Tuesday, December 1, 2020
Home / Uroda  / Współcześni Nomadzi

Współcześni Nomadzi

Rozkłady jazdy możesz recytować z pamięci. Jesteś spakowany właściwie zawsze; nie zabierasz ze sobą za dużo, bo w końcu w dwóch domach masz często takie same zestawy ubrań

nomadzi

nomadzi

Niedziele przeciągasz do poniedziałku rano. Jesteś spakowany właściwie zawsze; nie zabierasz ze sobą za dużo, bo w końcu w dwóch domach masz często takie same zestawy ubrań – choć zawsze więcej po tej „ważniejszej stronie”. Rozkłady jazdy możesz recytować z pamięci i dobrze wiesz, ile zajmuje ci zrobienie i wypicie kawy, wezwanie taksówki i ominięcie korka

 

nomadzi

Rozkłady jazdy możesz recytować z pamięci. Jesteś spakowany właściwie zawsze; nie zabierasz ze sobą za dużo, bo w końcu w dwóch domach masz często takie same zestawy ubrań - jak żyją współcześni Nomadzi

Oczywiście zdarza się, że korek jest większy, na dworcu są roboty albo pociąg ma opóźnienie. Wtedy wszyscy ci, którzy w poniedziałek bladym świtem wsiadają do pociągu Kraków – Warszawa, czekają do dziewiątej i wysyłają szefowi SMS-a, że się spóźnią. Tych kilka chwil to ich czas „ukradziony” dla siebie: zaległe maile, gazety z zeszłego tygodnia lub przeciwnie – najświeższe, przeglądanie tabel na komputerze, niedokończony raporcik.

W każdy poniedziałek rano setki ludzi z biletami abonamentowymi lub kupionymi już w piątek albo sobotę przemierzają trasę z dawnej do obecnej stolicy. Zostawiając rodzinę, przyjaciół i znajome miejsca, jadą popracować gdzie indziej. Większość z nich to mężczyźni w krawatach i ze skórzanymi teczkami, którzy od razu po pokonaniu pierwszego porannego zmęczenia otwierają laptop lub/i gazetę. Coraz częściej zdarzają się również kobiety oraz ci, których kojarzy się z branżą kreatywną czy sztuką. W końcu miejsca pracy, redakcje, biura międzynarodowych korporacji czy osoby do wyszkolenia są dla nich – nadal – w Warszawie. Jedzie się więc do klimatyzowanych biur, sal z flipchartami, kolejnych filiżanek kawy. Czy nie ma tego w Krakowie? – Oczywiście, że są podobne warunki – mówi Marek, finansista. Ale albo stanowisk pracy zrobiło się nagle za mało, albo zarobki są nieporównywalnie gorsze, albo twoja firma zadecydowała, że potrzebują cię jednak w kwaterze głównej. Więc co tydzień w poniedziałek rano (zawsze sobie obiecuje, że jednak w niedzielę wieczorem, bo będzie się mógł wyspać, zamiast w poniedziałek siedzieć jak zombie, reanimując się Red Bullem) włącza się w exodus do stolicy. – Ja też zawsze robię ten błąd – dodaje Janusz, jego kolega z pracy. – Ale chcę dłużej pobyć z dziećmi lub po prostu spędzić jeszcze jeden poranek z żoną. Tu nie ma miejsca na pakowanie się rano, bo trzeba by wstawać o czwartej, więc torba, jak wyrok, stoi w przedpokoju już od niedzieli wieczorem. Ale jestem szczęściarzem, mojej żonie chce się rano wstać, pobyć ze mną, zrobić mi kanapki i odprowadzić – śmieje się Janusz. Nikt nie lubi tych ciemnych poranków, kiedy ledwo można się dobudzić. Lato to nic, najgorzej jest w grudniu. – Połowa i tak dosypia w pociągu. Druga połowa potrafi od szóstej nerwowo walić w klawiaturę – komentuje Marek.

Marta, pracownica branży kreatywnej, mieszka w Warszawie w czymś w rodzaju tymczasowej sypialni. Zamierza się tu przeprowadzić na stałe, ale ciągle szkoda jej przyjaciół, więc dojeżdża. Nieważne, co jest w takiej sypialni, byle było łóżko. Często mieszkania są służbowe, wyposażone jak pokoje hotelowe lub z obowiązkowym zestawem mebli z IKEA – bez książek, bibelotów, osobistych sprzętów czy roślin. Wieczory spędza się więc ze znajomymi na mieście, oglądając TV lub filmy z komputera albo dzwoniąc do Krakowa. Toteż pracownicy, którzy do Warszawy wpadają tylko na pięć dni, często zostają w pracy po godzinach – tu czują się bezpieczniej, i tak nie mają do czego wrócić. Łatwiej jest młodym, którzy umieją sobie stworzyć warunki do życia w dwóch miejscach. W tym celują kreatywni i artyści. Ale ci, którzy mają rodziny, spędzają wolny czas na odsypianiu pracy. – Kiedy się wraca do domu, to też się ma wrażenie, że jest się zmęczonym po tygodniu pracy i że trzeba odpocząć – mówi Marek. Sam stara się być wtedy jak najwięcej z rodziną. – Najfajniejszy moment to piątek, kiedy przyjeżdżają po mnie wieczorem na dworzec. Wydaje się wtedy, że mamy przed sobą tyyyyyle czasu – uśmiecha się.

– Najgorsza jest niedziela – mówi Marta. – Poranek to jeszcze spoko, ale już od południa pojawia się dziwne wrażenie, że skończyło się coś pięknego i od razu opada mnie zmęczenie, i już jestem w podróży. W niedzielę prędzej czy później wszyscy wpadają w reisefieber.

– A najgorsze jest, że to się udziela rodzinie – smuci się Janusz. Dlatego podróżujący często załatwiają sobie jeden dzień w tygodniu pracy zdalnej. Ale i tak z utęsknieniem czekają na długie weekendy i święta. Praca zdalna jest niby taka popularna, ale nikt u nas jej nie lubi, a szef kocha mieć pracownika na oku. I nie wygląda na to, żeby ta sytuacja miała się zmienić. Tymczasem jeśli się już zbudowało w Krakowie dom, dzieci poszły do szkoły i mają przyjaciół, a na miejscu są babcie gotowe do roli opiekunek, trudno się tak po prostu przeprowadzić. – Czasem czuję się jak ci, którzy jeżdżą do pracy do Anglii. Tylko że dojazd zajmuje mniej czasu – mówi Marek.

Na razie zaciska zęby i ze spakowaną walizeczką, w eleganckim garniturze, co tydzień spędza w pociągu sześć godzin z zaprzyjaźnionymi informatykami. I szczerze tego nie lubi. Są jednak tacy, którzy takie życie wielce sobie cenią. – Studiowałam za granicą, więc do życia na walizce jestem przyzwyczajona. Uwielbiam energię, którą dają mi oba miasta – oświadcza pogodnie Anka, organizatorka wydarzeń kulturalnych. – Mogę wybierać, czy mam ochotę na wielkomiejską Warszawę czy przytulny Kraków. A w drodze czytam. To jedyny czas, jaki mam na grube książki.

Agnieszka Kozak

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach