Wednesday, October 21, 2020
Home / Rozwój  / Rodzicielstwo  / Zaskakujące odkrycie! Wpływ oddychania przez usta na wady zgryzu

Zaskakujące odkrycie! Wpływ oddychania przez usta na wady zgryzu

Jakie są przyczyny wad zgryzu? Będziecie zaskoczone, gdy przeczytacie fragment książki „Zdrowe zęby” dr Kamili Wasiluk o oddychaniu przez usta

wady zgryzu u dzieci

Jakie są przyczyny wad zgryzu? Jedna z najbardziej zaskakujących to oddychanie przez usta / fot. Pixaby

„Zamknij buzię”. Nie brzmi to grzecznie, prawda? Kojarzy się z naganą, zakazem mówienia, zabierania głosu. A jednak istnieją sytuacje, w których frazę „zamknij buzię” trzeba powtarzać na okrągło, nawet tysiąc razy dziennie.

I nie dlatego, że dziecko mówi coś, czego rodzice nie chcą słyszeć, ale dlatego, że ma ją otwartą nawykowo i oddycha przez usta, a takie przyzwyczajenie jest główną przyczyną wad zgryzu. Wciąż za rzadko powtarza się, że prawidłowe oddychanie odbywa się przez nos. Rodzice nie zwracają dzieciom na to uwagi, bo nie wiedzą, jakie mogą być tego konsekwencje.

Oddychanie przez usta a wady zgryzu

Tymczasem oddychanie przez usta jest jednym z najpoważniejszych czynników środowiskowych wpływających na rozwój wad zgryzu.

Ludzie są stworzeni do oddychania przez nos. Usta służą nam do mówienia i jedzenia. Od nosa zaczynają się drogi oddechowe, które przechodząc przez czaszkę, prowadzą do oskrzeli i płuc. Powietrze w jamie nosowej ogrzewa się i oczyszcza, co jest najlepszą profilaktyką infekcji.

Niemowlęta z uchylonym dzióbkiem i wysuniętym językiem może i wyglądają rozkosznie, ale już od pierwszych tygodni życia kształtuje się u niech nieprawidłowy układ jamy ustnej i języka.

Skrócone wędzidełko wargi górnej

Jedną z przyczyn niedomykania buzi u najmłodszych może być skrócone wędzidełko wargi górnej (tzw. wędzidełko podwargowe). Otwarta buzia w niemowlęctwie może też wynikać z osłabionego napięcia mięśniowego. Dziecku łatwiej jest wtedy zostawiać usta uchylone. Główną przyczyną niedomykania buzi są jednak powtarzające się infekcje wirusowe i bakteryjne.

Prawdziwy problem z oddychaniem przez usta zaczyna się u dzieci w okolicach 2. lub 3. roku życia, gdy chodzą do żłobka i przedszkola. Jest to czas, kiedy kształtuje się odporność, więc częste infekcje, pojawiające się nawet co miesiąc, są w początkowej fazie czymś naturalnym.

Nie dotyczy to oczywiście wszystkich, gdyż odporność też mamy zaprogramowaną genetycznie. Bywają dzieci, które mało chorują, i takie, które non stop przechodzą infekcje, często poważne, jak zapalenia uszu, oskrzeli albo zatok.

Niska pozycja języka

Taka długotrwała niedyspozycja, stale zatkany nos, wymusza oddychanie ustami, które utrwala się i staje się czymś normalnym nawet wtedy, gdy dziecko okres ciągłego chorowania ma już dawno za sobą.

Ciągle otwarta buzia prowadzi bezpośrednio do nieprawidłowego rozwoju szczęki i żuchwy w płaszczyźnie poziomej, ponieważ rośnie ona do dołu i rotuje do tyłu. A ponieważ jedna zmiana pociąga za sobą kolejną i wszystko się ze sobą łączy, równocześnie dochodzi do zaburzonego wzrostu środkowego piętra twarzy.

Za ten defekt odpowiada niska pozycja języka. Prawidłowo, przy zamkniętych ustach, wkleja się on w podniebienie, przy otwartych – opada i pociąga za sobą niedorozwój szczęki, która nie ma bodźca, by rozwijać się prawidłowo w kierunku poprzecznym i doprzednim. Dzieci ze zbyt wąską szczęką mają spłaszczone policzki i podkrążone oczy. Wyglądają mniej korzystnie od rówieśników, którzy rośli z zamkniętymi ustami.

Mam już tak duże doświadczenie, że gdy pacjent wchodzi do mojego gabinetu, po wyglądzie jego twarzy mogę przewidzieć, co zastanę w buzi. Na ogół będzie to zgryz krzyżowy, który powstaje, gdy z powodu opadającego języka szczęka rośnie zbyt wąska i zęby zachodzą na siebie odwrotnie, czyli dolne na górne. Zgryz krzyżowy może być obustronny lub jednostronny. U dzieci częściej występuje ten drugi, w którym żuchwa przy zwężonej szczęce przesuwa się w bok. Jeśli nie wdroży się leczenia, to w wiek nastoletni, a potem w dorosłość dziecko wejdzie z asymetrią żuchwy.
Niska pozycja języka bywa nie tylko pochodną oddychania przez usta. Zdarza się, że dziecko ma zamkniętą buzię, a i tak język opada, bo jest przyciągany w dół przez skrócone wędzidełko językowe.

niemowlę z otwartą buzią

Niemowlęta z uchylonym dzióbkiem i wysuniętym językiem może i wyglądają rozkosznie, ale już od pierwszych tygodni życia kształtuje się u niech nieprawidłowy układ jamy ustnej i języka / fot. Pixaby

Wady zgryzu – przyczyny genetyczne czy środowiskowe?

To dobry moment, by pokazać, jak nakładają się na siebie czynniki środowiskowe i genetyczne. Przyszedł do mojego gabinetu ojciec z synem, u którego przez stale zatkany nos wykształciło się nawykowe oddychanie przez usta i nastąpił rozrost żuchwy. Rzut oka na mężczyznę wystarczył, żebym się domyśliła, że jako dziecko miał podobne problemy. Potwierdził, że przechodził ciągłe infekcje. Gdyby nie to, można byłoby pomyśleć, że przodozgryz, który miał i on, i jego syn, jest dziedziczny. A przecież, gdyby nie czynniki środowiskowe, czyli choroby układu oddechowego związane z chodzeniem do przedszkola, nie wykształciłby się u nich nawykowy sposób oddychania przez usta i żuchwa rosłaby prawidłowo.

Dzieci chorują i choć w pewnym momencie nabierają odporności, nawykowe oddychanie ustami pozostaje i oddziałuje na rozwój twarzy. A ona w 90 procentach rośnie do 10. roku życia. Mamy naprawdę niewiele czasu, by wpłynąć na wzrost szczęki i żuchwy. Jeśli chcemy leczyć dziecko przyczynowo, to okres między 6. a 10. rokiem życia jest idealny. Potem będziemy już tylko naprawiać skutki tego, co się wydarzyło w dzieciństwie.

Od oddychania przez usta do bezdechu sennego

Przy oddychaniu przez usta pojawiają się ponadto problemy z dotlenieniem organizmu, bo wbrew pozorom człowiek jest lepiej dotleniony, gdy oddycha przez nos. Gdyby ta wada miała odzwierciedlenie tylko w wyglądzie, nie byłaby tak istotna, bo kwestią umowną jest, kto wygląda ładnie, a kto brzydko. Ma ona jednak konsekwencje zdrowotne w dorosłym życiu. Ludzie z wąską szczęką nie mają wystarczająco miejsca na język, a skoro nie widać, żeby chodzili z nim na wierzchu, oznacza to, że muszą go chować w jamie ustnej, cofając go w kierunku gardła, gdzie blokuje drogi oddechowe. Dziecko, a potem dorosły, chrapie, a to często prowadzi do bezdechu sennego. Schorzenie to charakteryzuje się okresowym zmniejszeniem przepływu powietrza lub całkowitym jego zatrzymaniem podczas snu, co negatywnie wpływa nie tylko na jego jakość, ale także na zdrowie ogólne. W skrajnych przypadkach u dorosłych bezdech senny, jeśli dodamy do niego na przykład otyłość, przyspiesza rozwój chorób układu krążenia, a w konsekwencji – nadciśnienia, a przez to zwiększa ryzyko zawału i udaru.

Konsekwencje mogą być katastrofalne, a gdy znajdziemy się na końcu tej ścieżki, może nam nawet nie przyjść do głowy, że wszystko zaczęło się od chodzenia w dzieciństwie z otwartą buzią.

Wpływ oddychania na próchnicę

To nie koniec negatywnych skutków oddychania przez usta. Kolejnym jest próchnica. Gdy buzia jest zamknięta, w jej wnętrzu utrzymuje się prawidłowa wilgotność, a ślina spełnia swoją funkcję, oczyszczając zęby oraz dziąsła z resztek pokarmu i bakterii. Przy otwartych ustach śluzówki są wysuszone, więc mechanizmy ochronne nie działają, bakterie mają korzystniejsze środowisko do namnażania się i ryzyko próchnicy oraz chorób dziąseł rośnie.
Dzisiaj coraz więcej ortodontów zaczyna się interesować tymi powiązaniami, chociaż w toku kształcenia zawodowego prawie w ogóle się o nich nie mówiło. Wielokrotnie powtarzam, że wszystkie elementy się ze sobą łączą. Jeśli zerwiemy z redukcjonizmem i zastąpimy go holistycznym spojrzeniem na zdrowie człowieka, te powiązania staną się oczywiste.

Metoda Butejki

Jak w tej sytuacji możemy zminimalizować ryzyko wad zgryzu? Ważne jest, by leczyć infekcje i wspierać odporność dziecka, m.in. przez prawidłowe żywienie (czyli karmienie piersią w pierwszych miesiącach, właściwe wprowadzanie pokarmów stałych i eliminację cukru z diety) i nieprzegrzewanie go. A gdy nawyk oddychania przez usta się utrwali, konieczne jest przypominanie dziecku o zamykaniu buzi i wdrożenie ćwiczeń pomagających utrzymać język we właściwej pozycji. Rozwiązaniem może być terapia oddechowa według metody Konstantyna Butejki (…)
Ukraiński profesor Konstantyn Butejko w latach 50. ubiegłego wieku opracował terapię z myślą o osobach niedotlenionych, chorych na astmę, cierpiących na alergię i inne schorzenia, w których sposób oddychania mógł decydować o polepszeniu lub pogorszeniu stanu zdrowia.

Butejko mocno podkreślał, że prawidłowy oddech odbywa się przez nos. W czasie spoczynku wdech i wydech powinny być niesłyszalne. Tymczasem większość ludzi przyzwyczaiło się do nadmiernego oddychania, które polega na łapaniu powietrza przez usta.

Butejko rozpatrywał ten problem nie tylko w kontekście wpływu nieprawidłowego oddychania na rozwój wad zgryzu i kształtowanie się kości twarzoczaszki, ale szerzej, w kontekście niedotlenienia organizmu. Według tego naukowca powszechne przekonanie, że głębokie oddychanie jest dobre, stanowi jeden z najbardziej szkodliwych poglądów na temat zdrowia, gdyż prowadzi do przewlekłej hiperwentylacji, a w konsekwencji do rozwoju lub utrwalenia wielu chorób (np. astmy, nadciśnienia, problemów z koncentracją i chronicznego zmęczenia). Gdy oddychamy przez usta, organizm paradoksalnie dostaje mniej tlenu, mimo że dostarczamy płucom więcej powietrza.
Zjawisko to tłumaczy się występowaniem tzw. efektu Bohra. Oddychanie to wymiana gazowa. Wraz z powietrzem pobieramy m.in. tlen, który łączy się z hemoglobiną i jest rozprowadzany po całym organizmie, a z naczyń włosowatych uwalniany do tkanek docelowych. Uwalnianie tlenu z krwi wymaga jednak odpowiedniego ciśnienia parcjalnego (cząstkowego) dwutlenku węgla w płucach i krwi tętniczej. Jeśli jest ono zbyt niskie, tlen zamiast trafiać do komórek organizmu, pozostaje przyklejony do hemoglobiny w czerwonych krwinkach. Kiedy więc nadmiernie oddychamy (czyli np. przez usta), usuwamy z organizmu zbyt dużo dwutlenku węgla. Żaden więc pożytek z tego, że wciągamy dużo powietrza, skoro tlen z niego nie trafi tam, gdzie jest potrzebny, bo jednocześnie pozbywamy się dwutlenku węgla, odpowiedzialnego za uwolnienie tlenu do komórek i tkanek organizmu.

Ćwiczenia Butejki

Opracowane przez Butejkę ćwiczenia mają na celu przestawienie toru oddechowego z ustnego na nosowy, gdyż tylko wtedy proporcje między tlenem a dwutlenkiem węgla w płucach pozwalają na optymalne wykorzystanie tlenu w organizmie. Rezultaty są zaskakujące, zarówno w aspekcie poprawy zdrowia i jakości życia, jak i wyglądu (u dzieci będzie to zmiana kierunku wzrostu twarzoczaszki, z niewłaściwego na prawidłowy).

Najpopularniejszym ćwiczeniem Butejki są tzw. kroki. Bierzemy wdech, a następnie po wydechu (czyli inaczej niż np. przy nurkowaniu) zatykamy palcami nos i wstrzymujemy oddech. Robimy tyle kroków, ile to możliwe, licząc je (gdy ćwiczy dziecko, idący obok dorosły może liczyć jego kroki na głos). Kiedy brakuje powietrza, odtykamy nos i robimy wdech. Oddychamy przez chwilę, wyrównując oddech (2–3 cykle; jeden cykl to wdech i wydech), po czym powtarzamy cały proces.

Na początku większość osób jest w stanie zrobić około 20 kroków, dopiero przy regularnej praktyce, co oznacza wykonanie 12 powtórzeń dziennie, zwiększają tę liczbę o 10 na tydzień. Przy wyniku powyżej 60 kroków zniknie większość objawów związanych z zatkanym nosem, kaszlem, zmęczeniem, chrapaniem, dusznościami, przerywanym snem. Celem jest przejście z zatrzymanym oddechem 100 kroków i więcej.
To tylko jedno z wielu ćwiczeń. Inne pomagają w odtykaniu nosa, redukowaniu oddechu, nauce poprawnego przełykania, likwidowaniu świszczącego oddechu itp. Pełny zestaw dobiera specjalista i należy się z nim skontaktować także po to, by wykluczyć przeciwwskazania i otrzymać dokładną instrukcję, jak wykonywać ćwiczenia poprawnie.
Instruktorem metody Butejki może zostać zarówno stomatolog, jak i logopeda, fizjoterapeuta, psycholog, lekarz – każdy, kto przejdzie kurs. W Polsce metoda jest znana od niedawna, ale jej popularność stale rośnie. Można mieć nadzieję, że zaczniemy zwracać uwagę na problem otwartych ust oraz że pojawi się wystarczająco wielu specjalistów, aby było do kogo wysłać pacjenta na terapię oddechową. Ćwiczenia prowadzone tą metodą są skuteczniejsze od przypominania dziecku, by zamknęło buzię, bo koncentrują się na konkretnych zadaniach i da się zmierzyć osiągane dzięki nim postępy.

Kamila Wasiluk

[Fragment książki „Zdrowe zęby” dr Kamili Wasiluk (wyd. Znak), z rozdziału „Etiologia wad zgryzu”]

Mama ortodonta i „Zdrowe zęby”

Zdrowe zęby książka

„Zdrowe zęby” Kamili Wasiluk to opowieść o pięknym uśmiechu

Dr Kamila Wasiluk jest ortodontką, od kilku lat prowadzi blog mamaortodonta.pl, w którym dzieli się swoimi doświadczeniem w leczeniu wad zgryzu, zwłaszcza u dzieci. W leczeniu stosuje podejście holistyczne. Potrafi dostrzegać związki miedzy na pozór odległymi elementami, które jednak składają się na całość dobrostanu pacjenta. Jej książka „Zdrowe zęby” jest przykładem takiego kompleksowego podejścia. Przeprowadza w niej czytelnika przez całość najważniejszych aspektów związanych ze zdrowym uzębieniem, od próchnicy do pięknego uśmiechu.

Kamila Wasiluk pokazuje też jak bardzo na przestrzeni ostatnich lat zmieniła się stomatologia, jak wiele naszych przekonań o tym, jak wygląda leczenie ortodontyczne jest przestarzałych, a przede wszystkim jak istotny na jakość naszego uśmiechu jest wpływ szeroko pojętego środowiska, m.in. diety i codziennych nawyków, począwszy od tego czy np. karmimy niemowlę piersią czy butelką. „Zdrowe zęby” to także szczegółowy przegląd rodzajów wad zgryzu, a także aparatów ortodontycznych i sposób leczenia. Autorka dużą wagę przykłada do współpracy między różnymi specjalistami, np. miedzy ortodontami i logopedami. Kalendarium na końcu książki pomoże się zorientować, jak dbać o zęby w zależności od wieku, kiedy udać się pierwszy raz do stomatologa, a kiedy do ortodonty.

Kamila Wasiluk, czyli Mama ortodonta, autorka książki Zdrowe zęby

Kamila Wasiluk, autorka bloga mamaortodonta.pl i książki „Zdrowe zęby” / fot. mat. prasowe

 

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach