Sunday, June 16, 2024
Home / POLECAMY  / Widziałem śmierć mojego przyjaciela, ten obraz towarzyszy mi do dziś

Widziałem śmierć mojego przyjaciela, ten obraz towarzyszy mi do dziś

Tomek do dziś unika wyjazdów nad wodę

Przygnębiony mężczyzna siedzący na molo

Kiedy jestem nad wodą przed oczami nadal mam ten widok/ zdj. Canva

Tamto lato Tomek zapamięta już na zawsze. To miał być beztroski kumpelski wyjazd rozpoczynający wakacje. „Postanowiliśmy pojechać na kilkudniowy festiwal muzyczny pod namioty. Chcieliśmy pić, bawić się i nie myśleć o niczym” – mówi Tomek. Nikt nie przypuszczał, że nie wszyscy stamtąd powrócą.

 

Przystanek ostateczny

„Byliśmy gówniarzami. Mieliśmy po 16-18 lat, niektórzy dopiero co zdali prawko i to była doskonała okazja do przetestowania swoich umiejętności za kółkiem. Jechaliśmy dużą grupą znajomych. Byliśmy na kilka samochodów, więc była to spora banda. W trasie zatrzymaliśmy się na małe piwko”.

 

Droga na festiwal prowadziła przez malownicze tereny pomiędzy dzikimi stawami i jeziorami. To było idealne miejsce, by zrobić przerwę w podróży.

 

„Stanęliśmy pomiędzy lokalnymi jeziorami. To nie był pierwszy raz, kiedy tam byliśmy, dlatego dokładnie wiedzieliśmy, gdzie schować się przed ludźmi, którzy mogliby mieć z nami problem. Wysiedliśmy, zbiliśmy pionę z kumplami i wyciągnęliśmy z bagażników alko. Było wszystko – piwo, wino, wódka, co kto lubi. Ci, co nie prowadzili, pić zaczęli już w trasie, ten przystanek był tylko na dobitkę. Mieliśmy się przecież dobrze bawić, a nie stać pod sceną jak z kijem w dupie”.

 

Jak to bywa przy zabawach zakrapianych alkoholem, do głowy zaczynają przychodzić głupie pomysły. Tomek pamięta, że chłopaki stali gdzieś na uboczu i obserwowali jak któryś z nich driftuje autem. On poszedł się przejść bliżej jeziora, stał do niego tyłem i z kimś rozmawiał.

 

„Kątem oka dostrzegłem, że ktoś biegnie w stronę wody. To był pijany Jacek, który najwyraźniej postanowił popływać. Początkowo nie zwróciłem na to uwagi, bo już zdarzało się, że ktoś robił takie akcje, ale nagle przypomniałem sobie, że on przecież nie umie pływać. Szybko ruszyłem za nim i w porę udało mi się wyciągnąć z wody tego roześmianego idiotę. Nie minęła chwila, gdy zczaiłem się, że on znowu pobiegł do jeziora. Zanim tam dotarłem, Jacek już był na środku. Płynął! I głośno się z tego cieszył. Wszyscy, co byli obok zaczęli głośno krzyczeć i bić brawo aż do momentu, gdy Jacek zaczął się topić. Pobiegłem na ratunek”.

 

Może cię zainteresuje:

„Uciekłaś, mamo? Jak to?” – rodzinne tajemnice wychodzą po śmierci

 

Sumienie prześladowca

Niestety czasami jest już za późno i nie da się nic już zrobić. Musisz wybrać czy ryzykujesz własne życie, czy ratujesz siebie.

 

„Do dziś zadaję sobie pytanie: Jak to się stało? Przecież było nas tak dużo. Dlaczego go nie uratowaliśmy? Kiedy pobiegłem go wyłowić, chłopaki z oddali ruszyli za mną. Wyciągnęli mnie z wody na siłę, bo dla Jacka było już za późno na ratunek. Byłem wtedy wściekły, teraz powinienem im podziękować, bo uratowali mi życie. Widziałem tylko, jak Jacek zniknął pod wodą. Kiedy zdaliśmy sobie sprawę z tego co się wydarzyło, ustaliliśmy, że najstarszy z nas zadzwoni na policję. To wszystko działo się tak szybko, że niewiele pamiętam. Byłem też pijany, jednak po tym wszystkim szybko otrzeźwiałem. Jacek był pełnoletni, sam kupił alkohol, nikt więc oficjalnie nie został pociągnięty do odpowiedzialności za jego śmierć, chociaż winni czuliśmy się wszyscy. Zbadali nas alkomatem, po nieletnich przyjechali rodzice. Reszta z nas pojechała na festiwal, gdzie siedzieliśmy, płakaliśmy i piliśmy do nieprzytomności”.

 

Długie przebywanie na słońcu, zwłaszcza pod wpływem alkoholu jest bardzo niebezpieczne. Zwiększa ryzyko odwodnienia organizmu i wystąpienia udaru.

 

„Zanim go wyłowili, minęły chyba ze dwie godziny. Doskonale to pamiętam, bo wtedy czas jakby stał w miejscu. Ujrzałem jego martwe, sine ciało. Potem jakiś czas wymiotowałem i pojechaliśmy. Trasa była bardzo cicha, aż odezwał się Adi: >Kto powie Markowi?< Powiadomienie brata Jacka było najgorsze. Ja nie dałem rady, nie pamiętam już, kto to zrobił. Marka z nami nie było, bo miał dojechać na festiwal później, wtedy był jeszcze w pracy. Wiadomo, że do nas nie przyjechał. Nie było z nim żadnego kontaktu przez długi czas. Później od niego dowiedzieliśmy się, że autopsja wykazała, że Jacek miał udar. Prawdopodobnie po wejściu do wody stracił przytomność i dlatego tak szybko zniknął pod wodą”.

Nie tak chciał go zapamiętać

Historia ta pozostawiła po sobie ślad aż do dziś. Tomek unika wyjazdów nad wodę, ma wstręt do jezior. „Kiedy jestem nad wodą, przed oczami mam Jacka i jego sine, napuchnięte ciało. Tak się dzieje za każdym razem”. To traumatyczne przeżycie zmieniło również jego podejście do życia i ludzi.

 

„Czy wtedy dojrzeliśmy? W pewien sposób na pewno. Jednak dalej byliśmy młodzi i głupi. Dalej piliśmy dużo i żyliśmy z dnia na dzień. Ciągle niebezpieczni i nieodpowiedzialni, ale od tamtej pory bardzo się pilnowaliśmy nawzajem. To zbudowało silne przyjaźnie, które trwają do dziś”.

 

Sprawdź też:

Kocham moje dzieci, ale żałuję, że je urodziłam

 

Przez wiele lat Tomka dręczyło ogromne poczucie winy i bezsilność. Miewał również stany depresyjne, ale swoje smutki topił w alkoholu. W tamtych czasach wizyty u psychologów i psychoterapeutów nie były aż tak powszechne, a osoby, które potrzebowały pomocy specjalisty, uważało się za „psychicznych”. Gdyby Tomek uzyskał wtedy pomoc psychoterapeuty, lepiej poradziłby sobie z traumatycznym przeżyciem.

 

„Nie chciałem iść do psychoterapeuty z obawy przed szyderstwem kolegów. Wierzyłem, że jestem silny i jako facet sam sobie z tym muszę poradzić. W tamtym okresie dużo piłem, więcej niż zwykle. Alkohol uratował mnie przed zrobieniem jakiejś głupoty, bo piłem do nieprzytomności, ale wiele też wtedy straciłem. Gdybym mógł cofnąć czas, to na pewno skorzystałbym z pomocy. Nie! Nie pojechalibyśmy w ogóle nad to jezioro i nic by się nie wydarzyło”.

 

W celu zachowania anonimowości osób imiona i niektóre dane zostały zmienione.

Z wykształcenia zielarka i florystka z zamiłowaniem do pisania. Jest prawdziwym plant freakiem. Kocha przyrodę i kontakt z naturą, dlatego w każdej wolnej chwili chodzi na piesze wędrówki po lesie i amatorsko robi zdjęcia.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ