Thursday, December 3, 2020
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Tomasz Beksiński prywatnie: opowieść o przyjaźni

Tomasz Beksiński prywatnie: opowieść o przyjaźni

Dowiedz się jaki był naprawdę. Tomasza Beksińskiego wspomina przyjaciółka, Katarzyna Konopa

Tomasz Beksinski

Tomasz Beksiński z autorką tekstu Katarzyną Konopą w parku łazienkowskim, 1994 / fot. archiwum prywatne K. Konopy

Tomasz Beksiński jest legendą. Idealista, erudyta, muzyczna wyrocznia. Od małego fascynowała go śmierć. Chorował na depresję i kilka razy próbował popełnić samobójstwo, aż mu się to udało w wigilię 1999 roku. Po filmie „Ostatnia rodzina” wiele osób wyraziło oburzenie, że wizerunek Tomka Beksińskiego został w nim wypaczony. Specjalnie dla „Miasta Kobiet” Katarzyna Konopa napisała swoje wspomnienie o Tomku, najlepszym przyjacielu. Zobaczcie, jakim człowiekiem był prywatnie Tomasz Beksiński. 

Od lat najmłodszych, lat dziecinnych,
Żyć ani patrzeć tak jak inni
Nie mogłem; ze wspólnego zdroju
Nie płynie też namiętność moja.
Ani się zrodził w owej strudze
Mój smutek, ni radosny zbudził
Ton, który inne serca dotknie –
Co miłowałem, kochałem samotnie.
Tak więc – w dzieciństwie już, u świtu
Burzliwych dni, co przyszły potem –
Z dna dobra czy też zła dobyty
Czar dziwny jakiś mnie omotał:
Potokiem bystrym, wodotryskiem,
Szkarłatem gór i skał urwiskiem,
I słońcem, gdy się toczy wokół
W złocie jesiennej pory roku,
I błyskawicą, gdy po niebie
Mija mnie dążąc gdzieś przed siebie,
Piorunem, burzą lub obłokiem
(Gdy niebo czyste i wysokie),
Który się stawał najwyraźniej
Demonem w mojej wyobraźni.
Edgar Allan Poe*

Tomasz Beksiński z autorką na premierze filmu „Dracula” F.F. Coppoli, kino Kapitol, 1992 / fot. archiwum prywatne K. Konopy

Tomasz Beksiński z autorką na premierze filmu „Dracula” F.F. Coppoli, kino Kapitol, 1992 / fot. archiwum prywatne K. Konopy

Zauroczone głosem – partnerki Tomasza Beksińskiego

Co powoduje, że tak ogromnie związujemy się emocjonalnie z pewnymi osobami, a z innymi nie?! Co sprawia, że odejście takich osób powoduje cierpienie, fizyczny ból? Kiedy są, nawet bardzo daleko, odczuwamy komfort, a kiedy odejdą, ogarnia nas całkowita pustka i tęsknota… A może nie „nas”, ale „mnie”!? To ja, słuchając w szkole średniej audycji Tomasza Beksińskiego, czułam, że jest to człowiek wyjątkowy. Magnetyzował, a nawet zaryzykuję twierdzenie – hipnotyzował swoim głosem. Powodował, że marzyłam jeszcze bardziej o idealnym świecie, w którym panuje poetycka atmosfera, rządzi miłość, braterstwo i szacunek. O świecie, w którym kobiety są wytworne, eleganckie i piękne, a mężczyźni szarmanccy, kulturalni, uprzejmi i oczywiście nieziemsko przystojni.

Jak się okazało – nie byłam jedyna! Jako prowadzący różne audycje radiowe, w każdym programie Polskiego Radia, Tomek przez wszystkie lata otrzymywał sterty listów od rozmarzonych i często rozkochanych w nim licealistek oraz nieco starszych pań. Kilka z nich stało się na jakiś czas jego partnerkami. Były często bardzo niedojrzałe, emocjonalnie niejednolite, wyciągające energię i raniące jego uczucia.

Ja też poznałam Tomasza, Tomka… jeszcze jako licealistka. Nie mogłam wyjść ze zdumienia, kiedy okazało się, że ten prawie dwukrotnie starszy wówczas ode mnie mężczyzna uznał mnie za kobietę godną swoich względów. W moich oczach był wtedy starcem! Podziwiałam jego talent, imponowała mi jego znajomość zagadnień filmowych i muzycznych, wyjątkowa wręcz znajomość języka angielskiego, jego poczucie humoru, szczerość i ta przerażająca tak wielu inność, ale zainteresowana byłam mężczyznami młodymi – moimi rówieśnikami.

Jak się potem okazało, byłam jedną z nielicznych kobiet czy dziewczyn, które podczas szczerej rozmowy wykluczyły intymny związek między nami. Wiedziałam, że takie rozmowy z mężczyznami często kończą się zerwaniem kontaktów, jednak bardzo ważne było dla mnie szczere przekazanie Tomkowi moich odczuć. Przeczucia mnie nie myliły, a to, co się stało, pokazuje Beksińskiego jako mężczyznę wielkiej klasy, jakim niewątpliwie był. Tomek zaakceptował moje stanowisko, zaproponował przyjaźń i aż do swojej przedwczesnej śmierci w 1999 roku pozostał moim przyjacielem. Prawdziwym przyjacielem – kimś, kto czasem znosił mój zły humor, kto wysłuchał i pocieszył w potrzebie, kto mógł liczyć na moją pomoc, i wreszcie, kto – mimo mojego wyjazdu i wieloletniego przebywania poza Polską – pozostawał ze mną w stałym kontakcie korespondencyjnym i telefonicznym.

Jaki był Tomasz Beksiński prywatnie

O życiu i o uczuciach Tomka Beksińskiego wiedziałam więcej niż o sprawach jakiejkolwiek innej osoby, nawet spośród widywanych wówczas na co dzień. Co prawda nie mogłam wtedy (były to czasy przed audycjami on-line) słuchać jego audycji w Programie 3 Polskiego Radia, ale w każdą sobotę, jak w zegarku, mogłam liczyć na telefon ze studia radiowej Trójki.

Tomasz Beksiński z autorką w parku łazienkowskim, 1994 / fot. archiwum prywatne K. Konopy

Tomasz Beksiński z autorką w parku łazienkowskim, 1994 / fot. archiwum prywatne K. Konopy

Dzwonił zawsze, w każdy weekend, nasze rozmowy często trwały wiele godzin… Rozmowy te były częścią mojego życia, czymś zupełnie pewnym i przewidywalnym, rytuałem, jak poranne mycie zębów. Sobota – przerywam oglądanie najnowszego serialu, wychodzę z restauracji, pędzę do domu z imprezy, bo dzwoni mój przyjaciel Tomek.

Oczywiście wymagał mojej obecności. Na początku naszej znajomości mieliśmy nawet mocną scysję i przez krótką chwilę oziębienie stosunków, ponieważ – choć trzy dni wcześniej byłam z nim umówiona na telefon o 18.00 – zmieniłam plany, wyszłam i Beksiński nie zastał mnie w domu. Dla Tomka umowa to była umowa – świętość. Dopiero potem nauczyłam się szanować i doceniać jego zasady, dzięki którym wiele rzeczy w moim życiu było jak w banku. Jeśli zaproponował przywiezienie książki, nagranie kasety, przewiezienie do Londynu proszku do prania czy zrobienie czegokolwiek innego, to wywiązywał się w 100 proc. nawet w razie gorszego samopoczucia, zmiany planów, niewygody czy innych sytuacji.

Był człowiekiem, na którego zawsze mogłam liczyć i na którym mogłam polegać. Takie uczucie towarzyszyło mi jedynie w relacji z moimi rodzicami – nigdy wcześniej i nigdy od czasu jego śmierci nikt nie sprawił, że czułam się tak bezpiecznie, nawet będąc oddalona od niego o dwa tysiące kilometrów. Nasza znajomość, nasza przyjaźń była dla mnie absolutnie wyjątkowa, nieszablonowa, specjalna i zarazem zupełnie zwyczajna. Nie sądziłam, że kiedykolwiek go zabraknie, nie sądziłam, że jego depresja była tak głęboka.

Depresja – choroba duszy Tomasza Beksińskiego 

Tomasz Beksiński stał się ostatnimi czasy „modnym tematem”, zwłaszcza po filmie „Ostania rodzina” internet aż pęka w szwach od opinii na jego temat, różnorakich diagnoz, analiz czy wręcz przypisywania winy za jego śmierć rodzinie i znajomym, którzy „nie potrafili go uratować”.

Tomasz Beksiński był chory, miał depresję. Depresja zawsze towarzyszyła ludziom, przynajmniej tak wynika z mojej analizy tematu. O tej chorobie obecnie mówi się i pisze dużo więcej, ale leczenie duszy w dalszym ciągu pozostaje w tyle, daleko na końcu za wszelkimi chorobami ciała. Większość z nas dorastała jednak w przeświadczeniu, że o sprawach wewnętrznych, o bólu, rozterkach, o czarnych myślach publicznie się nie rozmawia. Takie uczucia należy chować w sobie, tłamsić, przepędzać, ignorować, udawać, że ich nie ma… a jeśli stajemy się „trudni w obyciu”, należy w tajemnicy udać się do lekarza lub szpitala i rozpocząć leczenie, aby wrócić do obojętności i przyklejonego uśmiechu.

Autorka i Tomek Beksiński, maj 1999 / fot. archiwum prywatne K. Konopy

Autorka i Tomek Beksiński, maj 1999 / fot. archiwum prywatne K. Konopy

Tomek mówił o tym, co go gryzie. Próbował sygnalizować swoje gorsze samopoczucie. Opowiadał także bez pruderii i z ogromnym humorem o swoich wcześniejszych próbach samobójczych i o medykamentach trzymanych w bezpiecznym miejscu just in case. Śmierć to nie był dla niego temat tabu, a ze względu na jego częstą obecność w żartach ja nie brałam zagrożenia na poważnie.

Często także nie krył swoich opinii na wszelkie tematy. Poirytowany, potrafił pół godziny rozprawiać o tym, co mu nie odpowiadało. Dla wielu osób było to nie do zniesienia, nazywały to narzekaniem lub zrzędzeniem… Podejrzewam, że większość z ogromnej rzeszy przyjaciół i znajomych miała podobne odczucia.

Aby otrzymać pomoc, trzeba być gotowym na jej otrzymanie. Aby być gotowym, trzeba wiedzieć, że coś jest nie tak. Sam Tomek obserwował u siebie opisywaną w listach do mnie „potworną apatię i depresję”, ale przecież każdy z nas odczuwa niekiedy podobnie, ja z pewnością tak. Jak odróżnić przesilenie, gorszy moment od śmiertelnego zagrożenia życia swojego lub innych? Na co zwracać uwagę, jak przeciwdziałać, co robić? W jaki sposób pomóc najbliższym w takiej sytuacji? Czy decyzja chorej osoby w kwestii odebrania sobie życia może być uważana za świadomą? Te pytania precyzują się w mojej głowie przez ostatnie 16 lat. Każdy z przyjaciół Tomka odczuwa większe lub mniejsze poczucie winy. Moje pozostanie ze mną na zawsze.

Usypianie czujności i śmierć w wigilię

Nasze ostatnie spotkanie miało miejsce na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia. Tomek milczący, poważny, ale jak zwykle serdeczny. Dzielił się swoją decyzją zakupu odtwarzacza DVD, z którą nosił się od kilku lat. Narzekał, że znowu będzie musiał jeździć do Londynu i od początku kupować wszystkie filmy do kolekcji – usypiał moją czujność. Po raz pierwszy tego wieczora płakałam w obecności mojego przyjaciela, po raz pierwszy rozgrywały się w moim życiu poważniejsze dramaty. A on pocieszał, starał się pomóc, rozmawiał, przytulał. Bardzo mi wtedy pomógł, poczułam ogromną ulgę.

Na jego problemy nie wystarczyło tego wieczora przestrzeni – przecież wiedziałam z listów i maili, które kilka miesięcy wcześniej zaczął do mnie pisać mimo antypatii do komputerów, że fatalnie się czuje. Ale czy mogłam przewidzieć, że w wigilię odbierze sobie życie, żegnając się wcześniej ze słuchaczami w ostatniej audycji w radiu?

Moja mama ostrzegała mnie: jeśli na basenie wołasz ratunku i dwa razy okaże się, że żartujesz, to za trzecim razem, gdy naprawdę się topisz, nikt już nie przyjdzie. Tomek się topił, a ja nie słyszałam wołania. Nikt nie usłyszał wołania, a nawet jeśli słyszał – nie wiedział, jak pomóc.

Tomasz Beksiński w restauracji Pekin, 1994 / fot. archiwum prywatne K. Konopy

Tomasz Beksiński w restauracji Pekin, 1994 / fot. archiwum prywatne K. Konopy

Nie wiem, czy dzisiaj wiedziałabym, jak pomóc przyjacielowi. Gdzie go skierować, co zrobić. Wiem, że takich osób jest wiele, czasem z nimi rozmawiam, czując pewne wibracje, czasem widzę twarz na ulicy i… wiem. Wielu przyjaciół opowiedziało Wiesławowi Weissowi, autorowi książki „Tomek Beksiński. Portret prawdziwy”, że nie mieli siły ani możliwości pomóc Tomkowi, udźwignąć jego problemów, czuli się zwyczajnie bezradnie, mierząc się ze skalą problemu.

Ludzie w depresji, moim zdaniem, doskonale zdają sobie sprawę, że przeciętny człowiek nie jest w stanie objąć ani zrozumieć bezmiaru cierpienia, przez jakie przechodzą.

Bagatelizują swoje uczucia przed innymi, uogólniają, milczą… A, powiedzmy to wprost, większości takie działanie jest na rękę! Ile razy słyszę, kiedy mam problem i zwyczajnie mam potrzebę wyżalić się komuś, że MUSZĘ być pozytywna, nie mogę narzekać, nie mam prawa dołować innych. Zamykamy usta osobom, które nas potrzebują! Jeśli znana medialnie osoba zdecyduje się powiedzieć o swojej depresji, rozwodzie, alkoholizmie, aborcji, to natychmiast następuje fala hejtu, ocen, moralizatorstwa, posądzanie o chęci napędzania kariery. Kariery! Jestem w depresji – chcę być sławna?! Jestem alkoholiczką – chcę sprzedać więcej książek; usunęłam ciążę – chcę sprzedać płytę i mieć łatwe życie…

Czy takie społeczne zachowanie pomaga osobom z problemami emocjonalnymi lub – nazwijmy to wprost – zaburzeniami psychiki wyjść z szeregu i szukać pomocy? Czy dzisiaj po obiedzie będziesz miał w sobie gotowość na wielogodzinny telefon od przyjaciela, w którym z detalami opowie ci, jak się czuje??? Dajmy innym przyzwolenie na inne odczuwanie, na cierpienie, na ból, na błędy i na złe samopoczucie. Starajmy się otwierać na wszystkie emocje drogich nam ludzi – świat nie składa się wyłącznie z tych inspirujących, miłych i energetyzujących odczuć.

Horrory, wampiry, femme fatal, muzyczna wyrocznia

Tomasz Beksiński wyjawił publicznie swoją pasję do horrorów wytwórni Hammer. Jako poważny człowiek, syn malarza, tłumacz i dziennikarz, według wielu osób nie miał prawa mieć tak niepoważnego hobby. Nie miał prawa afiszować się z sympatią do pięknych kobiet w stylu femme fatal, starych koronek, peleryn i sztucznej krwi, nie miał prawa karmić wewnętrznego dziecka zabawą w wampiry i teatr.

Jego żarty, poczucie humoru i wesołe usposobienie było, moim zdaniem, katalizatorem tego, co działo się w jego głowie. Właśnie to nietypowe poczucie humoru spowodowało, że tak doskonale wczuwał się w klimat serii Monty Pythona i że potrafił zaskarbić sobie tak wielu znajomych i przyjaciół. Aż do niedawna nie zdawałam sobie nawet sprawy, że przyjaciół miał aż tak wielu! Był duszą towarzystwa, dowcipnisiem, godnym podziwu aktorem recytującym długie dialogi z filmów zarówno po polsku, jak i po angielsku.

Jego pamięć zadziwiała mnie od początku – to był prawdziwy ewenement! Oprócz długich tekstów doskonale pamiętał imiona i nazwiska oraz dokładne daty: dzień, miesiąc, rok wraz z dniem tygodnia, również scenariusze wydarzeń całych dni i eventów. Pamiętał także listy utworów muzycznych i poetyckich prezentowanych w swoich audycjach – które konkretnie były na antenie danego dnia, pamiętał nawet te bardzo odległe w czasie.

Swoim dowcipem, erudycją i inteligencją potrafił sprawić, że każde spotkanie z nim było prawdziwą przyjemnością, wydarzeniem niezwykłym i jednocześnie swojskim. Miał oczywiście ulubione tematy, które wałkował na okrągło, co zdecydowanie niektórym przeszkadzało, ale był otwarty na świat innych osób.
Dla wielu, włącznie ze mną, był niemalże wyrocznią, muzycznym guru, który ukształtował muzyczne gusta pokolenia lat 60. i 70. Przewodnikiem po morzu muzyki, poezji i języka. Dostarczycielem słów znanych muzycznych poetów, pośrednikiem magii.

Dla mnie był TYM kimś, ale także kimś więcej: pół rzeczywistą i pół mistyczną postacią o niesamowitych zdolnościach, talentem, ciepłem, emocjami, głębią, zasadami, empatią, szczodrością, opiekuńczością, spontanicznością… i rzeczywistymi wadami i przywarami – był niesamowitym człowiekiem, którego brak odczuwam codziennie zarówno w moim osobistym życiu, jak i w życiu publicznym.
Na zawsze jesteś w moim sercu i myślach, Przyjacielu.
A ty, czytelniku, rozejrzyj się wokoło siebie, zobacz, czy ktoś tobie bliski nie przeżywa depresji, czy nie ma chorej duszy.

Katarzyna Konopa

*Edgar Allan Poe, Poezje wybrane, tłum. Roman Klewin, wyd. I, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1960.
Tomik ze zbiorów Tomasza Beksińskiego (obecnie należy do autorki)

Tomasz Beksiński biografia

Tomasz Beksiński, syn malarz Zdzisława Beksińskiego i Zofii Beksińskiej. Urodził się w Sanoku w 1958 roku. Charyzmatyczny dziennikarz muzyczny, tłumacz z języka angielskiego. Jego audycje w radiowej trójce, w której zaczął pracę w 1982 roku, zwłaszcza nocna „Trójka pod księżycem” przeszły do legendy. Pisała felietony (Opowieści z Krypty) do czasopisma „Tylko Rock” 
Wiele razy próbował popełnić samobójstwo, pierwszy raz, gdy miał 20 lat, ostatnią; udaną próbę podjął w wigilię, 24 grudnia 1999 roku.
W 2014 roku Magdalena Grzebałkowska napisała książkę biograficzną o Zdzisławie i Tomaszu Beksińskich „Beksińscy. Portret podwójny”. W 2016 roku ukazała się książka Wiesława Weissa „Tomek Beksiński. Portret prawdziwy” oraz miał premierę film „Ostatnia rodzina” z Dawidem Ogrodnikiem w roli Tomasza Beksińskiego

 

Oceń artykuł
9 komentarzy
  • Avatar
    Łukasz 19 listopada, 2016

    Przepiękna opowieść,aż popłakałem się gdy to czytałem. Tomek zasługuje właśnie na taką pamięć! Dziękuje za ten tekst, który jest szczerym wyznaniem przyjaźni i oddaje należny szacunek jemu samemu. Był człowiekiem o niezwykłej wrażliwości i magicznym głosie wraz ze wszystkimi swoimi wadami i zaletami. Pozdrawiam Kasiu 🙂

  • Avatar
    Jędrek 22 września, 2018

    TO PRZEZ NIĄ TOMEK SIĘ ZABIŁ!!!!

  • Avatar
    Anka 28 listopada, 2018

    Kasia, super zdjęcia super artykul
    Anka /
    S4F

  • Avatar
    darek 16 marca, 2019

    duzo nocy zarwanych,nieprzespanych ,czekając w rominacjach myślowych,co będzie grane i prezentowane a sluchalem jego,czytalem felietony w pismachetc. a później olewal wszystkich ze potop po jego zejściu ja jako odbiorca czuje,zaczynam odczuwać wstręt do tego wszystkiego ,ale niemoge się odwrocic i zapomnieć jakas niemoznosc skasowania jego w mej pamięci mimo wielu nasileń ,myśli suicydalnych-pobytuw w szpitalach psych ze odszedł i olal nas wszystkich -tak jakby to wszystko przeszlo na mnie te depresje i jeszcze wiele dysfunkcji sfery psyh.ktore to nie sa możliwe do uleczenia.jedna ze znajomych na festiwalu c.p.d.m.-ażebym zapomnial o nim no ale jak zapomnieć gdy urok ,czar nosferatu padl.

  • 놀이터추천 15 stycznia, 2020

    … [Trackback]

    […] There you can find 72623 more Information to that Topic: miastokobiet.pl/tomek-beksinski-opowiesc-o-przyjazni/ […]

  • Avatar
    Raf 19 października, 2020

    Nieźle – Dla tej pani Tomasz Beksiński był starcem. Zakładam, że jak się poznali miał trzydzieści-parę lat.. Taki przyjaciel-starzec – aż się nie chce komentować.

  • Avatar
    Zuza 26 listopada, 2020

    Po przeczytaniu biografii, odniosłam wrażenie, że Tomek, a po części też jego ojciec, byli w spektrum. Wiele rzeczy, które przeczytałam o Tomku, kojarzyło mi się z Aspergerem. On nie mógł zupełnie znaleźć się w tym świecie, bo był inny i niedopasowany. O byciu w spektrum wtedy się chyba nie mówiło. Nie wiedziało się, jak mu pomóc. Gdyby świadomość była większa, może żyłby do dziś.

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach