają intencję wyrządzenia komuś zła za pomocą słów. Jednak powszechnie uznaje się, że sugerując: „ale przeklinasz”, mamy na myśli wypowiadanie brzydkich zwrotów.
A co z wyrażeniami typu „osioł” czy „głupiec”? To tzw. inwektywy, czyli określenia obraźliwe, których celem jest poniżenie, ośmieszenie lub zdyskredytowanie drugiej osoby. Wyzwiska poprzez swój negatywny ładunek emocjonalny pełnią funkcję ataku słownego.
Słowa, które balansują na granicy wulgarności
„Kurwa” to zdecydowanie najpopularniejszy wulgaryzm. Słowo na „k” podobno ma aż 47 funkcji! Zdaniem wielu pasuje do najróżniejszych sytuacji, w których nie brakuje złości, gniewu, zachwytu, dezaprobaty, irytacji, zaskoczenia czy bezradności. W słowie litery „K”, „R”, „W” podkreślają mocny ton, wzmacniają wypowiedź, a sam wyraz jest krótki i brzmi wyraziście. Ponadto „kurwa” perfekcyjnie komponuje się z różnymi przedrostkami typu „przy-” albo „za-”.
Do kolejnych pięciu podstawowych wulgaryzmów należą słowa: „pierdolić”, „jebać”, „pizda”, „chuj”, „gówno”. Przekleństwa obierają najróżniejsze formy m.in. „niech cię szlag trafi”, „niech cię drzwi ścisną”, „idź do diabła”, „do cholery…”, „odpierdol się”.

Tak jesteśmy biologicznie skonstruowani, że w chwilach silnego stresu musimy się emocjonalnie rozładować. / fot. Canva
Czy znasz brzydkie słowa, które w codziennym użyciu wydają się jakby mniej wulgarne? Chodzi o wyrazy typu „zajebiście”, „upierdliwość” czy też „pierdolnięcie”. To tylko nieliczne przykłady oznaczone w słownikach jako wulg., ale dr hab. Adam Wolański z Uniwersytetu Warszawskiego wyjaśnia:
Prawdą jest, że tzw. brzydkie wyrazy podlegają niekiedy procesom dewulagaryzacji, tzn. przestają być odczuwane przez większość użytkowników języka jako wulgarne. Procesów tego rodzaju nie liczy się jednak w latach. Trwają one stosunkowo długo. Nierzadko dopiero po odejściu przedstawicieli najstarszego pokolenia użytkowników języka, które uznawało dany wyraz za niecenzuralny, dochodzi do oficjalnej zmiany kwalifikacji stylistycznej określonego słowa.
Zobacz też:
In-Ty-Mnie: Dlaczego nie mówi się „będzie dobrze”?
Przeklinamy, bo… powodów jest mnóstwo
Paulina Mikuła, absolwentka filologii polskiej na UW, prowadzi kanał na YouTube „Mówiąc Inaczej”, w którym opowiada o języku polskim i nie pomija wątków o wulgaryzmach. Przekonaj się, co Paulina myśli o niecenzuralnych słowach:
Wulgaryzmy są nam zwyczajnie potrzebne. Tak jesteśmy biologicznie skonstruowani, że w chwilach silnego stresu musimy się emocjonalnie rozładować. I w tym wulgaryzmy nam pomagają. Przeklinając, jesteśmy w stanie szybciej pozbyć się stresu. Przeklinając, jesteśmy w stanie dłużej znieść ból albo w ogóle go znieść. Czasami przeklinamy, choć wcale tego nie chcemy, ale to silniejsze od nas. I musimy się zastanowić, czy to nam przeszkadza. Jeśli tak, to oczywiście możemy się pilnować, ale sama nie wiem, czy warto.
Dlaczego przeklinamy? Oto 9 najczęstszych sytuacji, gdy mocne słowo wylatuje z naszych ust:
- Wypowiadamy wulgarne słowa, gdy doświadczamy nagłego bólu fizycznego.
- Używamy wulgaryzmów w sytuacjach stresu i frustracji.
- Przekleństwa pojawiają się, gdy coś idzie nie po naszej myśli np. zgubiony kluczyk.
- Klnąc, wyrażamy gniew lub irytację wobec innych osób lub sytuacji.
- Przeklinamy, jeśli jesteśmy zaskoczeni.
- Stosujemy wulgaryzmy jako narzędzie ekspresji w rozmowach towarzyskich lub humorystycznych, szczególnie w gronie znajomych.
- Klnąc, zamierzamy podkreślić siłę wypowiedzi lub mocne stanowisko w rozmowie.
- Wulgaryzmy pojawiają się podczas opowiadania historii pełnych emocji.
- Przeklinamy również bez wyraźnej przyczyny, bo podobne słowa wchodzą w nawyk.
Nie tylko ograniczony zasób słów
Zdania na temat stosowania wulgaryzmów podczas wyrażania emocji są podzielone. Niektórzy uważają, że przekleństwa to najlepszy sposób na rozładowanie napięcia. Mówi się, że te brzydkie zwroty to często niedoceniany element języka polskiego.
Jednak nie brakuje osób, dla których ostre słowa stanowią obowiązkową część zdania. Wulgaryzm zastępuje przecinek, staje się dopełnieniem wypowiadanych myśli. To wtedy niecenzuralne wyrażenia podnoszą pewność siebie. Nadrzędny cel? Najczęściej próba ukazania wyższości nad rozmówcą.

Często nadmiernie przeklinając, dowodzimy, że odczuwamy trudność podczas wyrażania myśli w wyważony sposób. / fot. Canva
Jerzy Bralczyk (polski językoznawca) uważa: „częste przeklinanie, zwłaszcza takie przeklinanie już prawie nieświadome, za pewien rodzaj upośledzenia”. To kaleczenie polskiego języka z powodu braku zasobu słów. O wulgaryzmach mówi się również jako o błędach kulturowych, czyli „odnoszących się do poziomu umysłowego ludzi oraz ich umiejętności obcowania z innymi”. Często nadmiernie przeklinając, dowodzimy, że odczuwamy trudność podczas wyrażania myśli w wyważony sposób.
Miejsca, w których brzydkie słowa są na porządku dziennym
Kiedy byłem chłopcem, szczytem wszystkiego było powiedzieć „kurde” albo „kurde balans”. Nawet gdy zdarzyło się czasem przekląć, to już na pewno żaden z nas nie ośmieliłby się tak powiedzieć przy dziewczynie. Dzisiaj mówimy w miejscach publicznych i nie ma żadnego znaczenia, czy to chłopak czy dziewczyna
– opowiada profesor Jan Miodek (autorytet językoznawstwa w Polsce).
Przekleństwa często padają przy alkoholu, szczególnie w gronie zaufanych osób. Mężczyźni klną w pracy, gdy testosteron podsyca agresję lub rywalizację, a stres i presja zwiększają potrzebę emocjonalnego rozładowania. Kobiety najczęściej mówią mocne słowa w miejscach, w których czują się swobodnie. Wulgaryzmy doskonale sprawdzają się, gdy prowadzimy samochód. Tam, gdzie sport, nie brakuje emocji (czytaj: brzydkich słów)! No i na koniec Internet. To przestrzeń, w której nikt się nie boi, a obraźliwe komentarze stają się niemal codziennym tłem każdej dyskusji.
Uwielbiam wulgaryzmy, ale myślę, że jeśli używa się ich za dużo, brzmią trochę tandetnie. Myślę, że są skuteczniejsze, gdy używa się ich inteligentnie. Lubię inteligentne wulgaryzmy
– Katie Aselton, amerykańska aktorka, reżyserka i scenarzystka.
Sprawdź koniecznie:
Słowo roku 2026. Co wybrać: dostrAIanie czy dostraJAnie?
Na deser: ciekawostki o wulgaryzmach
- Badania nad przekleństwami to osobna dziedzina nauki znana jako maledictology.
- 62 proc. polskiego społeczeństwa nie czuje oburzenia podczas przeklinania innych osób (badania Preply).
- Analizy z 2017 roku „Journal of Social Psychological and Personality Science” wykazują, że osoby, które częściej przeklinają, rzadziej kłamią.
- Większość Polaków stara się nie przeklinać przy dzieciach, a także w pobliżu przełożonych.
- Nowe polskie badanie oparte na analizie 65 wulgaryzmów wykazało, że brzydkie słowa podlegają usystematyzowaniu pod względem stopnia obraźliwości, a ocena „wulgarności” zależy od wieku i płci użytkowników (źródło: jezyk-polski.pl).
- Przeklinanie w sieci jest znacznie częstsze niż w tradycyjnych tekstach (źródło: Edward S. Hughes, „201 ways to say fuck: what 1.7 billion words of online text shows about how the world swear).
- Polskie wulgaryzmy najczęściej uznaje się jako „mocniejsze” niż obce odpowiedniki.
- Przeklinanie poprawia wydolność. Badania brytyjskich naukowców wykazały, że osoby powtarzające wulgaryzmy podczas wysiłku fizycznego (np. pompek), potrafią dłużej wykonywać ćwiczenia (źródło: BBC Science Focus Magazine).
- WordTips (2024 rok) dowodzi, że obywatele Stanów Zjednoczonych to mistrzowie przeklinania. Polska nie znalazła się na liście TOP 10 krajów, których mieszkańcy wypowiadają najwięcej wulgaryzmów.
- Brzydkie słowa występują nawet w popularnych bajkach, a filmy stały się tak przesycone wulgaryzmami, że nawet ich nie zauważamy.
Mężczyźni przeklinają częściej, ale im wolno
Największą skłonność do stosowania mocnych słów wykazują osoby w przedziale wiekowym od 16 do 24 lat. Wyniki badań prowadzonych przez Preply wykazują, że mężczyźni przeklinają częściej niż kobiety. Kiedyś usłyszałam stanowisko, że wulgaryzmy wręcz dopełniają facetów o męskość, a odbierają kobiece walory płci pięknej.
Może cię zainteresuje:
Gwałt polski: W co byłaś ubrana? Sama jesteś sobie winna (prawdziwe historie)
Stałam na przystanku autobusowym, gdy zadzwonił telefon. Odebrałam przyjaciółkę, która od lat starała się o dziecko. Gdy usłyszałam słowa „jestem w ciąży”, z moich ust padła soczysta odpowiedź „kurwa, zajebiście się cieszę!”. Ledwo zdążyłam uronić łzę szczęścia, gdy mężczyzna siedzący obok rzucił lekki przytyk w moją stronę „taka ładna, a tak brzydko mówi, WSTYD”.
– opowiada 41-letnia Joanna.
Dlaczego nadal przeklinanie wśród kobiet budzi zdziwienie, skoro jest tak potrzebne? Prawdopodobnie problem leży nie w słowach, a w podwójnych standardach.
