„Święto Pana Moliera” w Garnish Food&Wine: Ser na pierwszym planie
Pleśń, Molier i kobiety, które kochają fondue. Kazimierz pachniał camembertem, ironia była w cenie, a ser zagrał rolę główną
Barwne bufetowe stacje i opowieści Mikołaja Rey o serze sprawiły, że był to wieczór nie tylko smakowy, ale i teatralny / fot. materiały prasowe
Od teraz krakowski Kazimierz nie musi udawać Paryża, a może nim być. W ostatni piątek lutego w restauracji Garnish Food&Wine (Podbrzezie 4) odbyło się „Święto Pana Moliera” – kolacja, która z teatru uczyniła pretekst, a z sera bohatera pierwszoplanowego
Nie było tu dekoracyjnej Francji z pocztówki. Zamiast tego pojawiła się ironia, lekkość i bardzo świadoma gra konwencją. W tle muzyka na żywo (Paroles, paroles, paroles…), na stołach nonszalanckie niebieskie, białe i czerwone serwety, na środku brasserie w wersji bufetowej.
Za ucztę odpowiadał zespół szefa kuchni Michała Kopsztajna, a między stacjami krążył Mikołaj Rey – ambasador miejsca, człowiek, który wychował się na zamku w Dolinie Loary i równie swobodnie mówi o winie, co o polskiej bryndzy.

Szef kuchni Michał Kopsztajn i ambasador restauracji Mikołaj Rey – duet, który w Garnish Food&Wine łączy bezkompromisową jakość, filozofię zero waste i francuską sztukę smaku, tworząc miejsce, w którym pasja spotyka doświadczenie / fot. Roman Słomka
– To są sery, które albo się kocha, albo się ich nie rozumie
– mówił, stojąc przy desce z Roquefort.
– Wymagają dyskusji, wymagają odwagi.
To był wieczór dla tych, którzy oprócz tego, że kochają jeść, pragną też doznawać. Bo ta kolacja była właśnie o tym: o przyjemności bez poczucia winy i o dystansie do siebie. O jedzeniu, które nie jest obowiązkiem ani dietetycznym rachunkiem sumienia, tylko rozmową.
Ser jako gwiazda wieczoru, ale wino też

27.02.26 francuska sztuka życia miesza się z humorem i muzyką na żywo / fot. fot. Roman Słomka
Motywem przewodnim był tytułowy Molière – patron ironii i subtelnego wyśmiewania społecznych póz. W interpretacji Reya XVII-wieczny dramaturg stał się kronikarzem przemian klasowych, a sery ich metaforą.
– Molière widział, jak mieszczaństwo i arystokracja zaczynają się do siebie zbliżać. Sery też przestawały być tylko dla elit
– opowiadał. Ta paralela wracała podczas kolacji jak leitmotiv.
Na bufecie pojawiły się klasyki: Camembert, Brie, fondue, raclette, ale też risotto z serami i gruszką czy tartiflette. Była zupa kalafiorowa z wędzonym oscypkiem, był steak minute z trzema sosami, było carpaccio z buraka i koziego sera. Nasze serca skradły gołąbki z liści winogron i okoniem i Riz au Lait – kremowy ryż z nutą camembertu. Francja bez zadęcia, ale z ambicją.
Ambasador Garnish przy Camembert zatrzymał się na dłużej.
– Dobry camembert nie może być zdyscyplinowany. Kiedy go kroicie, powinien lekko płynąć. Jeśli jest zbyt twardy, to znaczy, że jeszcze nie jest gotowy – żartował, a publiczność rozumiała aluzję szerzej niż tylko kulinarnie.
Pleśń, która budzi emocje
Najwięcej emocji budził jednak słony Roquefort. Rey przywołał legendę o pasterzu, który zostawił ser w jaskini i wrócił do niego pokrytego niebiesko-zieloną pleśnią.
– To ser, który nie pozostawia nikogo obojętnym. Albo się go kocha, albo jeszcze się go nie rozumie.
Czyli pleśń nie jako marny pochlebca, a symbol charakteru? Trudnego, złożonego, wymagającego cierpliwości. Tego wieczoru Roquefort był jak dobrze pisana rola – nie dla wszystkich, ale zapamiętywana.
Francuska sztuka życia po krakowsku

Bogactwo Soirée Molière – Menu Brasserie, czyli ser pod wieloma postaciami / fot. Roman Słomka
„Święto Pana Moliera” było wydarzeniem o wolności smakowania – bez skrępowania, bez kalkulacji i bez lęku przed kaloriami.
Gdy wieczór dobiegał końca, Kazimierz znów stał się Krakowem. Ale przez chwilę był miejscem, w którym Molier spotkał camembert, a ironia smakowała najlepiej z kieliszkiem wytrawnego wina.
I trudno było o lepszy finał niż ten, w którym ser naprawdę zagrał główną rolę.
– O francuskich serach mógłbym opowiadać do północy, ale najważniejsze, żebyście się nimi cieszyli
– powiedział patron Garnish Food&Wine.
I rzeczywiście, po części oficjalnej goście rozeszli się między stacjami, z kieliszkami wina, prowadząc rozmowy, które przeciągały się dłużej niż planowane 22:00.
Nowy rozdział w Garnish Food&Wine

W listopadzie 2025 roku restauracja Garnish Food&Wine została objęta patronatem Mikołaja Reya / fot. Roman Słomka
Kolacja zbiegła się z premierą nowej, jeszcze bardziej francuskiej karty restauracji. Za kuchnię odpowiadał szef Michał Kopsztajn – dyskretny, skupiony, konsekwentny w swojej filozofii jakości i zero waste. Rey był narratorem, Kopsztajn – reżyserem smaku.
Duet działał jak dobrze dobrany aktorski tandem: jeden budował opowieść, drugi jej strukturę.
Restauracja Garnish Food&Wine, na co dzień czerpiąca z nurtu nouvelle cuisine od niedawna może pochwalić się menu, które uprawnia ją do stania się ambasadą francuskiego smaku w Krakowie. To miejsce stworzone z myślą o spotkaniach w gronie przyjaciół i do rozmów przy winie. W karcie oprócz klasyków kuchni francuskich: ślimaków po burgundzku, czy crème brûlée, znajdziemy odważne kombinacje składników. Na uwagę zasługuje tu m.in. sezonowana polędwica wołowa z plastrem smażonego foie gras, truflą i sosem na bazie demi-glace oraz Madery, czy naleśniki flambirowane na żywym ogniu.
