Saturday, May 30, 2020
Home / Uroda  / Trendy  / Wilczo głodna

Wilczo głodna

Zaczyna się zawsze tak samo, z pozoru niewinna chętka na coś do schrupania, kilka migdałów, przecież są zdrowe. I tak idą po kolei – 1, 2,3, 10, 20

Gdy widzi, że bardzo szczupła dziewczyna je za dwóch, a do tego pije piwo za piwem i nie jest pijana, to na 90 proc. jest bulimiczką. Nie wierzy w bajki o wyjątkowo dobrej przemianie materii | ilustracja Aga Urbanej

Zaczyna się zawsze tak samo, z pozoru niewinna chętka na coś do schrupania, kilka migdałów, przecież są zdrowe. I tak idą po kolei – pierwszy, drugi, trzeci, dziesiąty, dwudziesty… – Głód jest nie do wytrzymania, chodzę po ścianach, obgryzam paznokcie, ale wiem, że nie mogę się poddać, że wilczy głód nie może mnie pokonać – pisze Ania „Wilczo głodna” do swoich followersów na Facebooku. Tym razem się nie łamie, bo ma ich wsparcie, wie, że musi świecić przykładem i się trzymać. Nie jest łatwo, bo bulimia to uzależnienie, z którego nie wyleczy się nigdy, ale wilka potrafi już uśpić. Walczyła z nim od dziecka. Lekarze albo nie umieli, albo nie mogli pomóc, bo takie były przepisy. Teraz chce pomagać takim jak ona. Mówi o nich „wilczyce”

Gdy widzi, że bardzo szczupła dziewczyna je za dwóch, a do tego pije piwo za piwem i nie jest pijana, to na 90 proc. jest bulimiczką. Nie wierzy w bajki o wyjątkowo dobrej przemianie materii | ilustracja Aga Urbanej

Gdy widzi, że bardzo szczupła dziewczyna je za dwóch, a do tego pije piwo za piwem i nie jest pijana, to na 90 proc. jest bulimiczką. Nie wierzy w bajki o wyjątkowo dobrej przemianie materii | ilustracja Aga Urbanej

– Cześć – odezwała się po latach, jak gdyby nigdy nic, Ania, z którą kiedyś przez pół roku mieszkałam w akademiku. – Napisałam książkę o wychodzeniu z bulimii i chciałabym podzielić się moim doświadczeniem z czytelniczkami „Miasta Kobiet”. Być może któraś z nich potrzebuje pomocy.
– Jasne, napiszemy – odpowiedziałam – ale zaraz, jakiej bulimii? Przecież ty nie…
– Nie wiedziałaś o mojej chorobie, bo bulimiczki to mistrzynie kamuflażu – przerwała mi. – Nie wiedział nikt, facet, z którym byłam przez lata, przyjaciele. Nikt.

Początek był typowy. Koleżanka powiedziała jej, że jak zjedzą więcej i włożą do gardła palce, to wszystko wyrzygają. „Sprytne! Schudnę trochę, a potem przestanę” – pomyślała. Tylko to już nie jest takie proste. Mama Ani – stomatolog – nie zorientowała się. Nigdy nie przykładała wagi do gotowania i jedzenia, pozwalała domownikom jeść cokolwiek. Słodkie śmieciowe jedzenie ze sklepu było nagrodą, nutellę albo kubeł lodów dostawało się jako coś wyjątkowego.
– Bulimiczkom kwasy żołądkowe niszczą zęby. Jak matka dentystka mogła tego nie zauważyć? – zastanawiam się podczas naszej rozmowy i mimowolnie patrzę na jej zęby. – To kolejny mit o bulimii. Żeby zęby się zniszczyły, trzeba wielu lat, a poza tym po maturze wyjechałam na studia do Krakowa i mama nie leczyła mnie już więcej – mówi. Podobno o jej chorobie nie wie do dziś.
Bulimię często i niesłusznie stawia się na równi z anoreksją, czyli głodzeniem się. Jedno i drugie to zaburzenia odżywiania, ale bulimii bliżej do alkoholizmu – jesteś uzależniony od pochłaniania olbrzymich ilości jedzenia. W pewnym momencie bulimiczkom nie chodzi już o odchudzanie, o bycie szczuplejszą. To jest zwyczajne uzależnienie, musisz jeść i musisz wymiotować, to silniejsze od ciebie. – W „najlepszych” momentach potrafiłam zjeść taką kolację, z której normalny człowiek miałby jedzenie na dwa dni. A potem jeszcze kupić sobie dwa kilo ciastek i je pochłonąć – wspomina.

Bulimia? Dozwolone do lat 18!
Pierwszy raz do lekarza trafiła, mając 15 lat. W jej rodzinnym mieście, choć dużym, nie było żadnych specjalistów od zaburzeń odżywiania, przyjął ją więc lekarz dziecięcy, który ewidentnie się jej bał, traktował jak małą psychopatkę. Lekarzom, do których chodziła, brakowało wiedzy i pomysłów, jak bulimię leczyć. Pytali, jak to wszystko się zaczęło, i mądrzejsi o tę historię załamywali ręce. – Patrzyli na mnie z politowaniem. Psychiatra, do którego w końcu mnie skierowano, dał mi leki psychotropowe na zahamowanie apetytu. Wizyta trwała pięć minut, a gdy po kilku miesiącach wróciłam bez efektów, no, może poza skutkami ubocznymi, kazał mi pić wodę z cytryną, że niby ma hamować chęć wymiotów.
Gdy była na studiach, znów próbowała się leczyć, udało jej się nawet dostać do psycholożki, która podobno specjalizowała się z leczeniu bulimii. Gdy wyszło na jaw, że studiuje, lekarka powiedziała jej, że to przychodnia dla licealistów i że nie może jej przyjąć.
– Zdaniem NFZ-etu to nie jest choroba dorosłych ludzi, jak się wtedy okazało. Do dziś czytam ogłoszenia: „Zapraszamy na terapię grupową dziewczyny od 15 do 18 lat”. Teraz, gdy wyszłam z nory i opowiedziałam moją historię, zaczęły się do mnie odzywać osoby, które mają taki sam problem. I co się okazuje? Na bulimię nie chorują tylko nastolatki czy modelki. Ta choroba może dotknąć wszystkich: młode matki, kobiety dojrzałe, nauczycielki, krawcowe czy biznesmenki.

To się robi po cichu i dyskretnie
Przez 15 lat udawało jej się ukrywać chorobę. Wilczo głodna wymiotowała nawet dziesięć razy dziennie i nikt jej na tym nie przyłapał. – Mogę to zrobić tak, że choćbyś stała tuż za drzwiami toalety, w której będę, to nic nie usłyszysz – opowiada. – Wiem, że to brzmi dziwnie, ale bulimiczki potrafią wymiotować dyskretnie i na zawołanie, wystarczy, że podczas pikniku ze znajomymi znikną na siku za krzakami. Potem wszyscy dziwią się, ile ja mogę zjeść albo ile wypić alkoholu i nawet nie jestem wstawiona. Miałam opinię niezniszczalnej, mocnej głowy. Potrafiłam przepić wszystkich chłopaków. Bulimiczkę rozpoznam na kilometr, ale nie, nie po zapachu. Wymiotowałam we wszystkich miejscach publicznych, bywało, że przypiliło mnie nawet na ulicy, w restauracji, w domu znajomych. Czasem nawet nie trzeba się jakoś specjalnie kamuflować miętową gumą do żucia. Jeśli zwymiotujesz zaraz po jedzeniu, pokarm nie będzie jeszcze strawiony i nie będzie śmierdział – mówi wyraźnie zawstydzona. Gdy widzi, że bardzo szczupła dziewczyna je za dwóch, a do tego pije piwo za piwem i nie jest pijana, to na 90 proc. jest bulimiczką. Nie wierzy w bajki o wyjątkowo dobrej przemianie materii.

Nieodparty pociąg do złego
W końcu znalazła w sobie siłę, by powiedzieć „stop” i zmienić swoje życie. To nie było jedno konkretne zdarzenie, wygrzebywała się z tego powoli, małymi krokami. – Zaczęłam uprawiać sport i biegać. Zrozumiałam, że moje ciało mogłoby więcej, gdybym je lepiej traktowała, gdybym je lepiej odżywiała. Zainteresowałam się dietetyką i po raz pierwszy w życiu zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy to, co wkładam do ust, wnosi coś dobrego do mojego organizmu. Postawiłam na zdrową żywność i ruch. Pobiegłam nawet w maratonie.
Objadanie się to zachowanie kompulsywne, bulimiczki mają do niego skłonność, muszą więc znaleźć dla siebie coś, co pozwoli im się trzymać w ryzach, byleby było dobre – sport, moda, praca, pomaganie innym. – Gdy przychodzi głód, zajmij się czymś, wyjdź z domu, do ludzi. Wilczy głos w twojej głowie trzeba zagłuszyć. Gdy się jada zdrowo i regularnie, gdy w końcu przestaje się zwracać pokarm i zaczyna się go normalnie trawić, on będzie coraz cichszy – uspokaja. – Pomogła mi też zmiana otoczenia. Kilka lat temu poznałam mojego chłopaka, który jest Belgiem. Po paru miesiącach znajomości bez zastanowienia spakowałam walizki i pojechałam za nim. Przeniosłam się do niego, przewracając swoje życie do góry nogami. Coś w tym chyba jest, że przy odpowiedniej osobie zaczynasz lepiej działać. On zawsze mnie wspiera, kiedy widzi, że zaczynam się bezsensownie kręcić wokół lodówki.

Wyjście z nory jest po coś
Któregoś dnia w pociągu otworzyła laptopa i zaczęła pisać książkę. Wspomina, że słowa dosłownie się z niej wylewały. – Ta książka była chyba napisana już dawno, teraz tylko ją spisałam, bo wiedziałam dokładnie, co mam powiedzieć, byłam jak w transie. Nagle z dziewczyny, która miała mnóstwo kompleksów, stałam się osobą o niezwykłej sile do działania. Dawniej nie odważyłabym się iść do posłanki, prosząc o przygotowanie ustawy szerzącej wiedzę o tej chorobie, nie starałabym się o wydanie książki, nie założyłabym swojego kanału na YouTubie. Zastanawiałabym się, czy jestem wystarczająco dobra. Teraz mam poczucie misji, piszę tysiące maili, uderzam do mediów, robię wszystko, żeby upowszechnić ten temat. Trochę tak, jakby ta bulimia była po coś.

Karolina Siudeja

Ania prowadzi fan page www.facebook.com/wilczogodna i kanał na YouTubie z poradami dla osób cierpiących na zaburzenia odżywiania "Wilczo głodna"

Ania prowadzi fan page www.facebook.com/wilczogodna i kanał na YouTubie z poradami dla osób cierpiących na zaburzenia odżywiania „Wilczo głodna”

okladka-pakosinska200pxmateriał pochodzi z nr 2/2015

Miłośniczka słowa pisanego i mówionego, gaduła i tropicielka językowych banałów. Dziennikarka lifestylowa, redaktorka, konferansjerka oraz specjalistka od content marketingu. Z „Miastem Kobiet” związana od początku jego istnienia. Najchętniej pisze o ludziach, seksie i gotowaniu. Prowadzi blog obyczajowo-kulinarny historieslodkoslone.pl. Prywatnie zakochana mama i początkująca ogrodniczka.

Oceń artykuł
2 komentarze

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach