Home / Ludzie  / Viru Czesze Hery: Wyluzowanym łatwiej się żyje!

Viru Czesze Hery: Wyluzowanym łatwiej się żyje!

Jak wygląda dzień z życia Virginii Bogdańskiej?

Viru Czesze Hery i zaraża pozytywną energią już od progu swojego królestwa

Viru Czesze Hery i zaraża pozytywną energią już od progu swojego królestwa. / fot. Ewa Płonka

Kiedyś ktoś jej powiedział, że nie warto być fryzjerką. Dziś w salonie, który założyła, wśród pracowników, których nazywa swoją rodziną, wspomina to jako najgorszą radę, jaką kiedykolwiek dostała. Viru Czesze Hery i zaraża pozytywną energią już od progu swojego królestwa

 

Jak wygląda dzień z życia Virginii Bogdańskiej?

 

Na pewno nie tak beztrosko, jak na Instagramie. Tam widać głównie Viru Czesze Hery, czyli fajne fryzjerstwo, a tak naprawdę jest jeszcze wymiana żarówek, wycieranie kurzu z kwiatków, pilnowanie czystości w toaletach…To, co ludzie widzą w mediach społecznościowych, jest dokładnie tym, co mają zobaczyć. Dla mnie to zupełnie inny świat. Niekończące się kłopoty z cieknącą klimatyzacją, przeziębianiem klientek… Może zabrzmi to mało fryzjersko, ale to właśnie moja codzienność!

 

 

Co zrobiłabyś inaczej w życiu?

 

Wiesz, że bardzo często o tym myślę? Nic, bo wtedy nie byłabym w miejscu, w którym jestem. Mogłabym szybciej pozbyć się ze swojego życia kilku osób, ale nawet one w jakimś stopniu mnie ukształtowały.

 

 

Jaką radę dałabyś dziś piętnastoletniej sobie?

 

Nie bierz wszystkiego tak bardzo do siebie! Nie przejmuj się, jak coś ci nie wyjdzie! No i nie stresuj się! To chyba zresztą dobra rada dla wszystkich – kontrolujcie poziom stresu u siebie i bliskich. Po latach ponosimy skutki życia w ciągłym napięciu, mnie dopadły przed trzydziestką. Na szczęście dzisiaj mam więcej luzu niż kiedyś. Wyluzowanym ludziom dużo łatwiej się żyje!

 

Wyluzowanym ludziom dużo łatwiej się żyje!

Wyluzowanym ludziom dużo łatwiej się żyje! / fot. Ewa Płonka

 

A jeśli nie fryzjerstwo, to co?

 

To trudne pytanie, bo to, co robię zawodowo, jest równocześnie moją pasją. Może brzmi to pięknie, ale w rzeczywistości to trudne i wyczerpujące połączenie. Cały czas szukam jakiegoś zajęcia, dzięki któremu mogłabym choć na chwilę się oderwać od obowiązków. Jeżdżę do schroniska, pomagam pieskom znaleźć dom… Niemyślenie o pracy jest dla mnie bardzo trudne, bo jestem „głową” w salonie nawet wtedy, gdy fizycznie mnie tam nie ma. Bardzo lubię to, co robię, dlatego ciężko jest mi „wyjść”, wyłączyć się i zapomnieć. Może tej piętnastoletniej sobie powiedziałabym też, żeby znalazła jakąś inną pasję… Coś niezwiązanego z fryzjerstwem. Warto mieć gdzie z niego wyjść.

 

 

Fryzjerstwo to według ciebie bardziej sztuka czy rzemiosło?

 

Jedno i drugie. Sztuka nie wystarczy, jeśli nie wyuczymy się rzemiosła. Ktoś może być bardzo dobrym artystą, ale bez warsztatu nic mu to nie da.

 

 

Myślisz, że każdy może być fryzjerem?

 

Może to zaskakujące, ale tak! Jeśli ktoś ma pasję i zacięcie do pracy, to jak najbardziej,, ma szansę być dobrym fryzjerem. Wszystko w życiu jest możliwe! Potrzebne jest jednak samozaparcie i pokora w sercu.

 

Jak się odnajdujesz jako szefowa? Masz pod sobą kilkunastu pracowników, to duża odpowiedzialność.

 

Długo uczyłam się bycia kierowniczką salonu. Największą trudność sprawiło mi zatrudnianie i wychowywanie ludzi w moim wieku. Teraz, po czterech latach zarządzania, kiedy wszystkich już sobie odchowałam, pracuje się dużo lepiej.

 

Virginia Bogdańska: Pomimo tego, że traktuję pracowników jak rodzinę, musi być jasne, kto stoi na szczycie tego naszego genealogicznego drzewa.

 

 

Bycie szefową wpłynęło na to, jaka jesteś prywatnie?

 

Na co dzień głównie steruję ludźmi, wydaję polecenia. Nie ukrywam, że odbiło się to na moim życiu prywatnym. Na początku chciałam z tym walczyć, ale teraz już wiem, że to część mnie. Otoczenie się ludźmi, którzy rozumieją, że salon to praktycznie całe moje życie, okazało się kluczowe. Ktoś, kto nie prowadzi działalności i nie wie, z jakim stresem się to wiąże, nie zrozumie moich problemów, nie będzie w stanie się ze mną dogadać.

 

 

Na swoim Instagramie, oprócz zachęcania do adopcji psiaków, wspierasz różne inne inicjatywy. Ostatnio była to akcja #jestemLGBT. Jak ważna jest dla ciebie taka pozafryzjerska działalność ?

 

Polska jest pełna nietolerancji, trzeba zacząć coś z tym robić, mówić głośno, reagować! Moje profile w mediach społecznościowych obserwuje kilka tysięcy użytkowników, a to pomaga w nagłaśnianiu pewnych spraw. Zdjęcie z kartką „#jestemLGBT” było prowokacją! W salonie zatrudniam osoby ze środowiska LGBT, bardzo je wspieram i nie pozwolę, by ktoś je obrażał. Gdybym została prezydentem, to na pewno bym dopilnowała, żeby edukacja seksualna osiągnęła wyższy poziom. Ludzie muszą rozwijać samoświadomość, uczyć się tolerancji, to tu potrzebne są największe zmiany.

 

W salonie zatrudniam osoby ze środowiska LGBT, bardzo je wspieram i nie pozwolę, by ktoś je obrażał.

W salonie zatrudniam osoby ze środowiska LGBT, bardzo je wspieram i nie pozwolę, by ktoś je obrażał. / fot. Ewa Płonka

 

Skąd czerpiesz inspiracje?

 

Z ulicy. Obserwuję ludzi, ich uliczny styl. Często pracuję na freestyle’u, czyli nie umawiam się z klientkami, jak będę strzygła – włosy same pokazują mi, co robić. Zaczynam pracę, wyłączam się, nie odzywam się ani słowem… i tworzę! Pracuję najczęściej z klientkami, które nie boją się usiąść w fotelu i pozwolić mi działać po swojemu. To daje wysoki komfort pracy i pozwala się artystycznie wyżyć.

 

 

Czego chciałabyś się jeszcze nauczyć?

 

Odpuszczania. Tylko i wyłącznie.

 

 

Na jakim etapie życia byłaś najszczęśliwsza?

 

W dzieciństwie. Dlatego mam na szyi wytatuowanego motyla – to symbol wolności, beztroski… Niemyślenia o jutrze.

 

 

Wolisz zaczynać czy kończyć?

 

Trwać.

 

Dlatego mam na szyi wytatuowanego motyla – to symbol wolności, beztroski… Niemyślenia o jutrze.

Dlatego mam na szyi wytatuowanego motyla – to symbol wolności, beztroski… / fot. Ewa Płonka

 

 

 

Jakie są trzy fryzjerskie mity, które notorycznie obalasz?

 

Pierwszy – koniecznie umyj włosy przed wizytą u fryzjera. Nie do końca się z tym zgadzam, bo to właśnie my, fryzjerzy, jesteśmy od tego, aby włosy umyć i wypielęgnować. Dobrze, jak klientka przychodzi w trochę „zmęczonych” włosach, bo wtedy możemy ocenić, w jakim stopniu się tłuszczą.
Drugi – włosomaniactwo. Nie wszystkie naturalne rozwiązania są dobre dla każdego typu włosów. Często, przy włosach rozjaśnianych, ludzie robią sobie tym wiele krzywdy.
Trzeci – tanio i dobrze. Dobre produkty mają swoją cenę, więc musimy się liczyć z kosztami. Zatem albo tanio, albo dobrze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Masz jakieś sprawdzone triki pielęgnacyjne?

 

Rozczesuj włosy podczas mycia, przy nałożonej masce lub odżywce. Nie przed myciem, nie po. To podstawa dobrej pielęgnacji.

 

 

Jaką masz radę na „bad hair day”?

 

Miej to gdzieś. Ja nauczyłam się żyć nawet bez makijażu!

 

 

Nikt nie wie, że…

 

Nienawidzę siedzieć u fryzjera! Nie potrafię tkwić w jednym w miejscu, nic nie robić. To jest dla mnie nie do wytrzymania!

 

www.viruczesze.pl

 

Marta Dylich

 

 

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach