Sunday, November 29, 2020
Home / Felietony  / Aneta Pondo  / Kobiety o Strajku Kobiet: Aneta Pondo o radykalizacji poglądów i niezbywalnym prawie wyboru

Kobiety o Strajku Kobiet: Aneta Pondo o radykalizacji poglądów i niezbywalnym prawie wyboru

Dopóki kobieta nie będzie mogła decydować w pełni o swojej rozrodczości, dopóty patriarchat nie upadnie

Aneta Pondo o strajku kobiet

Kobieta musi mieć prawo wyboru / fot. Barbara Bogacka

Kiedy w środę 28 października 2020, stałam pod Muzeum Narodowym w Krakowie, dowiedziałam się od mojej mamy, że jej sąsiadka o takich jak ja, mówi z troską „i co my zrobimy z ta hołotą?”

 

Sąsiadka jest ze starszego pokolenia (70+) i mieszka na wsi. W tym samym czasie Agnieszka Siejka, soul coachka, oglądała Strajk Kobiet z okna szpitala, w którym czekała na pierwszą dawkę chemioterapii. Ona usłyszała z ust pielęgniarza, że „dzicz dewastuje kościoły”. Chłopak jest młody, mieszka w dużym mieście. Inna koleżanka udostępnia masowo na swoim wallu informację, że ten wielki zryw ludzi, w którym biorę udział, jest wspierany przez satanistów i że „polscy katolicy, prawdziwi mężczyźni, którzy akceptują ojcostwo, własną piersią bronią kościołów i pomników swoich przodków przed atakiem lewicowców”. Koleżanka jest w moi wieku, mieszka w dużym mieście, w Europie.

Strajki kobiet i Czarne Protesty to czas na autorefleksję

Myślę, że brak wzajemnego zrozumienia i nieumiejętność komunikacji pogłębia jeszcze bardziej podziały między tymi co protestują, a tym, którzy tej rewolucyjnej siły się boją, bo myślą, że zakwestionowanie wartości, w które są wprzęgnięci od momentu polania głowy wodą święconą, będzie przekreśleniem ich całego życia.

Protesty kobiet, począwszy od Czarnego Poniedziałku 3 października 2016 roku, są dla wielu kobiet okazją do zadania sobie pytania fundamentalnego, co naprawdę myślą o przerywaniu ciąży i o regulowaniu tej sprawy ustawodawstwem. Przynajmniej dla mnie są taką okazją. Cztery lata temu zadałam sobie to pytanie po raz pierwszy naprawdę świadomie. A przecież ustawa ograniczająca przerywanie ciąży zaledwie do trzech przypadków (zagrożenia życia kobiety, podejrzenia nieodwracalnych uszkodzeń genetycznych płodu, ciąży będącej wynikiem przestępstwa, np. gwałtu) weszła w życie 27 lat temu, gdy byłam w wieku, w którym bardzo mnie to dotyczyło. Nie pamiętam, co wtedy o tym myślałam, czy byłam w ogóle świadoma tego, co się dzieje.

Aborcja na życzenie? Jak się radykalizują poglądy

Na moim pierwszym czarnym proteście odczuwałam dysonans, bo z jednej strony sprawa wolnego wyboru kobiet była dla mnie ważna i oczywista, ale raziły mnie hasła o aborcji na życzenie. Widziałam w nich naiwną beztroskę i brak zrozumienia, z jakimi konsekwencjami wiąże się przerywanie ciąży. Z czasem moje stanowisko zaczęło się krystalizować i radykalizować. I chyba dopiero teraz, dzięki aktualnym protestom w Polsce, jestem w stanie sformułować odpowiedź na to pytanie, najprostszą z możliwych: wybór w sprawie rodzenia jest niezbywalnym prawem kobietI nikt nie ma prawa tego wyboru kwestionować, ani tym bardziej oceniać. 

Mam szczęście, że moje dzieci są zaplanowane i zdrowe. Szczęście, bo mimo świadomości świętości życia i tego, że zaczyna się ono dużo wcześniej niż narodziny, nie mam pojęcia, co bym zrobiła, gdybym zaszła w przypadkową ciążę, z kimś, z kim nie chciałabym spędzić życia, albo teraz, kiedy nie planuję już kolejnego dziecka, albo gdyby badania pokazały wadę genetyczną płodu. Naprawdę nie mam pojęcia i cieszę się, że nie musiałam sprawdzać w tej kwestii swojego człowieczeństwa.

Nie mam też czelności, by wyręczać Boga w ustanawianiu praw prokreacyjnych i reprodukcyjnych, i pilnowaniu, czy są przestrzegane. Co więcej uważam, że niezależnie od tego, w jakiego Boga ktoś wierzy, ustanawianie praw w jego imieniu jest uzurpatorstwem, polem do nadużyć, manipulacji i mówiąc wprost – zniewalania ludzi.

Kobiety z natury mają dar dawania życia, większość z nich pragnie w jakimś momencie urodzić, i nie można regulować tego żadnym prawodawstwem ani religią. W narracji obrony życia od poczęcia, „za wszelką cenę”, nie bierze się w ogóle pod uwagę wolnej woli kobiety i tego, że ona tak czy owak ponosi konsekwencje każdej decyzji, jaką podejmuje: fizyczne, psychiczne, emocjonalne, społeczne.

Aborcja kontra patriarchat 

Odczuwam bardzo mocno, jak sprawa ta wpisuje się w patriarchalny system, w którym kobiecie odbiera się podmiotowość, prawo decydowania o sobie, a jednocześnie obarcza odpowiedzialnością za ciążę, poród i wychowanie dzieci.

Statystyki nie kłamią w kwestii, kto bierze większość odpowiedzialności w wychowaniu dzieci na swoje barki (pomimo bardzo mocnej w ostatnich latach feminizacji mężczyzn i coraz powszechniejszego partnerskiego udziału w podziale obowiązków domowych i rodzicielskich), kto znosi trudy ciąży, kto przeżywa ekstremalny ból przy porodzie (dla którego u mężczyzn brakuje skali), kto więcej nocy zarywa, kto ma niższą emeryturę z powodu urlopu wychowawczego, kto zostaje samotnym rodzicem, i to często bez alimentów, bo nie da się ich wyegzekwować, kto rodzi dzieci z gwałtów, kto zostaje z dzieckiem niepełnosprawnym, bo mężczyznę to przerosło.

Kiedy mężczyzna nie daje rady i odchodzi, społecznie jest mu to wybaczone. Kobieta w takie sytuacji na zawsze otrzymuje etykietę wyrodnej matki. Bo kobieta nie ma prawa odejść, mieć dość – to nie mieści się w patriarchalnym kodzie kulturowym i społecznym… Ona zawsze musi w jakiś niewyobrażalny, heroiczny sposób dać sobie radę, a nawet jak pokazuje upublicznione tabu w wielu rodzinach z dorosłymi już niepełnosprawnymi dziećmi – dać się gwałcić swojemu niepełnosprawnemu synowi. W imię czego? Miłości? Boga?

Dopóki ktoś (człowiek, instytucja, prawo) może decydować o tym, że kobieta wbrew swojej woli musi urodzić, fikcją jest mówienie o wolności kobiet, wolności wyboru, wolnej woli, a także równość kobiet wobec mężczyzn. Bo prawne i religijne regulowanie tej kwestii jest fundamentem patriarchatu.

Strajk Kobiet

Strajk Kobiet, Kraków, październik 2020 / fot. Barbara Bogacka

Kobiety są dziś wystarczająco mocne, niezależne, żeby powiedzieć #wypierdalać

Zadziwia mnie to, że we współczesnym świecie, w sposób świadomy wyposaża się żołnierzy w broń i wysyła na wojny i w miejsca konfliktów zbrojnych, każe im się strzelać do innych, dorosłych ludzi, którzy nic im nie zawinili, i nie nazywa się ich mordercami. A o kobietach, które przerwały ciążę, tak się mówi. Dopóki na świecie mężczyźni toczą wojny w imię swoich ideologii, nie mają prawa, ŻADNEGO, do rozporządzania wolą i macicami kobiet.

Rozdział państwa od Kościoła

Chciałabym żyć w państwie, w którym seksualność nie przeraża, a edukacja w tym zakresie jest czymś tak naturalnym, jak rozmnażanie pierwotniaków na lekcji biologii. Chciałabym żyć w państwie, w którym Kościół nie ma decydującego wpływu na politykę. I w którym ludzie zaczną dostrzegać, że coś się nie klei w przekazie miłości kościoła, i że nie muszą do kościoła przynależeć, by wieść duchowe życie i być wyznawcą takich wartości, jak Miłość. Naprawdę, kościół katolicki nie mam monopolu na Miłość, chociaż zrobił wszystko przez dwa tysiące lat, żeby to ludziom wmówić (i udało mu się, mimo iż jego czyny zaprzeczają słowom). Chciałabym, żeby kobiety przedarły się przez warstwy wstydu i ciągłego poczucia winy, i udupienia w roli matki Polki. Nie każda kobieta musi być matką, nie każda chce, i nie każda, gdy już jest, musi sobie dawać radę ze wszystkim.

Wicepremierka Jadwiga Emilewicz w TVN 24 powiedziała, że wolność kobiety kończy się gdy zajdzie w ciążę. Kaja Godek, działaczka pro-life, w telewizji PCh24, że uzbrojona policja powinna łatwo sobie poradzić sobie z protestami, bo idzie w nich zaledwie 2 tys. osób, i w dodatku „mało mężnych”, bo są to głównie geje i lesbijki.

Niestety, strażniczkami patriarchatu są kobiety (i to boli potwornie), co jest tematem na oddzielną opowieść.

Dziennikarka i redaktor naczelna „Miasto Kobiet”, które wymyśliła i wprowadziła na rynek w 2004 rok. „Miasto Kobiet” to jej miłość, duma i pasja. Prezeska Fundacji Miasto Kobiet, która wspiera kobiety w odkrywaniu ich potencjału oraz założycielka Klubu Miasta Kobiet – cyklu spotkań dla kobiet z inspirującymi gośćmi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach