Twoje miasto może być małe. Twoja historia nie musi. Ostatnia szansa, by dołączyć do projektu #KobietyKrakowa
Wielkie historie nie dzieją się tylko w wielkich miastach – #KobietyKrakowa otwierają nabór dla kobiet, które chcą odważnie pokazać światu, kim są i co robią.
Ol lewej: Kinga Stach, Ilona Kazubek, Aldona Stach i Ilona Skwarek-Rosiak / fot. Stanisław Surman
Pamiętam kolorowe gazety z idealnymi kobietami na okładkach, które – jak przekonywały artykuły – z sukcesem łączyły biznes, macierzyństwo i obowiązki domowe, wyglądając przy tym jak milion dolarów. Pamiętam też, że po każdej takiej lekturze łapałam doła. W końcu przestałam po nie sięgać…
Z tego artykułu dowiesz się
- skąd bierze się przekonanie, że w małym mieście trudniej rozwijać siebie, karierę i biznes,
- dlaczego porównywanie się z kobietami z dużych miast i mediów społecznościowych potrafi odbierać odwagę,
- co zmienia spotkanie innych kobiet, które mają podobne doświadczenia, obawy i ambicje,
- jak wspierająca społeczność pomaga przejść od „jeszcze nie jestem gotowa” do działania,
- co w praktyce daje udział w projekcie #KobietyKrakowa,
- dlaczego nie trzeba być znaną ani mieć dużych zasięgów, żeby zacząć mówić o tym, co się robi.

Marzena Majer / fot. Barbara Bogacka
Dzisiaj mamy internet, a podobne historie same pukają do naszych ekranów każdego dnia.
Tyle że dziś już w nie nie wierzę.
I wiem, że zamiast pomagać i mobilizować, mogą sprawić, że zaczynamy patrzeć na własne życie jak na coś niewystarczającego.
Jesteśmy z małych miejscowości. I przez lata czułyśmy, że nie jesteśmy w stanie doskoczyć do ambicji dużego miasta.
Jeśli ty też czasem masz podobnie, ten tekst jest właśnie dla ciebie.
Pewnie zdarza ci się myśleć, że inne kobiety mają jakiś lepszy plan na życie, wyjątkowy talent albo przewagę, której tobie brakuje. A ty po prostu robisz swoje, w swoim małym mieście, i masz wrażenie, że nic wielkiego z tego nie wynika. Twoje social media są za mało widoczne, biznes ma za małą skalę, a marzenia wydają się za duże jak na miejsce, w którym mieszkasz.
Znam to uczucie lepiej, niż myślisz, i chcę ci o nim opowiedzieć.

Barbara Król / fot. Barbara Bogacka
Siedzisz wieczorem, przewijasz Instagram i patrzysz na kogoś z Krakowa albo Warszawy, kto właśnie wystartował z dużym projektem albo dostał zaproszenie na wielką scenę. Myślisz sobie: „No tak, ale ona ma tam po prostu więcej możliwości”. A ty, tutaj, w swoim mieście, jesteś w najlepszym razie jakąś ciekawostką, ale na pewno nie kimś, kto mógłby naprawdę coś znaczyć.
Takie przekonanie o sobie potrafi zniszczyć więcej marzeń niż brak pieniędzy czy czasu.
Nie jestem z metropolii
I wraz z moimi koleżankami przez lata czułyśmy, że jesteśmy gdzieś poza centrum branżowej mapy Polski. Długo wierzyłyśmy, że nad ludźmi z mniejszych miejscowości wisi swoisty szklany sufit. Że tam, w większych miastach, wszystko dzieje się szybciej, ma większy rozmach i poważniejszy wymiar, a u nas jest tylko namiastką podobnych historii.
Skąd bierze się ten kompleks?

Dominika Hapek / fot. Barbara Bogacka
Ten kompleks po prostu przez lata w nas wsiąka. Bierze się między innymi z tego, że wszystko, co określamy mianem „lokalnej inicjatywy”, wydaje się mniej medialne. Mamy mniej klientów, mniej polubień pod postami, mniejsze zasięgi w sieci.
I zaczynamy wierzyć, że mniejsze znaczy gorsze. Myślimy, że nie warto pokazywać światu tego, co robimy, dopóki nie urośniemy. Że najpierw musimy zrobić coś naprawdę dużego, żeby w ogóle zasłużyć na uwagę.
A życie jest, jakie jest. Mijają kolejne miesiące, a my czekamy, kiedy w końcu wydarzy się coś, co pozwoli nam poczuć: „Teraz już mogę”.
I właśnie w tym tkwi pułapka. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał więcej. Zawsze pojawi się kolejny próg, cel albo liczba, którą uznamy za wystarczającą. I znowu będziemy czekać.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której rzadko się mówi: publiczna porażka.
W małym mieście ludzie częściej się znają, dlatego łatwiej o strach przed oceną sąsiadów, znajomych czy koleżanek z liceum. Duże miasto daje więcej anonimowości. Możesz się potknąć, spróbować jeszcze raz i mieć poczucie, że nie wszyscy wokół o tym wiedzą.
Nam, kobietom z małych miejscowości, porażka może wydawać się bardziej publiczna. Czasami więc wolimy nawet nie zaczynać, niż wystartować i narazić się na ocenę.
Co się zmienia, kiedy spotykasz inne kobiety?
Wyświetl ten post na Instagramie
W takim marazmie i poczuciu, że jest się „nie stąd”, może upływać życie.
I właśnie temu powiedziałyśmy głośne „nie”.
Kilka miesięcy temu kilka z nas – kobiet z Chrzanowa i okolic – zaczęło regularnie się spotykać. Umawiałyśmy się na kawę i rozmowy o tym, co robimy, czego się boimy i czego chciałybyśmy spróbować.
I stało się coś, czego się nie spodziewałyśmy.
Miejsce przestało mieć aż takie znaczenie.
Poczułyśmy, że tworząc społeczność, zyskujemy więcej siły i odważamy się na więcej. Nie oznaczało to nagle lawiny klientów ani spektakularnych zasięgów – nadal mieszkamy tam, gdzie mieszkamy. Ale przestałyśmy czekać na czyjeś pozwolenie, by budować bardziej satysfakcjonujące życie.
Poczułyśmy, że chcemy, aby było nas więcej. Kiedy znalazłyśmy projekt #KobietyKrakowa, postanowiłyśmy do niego dołączyć. I okazało się, że właśnie takiej przestrzeni potrzebowałyśmy – miejsca, w którym bez wstydu i kompleksów możemy mówić o tym, kim jesteśmy i co robimy.
Akceptacja i wsparcie innych kobiet pozwalają nam z każdym dniem coraz śmielej rozwijać skrzydła.
Przeczytaj:
Kobiety Krakowa – początek
Jedna z nas napisała właśnie książkę, o której mówiła od lat, druga została jej współautorką. Kolejna po 20 latach odważyła się zmienić branżę i poszerzyć swoją działalność o nowe obszary. Następna znalazła odwagę, by przenieść biznes do sieci. Dwie kolejne zaczęły oferować warsztaty, o których długo marzyły.
To zaledwie fragment zmiany, która cały czas się w nas dokonuje. Bo pytanie od innych kobiet: „Jak możemy ci pomóc?” potrafi być paliwem dla odwagi.
Są też dwie dziewczyny, które otworzyły wspólny biznes. Każda osobno bała się zrobić ten krok, widząc przede wszystkim ryzyko. Razem zauważyły, że ich umiejętności świetnie się uzupełniają – i właśnie to dodało im odwagi.
Jest również kobieta, która zaczęła pomagać innym w tym, w czym sama kiedyś potrzebowała pomocy. Przez lata robiła to za darmo, głównie dla znajomych, bo wydawało jej się, że jej wiedza jest zbyt oczywista, żeby ktokolwiek chciał za nią zapłacić. Dopiero kiedy usłyszała od innej kobiety z grupy słowa wsparcia i konkretne rady, odważyła się potraktować swoje umiejętności jak prawdziwą pracę.
Wszystkie nadal mieszkamy w mniejszych miejscowościach. Zmieniło się jednak nasze otoczenie. Wspierająca grupa kobiet dała nam przestrzeń, by ruszyć do przodu.
Dlaczego łatwiej działać z kimś niż w pojedynkę?

#KobietyKrakowa. Od lewej: Kinga Stach, Ilona Kazubek, Ilona Skwarek-Rosiak i Aldona Stach / fot. Stanisław Surman
Nasza motywacja słabnie, kiedy jesteśmy zmęczone. Jeszcze łatwiej odpuścić, kiedy nikt oprócz nas nie wie o naszych planach i staraniach.
Kiedy masz obok siebie prawdziwe kobiety, które przeżywają podobne rzeczy, porównanie zaczyna wyglądać zupełnie inaczej niż wtedy, gdy patrzysz na influencerki z internetu czy bohaterki kolorowych magazynów.
Nie porównujesz swojego zaplecza z czyimś efektem końcowym. Widzisz osobę, która siedzi obok ciebie z tym samym „nie wiem”, podobnymi obawami i równie niepewnym pierwszym krokiem.
I nagle lęk traci część swojej siły.
To nie jest tekst o pozytywnym myśleniu

Aldona Stach / fot. Barbara Bogacka
Nie napiszę, że wystarczy uwierzyć w siebie i wszystko się ułoży. To nieprawda – i każda z nas prawdopodobnie słyszała już podobne hasła wystarczająco wiele razy.
Sama wiara niewiele zmienia. Zmienia natomiast obecność drugiej osoby, która rozumie, o czym mówisz, bo sama przechodzi przez coś podobnego.
Zmienia świadomość, że możesz do kogoś napisać wieczorem, kiedy coś nie wyszło, i dostać konkretną, praktyczną odpowiedź zamiast kolejnego „głowa do góry”.
Zmienia to, że przestajesz porównywać swój początek z czyimś środkiem drogi.
Kiedy sama umniejszasz temu, co robisz

Ilona Kazubek / fot. Barbara Bogacka
Znam to uczucie. Mówisz komuś, czym się zajmujesz, i od razu dodajesz, że „to nic wielkiego”, że na razie masz tylko kilku klientów, że właściwie to bardziej hobby.
Umniejszasz sobie, zanim ktokolwiek zdąży cię ocenić, bo tak wydaje się bezpieczniej.
Tymczasem nie wszystko da się zmierzyć liczbą klientów czy lajków. Znaczenie ma również to, co masz do zaoferowania jako człowiek: twoja perspektywa, doświadczenie i sposób, w jaki patrzysz na problemy, których inni być może jeszcze nie zauważyli.
Tego nie mierzy się zasięgiem. Czasami odkrywa się to dopiero w rozmowie z kimś, kto naprawdę chce cię usłyszeć.
Co konkretnie daje projekt #KobietyKrakowa?

Kinga Stach / fot. Barbara Bogacka
Nie chodzi wyłącznie o dobre samopoczucie i miłe słowa. Projekt daje także bardzo konkretne rzeczy.
Po pierwsze – profesjonalną sesję zdjęciową w biznesowym stylu, z fotografką pracującą na co dzień z wizerunkiem oraz dopasowanym makijażem. Takie zdjęcia można później wykorzystać na stronie internetowej, w mediach społecznościowych czy materiałach dla klientów.
Po drugie – wywiad, podczas którego ktoś pomaga ułożyć twoją historię w spójną opowieść. Wiele kobiet robi świetne rzeczy, ale kiedy przychodzi moment, by o nich opowiedzieć, gubią się albo zaczynają sobie umniejszać. Sama próba nazwania tego, co masz do zaoferowania, potrafi być bardzo wartościowym doświadczeniem.
Po trzecie – publikację i promocję w mediach społecznościowych projektu, a więc szansę na dotarcie ze swoją historią do nowych odbiorców.
I po czwarte – być może najważniejsze – możliwość wejścia do społeczności kobiet, które zamiast traktować się jak konkurencję, wymieniają się doświadczeniami, polecają sobie klientów i wspierają się w trudniejszych momentach zawodowych.
To sieć relacji, która może zostać z tobą znacznie dłużej niż sama publikacja zdjęć i wywiadu.
Wymówki, które sama sobie powtarzasz

Ilona Skwarek / fot. Barbara Bogacka
Znam je na pamięć, bo sama wiele razy je sobie mówiłam.
„Nie mam czasu”. Czasem rzeczywiście go brakuje. Ale czasem pod tym zdaniem kryje się też obawa przed zrobieniem czegoś nowego. Łatwiej przez godzinę przewijać telefon niż poświęcić tę samą godzinę na działanie, którego efektu nie jesteśmy pewne.
„Jeszcze nie jestem gotowa”. To zdanie potrafi stać się pułapką bez dna. Gotowość rzadko jest stanem, który przychodzi raz na zawsze. Pojawia się na chwilę, znika, potem wraca. Często zaczynamy działać właśnie wtedy, gdy wcale nie czujemy się przygotowane w stu procentach.
„Nikt mnie nie zna, więc po co się zgłaszać?”. Można spojrzeć na to odwrotnie: żeby inni mogli cię poznać, w pewnym momencie trzeba pozwolić sobie być zauważoną.
„Inne kobiety w tym projekcie na pewno są dalej niż ja”. Może są, a może wcale nie. Każda ma inną historię i znajduje się w innym miejscu. To nie ranking.
Jak to wygląda w praktyce?

Małgorzata Liszka / fot. Barbara Bogacka
Zaczynasz od krótkiego formularza, w którym w kilku zdaniach opisujesz siebie i to, czym się zajmujesz. Nie potrzebujesz gotowej, perfekcyjnie przygotowanej autoprezentacji. Wystarczy szczerość.
Później przychodzi czas na sesję zdjęciową. Jej założeniem jest przyjazna, kameralna atmosfera i pokazanie ciebie w naturalny sposób, zamiast tworzenia sztywnego, korporacyjnego wizerunku.
Potem pracujesz nad wywiadem. Pytania pomagają wydobyć z twojej historii to, co najważniejsze – także wtedy, gdy sama uważasz, że nie masz nic szczególnie ciekawego do powiedzenia.
Na końcu wywiad i zdjęcia trafiają na portal oraz do mediów społecznościowych projektu, a ty stajesz się częścią społeczności, która nie kończy się wraz z publikacją. Zostają spotkania, kontakty, rozmowy i wzajemne wsparcie.
Zanim się odezwiesz, zadaj sobie kilka pytań

Aleksandra Figura / fot. Barbara Bogacka
Zamiast pytać: „Czy jestem wystarczająco duża?”, spróbuj zapytać siebie inaczej.
Czy mam doświadczenie, które pomogło mnie samej i którym mogłabym podzielić się z inną kobietą?
Czy wykonuję swoją pracę z zaangażowaniem, nawet jeśli na razie widzi ją niewiele osób?
Czy chcę zrobić kolejny krok, bo czuję, że mam jeszcze coś do zaoferowania?
Jeśli choć na jedno z tych pytań odpowiadasz „tak”, być może liczba klientów czy lajków nigdy nie była najlepszym miernikiem.
Dlatego czasem warto się odważyć

Joanna Bartoń / fot. Barbara Bogacka
Nie musisz czekać, aż przeprowadzisz się do większego miasta, twoje portfolio urośnie, a ty w końcu poczujesz się w stu procentach gotowa, żeby ruszyć w stronę swoich marzeń.
Gotowość bardzo często przychodzi dopiero w działaniu. Szczególnie wtedy, kiedy obok jest ktoś, kto idzie podobną drogą.
Jeśli czujesz, że masz w sobie coś, czym warto podzielić się z innymi, ale do tej pory brakowało ci przestrzeni albo odwagi, być może #KobietyKrakowa okażą się miejscem, które pomoże ci zrobić pierwszy krok.
Nie musisz być znana. Wystarczy twoja historia, doświadczenie i gotowość, by spróbować.
Zgłoszenie zajmie ci kilka minut. A co wydarzy się później? O tym przekonamy się wspólnie.


Basia 14 września, 2026
Jestem jedną z tych kobiet, z niewielkiego miasta i podpisuję się obiema rękoma pod tekstem i tylko jedno dodam, ze czasami początkiem pozytywnej tzw. „Kuli śnieżnej” jest zapytanie, a reszta się zadzieje…..tak było w moim przypadku.🙂
Polecam