Sunday, May 22, 2022
Home / POLECAMY  / Kawiarniany romans. Czy to może się udać?

Kawiarniany romans. Czy to może się udać?

A ty, jakie masz doświadczenie z portalami randkowymi?

romans w kawiarni

Nigdy z nim nie było fajerwerków. A jednak jest to taki mój kawiarniany romans, który dalej trwa i zobaczymy, co z tego wyniknie / fot. Adobe Stock

Nie wiedziała, że ta melodia, ta jedna piosenka zasadniczo wpłynie na jej życie. A w ogóle, czy w życiu są przypadki, czy wszystko jest zaplanowane? No właśnie, przez kogo zaplanowane? Przez jakąś siłę wyższą? Przez Boga? Wszechświat? Nigdy, w całym swoim życiu, nie czuła się tak dobrze ze sobą, a przecież zaczęło się banalnie… od kawy…

Kawiarniany romans

– Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia?
– Nie wiem, na pewno coś zaklikało, jak zaczęliśmy do siebie pisać na Tinderze. Miał fajne zdjęcie. Czarno-białe. Nie było widać twarzy. Miał trzydniowy zarost, a taki uwielbiam, więc przesunęłam w prawo i nas połączyło.
– Napisałaś pierwsza?
– Tak. Ale nie wysłałam durnej emotki, czekając na odpowiedź w tym samym stylu. Po prostu napisałam parę zdań, że nas połączyło, i że podoba mi się jego zdjęcie, ale na szybką kawę, aby się poznać to chyba nie wyskoczymy, bo nie mieszkamy w tym samym mieście.
– I jaki był ciąg dalszy?
– Nie odpisywał chyba tydzień. Potem się odezwał, powiedział, że był zajęty i nie wchodzi za często na Tindera. Miałam wtedy taki czas, że chciałam się z kimś spotkać na kawę, porozmawiać, pośmiać. W pracy wiało nudą, rozstałam się z partnerem. Nie planowałam ani dzieci, ani małżeństwa. Po prostu trochę zaczynało mi brakować męskiego towarzystwa.
– Czy ta historia, którą nam chcesz opowiedzieć zakończyła się happy endem?
– Ona wciąż jest w toku.
– To opowiedz, jak się naprawdę zaczęło?
– Na spotkanie przyszłam spóźniona. Zawsze tak robiłam, gdy umawiałam się z jakimś facetem z apki. A niech poczeka. Nie muszę się spieszyć i być pierwsza. To nie było moje pierwsze spotkanie z kimś z Tindera. Bardzo często faceci nie przychodzą, do tego ciekawiej się z nimi konwersuje na komunikatorze, niż rozmawia w realu. Byłam ciekawa, czy ten okaże się wyjątkowy (śmiech)
– I okazał się?
– W rozmowie był wyjątkowy. Fajny dowcip, duża wiedza i naprawdę można było poklikać na różne tematy. Tyle, że mieszkał w Kielcach, a ja w Krakowie. Nie była to jakaś duża odległość, ale jakoś przez miesiąc nie mogli my się zgrać z terminami, a ja czekałam na to spotkanie. Nawet poprosiłam moją przyjaciółkę, aby mi doradziła w co mam się ubrać.

Będzie happy end?

Monika zamyśliła się w czasie rozmowy i było dla mnie jasne, że wraca wspomnieniami do tego pierwszego spotkania. A ja chciałam wiedzieć jak jest teraz, czy to naprawdę trwa dalej, czy budują związek. Dlaczego byłam taka ciekawa? Bo ja też korzystałam z Tindera. I moje doświadczenia ograniczają się do faktycznie czasem bardzo fajnych rozmów i jednego spotkania, z którego wyszłam po niecałych 15 minutach, bo rzeczywistość rozminęła się całkowicie z tym, co było na Tinderze, tak jakby ktoś podstawił na tą moją tinderową randkę innego faceta!

– I jak udało się wam to pierwsze spotkanie?
– Tak naprawdę to nijak. Spóźnił się! Przyszłam spóźniona, ale on przyszedł po mnie, więc tak naprawdę zepsuł mi humor, bo nie miałam wejścia, swoich 5 minut, gdy kobieta wchodzi i facet na nią patrzy z zachwytem. Nawet bukiet tulipanów nie pomógł. Mam trochę wredny charakter. Jak sobie coś zaplanuję, to musi być tak, jak ja chcę. A nie było.
– To co było potem?
– Banał. Kawa, klubowa muzyka w tle. I normalna rozmowa. Tak, jakbyśmy się znali od dawna, jakbyśmy byli parą przyjaciół, którzy się dawno nie widzieli. Liczyłam na motyle w brzuchu, a było zwyczajnie. Przegadaliśmy prawie 3 godziny i pojechał do domu.
– Czyli nie było fajerwerków, szampana, upojnej nocy?
– Nigdy z nim nie było fajerwerków. A jednak jest to taki mój kawiarniany romans, który dalej trwa i zobaczymy, co z tego wyniknie.
– Jak często się spotykacie?
– Mieszkamy razem. I dalej jest to dla mnie romans, bo mimo, że nie ma tych motyli w brzuchu, to jest coś w tej relacji, że po raz pierwszy myślę o Maćku, że mogłabym się z nim zestarzeć.
– A dzieci?
– No właśnie nie mam parcia na dzieci, ale na wspólną starość z nim już tak. Nie sądziłam, że można to tak wyjdzie. Wtedy, gdy się pierwszy raz spotkaliśmy, pamiętam jedną ważną rzecz. Muzykę. I jeden kawałek Sarsy – Chill. On wtedy przymknął oczy, zaczął ruszać wargami, tak bezgłośnie wypowiadać tekst i się kołysać. Może wtedy się w nim zakochałam? A może od razu pokochałam?
– Pamiętam, jak Kasia Grochola kiedyś w wywiadzie powiedziała, że jak jest miłość, to nie ma pytań, bo są zbędne. Po prostu się jest razem.

Tak normalnie…

– Tak, chyba to właśnie to. Tak właśnie jest. Po prostu jesteśmy razem. I jest dobrze.
– A jak wygląda życie na dwa miasta?
– Maciek już nie mieszka w Kielcach, choć nadal pracuje, tyle, że zdalnie. Zaczynam doceniać pandemię. Wcześniej byłoby to niemożliwe, bo musiał być stacjonarnie w biurze, ale to się pozmieniało. To bardzo spontaniczna decyzja. Po prostu któregoś dnia, gdy wracaliśmy po całym dniu spacerów w Lasku Wolskim powiedział, że dobrze mu w Krakowie, a ja powiedziałam, żeby się do mnie wprowadził.
– Miałaś jakie obawy?
– No właśnie nie. Z nim jest tak normalnie. Nie mam huśtawek emocjonalnych, jak z poprzednim partnerem. Odeszłam tuż po zaręczynach, bo zaczął być tak chorobliwie zazdrosny, że stwierdziłam, że nie dam rady. I choć był miłością mojego życia, to gdy powiedział, że jestem jego „własną” królewną, zaświeciła mi się czerwona lampka. Tym bardziej, że nigdy wcześniej tak nie mówił. Tak, jakby zaręczyny mu coś zmieniło w głowie.


Przeczytaj koniecznie:

Związek z narcyzem. Byłam taka szczęśliwa! (prawdziwe historie)

– Monika, twoja historia jest budująca, bo oznacza, że Tinder to nie tylko aplikacja to szybkich numerków, ale miejsce, gdzie można kogoś wartościowego poznać i budować z nim relacje.
– Zdecydowanie tak. I myślę, że warto też trochę wziąć sprawy w swoje ręce, nie pozbawiając się przy tym kobiecości. Zrobienie pierwszego ruchu, zagadanie nie oznacza, że to my będziemy w związku nosić spodnie. Ja podeszłam do tego w bardzo luźny sposób. Zaczepiałam facetów, a jak się fajnie rozmawiało, to inicjowałam spotkanie. Czasem na randkach wiedziałam, że było to pierwszy i ostatni raz, ale gdybym nie spróbowała, to nie trafiłabym na Maćka.
– To czego wam życzyć?
– Szczerze to mamy siebie, czyli mamy wszystko. Ja życzę tobie dobrych randek z Tindera.

Rozmowa z Moniką uświadomiła mi, jak wiele kobiet szuka księcia z bajki i motyli w brzuchu, a miłość wcale tak nie wygląda. Jestem po kilkunastu latach małżeństwa i też było dużo dobrych, zwykłych chwil, jak podanie ulubionej herbaty do łóżka. I choć moje tinderowo-randkowe doświadczenia nie są pozytywne, to po rozmowie z Moniką pomyślałam, że znów spróbuję.

Aneta Joanna Kaniak

 


Zobacz też:

Byłam na Tinderze. Kogo tam spotkałam?

 

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach