Wednesday, February 1, 2023
Home / Ludzie  / Prawdziwe historie  / Święta spędziłam z kochanką męża. Nigdy w życiu nie czułam się tak upokorzona

Święta spędziłam z kochanką męża. Nigdy w życiu nie czułam się tak upokorzona

Najgorsze święta Bożego Narodzenia

zdrada

Podwójna zdrada boli jeszcze bardziej / fot. Adobe Stock

Lena została zdradzona przez męża, ale to teściowa wbiła jej nóż w serce. A zdrada podwójna boli jeszcze bardziej. O najgorszych świętach w swoim życiu opowiada, że czas Bożego Narodzenia dla niej był śmiercią wielkich iluzji.

„Nie powinnam była wychodzić za niego za mąż. To było oczywiste, za dużo red flags w czasie naszego krótkiego narzeczeństwa. Ale kiedy jest się zakochanym, nawet gdy w głowie wyją syreny alarmowe, ostrzegające przed niebezpieczeństwem, to zalany endorfinami mózg interpretuje je jako fanfary. Te znaki ostrzegawcze są dziś dla mnie oczywiste, ale wtedy miałam dwadzieścia lat i zerową wiedzę o związkach.”

„Za bardzo uśmiechasz się do obcych mężczyzn”

Lena ani razu w czasie rozmowy nie wymienia jego imienia. Mówi: „on”, „ex” albo „były mąż”. Opowiada więc o nim i tych czerwonych flagach – znakach ostrzegawczych rozpoznawalnych bezbłędnie po czasie, ale ignorowanych wtedy, gdy domagały się uwagi – że były mąż był chorobliwie zazdrosny, izolował ją od znajomych i stosował wobec niej emocjonalny rollercoaster.

„Kiedyś w markecie, przed półką z makaronami zaczepił mnie obcokrajowiec i zaczął dopytywać czy wiem, który z nich jest najlepszy. Nie mam pojęcia, czy chciał mnie poderwać, czy rzeczywiście tylko potrzebował informacji.

Ex stał wtedy kilka metrów dalej. Już wtedy wiedziałam, że nie lubi, gdy rozmawiam z innymi facetami, więc jednym zdaniem odpowiedziałam temu obcokrajowcowi, że nie znam się na makaronach i poszłam dalej. A i tak dostałam w domu totalną zj*bkę za to, że się do tamtego faceta uśmiechałam zaczepnie i że na pewno chętnie wskoczyłabym mu do łóżka. Przez tydzień był na mnie obrażony, a ja się nieźle gimnastykowałam, żeby go udobruchać. Po kilku takich sytuacjach, chociaż to brzmi absurdalnie, naprawdę zaczynasz wierzyć, że może rzeczywiście uśmiechasz się za bardzo do obcych mężczyzn.

W fazie zakochania łatwo o oderwanie od dotychczasowego życia. Oczywiste było, że na początku wolałam spędzać czas z nim, niż ze znajomymi. Szybko wyprowadziłam się z trzyosobowego ciasnego pokoju w akademiku, żeby zamieszkać w równie ciasnym pokoju, ale z nim. Po kilku miesiącach nasycenia się sobą (a jednego nie mogę mu odmówić – mieliśmy dobry seks) zapragnęłam jednak wyjrzeć od czasu do czasu z naszego kokonu i spotkać się z innymi ludźmi nie tylko w czasie zajęć na uczelni. Bardzo mnie zniechęcał do tego mówiąc, że pragnie, żebym była cały czas blisko niego. Super mieć tak zakochanego w tobie faceta, prawa?

Za którymś razem, gdy wróciłam ze spotkania z przyjaciółką i usłyszałam, że widzi, że chyba już mi nie wystarcza i że zapominam, że wspólne życie to także obowiązki, a jakoś nie zauważył, żebym miała tyle czasu na pranie co na pogaduchy z mało inteligentnymi humanistkami, zaśmiałam się, ale jego wzrok wskazywał, że to wcale nie był żart.

Moje dotychczasowe znajome były więc w jego postrzeganiu mało inteligentne i egzaltowane, bo studiowały kulturoznawstwo, polonistykę i filmoznawstwo, za to krąg jego znajomych to był crème de la crème inteligencji, bo studiowali matematykę, fizykę i w perspektywie mieli pracę naukową i objaśnianie innym istoty wszechświata.”

Zobacz też:
Mam ochotę go udusić we śnie, ale kto mi wtedy kupi tampony?

Głupia czy wspaniała?

Lena powoli traciła rozeznanie, czy jest wspaniała, czy głupia, bo otrzymywała sprzeczne sygnały. Kiedy jednak oświadczył się, przyjęła to jako naturalną kolej rzeczy, bo mimo poczucia dyskomfortu w wielu sytuacjach, była pewna, że go kocha i że taka miłość zdarza się tylko raz w życiu. Poza tym, i to był argument nie do dyskusji, umierała jej mama. Diagnoza lekarska po kolejnym wznowieniu nowotworu nie pozostawiała wątpliwości, że zostało jej tylko kilka miesięcy życia, a jedyne o czym marzyła przed śmiercią, było zobaczenie szczęśliwej córki w ślubnej sukni. O mamie Lena nie chce za dużo rozmawiać. Napomyka jedynie o nie opuszczającym jej poczuciu winy, bo owszem – ten ślub tak szybko wzięła trochę dla mamy, ale to właśnie z tego powodu potem za mało spędziła z nią czasu, gdy ta powoli gasła. Lena precyzyjnie wyważała wizyty w hospicjum, żeby świeżo poślubiony mąż nie miał jej za złe, że więcej czasu spędza z mamą niż z nim.

Zobacz również:
Któregoś dnia nie wstała z łóżka i zaczęła najdłuższy urlop w życiu

„To nie ja zdradziłam”

„Kolejne pięć lat było otoczone mgłą. Dopiero niedawno odkryłam, że nie przeżyłam żałoby po mamie. Wydawało mi się, że jestem pogodzona z jej śmiercią, bo ten nowotwór przychodził i odchodził przez wiele lat i oswajał mnie z myślą, że mama umrze. A kiedy to już się stało, zajęłam się tzw. życiem małżeńskim, które było coraz bardziej duszne i w którym coraz częściej słyszałam, że mam szczęście, że się ze mną ożenił, ale na czym miało polegać to szczęście, do dziś nie wiem.

Jedynym jasnym promykiem była teściowa, do której od razu zaczęłam mówić >mamo<. Wyjątkowo ciepła kobieta, która zastąpiła mi trochę moją mamę. Od dawna była wdową. Jeździliśmy do niej na wieś niemal w każdy weekend, sami albo ze znajomymi eksa. Karmiła nas, była duszą towarzystwa, a mnie traktowała jak córkę. Moje serce roztapiało się przy niej w błogim poczuciu pełnego przyjęcia przez nią i akceptacji. Była mi bliższa niż mój tata, z którym nigdy nie miałam dobrych relacji, a po śmierci mamy właściwie przestałam go widywać.”

Mgła zaczęła się rozrzedzać, gdy samotną pracę korektorki, wykonywaną z domu, Lena zamieniła na stanowisko copywriterki w agencji reklamowej. Tam toczyło się życie, ludzie się śmiali, chodzili wspólnie na lunch, dyskutowali, co więcej – doceniali jej pracę. Gdy wstawała rano, czuła się jak zombie, w pracy napełniała się życiem, a potem wracała do grobowca. W tych fazach, gdy krążyła w niej krew, odkrywała z przerażeniem, że z mężem rozmawia już tylko o tym, co trzeba kupić do domu, żeby było co jeść, bo gdy próbuje rozmawiać o czymś innym, np. przeczytanej książce, jej przemyślenia są wyśmiewane i krytykowane. Była żoną jak z najgorszych stereotypowych przekazów, która sprząta, gotuje i dba o to, aby mąż był w dobrym humorze.

„Całe szczęście, że nie chciał dzieci, bo pewnie bym w to poszła. Uratowało mnie, że był antynatalistą, taki trend panował wtedy wśród jego znajomych. Rozmnażanie się postrzegane było jako pomnażanie zła i równia pochyła w drodze do klęski przeludnienia, które doprowadzi do samozniszczenia ludzkości.

Budziłam się czasem obok niego i z przerażeniem odkrywałam, że nie wiem, co czuję, bo jeszcze trudno było mi się przyznać, że być może popełniłam straszny błąd wychodząc za niego za mąż.

Jeszcze bardziej przeraziłam się, gdy zauważyłam, że o coraz większe bicie serca przyprawia mnie kolega z pracy, z którym codziennie jadłam lunch i dyskutowałam bieżące projekty. Kilka razy zdarzyła się nam wymiana zdań jednoznacznie sugerująca, że jego serce bije w podobnym rytmie. Byłam więc coraz bardziej żywa i jednocześnie coraz bardziej nieszczęśliwa z powodu świadomości potrzasku, w którym się znalazłam. Ale… to nie ja zdradziłam”

Zobacz też:
Nienawidzą dzieci, żałują bycia matkami, gardzą ideą rozmnażania. Słyszą, że nie są prawdziwymi kobietami

Ręcznik na biodrach i mokre włosy

„Chyba nigdy nie brałam zdrady pod uwagę, ani z mojej strony, ani z jego. Rozwodu zresztą też. Wychowałam się w mocnym katolickim przeświadczeniu, że co Bóg złączył, tego się nie da rozłączyć.

Kiedyś wróciłam po całodniowym szkoleniu do mieszkania i ex zaczął się tłumaczyć, zbierając dwie filiżanki ze stołu, że była u niego koleżanka z pracy, porozmawiać o jakimś wspólnym projekcie. Nie zwróciłabym pewnie uwagi na te filiżanki, ale to, że mi się z nich tłumaczy, wzbudziło moją czujność. To był prawdopodobnie początek ich romansu.”

Lena nakryła ich przez przypadek. W piątek popołudniu mieli jechać na weekend do teściowej. On zadzwonił do niej koło południa, że szef poprosił ich o dokończenie jakiegoś projektu, więc muszą przesunąć wyjazd, a ona powiedziała, że w takim razie pojedzie prosto z pracy sama autobusem, a on przyjedzie na następny dzień samochodem. Ale praca jej się przedłużyła, a właściwie czas po pracy, bo pierwszy raz dała się zaprosić koledze, na widok którego jej serca zmieniało rytm, na kawę po pracy, żeby jeszcze przegadać kilka drobnych kwestii związanych z kampanią dla ich nowego klienta.

„Muszę już iść, powiedziałam w pewnym momencie, i powtarzałam to kilka razy, bo tak naprawdę nie chciałam się ruszać, aż zrobiło się późno. Za późno, żeby jechać na dworzec. Ostatni autobus odjechał. Postanowiłam wrócić więc do domu. Bardzo bałam się dzwoniąc do eksa, jak mu wytłumaczę, że tak późno skończyłam pracę. Nie odbierał. Pomyślałam, że może mam szczęście i on przyjedzie do mieszkania jeszcze później. Ale gdy zobaczyłam zapalone światło w oknie, wiedziałam, że będę musiała ostro się tłumaczyć. Otwierając drzwi narobiłam hałasu, bo były zamknięte wszystkie trzy zamki, co mnie zdziwiło, bo zamykamy je dopiero na noc. No, ale z drugiej strony do nocy aż tak wiele nie brakowało. Jeszcze większy hałas, jakieś pospieszne szuranie, otwieranie i zamykanie drzwi rozlegało się z mieszkania. Zapaliłam światło w korytarzu i stanęłam twarzą w twarz z moim mężem, który był mokry, jakby wyszedł prosto spod prysznica, ubrany tylko w ręcznik na biodrach. Do tej pory mam przed oczami jego minę wyrażającą totalne osłupienie i chęć ukrycia się przede mną. Od tej pory zawsze bezbłędnie rozpoznaję, jak wygląda ktoś przyłapany na kłamstwie.
>Dzwoniłam do ciebie<, zaczęłam, gdy kątem ucha wyłapałam jakieś ciche szurnięcie krzesła w pokoju.

Mieszkanie mieliśmy za małe, żeby dało się ją ukryć. Ominęłam męża i weszłam do pokoju. Siedziała na krześle z mokrymi włosami, woda kapała jej na założoną koszulę, głowę miała pochyloną tak nisko, że nie widziałam jej twarzy. Zamurowało mnie.

Kiedy odtwarzałam potem wiele razy w myślach tę scenę, zastanawiałam się, dlaczego nic nie powiedziałam, dlaczego nie podeszłam, nie walnęłam go w twarz, a jej nie kazałam wynosić się z mojego domu, i jemu też. Zamiast tego… wyniosłam się ja. Spakowałam bez słowa do torby dwa komplety ubrania do pracy, bieliznę, kosmetyczkę. Ona w tym czasie siedziała nieruchomo. On stał jak zamrożony w korytarzu i ciężko oddychał.

Dopiero gdy zbliżyłam się do drzwi, powiedział: >Zaczekaj, to nie tak jak myślisz<. Uwierzysz? Naprawdę, tak powiedział. Myślałam na serio, że tylko w filmach z kiepskim scenariuszem, faceci przyłapani na zdradzie rzucają tym durnym tekstem.

Czułam się upokorzona jak nigdy w życiu, ale największe upokorzenie było dopiero przede mną. Nie wiem, jak długo siedziałam na przystanku, zanim zadzwoniłam do koleżanki i zapytałam, czy mnie przenocuje.”

Przeczytaj też:
„Miałam siedem lat, gdy zabiłam siostrę” Mroczne tajemnice dzieciństwa

Idą święta, a chudzinka marznie

„Dalej było jak w kiepskim romansie. Ja wróciłam do mieszkania, a on się z niego wyprowadził. Zanim to zrobił szukał u mnie zrozumienia, opowiadając, że to było silniejsze od niego, że jak tamta kobieta dotknęła go pierwszy raz, poczuł się jak rażony prądem. Ale o dziwo nie mówił nic o rozwodzie, a i ja też nie zakładałam, że to koniec naszego związku. Miałam nadzieję, że mu przejdzie. ”

Na wieś jeździli osobno co drugi tydzień. Lena wypłakiwała się mamie-teściowej, ona ją pocieszała, mówiła, że nie rozumie, jak on tak mógł, że mu przemówi do rozumu, a czasem przekazywała synowej informacje, co u niego, gdzie teraz mieszka i jak się rozwija jego romans. Tak minęły kolejne tygodnie, aż przyszły święta.

„Oczywiste było, że spędzę je z teściową. Alternatywą było siedzenie samej w mieszkaniu, bo tata znalazł inną kobietę i rozpoczął z nią nowe życie. A on, czyli mąż – przekazała mi teściowa, nie przyjedzie, bo jego ukochana go potrzebuje. Podobno ma chory kręgosłup i ktoś musi się nią opiekować.

Wyobraź nas sobie przy tym stole. Dwie samotne kobiety. Obie nieszczęśliwe. Najgorsza wigilia w życiu. Co mogło pójść jeszcze gorzej? Kończyłyśmy karpia i zakrztusiłam się ością, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.

Teściowej dosyć długo nie było. Wróciła zmieszana. To jej synalek, mój ciągle jeszcze wtedy mąż, chociaż niewierny, przyjechał złożyć życzenia. >Nie wejdzie do środka?<, zapytałam, a teściowa zmieszała się jeszcze bardziej >No właśnie jest mały kłopot, bo przyjechał tutaj z tą dziewczyną i pytał, czy mogą wejść razem<. >Mama chyba żartuje! Po moim trupie<, wykrzyknęłam. >Tak, tak, oczywiście. Tak mu powiem<, odrzekła pospiesznie i zniknęła na kolejną dłuższą chwilę. Nie wiem, jak bardzo da się stopniować poczucie straszności chwili. Jadłyśmy w milczeniu. Kiedy teściowa przechodziła do kuchni po kompot, zatrzymała się przy oknie. >Cały czas tam stoją<, powiedziała. Podeszłam do niej. Westchnęła mówiąc, że jej ciężko, bo to przecież jej ukochany, jedyny syn, ale dodała od razu: >Masz rację, przyprowadzanie tutaj tej dziewczyny jest niewłaściwe, to ty jesteś jego żoną<. Minął kolejny kwadrans albo wieczność i teściowa powiedziała, że powie mu, żeby wszedł na chwilę, ale sam, bo chyba to jedyny sposób, żeby sobie pojechali.

Nie odezwałam się już ani słowem tego wieczoru, bo zaczęła do mnie docierać straszliwa prawda, że dom, w którym siedzę nie jest moim domem, tylko jego. A ta przemiła kobieta, która zastąpiła mi matkę, być może wcale nie jest na wieczność, jak mi się wydawało.

Teściowa wyszła, rozmawiała z nimi chwilę przy samochodzie. Potem przyprowadziła do domu eksa, który usiadł ze skruszoną miną naprzeciwko mnie i powiedział >Wesołych świąt<. Nalała mu na talerz barszczu z uszkami, potem przyniosła pierogi i za każdym razem, gdy przechodziła między kuchnią i pokojem, zerkała przez okno, aż w końcu powiedziała unikając mojego wzroku: >Marznie chudzinka. Powiedz jej, żeby weszła na chwilę i się ogrzała<

Jeśli mówiłam wcześniej, że zatkało mnie, gdy nakryłam męża na zdradzie, to teraz zatkało mnie jeszcze bardziej. Chyba tylko to tłumaczy, że nawet się nie odezwałam, jakby ta wigilijna farsa zaczęła się toczyć, gdzieś obok mnie.

Po paru minutach byliśmy… w komplecie. >Dobry wieczór<, powiedziała cicho. Usiadła przy stole i siedziała tak samo nieruchomo, jak wtedy na krześle, tylko włosy miała suche i głowę mniej pochyloną, więc mogłam zobaczyć jej twarz. Rzeczywiście była chudzinką, a jednocześnie… była podobna do mnie. Ten sam kolor włosów i ich długość. Miała nawet pieprzyk na twarzy, tylko w innym miejscu niż mój, i taki sam kolor oczu. Dłubała łyżką w talerzu, a teściowa zagadywała >Co tam u was w pracy?< Nigdy w życiu nie czułam się tak upokorzona i tak zdradzona, w dodatku podwójnie, przez niego i przez nią, moją teściową, moją… mamę. >Przepraszam, muszę skorzystać z łazienki<, powiedziała ona. Kiedy wstała i skierowała się bezbłędnie do właściwych drzwi zrozumiałam, że nie jest w tym domu pierwszy raz. Że on już tu z nią był. Kto wie, może przyjeżdżali razem w każdy ten weekend, kiedy mnie tu nie było. >I ty Brutusie<, pomyślałam dość patetycznie, tyle, że nóż nie był wbity w plecy, ale bezpośrednio w moje serce.

Nie wiem, ile czasu minęło zanim odzyskałam władzę w mięśniach. Spakowanie się zajęło mi kilka minut. Wyszłam bez słowa i nie wróciłam tam nigdy więcej. Kilka dni później złożyłam wniosek o rozwód. Dziś wiem, że jego zdrada uwolniła mnie od toksycznego związku, ale ból przez to nie jest łagodniejszy”.

Polecamy także:
Zdrada emocjonalna – co to jest i jak sobie poradzić?

 

TAGI

Dziennikarka i redaktor naczelna „Miasto Kobiet”, które wymyśliła i wprowadziła na rynek w 2004 rok. „Miasto Kobiet” to jej miłość, duma i pasja. Prezeska Fundacji Miasto Kobiet, która wspiera kobiety w odkrywaniu ich potencjału oraz założycielka Klubu Miasta Kobiet – cyklu spotkań dla kobiet z inspirującymi gośćmi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ