Tuesday, March 17, 2026
Home / Rozwój  / Społeczeństwo  / Walk for Peace. 5 lekcji od buddyjskich mnichów, którzy przeszli USA pieszo

Walk for Peace. 5 lekcji od buddyjskich mnichów, którzy przeszli USA pieszo

Buddyjscy mnisi, Marsz dla Pokoju i przesłanie dla świata

Walk for Peace

Walk for Peace / fot. Wikipedia

Podczas gdy Donald Trump skarży się, że nie otrzymał Pokojowej Nagrody Nobla, w tym samym kraju i mniej więcej w tym samym czasie, 24 mnichów rusza z Teksasu, by przejść pieszo do Waszyngtonu – 3700 kilometrów w Marszu dla Pokoju. Czego uczy nas Walk for Peace?

 

Co w artykule:

  • Marsz „Walk for Peace” to 108-dniowa pielgrzymka buddyjskich mnichów, którzy przeszli pieszo z Teksasu do Waszyngtonu, promując pokój i uważność.
  • Nawet tragiczny wypadek nie przerwał wędrówki, stając się lekcją radykalnego wybaczenia oraz akceptacji losu.
  • Lider grupy, Bhikkhu Paññākāra, podkreślał w finale pod Mauzoleum Lincolna, że prawdziwy pokój jest wewnętrznym zasobem dostępnym dzięki codziennej uważności.
  • Cała inicjatywa, śledzona przez miliony w mediach społecznościowych, udowodniła, że zmiana świata zaczyna się od małych, świadomych kroków i pracy nad własnym umysłem. 

Polecamy:
Jak z ludzi zrobić narkomanów. Historia jednej pigułki

1 / Lekcja prostoty. Obraz, który zatrzymuje ruch

Szli w pomarańczowych szatach, wzdłuż ruchliwych dróg. Gdy samochody pędziły obok nich z prędkością ponad 110 km/h, oni, poruszając się w tempie 5 km/h, byli jak „figury spokoju w świecie wiecznego ruchu”. * 

Wyruszali o świcie. Koło południa zatrzymywali się na posiłek, a potem szli dalej. Łącznie pokonywali ponad 30 kilometrów dziennie, przez 8–10 godzin, najczęściej w całkowitym milczeniu. Najmłodszy mnich miał 29 lat, najstarszy 66 lat.
Podczas przerwy na lunch i na nocleg dzielili się z ludźmi, którzy do nich dołączali, swoim przesłaniem pokoju.

 Doświadczyli ekstremów pogodowych – od upałów w Teksasie i deszczów w Luizjanie, po śnieżyce w Wirginii.

Trzech mnichów część trasy przeszło boso.
Walk for Peace, który rozpoczął się 26 października 2025, od listopada był dokumentowany w mediach społecznościowych, gdzie inicjatywie przyglądały się prawie 3 miliony osób na Facebooku i niemal 2 miliony na Instagramie. Mnichom towarzyszył pies Aloka, który był międzykulturowym i międzygatunkowym łącznikiem i doczekał się nawet odrębnego profilu na IG.

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Post udostępniony przez Aloka the Peace Dog (@alokathepeacedog)

 

CZYTAJ TAKŻE:  Stalking – co to jest? Sprawdź czy nie jesteś ofiarą cyberprzemocy w związku

2 / Lekcja uważności. Pokój nie pochodzi z zewnątrz

Przekaz marszu był prosty: Pokój. Bo był to marsz dla pokoju, ponad podziałami, ponad polityką i ideologią. Inicjatorem Walk for Peace był mnich Bhikkhu Paññākāra, który po 108 dniach marszu, 10 lutego 2026, w Waszyngtonie, powiedział, że pokój nie pochodzi z zewnątrz, ale jest wewnątrz każdego człowieka:

„Pokój to coś, czego szukamy od wielu lat, a jednak wciąż go nie znajdujemy. Nie możemy go znaleźć. On był z nami. Nigdy nas nie opuścił. Chodzi tylko o to, że nie możemy go dostrzec. Zamknęliście go, włożyliście do pudełka i zostawiliście gdzieś. Zapomnieliście o nim. Nie idziemy z Fort Worth w Teksasie do Waszyngtonu, aby przynieść wam jakiś pokój, ale by podnieść świadomość pokoju, tak abyście mogli otworzyć to pudełko i go uwolnić”.**

Mnich mówił dalej, że kluczem do pudełka z pokojem jest uważność (mindfulness), dostępna każdemu, bo opiera się na czymś naturalnym – na oddechu. I że codzienne praktykowanie uważności pozwala uniknąć automatycznych reakcji na negatywne bodźce. Zwracał też uwagę, że zbyt dużo uwagi poświęcamy światu zewnętrznemu, zaniedbując „ciało wewnętrzne”:

„Jesteśmy zbyt zajęci gonieniem za materialnymi rzeczami w zewnętrznym świecie. Mamy jedną rzecz, chcemy więcej rzeczy. Kiedy mamy więcej rzeczy, chcemy jeszcze więcej (…) Pokój nie pochodzi ze świata zewnętrznego. Jest w środku. W środku nas mamy swój własny świat i to ten świat musimy uczynić światem pokoju i w nim żyć w pokoju”. 

[Pełny zapis wystąpienia: https://www.youtube.com/watch?v=HPHDyZlMqe0]

Polecamy:
Podróż do Amazonii. 7 lekcji z dżungli

3 / Lekcja przebaczenia i akceptacji. Amputacja nogi

To nie była łatwa wędrówka. Nie tylko ze względu na dystans, codzienny wysiłek fizyczny czy rany na stopach. 19 listopada 2025 roku ciężarówka wjechała w pojazd eskortujący grupę, który uderzył w dwóch mnichów idących poboczem. Jeden z nich został przetransportowany helikopterem do szpitala, a rany okazały się na tyle poważne, że amputowano mu stopę i podudzie. Po kilku dniach przerwy mnisi ruszyli dalej.

To była praktyczna lekcja zasady, że nie zawsze mamy wpływ na to, co nas spotyka, ale mamy wpływ na to, jak zareagujemy na zdarzenie.

Mnich wybaczył kierowcy i zaakceptował utratę nogi jako ofiarę w imię pokoju.

CZYTAJ TAKŻE:  Międzynarodowy Dzień Tolerancji – jak budować świat oparty na akceptacji?

 

4 / Lekcja zaufania. Ekonomia pustej miski

Na zaskakujący dla wielu osób aspekt marszu pokoju zwracają uwagę twórcy filmu: The Shocking Economics Of The Empty Bowl (Szokująca ekonomia pustej miski). Walk for Peace realizował radykalne podejście do budowy zaufania poprzez celowe przyjęcie postawy bezbronności i zależności od innych.

„W najbogatszym narodzie na ziemi, gdzie niezależność jest najwyższą cnotą, a wartość netto ostatecznym miernikiem, grupa mężczyzn odważyła się na akt radykalnego buntu. Nie protestowali, nie krzyczeli; po prostu weszli w samo serce Ameryki z pustymi rękami i pustymi miskami”. ***

Mnisi nie mieli pieniędzy, kart płatniczych ani zapasów żywności; nie kupowali jedzenia. Posiłki ofiarowywali im ludzie spotkani na trasie, lokalne społeczności wietnamskie i buddyjskie, ale też amerykańscy farmerzy czy kierowcy ciężarówek. Zgodnie z tradycją buddyjską Theravada jedli tylko jeden posiłek dziennie, koło południa, a potem przyjmowali jedynie napoje.
Również codzienne noclegi były wielką niewiadomą. Spali na matach w prostych namiotach rozbijanych na poboczach dróg lub w parkach, albo w salach parafialnych i domach prywatnych (co było szczególnie ważne podczas śnieżyc i mrozów w Wirginii).

„W naszym nowoczesnym społeczeństwie od urodzenia uczy się nas bycia self-made. Jesteśmy szkoleni, by bać się zależności; niepotrzebowanie niczego od nikogo jest definicją sukcesu, a potrzeba pomocy – słabością. Mnisi idący 2300 mil z Teksasu do Waszyngtonu wywrócili tę logikę do góry nogami. Przetrwali wyłącznie dzięki przyznaniu, że nas potrzebują, i czyniąc to, odkryli sekret, o którym amerykańska gospodarka dawno zapomniała: głęboką wartość transakcji między dającym a biorącym”.

 

 

5 / Lekcja empatii i przełamywania barier. Aloka, pies pokoju

Zwierzęta nie oceniają, nie mają uprzedzeń, nie zajmują stanowiska w sprawach politycznych czy religijnych. Dlatego mogą być pomostem między ludźmi, którzy wyznają różne wartości. W Walk for Peace to pies Aloka był takim pomostem – rozbrajał, wnosił lekkość, otwierał serca ludzi. Aloka posługiwał się uniwersalnym językiem: machaniem ogonem i trącaniem nosem.

„W miasteczkach, gdzie ludzie mogli wahać się przed podejściem do mnicha, nie wahali się podejść do psa… Czy mogę go pogłaskać? – to proste pytanie było kluczem, który otwierał drzwi. Gdy tylko fizyczny dystans został przełamany przez dotyk futra, dystans emocjonalny mógł zostać pokonany… puste miski zaczęły napełniać się nie tylko jedzeniem, ale i opowieściami”.***

Today is going to be my peaceful day

Do Waszyngtonu mnisi weszli w 108. dniu od wyruszenia z Teksasu, co ma wartość symboliczną. W buddyzmie liczba 108 uznawana jest za świętą. Dla nas to po prostu trzy i pół miesiąca. Dla nich to numerologiczny kod do (s)pokoju.

Liczba która symbolizuje duchowe dopełnienie, kosmiczny porządek i całość istnienia.

Każdy ze 108 dni odpowiadał jednemu koralikowi w buddyjskim różańcu (mali) i jednej ludzkiej słabości, którą musieli pokonać w drodze do Waszyngtonu.
Przemawiając w Mauzoleum Abrahama Lincolna w Waszyngtonie – tym samym, na którego schodach Martin Luther King w 1963 roku wygłosił słynne przemówienie „I have a dream” – Bhikkhu Paññākāra zaproponował, aby każdy rano, po przebudzenie, zanim sięgnie po telefon, zapisał na kartce długopisem zdanie: Today is going to be my peaceful day.**** Przeczytał je kilka razy, koncentrując się na nim, a potem wypowiedział je głośno:

„Powiedz wszechświatowi, że dzisiaj będzie twój spokojny dzień. Pamiętaj, nie będzie nikogo w tym wszechświecie, kto mógłby zepsuć twoje dni, z wyjątkiem ciebie samego”.

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Post udostępniony przez Walk for Peace (@walkforpeace.usa)

 

CZYTAJ TAKŻE:  „Odnajdę swojego syna”. María Guadalupe wstaje z tą myślą codziennie od 13 lat

 

Źródła:
* https://www.youtube.com/watch?v=JRBTno18hZQ&t=1s
** https://www.youtube.com/watch?v=HPHDyZlMqe0
*** https://www.youtube.com/watch?v=JRBTno18hZQ&t=1s
**** tłum. „To będzie mój spokojny dzień” z zastrzeżeniem, że nie oddaje to niuansów znaczeniowych słowa peace w j. ang (pokój, spokój) 
https://www.instagram.com/walkforpeace.usa/
https://www.instagram.com/walkforpeace.aloka/

 

TAGI

Dziennikarka i redaktor naczelna „Miasto Kobiet”, które wymyśliła i wprowadziła na rynek w 2004 rok. „Miasto Kobiet” to jej miłość, duma i pasja. Prezeska Fundacji Miasto Kobiet, która wspiera kobiety w odkrywaniu ich potencjału oraz założycielka Klubu Miasta Kobiet – cyklu spotkań dla kobiet z inspirującymi gośćmi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ