Home / Rozwój  / Rodzicielstwo  / Szkolne traumy: czy nadmiernie wymagający nauczyciel to dobry nauczyciel?

Szkolne traumy: czy nadmiernie wymagający nauczyciel to dobry nauczyciel?

Nauczyciel powinien być mentorem dzieci a nie ich katem

Jak porznać dobrego nauczyciela? Dziewczyna stoi pod szkolną tablicą

Nauczyciel powinien być mentorem dzieci a nie ich katem. Dziecko uczy się chętniej i skuteczniej, jeżeli czuje się bezpiecznie i komfortowo, kiedy nauczyciel potrafi zarazić dziecko swoją pasją do tego co robi i mówi / fot. Nikhita S / Unsplash

Zdarza mi się słyszeć z ust rodziców dzieci, które uczę, że dobrze, że w szkole np. z języka polskiego czy matematyki ich dziecko ma panią tzw. „siekierę”, bo przynajmniej w klasie jest cicho, dzieci się boją i przez to słuchają i uczą się pilniej

 

Nauczyciel-siekiera

Nie zgadzam się z tym, ponieważ często ten strach paraliżuje dzieci w trakcie zajęć, a także i poza nimi. Nie chodzi mi o pozytywnie wymagającego nauczyciela, ale o typowego nauczyciela „siekierę”, na twarzy którego uśmiech rzadko kiedy się pojawia, a sposób komunikacji z uczniami oraz sposób prowadzenia lekcji pozostawia dużo do życzenia.

Prawdą jest, że dzieci uczą się takiego przedmiotu pilniej i dokładniej, ponieważ nie chcą narażać się na krytykę nauczyciela czy też traktowanie w niegodziwy sposób.

Sama wracając pamięcią do swoich czasów szkolnych wiem, co to znaczy mieć „ciężkiego” nauczyciela. Fakt – uczyłam się z tego przedmiotu o wiele więcej niż z innych, ale patrząc z perspektywy czasu na tę naukę, uważam, że więcej z tego było złych konsekwencji niż dobrych. Co z tego, że zdałam przedmiot na pozytywną ocenę, jeśli kosztowało mnie to mnóstwo energii, nerwów, nieprzespanych nocy, strachu, kłopotów zdrowotnych. Zaczęły się m.in. bóle brzucha, głowy, tiki nerwowe. Z tego powodu opuściłam się w innym przedmiotach, które lubiłam i z którymi wiązałam przyszłość, tylko po to, by nie narażać się na stresy podczas lekcji z osobą, której dalece było do nauczyciela wykonującego swój zawód z pasją i miłością do dzieci, młodzieży. Do tej pory w głowie słyszę, że „nic nie umiemy, jesteśmy tłukami, debilami, beznadziejni, itd…” Jak można w taki sposób zwracać się do uczniów? Jakbym miała tę wiedzę i odwagę, którą posiadam teraz, zachowałabym się wtedy całkiem inaczej. Nigdy więcej nie pozwoliłabym, aby ktoś w taki sposób zwracał się do mnie czy moich kolegów i koleżanek – czy to pośrednio czy bezpośrednio.
Przez takich właśnie nauczycieli przepłakałam niejeden dzień, nie chciało mi się chodzić do szkoły, miałam problemy zdrowotne. Bardzo żałuję, że wtedy nie poprosiłam rodziców czy dyrekcję szkoły o pomoc. Jako dziecko, myślałam, że nic z tym nie można zrobić, że trzeba to jakoś przeżyć. Teraz jako dorosła osoba, pedagog, wiem, że tak wcale nie musi być, a wręcz – nie może! Szkoła nie może być miejscem paraliżującym dziecko, wprawiającym go w permanentny stres. Ma być miejscem czerpania wiedzy i poznawania świata w przychylny i bezpieczny dla dziecka sposób.

Nauczyciel-mentor

Pisz starannie, autor nieznany

Nauczyciel nie ma prawa podważać pewności siebie dziecka, zwracać się do niego w sposób podważający jego godność osobistą oraz obniżać jego samooceny. Tym bardziej nie ma prawa ośmieszać go na oczach kolegów i koleżanek z klasy.
Rolą nauczyciela jest kształcić dziecko i pomagać mu zrozumieć materiał w takim stopniu na ile dziecko jest w stanie go pojąć. Każde dziecko jest utalentowane w innym kierunku.

Nie można z humanisty na siłę robić mistrza nauk ścisłych lub na odwrót. Nawet jeśli się to uda, to może to nieść ze sobą konsekwencje zdrowotne i społeczne.

Trzeba umieć dostrzec w dziecku talenty i potencjał, jaki w sobie ma i pomagać mu rozwijać się w tym kierunku, a jeżeli z jakiegoś przedmiotu idzie mu gorzej, to pomagać mu zrozumieć ciężki dla niego materiał i wspierać go, doceniać jego wysiłki w tym kierunku. Pod żadnym pozorem nie wolno wyzywać dziecka od głupich (co niestety w szkołach się zdarzało i zdarza).
To, co najbardziej mnie przeraża w niektórych nauczycielach w szkołach, to brak wyrozumiałości i dostrzegania starań dzieci. Serce czasem mi krwawi, kiedy słyszę opowieści dzieci, których uczę lub ich rodziców dotyczące sposobów traktowania dzieci podczas zajęć lub komentarze dotyczące poszczególnych dzieci podczas wywiadówek. Teksty typu „naciągania trója i ciesz się, że przynajmniej tyle i tak na więcej cię nie stać”, „Pani dziecko ma oceny: 1, 2, 3, 3, 4 – chyba cudem zda do następnej klasy” itp. Zdarza się, że z dzieckiem trzeba iść do psychologa, bo boi się pani, nie chce chodzić do szkoły przez tą osobę, lub też nie chce jechać na zieloną szkołę, bo jedzie tam pani, której wszyscy się boją, itd. Często również rodzice przeżywają ogromny stres związany ze szkołą, co odbija się na ich samopoczuciu oraz rodzinnej atmosferze. Nieraz słyszałam z ust rodziców, że nie mogą zasnąć przez problemy szkolne swoich pociech, że nauczyciele zasypują dzieci zadaniami, nad którymi rodzice siedzą z dziećmi do późnych godzin wieczornych – często wymieniali godzinę 22, 23. Najgorsze jest jednak to, kiedy rodzic z dzieckiem pracuje dużo w domu, a efektów w ocenach szkolnych nie widać. Nieraz słyszałam od rodziców i dzieci, że dany nauczyciel ocenia dziecko powierzchownie. Nie docenia wysiłku ucznia i często jak już raz nalepi komuś „łatę” z dopiskiem „dobry” lub „kiepski” uczeń, to dziecku bardzo ciężko się od tego uwolnić. Rodzice są wykończeni, a ich pociechy sfrustrowane i zniechęcone.

Neurodydaktyka

Uważam, że koniecznością w szkoleniach nauczycieli w szkołach powinny być zajęcia z neurodydaktyki – tego jak uczy się mózg dziecka oraz zajęcia z psychologii dziecięcej, aby nauczyciele mieli większą świadomość tego, jak czasem może nieświadomie (lub świadomie-choć mam nadzieję, że nie!) krzywdzą dzieci i zostawiają w ich umysłach negatywny ślad na całe życia. Proces dydaktyczny powinien być formą współpracy – partnerstwa między nauczycielem a dziećmi. Nauczyciel powinien być mentorem dzieci a nie ich katem. Dziecko uczy się chętniej i skuteczniej, jeżeli czuje się bezpiecznie i komfortowo, kiedy nauczyciel potrafi zarazić dziecko swoją pasją do tego co robi i mówi.

Aby nauka była skuteczna należy rozbudzić w dziecku ciekawość, pozwolić mu uczyć się na błędach, zadawać dużo pytań, zachęcać go do udziału w dyskusji.

W ten sposób zarówno nauczyciel jak i dziecko może osiągać sukces i czerpać satysfakcję z tego co robi. I takich nauczycieli – nauczycieli uczących z pasją i miłością do dzieci, pełnych pomysłów i energii do ciekawego sposobu prowadzenia zajęć życzę wszystkim dzieciom oraz ich rodzicom.

 

Mgr Angelika Gąska-Bełczykowska

Socjolożka, pedagożka, dziennikarka, wizażystka/stylistka, trenerka technik efektywnej nauki i szybkiego czytania.
Pasjonatka piękna i dobrej książki. Miłośniczka pracy z dziećmi. Od wielu lat związana ze szkolnictwem, marketingiem i kreowaniem wizerunku. Prowadzi zajęcia z zakresu szybkiego czytania oraz technik pamięciowych. Bliskie są jej także szkolenia z zakresu autoprezentacji (w tym wizaż i stylizacja), komunikacji oraz tożsamości społecznej. Jej znak rozpoznawczy to uśmiech i nieskończona ilość pozytywnej energii, którą chętnie wszystkim wokół przekazuje. To kobieta-orkiestra, która łaknie ciągłego poszerzania wiedzy, poznawania świata i ludzi. Interesuje ją wszystko co dzieje się wokół. Nie istnieją dla niej słowa „nie da się”, „niemożliwe”.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach