Wednesday, February 1, 2023
Home / Ludzie  / Prawdziwe historie  / Sypiam z nieznajomym, aby ratować moje małżeństwo. Niczego nie żałuję

Sypiam z nieznajomym, aby ratować moje małżeństwo. Niczego nie żałuję

„Nie porzucę męża w chorobie, ale nie chcę rezygnować z życia”

zdrada męża

Sypiam z nieznajomym / fot. Adobe Stock

Po dwóch latach samotnego zmagania się z chorobą męża Monika (41 lat) jest u kresu sił. Boi się, że jej małżeństwo tego nie przetrwa. Paradoksalnie lekarstwem okazuje się nieoczekiwany romans na niecodziennych warunkach

Objawy stwardnienia rozsianego przychodzą niezauważalnie. Tak było u Marka, męża Moniki. Szczupły, o chłopięcej urodzie, miał z kolegą sklep ze sprzętem komputerowym, więc nie dziwiła się, że od jakiegoś czasu wracał z pracy tak zmęczony, że przewracał się na kanapę i zasypiał. Kiedy jednak zaczął narzekać, że ma przed oczami mroczki, to znów kilka razy nogi się pod nim ugięły i przewrócił się na równej podłodze, w okolicy żołądka Moniki uwił sobie gniazdo niepokój. Następnego dnia umówiła męża z lekarzem. Ten bez zwłoki wysłał Marka na badanie rezonansem magnetycznym. Diagnoza nie pozostawiała miejsca na wątpliwości.

Jest źle, będzie gorzej

Monika jest zmysłową, szczupłą brunetką o południowej urodzie. Temperament też ma południowy, i ogromny apetyt na życie. Są z Markiem jak ogień i woda, ale to nie przeszkadza im być razem, odkąd jeszcze przed maturą zaczęli ze sobą chodzić. Świetnie się dogadywali, także w łóżku. Tak było jeszcze niedawno. Po ponad dwóch latach od diagnozy Marek żył już tylko swoją chorobą. Przekopał Internet i wiedział, że będzie z nim coraz gorzej. Współczucie odbierało Monice głos, ilekroć widziała, jak próbując się podnieść z łóżka, z niedowierzaniem patrzy na swoje dygocące kolana. Kiedy zmieniała mu pampersy, upokorzony i bezsilny ze wstydu odwracał twarz.

„Nie miałam mu za złe, że tak mocno jest skoncentrowany na sobie. Nic jednak nie mogłam poradzić na to, że narasta we mnie poczucie BRAKU. Nie tylko łóżka – Markowi wystarczało teraz, jeśli czasem włożyłam rękę pod jego kołdrę; kilka ruchów i po zabawie. Ale musiałam też zmienić pracę na zdalną, aby stale być w domu, a to odcięło mnie od kontaktów z ludźmi. Coraz trudniej było mi żyć ze świadomością, że z żony i kochanki nieodwołalnie przeobraziłam się w pielęgniarkę własnego męża. Czułam, że powinna w tym wszystkim chronić siebie, ale jak?”

Któregoś dnia przyniosła do domu pierwszą butelkę wina, później kolejne, i każdego wieczoru, kiedy Marek zasypiał, wlewała w siebie dwie lub trzy lampki. Po tym winie, nim zasnęła, przebiegały jej przez głowę różne myśli. Niektóre, jak ta, że to jednak dobrze, iż nie mają dzieci, przelatywały i znikały, ale była taka, która powracała z natarczywością komara. Na początku Monika była nią przerażona – przecież nie mogłaby odejść od Marka! Ale ta myśl najwyraźniej dobrze poczuła się w jej głowie.

Może cię zainteresuje:
Zdrada kontrolowana – czyli co to znaczy cuckold?

Miał taki drapieżny urok

Kilka razy w roku Marka kierowano do szpitala na rehabilitację, po której jego stan na krótko ulegał poprawie. W te dni Monika mogła odetchnąć ‒ przychodziła do niego na godzinę lub dwie, ale poza tym miała czas dla siebie. W marcu znowu zawiozła go na oddział. Znalazł się w pokoju z otyłym mężczyzną z zaawansowaną cukrzycą, któremu amputowano nogę. Na łóżku pod oknem półleżał szczupły mężczyzna dobrze po trzydziestce, w sportowym dresie. Gdy stanęła przy łóżku męża, ten spod okna uniósł wzrok znad książki i ich spojrzenia się spotkały.

Od początku nie pasował mi do tego miejsca. Ta jego niewymuszona swoboda i skupione, mocne spojrzenie – bardziej jak u jakiegoś jastrzębia, niż pacjenta po chorobie. Gdy usiadłam obok łóżka Marka, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że czuję na plecach to jego spojrzenie. Było trochę aroganckie, ciarki chodziły mi po plecach.

Zanim wyszła, od niechcenia rzuciła przez ramię:
‒ Pan dużo czyta? Ja też lubię.
Uśmiechnął się, odsłaniając białe zęby.
‒ Tylko że nie mam co. Posucha…
Więc podczas kolejnych odwiedziny miała w torebce coś ze swojej biblioteczki. Dopiero teraz zorientowała się, że mężczyzna ma problem z nogą.
‒ Coś poważnego? – zapytała lekkim tonem, kładąc książkę na szafce.
‒ O, dziękuję – był zaskoczony, że pamiętała. – Noga jest po złamaniu. Wypadek samochodowy. Drobiazg, przynajmniej w porównaniu z tym, co się przytrafiło kolegom – wskazał głową lokatorów pozostałych łóżek.
Okazało się, że dobrze im się rozmawia o książkach – ona siedząc przy mężu i tylko odwracając głowę, podczas gdy jej ręce kroiły mu jabłka, on ze swego łóżka.

Zobacz też:
Zdrada – koniec świata czy jego początek?

Ja chyba zwariowałam!

Rehabilitacja Marka dobiegała końca. Po raz kolejny Monika pojechała do szpitala tylko po to, aby go zabrać do domu. Był już wypisany i spakowany; siedział na wózku w korytarzu, z torbą na kolanach, kiedy odwróciła się i sięgnąwszy do torebki rzuciła na odchodnym:
‒ A tu mam jeszcze coś dla pana do poczytania. Nie musi pan oddawać.

To było szaleństwo z mojej strony. Zdałam sobie z tego sprawę, kiedy było już za późno i niczego nie mogłam cofnąć. Dałam mu wtedy erotyczną „Deltę Wenus” Anaïs Nin. W środku była kartka z numerem mojej komórki. Co ja sobie myślałam? Jak mogłam zrobić coś równie głupiego? Przecież facet mógł się okazać kanalią i zrujnować mi życie!

Zadzwonił dopiero w połowie maja. Kiedy rozpoznała jego głos poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Zaproponował spotkanie. Następnego dnia czekał w samochodzie dwie przecznice od jej domu. Zamiast wsiąść, Monika nieufnie zajrzała przez uchylone okno.

‒ Nie wsiądzie pani?
‒ Przepraszam. Nie wiem, co pan sobie o mnie myśli, ale ja nie szukam… To znaczy … ‒ spłoszona spojrzała na zegarek. ‒ jednak muszę już iść, do widzenia.
‒ Niech pani wsiądzie – poprosił, obezwładniając ją spojrzeniem. – Tylko porozmawiajmy. Ale może nie tu, to miasto nie jest na to dość duże. Zgoda?
Nie podnosząc oczu bez słowa skinęła głową. Samochód ruszył w kierunku przedmieścia.
‒ W szpitalu sporo rozmawiałem z pani mężem. Dzielny facet – zaczął, zapatrzony na drogę. – Wart miłości. Dużo o tym myślałem i sądzę, że panią rozumiem. Czy zna pani film „Ostatnie tango w Paryżu”?

Za miastem zjechaliśmy z asfaltu na leśny dukt i wysiedliśmy, a on bez słowa, jakby robił to ze mną już nie raz, delikatnie mnie objął i zaczął głaskać po włosach, jak się uspokaja dziecko. Czułam, jak schodzi ze mnie napięcie, mięknę gdzieś w środku, aż ze wzruszenia oczy zapiekły mnie od łez. Musnął ustami czubek mojego ucha, potem szyję, aż odnalazł moje usta. Świat zawirował, nie mam pojęcia, jak to się stało, że poczułam pod plecami ciepłą maskę samochodu, i gryząc pięści popłynęłam od szczytu do szczytu.

Zobacz też:
4 sygnały pożądania, czyli co nas podnieca, a co hamuje ochotę na seks

Miłość leczy miłość

Monika uważa, że gdyby była wolna, mogłaby się w nim zakochać, jest delikatny, wyrozumiały i opiekuńczy. I trochę wariat. No bo co to za pomysł z tym „Ostatnim tangiem w Paryżu” i żeby być jak Brando i Schneider, i nic o sobie nie wiedzieć? Ale tak właśnie jest dobrze, bo może dzięki temu oboje ciągle mają apetyt na więcej. I pomyśleć, że na początku bała się jego dotyku. Jakby to, że wchodzi w nią tak zwierzęco zwyczajnie, bez pieszczot, było w porządku, ale gdyby się tylko na nie otworzyła, to już nie – grzech, zdrada. Chociaż, to też nie jest do końca prawda, że nie wiedzą nic o sobie.

Kiedyś na ulicy, z daleka, zobaczyłam go z żoną i córką. To ładna kobieta, sporo młodsza. Co jest z nią nie tak, lub jaki ma z nią układ, że gdy jest ze mną, wydaje się wyposzczony jak pustelnik? Fakt, że nie spotykamy się często ‒ może raz, dwa razy w miesiącu. Rzadko mam czas ‒ Marek potrzebuje ode mnie dużo miłości i uwagi, i staram się, aby je miał. Czasem mam takie dziwne uczucie, jakbym miała pod opieką duże dziecko specjalnej troski. A dziecka się nie porzuca. Nie miałabym serca.

TAGI

Dziennikarz, redaktor, fotograf, ilustrator. Jedyne męskie spojrzenie na miastokobietowy babiniec.

Oceń artykuł
3 komentarze
  • Zawiedziony 9 grudnia, 2022

    Próżność nie zna granic…

  • Karolina 10 grudnia, 2022

    Staram się być obiektywna w życiu i racjonalna. Niestety zaczynam wierzyć w jakiś układ/teorie spiskowe i przykładem tego jest ten artykuł. On umiera ale to ona jest nieszczęśliwa i poszkodowana. Według autora jak najbardziej usprawiedliwiona. Odwracając sytuację bohaterów niestety w mediach to on byłby skończoną świnią, która zdradza żonę nad łożem śmierci. Tego typu artykułów jest niestety więcej. Jak my zdradzamy to jest to wina mężczyzny jak on to też ich wina. Bardzo dużo tendencyjnych artykułów które mają na celu …. no właśnie co? Czy tak ma wyglądać nasza walka o równouprawnienie?

  • Grzegorz 10 grudnia, 2022

    Ciężko jest oceniać gdy samemu nie ma się styczności z taką sytuacją.
    Jednak nie chciałbym się na tym postępowaniu wzorować.
    Grzegorz

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ