Wednesday, February 1, 2023
Home / Ludzie  / Prawdziwe historie  / W sylwestrową noc uwiodła mnie teściowa. Byłem w szoku

W sylwestrową noc uwiodła mnie teściowa. Byłem w szoku

Kiedy zapukała do jego drzwi nie spodziewał się takiego zakończenia wieczoru

sekret

„Uwiodła mnie teściowa” / fot. Tumisu, Pixabay

Zbigniew był wstrząśnięty występkiem teściowej. A jednak pozwolił, by jeszcze później nawiedzała go w jego łóżku. Dlaczego nie zdobył się na to, aby powiedzieć „dość”?

Pod jednym dachem na dobre i na złe

Gdy kilka lat temu Zbigniew żenił się z Bożeną, był przekonany, że złapał Pana Boga za nogi. Już dość dawno przekroczył trzydziestkę i zaczął się okopywać w swoim kawalerstwie, kiedy spotkał dziewczynę dużo od niego młodszą, która się w nim zakochała. Co więcej, tuż po ślubie kościelnym teściowa zleciła w swoim obszernym domu przeróbki budowlane i wydzieliła młodym dwupokojowe mieszkanie z oddzielnym wejściem ze wspólnego korytarza. Żyć nie umierać. Niecałe dwa lata później przez otwarte okna wylał się na ulicę płacz niemowlaka.

Jakoś wtedy teściowa zaczęła się mnie czepiać. A to, że mógłbym więcej zarabiać, to znów, że za mało zajmuję się małym, albo żebym wreszcie założył jakąś marynarkę i wyglądał jak człowiek, a nie tylko w kółko te dziadowskie bluzy z kapturem. Zaczynałem mieć tego dość.

Kiedy zwierzył się żonie, była zaskoczona. O co jej może chodzić? Wspólnie doszli do wniosku, że może się nie wysypia. Sypialnia teściowej sąsiadowała z ich małżeńską sypialnią tylko przez cienką ścianę działową, a Bożena w chwilach miłosnego uniesienia nie była w stanie hamować swoich jęków i „ochów”. Rzeczywiście, mogło to spędzać teściowej sen z powiek. Dlatego przy najbliższej okazji Bożena zapytała ją wprost:
– Dlaczego właściwie nie zaczniesz się z kimś spotykać, mamo?

Wdowa w towarzystwie niemile widziana

Jadwiga, teściowa Zbigniewa, zbliżała się do pięćdziesiątki i wciąż pozostawała atrakcyjną kobietą. W miasteczku pamiętano jeszcze, jak w młodości przebierała między chłopakami. Podobno uspokoiła się nagle, kiedy spotkała swojego przyszłego męża. Był nauczycielem technikum, a potem dyrektorem szkoły, którą kierował prawie dwie dekady. Gdy nagle odszedł na udar, Jadwiga z dnia na dzień znalazła się w towarzyskiej próżni. Przyjaciółki, które były mężatkami, przestały ją zapraszać. Nie rozumiała dlaczego, aż jedna z nich przyznała, że jako wdowa Jadwiga stanowi potencjalne zagrożenie dla ich kruchych małżeństw. Zawisło też nad nią widmo, że nie będzie miała z czego utrzymać siebie i nastoletniej córki. Ale na krótko, bo postanowiła pokazać środkowy palec fałszywym przyjaciółkom i wrednemu losowi. Miała dom przy głównej ulicy, więc mocno przearanżowała wysokie przyziemie z garażem i założyła tam kwiaciarnię. A żeby móc jeszcze wyżej nosić głowę, kiedy szła ulicą, raz w tygodniu wyciskała z siebie poty w klubie fitness, a jedno popołudnie w miesiącu przesiadywała u fryzjera.
– Od śmierci ojca żyjesz sama jak palec, a przecież każdy potrzebuje bliskości. Widzę, jak się męczysz – naciskała Bożena. – A może to z mojego powodu jesteś sama? Nie byłabym zła…
– A, daj spokój. Niby z kim miałabym się spotykać? Myślisz, że jak się było dyrektorową, to łatwo znaleźć w tej powiatowej dziurze kogoś na takim poziomie, żeby twój ojciec nie przewracał się w grobie? No, to by ludzie dostali temat do gadania! Jeszcze by mi ruch w kwiaciarni ucierpiał… Bo chyba nie myślisz, że mogłabym się wystawić na Tinderze?!

Zobacz koniecznie:
Miłość, seks i pieniądze czyli jak (prawie) dałam się oszustowi z Tindera

Raz się żyje

W ostatniego sylwestra Bożena, pielęgniarka na oddziale dziecięcym miejscowego szpitala, miała nocną zmianę. Jej matka natomiast postanowiła na przekór rutynie spędzić wieczór wśród ludzi i dobrze się bawić. Jednak tuż przed północą zapukała do Zbigniewa z butelką szampana. Była już trochę wstawiona: ciut rozmazany makijaż, miękki pląs, półprzytomne spojrzenie.
– Chcę się z tobą napić, zięciu. Na zgodę – żartobliwie dziabnęła go palcem w brzuch. – Wiesz, tak naprawdę to ja cię lubię.
– O, poważnie? – przyjął jej oświadczenie z rezerwą.
Kiedy wybiła północ, a w telewizji wystrzeliły korki, trącili się kieliszkami i wypili. Jadwiga odstawiła kieliszek, wytarła usta wierzchem dłoni i uwiesiła mu się na szyi.
– Tańczmy. No dalej, raz się żyje…
Nagle zachwiała się i rymnęła na kolana. Że to nie było przypadkowe potknięcie, dotarło do niego dopiero, kiedy jej palce zaczęły manipulować przy jego rozporku.
– Co mama robi? – ledwie wydusił, osłupiały ze zdumienia.
– Nic. Cicho bądź. Cholera, zacięło się. Tylko… – sapnęła z ulgą, rozpiąwszy. – Tylko obiecaj mi, że nikt się nie dowie. Słyszysz?

Zrobiło mi się niedobrze ze wstydu za tę kobietę. A potem był wstyd i złość na siebie z powodu wiadomej części mojego ciała, która zareagowała podnieceniem na zabiegi teściowej. Nie wierzyłem własnym oczom. Byłem tak oszołomiony, że nie znalazłem w sobie siły, aby się wycofać.

Zobacz też:
Sypiam z nieznajomym, aby ratować moje małżeństwo. Niczego nie żałuję

Nie ma tego złego

Zgodnie z nieubłaganą logiką skończyło się na dywanie. Nie była to jednak tylko chwila zapomnienia pod wpływem alkoholu, którą można by puścić w niepamięć, i po sprawie. Widać zakazany owoc zasmakował Jadwidze, potraktowała Zbigniewa jako swą zdobycz. Jakby chcąc sobie odbić lata posuchy, zaczęła nachodzić zięcia 2-3 razy w miesiącu. Z początku wystarczało jej, że rano, w te soboty lub niedziele, gdy córka miała dyżur, na kwadransik wsuwała mu się do łóżka i w milczeniu obsługiwała się sama. Ale dość szybko ją to znudziło. Zaczęła się dopominać, aby zięć stał się aktywny „czynnie, a nie tylko biernie”. Dla pikanterii kazała też sobie w tajemnicy przed córką wytatuować motyla tam, gdzie kończą się plecy.

Byłem na siebie wkurzony, że nie starczyło mi charakteru, aby się jej postawić. Ale po czasie myślę, że właściwie to taki układ mi pasuje. Nie, żebym był jakimś libertynem, ale teraz przynajmniej jest w domu spokój. Żeby się tylko nie wydało! Bo teściowa często chodzi się spowiadać. Nie wiem, co zdążyła naopowiada proboszczowi, ale… W czasie kazania nasz proboszcz lubi przebiegać wzrokiem od twarzy do twarzy, a wzrok ma bystry. No i ostatnio, gdy tak we trójkę, z dzieckiem na kolanach, siedzimy przed samym prezbiterium, jakby umyślnie omijał nas wzrokiem.

Patologiczno-symbiotyczny układ z teściową ma dla Zbigniewa również bardzo konkretne walory. Przechodził kiedyś obok otwartych drzwi do kuchni, w której teściowa i żona obierały warzywa na sałatkę i usłyszał, jak ta ostatnia mruczy pod nosem coś niepochlebnego, ale nie zrozumiał słów. Na to matka skarciła ją podniesionym głosem:
– Bluźnisz, dziewczyno! Masz najlepszego męża i kropka. Pracowity, zaradny. I świetny ojciec, ze świecą szukać drugiego takiego! Musimy go tylko dobrze karmić…

Może cię zainteresuje:
„To już nie te czasy, że prostytutka to bezzębna paskuda nawołująca z pobocza…”

TAGI

Dziennikarz, redaktor, fotograf, ilustrator. Jedyne męskie spojrzenie na miastokobietowy babiniec.

Oceń artykuł
4 komentarze
  • kkk 28 grudnia, 2022

    Dobre: usprawiedliwianie gwałtu, że pasuje ofierze. Puknijcie się w głowę. Nie na tym polega „kobieca perspektywa”.

    Patologia tutaj objawiła się w momencie wprowadzenia się pary do mamusi, czyli dużo wcześniej.

  • kkk 28 grudnia, 2022

    Horrendalnie toksyczna puenta toksycznego artykułu.

  • Ja 28 grudnia, 2022

    Jeżeli ten artykuł miał wywołać odruch wymiotny to gratuluję sukcesu.

  • Franz 28 grudnia, 2022

    Kto podsunął teściowej pomysł? 😉

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ