Thursday, October 6, 2022
Home / POLECAMY  / Trauma rozwojowa. Sprawdź, czy ciebie też dotyczy

Trauma rozwojowa. Sprawdź, czy ciebie też dotyczy

Trauma rozwojowa. Czy to już wyrok?

trauma rozwojowa

Traumy rozwojowe układają się w trwały i skostniały wzorzec reakcji w układzie nerwowym / fot. Canva

Trauma rozwojowa dotyka nas w okresie niemowlęctwa, dzieciństwa, wczesnej młodości. Nie jest, jak to się z reguły uważa, wydarzeniem, a reakcją układu nerwowego, naszego ciała, na wydarzenie, które było na dany moment życia za duże, za szybkie, za trudne, co oznacza – zagrażające życiu

 

Czym jest trauma rozwojowa?

O traumie można mówić wiele, bo wbrew temu co się powszechnie uważa, jest to zjawisko bardzo powszechne. Nie mylić z normalnym!
Z reguły słysząc „trauma”, na myśl przychodzą wielkie i przytłaczające wydarzenia: gwałt, napaść, skrajna agresja, wojna, wypadek. Pojawiające się jako pierwsze skojarzenia, to zaledwie wycinek i to procentowo bardzo niewielki, związany z tzw. traumą szokową. O wiele powszechniejszą, albo po prostu całkiem powszechną formą traumy, jest trauma rozwojowa, która… dotyczy prawie każdej z nas.

Trauma rozwojowa dotyka nas w okresie niemowlęctwa, dzieciństwa, wczesnej młodości i nie jest, jak to się z reguły uważa, wydarzeniem, a reakcją układu nerwowego, naszego ciała, na wydarzenie, które było na dany moment życia za duże, za szybkie, za trudne, co oznacza – zagrażające życiu.

Kontakt z drugim człowiekiem jest… zagrażający

Pewnie nietrudno sobie wyobrazić, że dla niemowlaka, za dużym jest nieustanne oczekiwanie żeby opiekun przyszedł go utulić. I płacze i płacze, a ten który powinien się zjawić wcale nie nadchodzi, bo na przykład postanowił zastosować metodę „wypłacze się to zaśnie”. Pojawia się lęk o przetrwanie, bo przecież niemowlak bez opiekuna przeżyć nie będzie w stanie. Pada zmęczone dziecko, pada zmęczony i bardzo nadwyrężony układ nerwowy. Dziecko zasypia, ale ten sen to nie jest regeneracja. Ten sen to ucieczka, w coś przyjemniejszego. Odcięcie od ciała. Inna sytuacja: poddenerwowana matka, zniecierpliwiona koniecznością ciągłej opieki nad dzieckiem staje się oschła, albo wręcz agresywna. Takie doświadczenie tworzy w dziecku lęk przed kontaktem, który z jednej strony jest upragniony, z drugiej zagrażający. Albo taki przykład: wielogodzinne przebywanie w łóżeczku, bez kontaktu z bliskim opiekunem. Dziecko skazane na samotność, albo mniejszą lub większą agresję, cierpi. Świat jawi mu się jako niebezpieczny, a kontakt z drugim człowiekiem albo zagrażający albo nieprzynoszący ukojenia. Skutkiem jest odcięcie się od potrzeby kontaktu z drugim człowiekiem. Ta potrzeba wciąż istnieje, ale ląduje głęboko w zakamarkach podświadomości.

Wielokrotnie powtarzana sytuacja, bez możliwości uspokojenia, ukojenia, poczucia bezpieczeństwa i bliskości zapisuje się w ciele jako trauma skutkująca np. lękiem przed kontaktem, lękiem przed bliskością, lękiem przed odrzuceniem.

Na takiej bazie ciężko stworzyć zdrową relację z drugim człowiekiem w dorosłym życiu.

 

Przeczytaj też:
Bliskość, błogosławiony ciężar. Po tych 4 zachowaniach poznasz, że masz problem z bliskością emocjonalną w związku

Moje potrzeby nie są ważne

A co jak będąc jednak nadal całkiem małym człowiekiem, mam swoje potrzeby, ale mama, tata, albo najważniejszy opiekun nie chce, nie umie, nie może ich zaspokoić?  „Małe ja” pragnie bliskości, a mamy/taty nie ma. „Małe ja” pragnie piersi, ale jej nie dostaje. „Małe ja” domaga się uwagi, ale jest ignorowane, bo są ważniejsze sprawy niż bycie z tym „małym ja”. A może mama niesie ze sobą ciężar swojej traumy i bliskość z dzieckiem jest dla niej trudna? A może tata obłożony najróżniejszymi obowiązkami zapomina o tej najbardziej podstawowej z podstawowych potrzeb „małego ja”, czyli o potrzebie bliskości? To „małe ja” nieustannie, żyje w przekonaniu, że jego potrzeby są nieistotne. Za każdym razem kiedy je poczuje, stara się od nich oddzielić, zakopać, zagrzebać, zadeptać. Domaganie się zaspokojenia swoich potrzeb jest zagrażające, może narazić na złość lub oddalenie się opiekuna. Złość i oddalenie są zagrażające. „Małe ja” nie da rady przeżyć bez mamy lub taty. Poddaje się w końcu, odpuszcza swoje potrzeby, zapada się w sobie. Oddziela. Od teraz nie będzie czuło wyraźnie czego pragnie, będzie pogubione. W przyszłości będzie temu młodemu człowiekowi trudno przyjąć miłość i troskę, nie będzie potrafił zaufać. Skurczony układ nerwowy, zapamiętał, że niebezpiecznie jest chcieć bliskości i kochać. Ciało zapamiętuje, i oddala się od innych w obronie siebie, swojej integralności. Taka osoba pójdzie w świat najprawdopodobniej jedną z dwóch najczęściej wybieranych dróg. albo będzie ciągłe szukała zaspokojenia niezaspokojonych potrzeb albo odetnie się od potrzeb. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z osobami, które w relacji będą „wysysać” z partnera, żądać zaspakajania swoich potrzeb, kosztem partnera, w imię miłości. Niestety, studnia ta, jest studnią bez dna. Niezależnie od wkładu i zaangażowania, partner nigdy jej nie zapełni. Druga ścieżka sprawi, że idący w świat człowiek, całkowicie straci kontakt z potrzebami, nie będzie ich odczuwał, a co za tym idzie, nie będzie ich zaspakajał. Może za to skupić się na nadmiernym zaspakajaniu potrzeb innych ludzi, zupełnie nie myśląc o sobie lub budować wizerunek osoby, która każdemu „serce” odda.

Moi rodzice będą ze mnie dumni

Może być tak, że rodzic pragnie zaspokoić swoje potrzeby dzieckiem. To postawa: „ja nie zrealizowałam moich marzeń, niech dziecko mi je załatwi”. I tak, zamiast słuchać indywidualnego bytu małego człowieka, rodzic wymyśla życie dla dziecka. Przykłady? Rodzic kreujący córkę na baletnicę lub modelkę – piękną, mądrą, grzeczną, a syna na wysportowanego, ambitnego, geniusza matematycznego. W efekcie, coraz mniej dziecka w dziecku. Wzrasta w masce kogoś, kim zupełnie nie jest. Osiąga sukcesy, ale jakoś nie bardzo go cieszą, a jak cieszą, to krótko i szybko, a potem kolejny cel. Ciągłe oczekiwania, coraz wyższe poprzeczki. Za plecami stoi ktoś i szepce albo krzyczy głośno, że może jeszcze być lepiej. Ten rodzaj zranienia spowoduje, że dziecko traci ze sobą kontakt, skutkujący tym, że w przyszłości będzie całe życie dążyć, ale żaden sukces nie przyniesie szczęścia ani satysfakcji. Tutaj często będziemy mieli ludzi tzw. „sukcesu”, którzy czują bez przerwy głęboką wewnętrzną pustkę. Takie osoby będą walczyć z całych sił o poklask, o bycie docenionym. Kierują swoje życie na zewnątrz. Ich ocena własnej osoby jest całkiem zależna od indywidualnych osiągnięć. Porażka jest tożsama z odrzuceniem. Ten rodzaj zranienia pozostawia głębokie rany, bo osoba taka ma trudność w dotarciu do tych części, które są tak prawdziwie jej. A jedynie to może dać jej szczęście i spokój.

Miłość odbiera mi autonomię i wolność

Ale są i tacy, których wzorowi rodzice zawsze myśleli i kochali dziecko… za bardzo. Bali się… za bardzo. Chronili przed upadkiem potknięciem, porażką. Dziecko czuje, że odbierana jest mu wszelka autonomia i wolność. W dziecku narasta bunt, który ciężko wyrazić, bo w końcu wydaje się, że rodzic działa w najlepszym interesie. Dziecko czuje, że musi zachowywać się w jakiś konkretny sposób, żeby być kochane. Tutaj mogą zostać wypracowane dwie postawy: jedna otwarcie zbuntowana – dziecko, które pozornie podporządkowuje się, ale wewnętrznie bojkotuje wszystko. Ma silną wolę, wewnątrz umocnioną złością, ale tego czego się najbardziej boi to odrzucenia. Osoba taka może iść w życie z wielkim konfliktem wewnętrznym polegającym na wyborze siebie i braku miłości lub podporządkowania i bycia kochanym. W głowie zakorzeniło się, że będąc sobą nie zasługuję na miłość. A podporządkowanie generuje tony złości i buntu. Konflikt nie do rozwiązania. A pod tym konfliktem kryje się lęk przed miłością, która odbiera wolność bycia sobą. Osoby z takim zranieniem mogą podświadomie bojkotować każdą relację lub bać się bliskości, którą odczuwają jako zniewolenie.

Konsekwencje traum rozwojowych

Te i wiele innych, to traumy rozwojowe, które doświadczane przez dni, miesiące, lata układają się w trwały i skostniały wzorzec reakcji w układzie nerwowym, w ciele. Objawiają się najróżniejszymi lękami:

  • przed bliskością,
  • przed odrzuceniem,
  • niedostrojeniem,
  • trudnościami w kontakcie z innymi,
  • odcięciem od ciała,
  • nadmiarem emocji lub ich zamrożeniem,
  • dolegliwościami psychosomatycznymi,
  • napięciami mięśniowymi,
  • dominującymi stanami wysokiego pobudzenia takimi jak złość, irytacja, zazdrość, zawiść, agresja lub niskiego poziomu pobudzenia jak: depresja, wycofanie, rozleniwienie, prokrastynacja, brak energii czy motywacji.

To tylko niektóre z o wiele większej puli.

Warto poobserwować siebie. Zobaczyć co nas może dotyczyć, bo wszystko zaczyna się od świadomości. Ona jest wstępem do pracy nad uwalnianiem się od wzorców wyuczonych w przeszłości, które nieustannie wpływają na nasze teraźniejsze życie. Dobrze jest cały czas pamiętać, że to co było, to było. Możemy to przepracować, pożegnać się z tym i iść w życie bez kul u nogi zgromadzonych w dzieciństwie. Pójść w kierunku wolności, lekkości i budowania pięknych i wspierających relacji.

 

Może też cię zainteresuje:
Trauma seksualna – jak sobie z nią poradzić?

 

O autorce:

Katarzyna Małysz / fot. Barbara Bogacka

Katarzyna Małysz – coachka, trenerka, terapeutka chronicznego stresu i traumy. W swojej pracy pomaga świadomie przepracowywać traumy i chroniczny stres zapisany w ciele, tak żeby móc w poczuciu wolności i lekkości kreować swoje wymarzone życie. Założycielka „Siódmego Kierunku” – miejsca rozwoju osobistego w Krakowie. Pracuje głównie w obszarach seksualności, relacji i poszerzania świadomości.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ