Monday, July 26, 2021
Home / Rozwój  / Sylwia Kocoń: Przestań szukać szczęścia, bądź szczęśliwa

Sylwia Kocoń: Przestań szukać szczęścia, bądź szczęśliwa

Czy jesteś Kobietą Kompletną?

sylwia kocoń

Sylwia Kocoń: W byciu kompletną nie może być niczego, co sprawiłoby, że czułabym się niepełna / fot. Izabella Garbarz, Bellove.pl

– To przede wszystkim kobiety przez lata, a nawet i całe życie, szukają sposobu na to, żeby poczuć się dobrze i być szczęśliwą. Tymczasem, ze swoją kompletnością można połączyć się już teraz. Rozpoznanie tego kończy wszelkie poszukiwania. Po prostu jest nam dobrze – mówi Sylwia Kocoń, trenerka motywacyjna i autorka książek, w tym ostatniej – „Kobieta Kompletna. Przestań szukać szczęścia, bądź szczęśliwa” (wyd. OnePress│Sensus)

 

Co to jest ta kompletność? To, że mam wszystko w życiu?

Sylwia Kocoń: Może się wydawać, że jesteś kompletna wtedy, kiedy masz udany związek, fajną pracę, w której nieźle zarabiasz, dobrze się czujesz i generalnie wszystko działa.

Tymczasem?

Nie wierzę, że można skonstruować sobie takie życie, w którym wszystko, do czego dążymy i osiągamy jest i będzie trwałe. Że ciągle mamy w głowie wyłącznie dobre myśli, świetne samopoczucie i wszystko, czego się dotkniemy, to się udaje.
Kiedy jesteśmy na fali powodzeń, to wtedy zwykle przychodzi jakiś kryzys, strata.
Myślę, że po to w życiu zdarzają się bolesne momenty, żeby uświadomić sobie, że pęd do pozornej doskonałości jest bezcelowy. Miałam za sobą 10-letnią ścieżkę rozwoju, poszukiwań, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że nic nie jest trwałe. Z głową pełną wiedzy, doszłam do wniosku, że nie o to chodzi.

A o co?

O kompletność. O rezygnację z budowania sobie idealnego życia, opartego na wyobrażeniu, na rzecz otwarcia się na wszystko, co jest teraz.
Dostrzeżenie, że wszystkie myśli i uczucia, które w sobie mamy oraz sytuacje, które wypełniają moje życie mają prawo być. Jeśli zaczynam mieć zgodę na to wszystko, co w sobie mam – lepsze i gorsze – to nagle wszystko się układa.

Ale jak na wszystko się zgodzę, to będę całe życie stała w miejscu. Utkwię w związku, w którym jest mi źle i w pracy, której nie lubię.

To niesamowite, ale właśnie, że tak się nie stanie. Chodzi o to, żeby zacząć coś zmieniać w swoim życiu, nie z pozycji walki, tylko totalnej zgody na to, kim jesteś. Wtedy, już na wstępie, będziesz miała większą klarowność i spokój.

A skąd mam wiedzieć, czego chcę?

Nie wiesz tego, bo zamiast zatrzymać się i zaakceptować to, co jest, cały czas nerwowo szukasz. Tak to wyglądało w moim życiu. Wiecznie zastanawiałam się nad tym, co jeszcze mam w sobie i innych zmienić, żebym była szczęśliwa. W chaosie, podminowaniu i stresie nie ma jasności. Wiadomo, że kiedy się nareszcie zatrzymamy, to pojawi się lęk. O to w tym wszystkim chodzi.

Sylwia Kocoń

Sylwia Kocoń: Kobiety na ogół przez lata, a nawet i całe życie szukają sposobu na to, żeby poczuć się dobrze, być szczęśliwą / fot. Izabella Garbarz

Dlaczego nie czujemy się kompletne, musimy nad tym pracować?

Bo mamy w sobie opór, który zamyka nas na to, co jest. Tak samo jak w przyrodzie istnieją zjawiska takie jak wschody i zachody słońca, tak samo w nas są procesy, które muszą… być.
Czasami wkurzamy się, że w weekend pada deszcz, ale czy mamy na to wpływ? To dlaczego wmawiamy sobie, że nie mamy prawa do tego, żeby się zezłościć?

Opór jest nieodłączną częścią procesu. Nasz mózg działa w ten sposób, że neguje wszystko, co jest nowe. Chce nas zatrzymać w miejscu, gdzie byłyśmy od zawsze. Na wszelkie sposoby będzie podsuwał nam argumenty za tym, że zmiana myślenia jest bez sensu. Z czasem jednak przychodzi fala zrozumienia. Zawsze się uśmiecham, jak widzę kobiety, które uświadamiają sobie, że przecież „bycie kompletną” jest takie oczywiste. A przecież dziecko nie analizuje, czy coś w sobie akceptuje, czy nie. Po prostu żyje. To jest takie proste. Przez tę prostotę większość osób się od tego odwraca. Jesteśmy tak zaprogramowani, że jeżeli coś jest trudne, to ufamy, że będzie skuteczne. A życie jest proste, tylko my je chcemy skomplikować.

Czyli powinnam się pogodzić z tym, że jestem leniwa?

Tak, to jest OK. Opowiem na swoim przykładzie. Jestem osobą bardzo leniwą, ale kiedy mi na czymś zależy, to daję z siebie sto procent. To jest kwestia wyboru. Jeśli coś jest dla mnie wartością, to z wachlarza części, które mam w sobie nie wybiorę lenistwa.

Mamy w sobie absolutnie wszystko – począwszy od przymiotów Matki Teresy po Hitlera. Całe spektrum najlepszych i najgorszych cech. To, że je mamy nie znaczy, że z nich wszystkich korzystamy, ale rozpoznanie to daje natychmiastową ulgę, wolność i lekkość, bo zwalnia nas z walki i wypieranie tego, co i tak jest częścią nas i całej rzeczywistości.
Kiedy uświadomimy sobie, że mogę zaakceptować swoją leniwą część i mogę z niej świadomie korzystać, kiedy jest na to czas i miejsce, to życie będzie łatwiejsze.

Mogę sobie pozwolić na to, że jest coś, czego nie akceptuję. Ale są też inne części, pragnienia które lubię, i które mnie kręcą. To wszystko w nas jest, ale mamy bardzo zawężone pole widzenia. Dajemy uwagę tylko temu, co nie działa.

OK, przełamałam swój opór przed spróbowaniem, ale nadal się boję. Co teraz?

Od czasów nastoletnich wszystko co robiłam, zrobiłam z lęku. Wybór kierunku studiów, pracy. Potrzebowałam się trochę poturbować, pocierpieć, żeby puścić kilka rzeczy i pozwolić sobie na bezsilność. Widocznie bez tego, nie byłabym teraz w otwartości na wszystko.
Zanim zaczęłam prowadzić kursy dla kobiet i pisać książki, pracowałam na etacie w korporacji. Nic dziwnego, że kiedy wystartowałam z własnym biznesem, to było we mnie dużo wstydu i oporu, przed tym, żeby sprzedawać, eksponować siebie na ocenę innych, pokazywać się w mediach społecznościowych – to wszystko sprawiało, że chciałam się zamknąć lub uciec. Są momenty, kiedy w ogóle nie czuję swojej wartości. Po staremu – byłabym zła, że to czuję. A jakby tak na odwrót? Popatrzeć na siebie z dystansu i powiedzieć „OK, jestem teraz na siebie zła”.

Często jest tak, że wydaje się na ze czegoś nie lubimy. A to nie jest to, że tego nie lubimy tylko bardzo boimy się tego robić.
Nasze dzieciństwo pięknie pokazuje, co lubiliśmy robić. Jeśli lubiłaś śpiewać, występować, to nadal to w sobie masz. Rób to, co czujesz i co cię naprawdę pociąga.

Czy istnieje znak równości między byciem wystarczającą, a kompletną?

Nie czuję, żeby to był synonim. Na tytuł „wystarczająco dobrej” trzeba zasłużyć. W byciu kompletną nie może być niczego, co sprawiłoby, że czułabym się niepełna. To, co postrzegam jako własne uchybienie, wadę, słabość czy porażkę jest częścią mojej kompletności. Bez tego nie byłabym tym, kim jestem, ani nie mogłabym doświadczać życia w sposób, w jaki to robię.

 

Przeczytaj też: Tatiana Mindewicz-Puacz: Jestem WYSTARCZAJĄCO idealna

 

Czy mężczyźni też mają potrzebę rozważania nad własną kompletnością?

Jasne. Z tą różnicą, że kobiety mają większe społeczne przyzwolenie na mówienie o swoich słabościach oraz wyrażanie tego, co czują, za czym tęsknią i czego pragną. Jakiej to wymaga odwagi!
W kursie Kobieta Kompletna, gdzie pokazuję, jak myśleć na opak, by odkrywać swoją kompletność, są też mężczyźni. Ostatnio, jeden z nich napisał do mnie, że brał udział w programie, korzystając z damskiego konta. Treści są uniwersalne, dotyczą nas wszystkich.

Czy jeśli nauczę się akceptacji wszystkiego, co jest we mnie, to zacznę być też bardziej otwarta na to, co denerwuje mnie w innych?

Jestem po dwóch małżeństwach i tylu samo rozwodach. Wkurzało mnie mnóstwo rzeczy w moich ex-partnerach i często nie mogłam już nawet na nich patrzeć. A nawet nie wiedziałam o co mi chodzi. Absurdalne rzeczy, jak jedzenie posiłku budziło we mnie irytację, z którą nie potrafiłam sobie poradzić. Dziś już wiem, że to co nas wkurza w innych, najczęściej denerwuje nas w sobie samych.
Nadal ktoś może mnie drażnić, ale to nigdy już nie będzie tak intensywne.

Podaj, proszę, przykład.

Bałam się odrzucenia, więc odrzucałam pierwsza. Kiedy zobaczyłam do czego to prowadzi, to przestałam to robić. Skończyłam z biczowaniem się za to, że jest coś we mnie takiego, co niszczy relację. Nie znoszę w moim obecnym partnerze jego pedantyczności. Nie mogłam wręcz ścierpieć tego, że w domu wszystko musiało być zorganizowane, posprzątane. Aż zobaczyłam, że ja też to mam, tylko sprytnie zakamuflowane – bardzo restrykcyjnie przestrzegam pór posiłków. Dostrzeżenie tego dało mi ogromną lekkość i przyjemność funkcjonowania razem. Ta irytacja nie nawarstwia się już do takiego poziomu, że w konsekwencji posiadamy osobne życia. Jeżeli nie mamy rozpoznania kompletności siebie, to o wiele bardziej będą drażnić nas inni. Proste.

Czy „Kobieta Kompletna. Przestań szukać szczęścia, bądź szczęśliwa” to antyporadnik?

Kiedyś bardzo mocno sterowały mną aspekty finansowe. Wszystko, co robiłam było spowodowane lękiem: czy dam radę się utrzymać, czy to będzie opłacalne? Tymczasem, logiczne ruchy często nie przynoszą korzyści materialnych. Z pisaniem jest inaczej, nigdy się nie zawiodłam. Kocham przestrzenie, w których nie ma elementu oczekiwania.Taką sferą są dla mnie książki i ich pisanie. Nie wiem, czy to jest poradnik czy antyporadnik. Cieszę się, że kobietom się podoba, to co czytają.

Kim są kobiety, z którymi pracujesz?

To są kobiety takie jak ty, czy jak ja. Kurs Kobieta Kompletna jest dla kobiet, które są zmęczone szukaniem. Przeczytały masę książek rozwojowych, zrobiły dużo rzeczy w swoim życiu i cały czas, coś im nie gra. To potrafi być dobijające. Przychodzą jak po ostatnią deskę ratunku, a później okazuje się, że rozwiązanie miały cały czas pod ręką. Nie proponuję żadnych skomplikowanych konceptów. To, o czym mówię jest ogólnodostępną wiedzą. Ja tylko zorientowałam się, że często zapominamy o tym, co ważne i proste. Zaczęłam tym żyć, przekonałam się, że to działa i postanowiłam się tym dzielić z innymi.

Myślisz, że dzięki tej wiedzy, którą masz, zyskałaś odporność na kryzysy?

Nie chciałabym zaprosić jakiegoś kryzysu do siebie, bo to nie tak, że lubię ich doświadczać. Miewam lepsze i gorsze momenty, ale w nich jestem. Nie jestem odporna, ale jestem otwarta. Pewnie, że trudne uczucia i autosabotujące myśli bolą, ale mają do tego prawo.

 

O rozmówczyni

sylwia kocoń

Sylwia Kocoń / fot. Izabella Garbarz

 

Sylwia Kocoń – pisarka, terapeutka i trenerka motywacyjna. Kiedyś należała do świata elit bankowych, jednak odnoszone w tej branży sukcesy nie przynosiły jej szczęścia ani poczucia spełnienia. Dziś żyje tak, jak chce: codziennie doświadcza szczęścia i bogactwa, pisze, podróżuje, a przy tym znajduje czas, aby swoje bezcenne doświadczenia przekazać tym, którzy są gotowi na zmianę nastawienia, odkrycie i eksplorację swojego autentyzmu. Od 2012 roku prowadzi blog Duchimateria.com oraz kobietakompletna.pl, zabiera głos podczas różnych wydarzeń, a przede wszystkim pisze teksty, które inspirują, wspierają i pomagają żyć pełnią życia. Jest autorką doskonale przyjętej książki „Bogaty budda. Bierz z życia, to co najlepsze”.
(materiały prasowe)

Dziennikarka, która nie boi się stawiania prostych pytań, w nadziei na usłyszenie nieoczywistych odpowiedzi. Prowadzi portal i media społecznościowe MK, koordynuje spotkania Klubu Miasta Kobiet, odpowiada za patronaty medialne, prowadzi kursy webwritingu. Propagatorka tworzenia i stosowania żeńskich derywatów zawodów.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach