TOP 5 samoopalaczy, po które warto sięgnąć zanim skończy się lato
Przetestowałyśmy popularne samoopalacze żebyś nie musiała kupować czegokolwiek
Wybrałyśmy naszym zdaniem najlepsze samoopalacze, które dają efekt skóry muśnietej słońcem / fot. Canva
Jest coś pociągającego w skórze, która wygląda, jakby właśnie wróciła z długiego weekendu nad Morzem Śródziemnym. Nie chodzi o intensywną opaleniznę, ale o subtelny, złocisty odcień, który sprawia, że biała koszula wygląda lepiej, lniana sukienka nabiera charakteru, a nogi zyskują zdrowy blask. Dziś taki efekt nie wymaga ani godzin spędzonych na słońcu, ani wizyty w solarium. Współczesne samoopalacze są dopracowane do tego stopnia, że potrafią dać naturalny kolor, pielęgnować skórę i – co najważniejsze – nie zdradzać swojej obecności smugami czy pomarańczowym odcieniem. Podpowiadamy, jak działają, jak ich używać i które produkty naprawdę zasługują na miejsce w kosmetyczce
Z tego artykułu dowiesz się
- Jak działa samoopalacz i od czego zależy efekt opalenizny.
- Pianka czy balsam brązujący? Podpowiadamy, który wybrać.
- Najczęstsze błędy podczas aplikacji i jak ich uniknąć.
- Skąd bierze się charakterystyczny zapach samoopalacza.
- Ranking 5 samoopalaczy, które przetestowałyśmy na sobie.
Jak działa samoopalacz?
Choć nazwa może sugerować coś innego, samoopalacz nie opala skóry. Za efekt odpowiada najczęściej DHA (dihydroksyaceton) – składnik, który reaguje z aminokwasami znajdującymi się w najbardziej zewnętrznej warstwie naskórka. W wyniku tej reakcji skóra stopniowo ciemnieje, tworząc efekt przypominający naturalną opaleniznę.
Pierwsze rezultaty pojawiają się zwykle po kilku godzinach, a pełny kolor rozwija się w ciągu 8-24 godzin. Efekt utrzymuje się zazwyczaj od pięciu do siedmiu dni i zanika wraz z naturalnym złuszczaniem się naskórka.
Na rynku dominują dwie formuły. Pianki samoopalające są wybierane przez osoby, którym zależy na szybszym i bardziej wyrazistym efekcie. Łatwo rozprowadzają się na skórze i często zawierają tzw. kolor przewodni, dzięki któremu aplikacja jest bardziej precyzyjna. Balsamy brązujące działają subtelniej – kolor buduje się stopniowo podczas kolejnych aplikacji, dlatego są dobrym rozwiązaniem dla osób rozpoczynających przygodę z samoopalaczami lub tych, które wolą delikatny efekt. Są jeszcze krople, które dodaje się do kremu lub balsamu, po to by stopniowo budować pożądany odcień opalenizny.
Skąd bierze się charakterystyczny zapach samoopalacza?
To jedna z rzeczy, która przez lata zniechęcała wiele osób do sięgania po samoopalacze. Charakterystyczny zapach nie jest jednak wadą kosmetyku ani oznaką, że produkt się utlenił. Powstaje w wyniku reakcji DHA z aminokwasami znajdującymi się w najbardziej zewnętrznej warstwie naskórka. To właśnie ta reakcja odpowiada zarówno za pojawienie się opalenizny, jak i specyficznej woni, która staje się bardziej wyczuwalna kilka godzin po aplikacji.
Dobra wiadomość jest taka, że współczesne formuły znacząco różnią się od tych sprzed kilkunastu lat. Producenci coraz częściej wzbogacają je o nowoczesne kompozycje zapachowe oraz składniki pielęgnujące, które pomagają zminimalizować charakterystyczną woń. Bądźmy szczere. Nie da się jej jednak całkowicie wyeliminować – dopóki kosmetyk zawiera DHA, „swojski zapach” jest naturalnym efektem procesu, dzięki któremu na skórze pojawia się opalenizna.
Najczęstsze błędy podczas nakładania samoopalacza. Jak ich uniknąć?
Nawet najlepsza formuła nie obroni się, jeśli skóra nie zostanie odpowiednio przygotowana. To właśnie sposób aplikacji najczęściej decyduje o tym, czy efekt będzie przypominał naturalną opaleniznę, czy raczej nieudaną próbę ratowania kolorytu przed ważnym wyjściem.
Może też cię zainteresuje:
Szczotkowanie ciała na sucho – zdradzamy sekrety prawidłowej pielęgnacji
Zacznij od peelingu
Dwa dni przed aplikacją warto wykonać delikatny peeling całego ciała i jeśli chcesz, ogolić skórę. Usunięcie martwego naskórka sprawi, że produkt rozprowadzi się równomiernie, a opalenizna będzie schodzić w estetyczny sposób. Uwaga. Przed aplikacją samoopalacza lepiej sięgnąć po peeling niż szczotkę do ciała. Peeling równomiernie usuwa martwy naskórek i wygładza skórę, dzięki czemu samoopalacz łatwiej się rozprowadza, a ryzyko smug i przebarwień jest mniejsze.
Nie zapominaj o nawilżeniu
Łokcie, kolana, kostki i dłonie są bardziej suche niż pozostałe partie ciała, dlatego chłoną więcej produktu. Wystarczy cienka warstwa lekkiego balsamu lub odrobina kremu nawilżającego, aby uniknąć ciemniejszych plam.
Rękawica naprawdę robi różnicę
Choć można nakładać samoopalacz dłońmi, specjalna rękawica zdecydowanie ułatwia aplikację. Pozwala równomiernie rozprowadzić kosmetyk, chroni dłonie i paznokcie przed przebarwieniami. Lifehack, który sprawia, że opalenizna naturalnie pokryje dłonie i stopy? Na sam koniec użyj wacika i wetrzyj w niego resztę produktu, który został na rękawicy. Pamiętaj, żeby bezpośrednio po aplikacji nie myć rąk przynajmniej przez godzinę.
Daj produktowi czas
Przed nałożeniem samoopalacza wskocz pod krótki prysznic, zmyj pozostałości balsamu i wysusz się ręcznikiem. Po aplikacji warto odczekać kilka minut przed ubraniem się i wybrać luźne, najlepiej ciemne ubrania. Z kolejnym prysznicem również nie należy się spieszyć – czas działania zawsze warto dopasować do zaleceń producenta. Zazwyczaj samoopalacz potrzebuje kilku godzin, więc zaplanuj jego nakładanie przed snem. Unikniesz w ten sposób przypadkowego kontaktu z wodą, od której mogłabyś się dorobić smug.
Nawilżaj skórę także później
To konieczność, o której łatwo zapomnieć. Regularne stosowanie balsamu sprawia, że opalenizna utrzymuje się dłużej i schodzi równomiernie, bez charakterystycznych plam i nieestetycznych przebarwień. Poza tym niektóre składniki samoopalaczy mogą wysuszać.
Pięć samoopalaczy, które naprawdę warto znać
Marc Inbane Natural Tanning Spray
Wyświetl ten post na Instagramie
To jeden z najbardziej rozpoznawalnych samoopalaczy klasy premium. Holenderska marka zdobyła uznanie nie tylko użytkowniczek, ale również makijażystów pracujących przy sesjach zdjęciowych i pokazach mody. Delikatna mgiełka pozwala stopniować intensywność koloru, dzięki czemu efekt pozostaje niezwykle naturalny. Skóra nie wygląda na sztucznie przyciemnioną – raczej sprawia wrażenie wypoczętej, jak po kilku dniach spędzonych w śródziemnomorskim słońcu. Chociaż spray od Marca Inbane wysuwa się na prowadzenie w tym rankingu, to osoby ze stwierdzoną alergią na formaldehyd (ma w składzie bronopol) lub bardzo reaktywną skórą mogą rozważyć wybór produktu z innym systemem konserwującym.
St. Moriz Tanning Mousse
Wyświetl ten post na Instagramie
Nie każdy dobry samoopalacz musi kosztować kilkaset złotych. Pianka St. Moriz, którą uwielbiają Brytyjki od lat utrzymuje się wśród najczęściej polecanych produktów w swojej kategorii. Doceniana jest za łatwą aplikację, szybkie wysychanie i równomierny efekt. Brązowy pigment prowadzący pomaga kontrolować nakładanie produktu, dzięki czemu ryzyko smug jest zdecydowanie mniejsze. To kosmetyk, po który chętnie sięgają zarówno osoby początkujące, jak i te, które samoopalacza używają regularnie. Do wyboru, do koloru w kilku odcieniach.
Mokosh Balsam Brązujący Pomarańcza z Cynamonem
Wyświetl ten post na Instagramie
Dla wielu osób najważniejsze jest to, aby opalenizna pojawiała się stopniowo. Właśnie dlatego balsam brązujący Mokosh cieszy się tak dobrymi opiniami. Zamiast natychmiastowego efektu oferuje możliwość budowania koloru dzień po dniu, jednocześnie pielęgnując skórę. Formuła bogata w składniki odżywcze pozostawia ciało miękkie i dobrze nawilżone, a charakterystyczny zapach pomarańczy z cynamonem sprawia, że codzienna aplikacja staje się przyjemnym rytuałem. To propozycja dla osób, które cenią kosmetyki łączące pielęgnację z subtelnym efektem opalenizny.
Bondi Sands Self Tanning Foam
Wyświetl ten post na Instagramie
Australijska marka od lat inspiruje się stylem życia znanym z plaży Bondi Beach. Jej pianka zapewnia głęboki, oliwkowy odcień opalenizny, który szczególnie dobrze prezentuje się na skórze o ciepłych tonach. Formuła szybko się wchłania i pozwala uzyskać efekt bardziej intensywny niż klasyczne balsamy brązujące, jednocześnie zachowując naturalny wygląd. To jeden z tych produktów, które regularnie pojawiają się w międzynarodowych rankingach beauty.
St. Tropez Self Tan Express Bronzing Mousse
Wyświetl ten post na Instagramie
Trudno znaleźć zestawienie najlepszych samoopalaczy bez tej kultowej marki. St. Tropez od lat uchodzi za synonim profesjonalnego efektu w domowych warunkach. Największą zaletą pianki Express jest możliwość kontrolowania intensywności koloru – im dłużej produkt pozostaje na skórze, tym głębszy odcień można uzyskać. Lekka konsystencja, równomierne wykończenie i elegancki ton sprawiają, że to jeden z najczęściej wybieranych produktów przez osoby, które oczekują efektu przypominającego opaleniznę po wakacjach.
Pianka czy balsam? Wszystko zależy od efektu, którego szukasz
Nie ma jednego najlepszego samoopalacza dla wszystkich. Jeśli zależy ci na szybkiej, wyrazistej opaleniźnie przed ważnym wyjściem lub urlopem, lepszym wyborem będzie pianka. Jeśli natomiast wolisz subtelny efekt i większą kontrolę nad intensywnością koloru, balsam brązujący okaże się bezpieczniejszym rozwiązaniem.
Najważniejsza pozostaje jednak zasada, o której przypominają dermatolodzy: zdrowa opalenizna to dziś ta, która nie powstaje pod wpływem promieniowania UV. Nowoczesne samoopalacze pozwalają cieszyć się efektem skóry muśniętej słońcem bez narażania jej na fotostarzenie, przebarwienia i uszkodzenia wywołane słońcem. A to trend, który zdecydowanie nie wychodzi z mody.
Zobacz też:
Wróg czy przyjaciel? Cała prawda na temat Słońca
