Thursday, May 6, 2021
Home / Fundacja Miasto Kobiet  / Strajk Kobiet  / Kobiety o Strajku Kobiet: Aga Siejka, Agata Jawoszek-Goździk, Maja Wąsała

Kobiety o Strajku Kobiet: Aga Siejka, Agata Jawoszek-Goździk, Maja Wąsała

Niezrozumienie, patriarchalny dziad i moc kobiet. Zobacz, co o protestach w Polsce mówią kobiety, takie jak Wy

Kobiety o Strajku Kobiet

Aga Siejka, Maja Wąsała, Agata Jawoszek-Goździk, czyli Kobiety o Strajku Kobiet, poznaj ich opinie, wypowiedzi i opowieści / fot. A. Siejka,, A. Dolani, P. Wąsała

Przyglądanie się protestom w Polsce poprzez opinie i wypowiedzi, jest doskonałą metodą na poszerzenie własnego pola widzenia. Dlatego będziemy Wam te opinie przybliżać, żeby zbudować mozaikę poglądów na Strajk Kobiet, na rodzący się bunt, na wzbierającą moc kobiet. Ale nie opinie polityków i innych mędrców zamkniętych w swoich bańkach, ale kobiet takich jak Wy. 

Dzisiaj opowieści o: niezrozumieniu, patriarchalnym dziadzie i wspólnocie kobiet. Napisały je: Agnieszka Siejka, Agata Jawoszek-Goździk i Maja Wąsała

Aga Siejka: Jak my się nie rozumiemy…

Wczoraj trochę podniosło mi się ciśnienie, kiedy na dochodzące zza okna odgłosy Strajku Kobiet, pielęgniarz zaczął mówić o „dziczy dewastującej kościoły”. Miałam, ach jak bardzo miałam ochotę wdać się w dyskusję, ale przypomniałam sobie, że każdy ma własną wizję, w jakim żyje świecie i nie o to chodzi, żeby narzucać swoją racje, ale żeby zrozumieć, co tak naprawdę kieruje drugą stroną. Słuchałam więc uważnie słów, które są zupełnie nie z mojego świata i kłócą się z moim systemem wartości. W milczeniu.

A potem zobaczyłam, jak ten sam człowiek z troską, oddaniem, cierpliwością, czułością i szacunkiem zajmuje się terminalnie chorą pacjentką. Nigdy wcześniej nie widziałam człowieka tak zajmującego się ciężko chorym człowiekiem. Nigdy nie widziałam mężczyzny, który tak zajmuje się kobietą.

Wtedy dotarło do mnie, jak mało wiem i jak łatwo oceniam. I że większości z nas chodzi o to samo, ale są siły, które nas na siebie szczują i skłócają. Drugi człowiek, który myśli inaczej, nie jest wrogiem. Po prostu został nauczony innego systemu wartości i innych prawd niż ja.
Spędziłam wieczór przyklejona do okna, za którym spacerowali uczestnicy Strajku Kobiet. Ze mną 4 staruszki, które zaczęły dyskusję od historii o mordercach dzieci i demolowaniu kościołów. Słuchałam ich uważnie, ale też pokazałam im filmy z całej Polski (brak tu telewizji, a panie bardzo za nią tęsknią). Przy okazji opowiadałam, jak wiele różnych powodów mają ludzie, którzy protestują. A one też zaczęły opowiadać i to był piękny wieczór pełen niezwykłych historii.
Ach, jak my się nie rozumiemy…

O autorce: Agnieszka Siejka – soul coachka, team leaderka z 10-letnim doświadczeniem
i miejska ogrodniczka tworząca zieloną oazę pośród betonowej dżungli.
Aktualnie pacjentka Centrum Onkologii, ucząca się żyć z przewlekłą chorobą, którą jest rak piersi.
Swoją wizją świata dzieli się na „Wolniej tu i teraz” na Facebooku i Instagramie.

Aga Siejka

Agnieszka Siejka, team leaderka, soul coachka i miejska ogrodniczka, #Kobietakrakowa / fot. Aneta Pondo

Pożegnanie Patriarchalnego Dziada

Tak jak córka zrywa w pewnej chwili związek z ojcem, by nadać mu nową formę i nowy kształt i by w ogóle móc budować oparte na innym modelu relacje z mężczyznami (i z Pieniądzem!), tak my dzisiaj żegnamy Patriarchalnego Dziada, który uzewnętrznił się w postaci panów z rządu i episkopatu.

To, co się dzieje, jest o nas, kobietach. Nie tylko dlatego, że dotyka naszych brzuchów i najintymniejszych zakątków naszych decyzji.
Jest o naszym trzymanym przez pokolenia, więznącym w gardle krzyku niezgody na poniżanie, spychanie na margines, uciszanie, krzywdzenie i ranienie naszej kobiecości.
Jest o pękaniu w drobny mak paradygmatu naszej zależności (również finansowej).
Jest o wstydzie, który odrzucamy wraz z dziewczynami, które w Warszawie obnażyły swoje piersi i które wymachując kolorowymi racami wyglądały jak personifikacja wolności wiodącej lud na barykady.
Jest o przebudzeniu w nas na dobre chropowatego, krzykliwego, bezczelnego, nieprzystającego i niepokornego archetypu Czarnej Bogini, na czele z moją ukochaną Babą Jagą, która dotąd mieszkała poza nawiasem społeczności, w samotni na skraju lasu. A dziś bezwstydnie lata po miastach, miasteczkach i wsiach i zadziera swój haczykowaty nochal.
Jest o tym, że uprzejme, grzeczne i wyważone potrafimy być. Ale, kiedy nam się podoba.

Ale jest też o Wąsatym Patriarchalnym Dziadzie w naszych głowach. O tym, który każe nam czasem spojrzeć na młodsze od nas dziewczyny z myślą „durna siksa”. O tym, który sprawia, że o innych myślimy „stara, nieszczęśliwa baba”. O tym, który dzieli w naszej głowie kobiety na: za ładne, za brzydkie, za grube, za chude zbyt wyzwolone, zbyt zniewolone, zbyt odleciane, zbyt pragmatyczne, zbyt dzieciate, zbyt egoistyczne

To jemu tak naprawdę krzyczymy „wypierdalaj”.
Wypierdalaj z rządu, wypierdalaj zza ołtarza, wypierdalaj z urzędu, szkoły, szpitala, targu, ulicy, z mojej sypialni i z mojej głowy.
I wspaniale. Bo już czas. Już go nie potrzebujemy. Już się na nim poznałyśmy i dojrzałyśmy na tyle, by go przepędzić.
Kiedy pracuję z kobietami nad Obfitością, prędzej czy później spotykamy go na swojej drodze, bo często to właśnie jego paskudną physis projektujemy na Pieniądz.

Czasem ma postać ojca, czasem nauczyciela wu-efu, czasem księdza proboszcza, szefa, męża, a czasem znanego pisarza.
Zinternowałyśmy go, bo tak się wydawało bezpieczniej, poprawnie, właściwie. To jemu krzyczymy „wypierdalaj”, nie zważając na oceny strażniczek i strażników patriarchatu.

Kiedy odejdzie, pozwolimy przyjść całkiem nowemu paradygmatowi, ale na razie, potrzebujemy go z całą mocą posłać w podróż w jedną stronę.
To my potrzebujemy uwolnić się od Dziada.
Tu idzie o naszą dorosłość. Tu idzie o naszą sprawczość. Tu idzie o naszą moc samostanowienia. Tu idzie o naszą Obfitość.
Śmiało siostry! Razem!

O autorce: Agata Jawoszek-Goździk – doktorka bałkanistyki, tłumaczka.
Soul coachka, masażystka lomi lomi nui i trenerka kobiet, zwołuje i trzyma Kręgi Kobiet.
Jako Bogini Obfitości prowadzi warsztaty i programy on-line na temat
budowania biznesu zgodnego z Misją Duszy i finansowej lekkości.
Wraz z rodziną i całą bandą zwierzaków mieszka na skraju lasu w podzielonogórskiej wsi.

Agat Jawoszek-Goździk

Agata Jawoszek-Goździk jako Bogini Obfitości uczy, jak budować biznes zgodny z misją duszy, fot. Antonina Dolani

Krótka baśń o najstarszym leku świata

W pewnej wiosce mieszkała stara kobieta. Wszystkie kobiety z dalszych i bliższych okolic znały do niej drogę, choć jej dom był dobrze ukryty wśród zarośli i drzew. Tylko kobiety wiedziały, jak do niej trafić.
Stara kobieta umiała pomóc we wszystkim. Znała zioła, zaklęcia i moc ognia. Znała też moc kobiet i tym, co ją dziwiło najbardziej był fakt, że wszystkie kobiety, które do niej trafiały, wypełnione były strachem. Pomimo to pomagała im. Nie jej rolą było osądzać, była po to, by pomagać.

Leczyła upławy. Spędzała niechciane ciąże. Nacinała ropnie na waginie. Przykładała liście kapusty na obrzęknięte od pokarmu piersi. Dawała maść antydzieciakową. Pomagała na bezsenność zaklęciami szeptanymi nad głowami kobiet. Koiła złamane serca.

Pewnego dnia do jej domu trafiła dziewczynka. Nie miała jeszcze dziesięciu lat, ale jej spojrzenie mówiło więcej niż tysiąc lat smutku. Stara kobieta wytarła krew z jej ud, dała tabletkę z ziół i przytuliła ją mocno do swojego ciepłego dużego brzucha. Westchnęła. Najpierw raz, potem drugi.

W końcu przemówiła:
– Dam ci jeszcze jedną tabletkę. Bardzo malutką, ale o wielkiej mocy.
– A po co mi ona?
– Żebyś nie musiała dźwigać tajemnicy.
Stara kobieta poszła do kuchni obwieszonej pękami ziół i przez chwilę czegoś szukała. Wyszła z malutkim pudełkiem w dłoni.
– I gdzie moja tabletka?
– Chodź ze mną.
Wzięła dziewczynkę za rękę i choć nigdy tego nie robiła, wyszła poza granice swojego domku dobrze ukrytego w lesie i skierowała swoje kroki do miasteczka. Pukała do drzwi kolejnych domów i gdy jej otwierano, wołała kobiety, które tam mieszkały. A znały ją wszystkie. Nie było ani jednej, która nie skorzystałaby z jej pomocy, więc każda widząc starą kobietę, tu w miasteczku trzymającą za rękę dziewczynkę, wiedziała, że dzieje się ważna rzecz. Każdą z nich prosiła, by zabrała ze sobą kilka drewien.
Kiedy w końcu zebrały się wszystkie, stanęły w samym centrum osady. Stara kobieta stanęła z nimi i przemówiła:
– Tam, gdzie jest jedna, przychodzi strach. Tam, gdzie jesteście w kupie, rodzi się moc. Ułóżcie stos.

Kobiety występowały do środka kręgu i układały stos. Gdy jego czubek sięgał już nieba, stara kobieta podpaliła pierwsze drewienko i pozwoliła ogniowi, by zajął wszystkie polana. Poprosiła kobiety, by stojąc w kręgu, chwyciły się z całej siły za dłonie i obserwowały to, co się wydarzy. Ponieważ było im gorąco, poszerzały krąg, odsuwając się od ognia, lecz mimo to ich dłonie nadal były splecione.
Stara kobieta weszła do środka kręgu, wyciągnęła zapałkę i powiedziała:

– Dopóki każda z was jest sama, jesteście jak ta zapałka. Szybko się zapalicie i jeszcze szybciej zgaśniecie. Kiedy jesteście razem, macie moc ognia, której nikt wam nie odbierze. Ale jest jeszcze jedno, co wam odbiera moc. Wasze sekrety. Są jak ciężary, które dźwigacie w swoich ustach. Musicie je wypowiadać. Wtedy wasze uwolnione gardła będą mogły wszystko. Mówić. Śpiewać. Krzyczeć.

Przez chwilę trwała cisza, po czym jedna z kobiet krzyknęła. Potem jeszcze jedna i kolejne. Przez ich ciała przelewały się zbyt długo przemilczane historie. Trwało to kilkanaście minut, najgłośniejszych minut w życiu wielu z nich.
A potem nastała święta cisza.
Z domów wychodzili mężczyźni. Któryś zawołał, że jest głodny, a któryś powiedział, że trzeba iść spać. Ale żadna z kobiet nie drgnęła. Było im ze sobą dobrze, bezpiecznie i ciepło. Tak jak kiedyś w brzuchu matki. Stały, sycąc się swoją mocą i widokiem ognia. Ich gardła drżały, szykując się na więcej i więcej. Niektóre płakały. Inne się śmiały. A jeszcze inne wzdychały z tęsknoty za czymś, co było im znane, lecz zapomniane. Ale cały czas trwały w tym razem.

I nagle stało się coś nieoczekiwanego. Czy to z ciekawości, czy też może z zazdrości, mężczyźni podchodzili do kobiet, lecz nie mogąc przecisnąć się dalej, utworzyli zewnętrzny pierścień. Mocny, bezpieczny i równie ważny jak krąg kobiecy.

Ogień płonął. Las szumiał. Cisza wypełniała ten czas. A ludzie trwali ze sobą.
Stara kobieta podeszła do dziewczynki.
– Czy już wiesz?
Kobiety stojące po bokach dziecka, przytuliły je do siebie. Mocno.
– Już wiem.
Stara kobieta pokiwała głową. Teraz mogła odejść. Najważniejszy lek właśnie się narodził.

O autorce: Maja Wąsała – kobieta o stu twarzach, tysiącu rękach i milionie pasji.
Pisze i opowiada baśnie, poszukując odpowiedzi na pytanie „Jak żyć?”.
Polonistka, logopedka, trenerka umiejętności społecznych, redaktorka radiowa.
Interesują ją ludzie, ich przekonania, a najbardziej motywacja do zmian
i uwalnianie się od ról, jakie nałożyło na nich życie.
Publikuje na stronie DOTYKAM ŻYCIA. Prywatnie jest matką szóstki dzieci. Mieszka w Puławach.

Maja Wąsała

Maja Wąsała, dotyka życia i opowiada baśnie dla dorosłych, które objaśniają świat / fot. Piotr Wąsała

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach