Sunday, October 2, 2022
Home / POLECAMY  / Dziwki, zdziry i puszczalskie, czyli slut-shaming i body shaming po polsku

Dziwki, zdziry i puszczalskie, czyli slut-shaming i body shaming po polsku

Slut-shaming to jedna z najczęsciej spotykanych form przeemocy wobec kobiet.

ciała kobiet

Slut-shaming i body shaming to formy przemocy / fot. Adobe Stock

Termin slut-shaming, pojawił się w języku w roku 2018. Właśnie wtedy doszło do włamania na zamknięte grupy kobiece na Facebooku. Tajemniczy ambasador patriarchatu zrobił screeny i upublicznił rozmowy kobiet o ich miesiączce, życiu seksualnym, fantazjach, a także związkach. A w sieci znalazł się slutwatch – spis zdzir

 

 

Właśnie ta próba zawstydzenia kobiet ich seksualnością, zainspirowała autorki książki „Dziwki, zdziry, szmaty”, do zdefiniowania zjawiska, Kamila Raczyńska-Chomyn,  Paulina Klepacz i Aleksandra Nowak, stworzyły przestrzeń, do opowieści kobiet i dziewczynek, które od lat mierzą się ze slut-shamingiem. Ostatnio sama doświadczyłam tego zjawiska, a ta książka dodała mi mnóstwo energii oraz solidarności, do przekucia mojego doświadczenia w coś bardziej konstruktywnego niż łzy i spięcia psychosomatyczne szyi.

 

 

Slut-shaming, o to takiego?

Slut-shaming, jak wyjaśniają autorki książki „Dziwki, zdziry, szmaty”,  to termin relatywnie nowy, dlatego nie ma jeszcze polskiego odpowiednika. Nie doczekał się także wielu badań i publikacji w literaturze polskiej. Należy jednak podkreślić, że nie jest to zjawisko nowe, gdyż istnieje w naszej kulturze od wieków. To zjawisko polega na zawstydzaniu, najczęściej kobiet, ze względu na ich seksualność i może przybierać najróżniejsze formy. Często kobietom, które z różnych powodów nie wpisują się w sztywny zestaw wymogów dla swojej płci, przypina się metkę „dziwki”. To negatywne odwołanie się do naszej seksualności, ma najczęściej na celu upokorzenie nas i zdyscyplinowanie, aby zamknąć nam usta. Czasem slut-shaming może być brutalny, a co za tym idzie, bardzo łatwy do zidentyfikowania lub może być nam zaadaptowany za pomocą „dobrej rady”.

Zobacz też: 
Akcja #topfreedom podbija polski Internet. Topless dla każdego?

 

Opowieści o slut-shamingu

Wracałam z koleżanką autobusem do domu. Była po zabiegu okulistycznym, więc widząc spory tłum w autobusie, szybko położyłam torebkę obok mnie, kiedy poszła kupić bilet. Kiedy jedna pasażerka chciała usiąść na tym miejscu, przeprosiłam ją i powiedziałam, że niestety tutaj siedzi moja koleżanka, tylko w tym w ty momencie kupuje bilet. To nie spodobało się innemu pasażerowi, mężczyźnie, który ignorując moje słowa, usiadł na tym miejscu, informując mnie, że to nie jest pociąg, żebym sobie zajmowała miejsca. A poza tym, jeśli jestem taka młoda, to mogę sobie wziąć taksówkę lub jeździć samochodem.

 

 

Biorąc pod uwagę brak związku przyczynowo – skutkowego między jego zarzutami, odpowiedziałam mu, że on również wygląda młodo i że to on ma jakiś problem, więc może sam powinien pomyśleć o wybraniu innego środka transportu. W tym momencie mężczyzna zaatakował mnie zdaniem: „A weź lepiej schowaj te cycory” – zaskoczona tym zdaniem w pierwszym odruchu go spoliczkowałam i zwymyślałam od szowinistów. Pasażer, który chciał mnie upokorzyć tym, że w letni, gorący dzień miałam na sobie sukienkę z dekoltem, był zaskoczony moją reakcją. Szybko wyszedł z autobusu. Wtedy zaczęłam histerycznie płakać i wyjaśniać zdezorientowanej koleżance, która nie widziała, opisanej sytuacji, co się właściwie stało. Mimo że nie od razu połączyłam jego zachowanie ze znajomym mi terminem slut-shamingu, szybko sobie uświadomiłam, że to właśnie mnie spotkało.

 

Body shaming, slut-shaming, czyli zawstydzanie poprzez ciało i seksualność to przemoc

Nie potrafię wyjaśnić tego, co poczułam, kiedy tak intymna część mojego ciała została przywołana przez obcego mi mężczyznę, podczas rozmowy w autobusie. Dodatkowo mój biust został nazwany przez niego „cycorami” – co od razu sugeruje bardzo negatywny wydźwięk. Mój rozmówca był na mnie zły, bo było dość gorąco i chciał usiąść na miejscu, które zajęłam dla koleżanki. Być może nie spodobało mu się moje zachowanie. Jednak ani przez moment nie próbował rozmawiać ze mną rzeczowo. Kiedy nie udało mu się mnie zawstydzić moim wiekiem: „taka młoda, a chce siedzieć”, to spróbował zamknąć mi usta, zawstydzając mnie moim wyglądem.

 

Niestety bardzo źle trafił, bo jako aktorka, która od piętnastego roku życia współpracowała z różnymi teatrami, wielokrotnie byłam narażona na róże formy przemocy psychicznej, seksualnej, a bodyshamingu i slut-shamingu, doświadczyłam już w gimnazjum. Dzięki przepracowaniu tych doświadczeń na terapii, wielu cennym książkom i podcastom polskich oraz zagranicznych feministek i edukatorek seksualnych, potrafiłam zareagować z poziomu złości i niezgody na przemoc. Niestety wciąż jestem w mniejszości, a moje zachowanie nie bez powodu zaskoczyło agresora. Myślę, że większość moich koleżanek by zamilkła i chciała jak najszybciej odejść od niemiłego pasażera. Kobiety rzadko pozwalają sobie na wyrażanie złości, nawet jeśli silna reakcja jest uzasadniona. „Grzeczne dziewczynki” mogą się rozpłakać, ale nie mogą nawrzeszczeć, czy uderzyć agresora – to przecie nieładnie.

 

Zobacz koniecznie: 
Katarzyna Miller: Grzeczne dziewczynki zatrzymują świat w rozwoju

 

Zawstydzanie kobiet, każda to zna

Zjawisko jest tak powszechne, że wiele przyjaciółek, zapytanych o swoje doświadczenia slut-shamingu, nie potrafiło przywołać konkretnych sytuacji. Każda z nas pamiętała dokładnie doświadczenia, zawstydzania nas naszym wyglądem w szkole oraz szczęśliwe pogwizdywania budowlańców, gdy latem, ubrałyśmy sukienki lub krótkie spodenki.

Z pomocą przyszły też historie, zgromadzone w książce: „Dziwki, zdziry, szmaty”. Oto kilka z nich:

 

 

Dziewczyna dzwoni pod numer 11611 i zadaje konsultantce pytanie: „Co jest ze mną nie tak, że nie umiem być wdzięczna?”. Po krótkiej rozmowie okazuje się, że dziewczynka została nazwana „niewdzięczną”, przez pedagożkę szkolną, gdy zgłosiła, że nie podobają jej się zaczepki kolegi z klasy. Ich zachowanie miało wyraźny podtekst seksualny. Było to łapanie za pasek od stanika, ocieranie się, cmokanie, a nawet przyciskanie dziewczynki całym ciałem do ściany i obłapianie. Dziewczynka powiedziała, że po rozmowie ze szkolną pedagog, ma poczucie winy i jest skołowana. Historia miała miejsce w 2010, ale ja doświadczyłam tego w szkole wielokrotnie

 

 

Nauczyciele w ogóle nie reagowali na nasze skargi, że chłopcy wchodzą do damskiej przebieralni i nas podglądają. Z czasem przestałyśmy do nich chodzić z prośbą o pomoc, bo czułyśmy, że to nie ma sensu. Kiedy zauważyłam, że w okresie dojrzewania moje ciało się zmieniło, kolejne klepnięcia w tyłek oraz teksty o „skromnym” ubiorze, „cnotach niewieścich”, sprawiły, że przestałam czuć się komfortowo ze swoim ciałem i chciałam go ukryć. W okresie dojrzewania przestałam patrzeć w lustro, a kiedy dostałam pierwszą miesiączkę, byłam wściekła i powiedziałam swoim zszokowanym rodzicom, że to wszystko ich wina i że chciałabym być chłopcem.

 

 

Niektórym moim koleżanką podobały się „końskie zaloty”, ale to była raczej mniejszość. Szybko zrozumiałam, że jeśli nie podoba mi się to, co robią, to muszę ich sama zmusić, żeby przestali, gdyż dorośli najwyraźniej to akceptują. Nie dziwię się trzynastoletniej mnie, że tak mocno się buntowałam przeciwko regułom, panującym w szkole. Dopiero teraz zaczęto mówić głośno o podwójnych standardach, którym muszą się podporządkować dziewczynki w szkole tj. „skromny strój” – jeśli masz długie nogi lub większy biust, to nie możesz nosić krótkich spodenek oraz topów, gdyż „prowokujesz” chłopców itp.

Zobacz też: 
Czerwony Księżyc – celebracja menarche, pierwszej miesiączki

 

Dziewczynka wróciła po wakacjach do szkoły. Jej ciało bardzo się zmieniło: powiększyły się piersi, w ogóle urosła i wydoroślała. Nauczycielka zdecydowała, że szorty, które uchodziły jej, jako dziewczynce przed wakacjami, teraz są powodem do wstydu. Nauczycielka postanowiła powiedzieć nastolatce, jak ocenia jej strój. Zaprosiła ją pod tablicę, tak aby mogła pokazać, jak niestosownie wysoko, według niej, zaczynają się spodenki nad kolanami nastolatki… Przed całą milczącą klasą. W międzyczasie (już dyskretniej) dodała, że nic dziwnego, że chłopcy się za nią oglądają. Teraz tak już będzie, skoro od wakacji wyraźnie urosły jej piersi. Ta historia przydarzyła się jednej z nastolatek w Polsce w 2019 roku

 

Slut-shaming w Polsce

Takich opowieści jest wiele. Co gorsza, nie tylko mężczyźni są odpowiedzialni za zawstydzanie kobiet. Nierzadko robimy to sobie nawzajem, na przykład oceniając kobietę ubraną w sposób, który nam się nie podoba, lub nazywając „puszczalską” koleżankę, która ma bardziej liberalne podejście do swojej seksualności niż my.

Bodyshaming oraz slut-shaming niestety mają się w Polsce bardzo dobrze, ale ten problem nie dotyczy tylko naszego kraju. Świadczy o tym choćby akcja #sitlikeagirl, zapoczątkowana przez ukraińskie internautki, po fali krytyki, jaka spłynęła na Pierwszą Damę Ołenę Zełeńską, która na okładce amerykańskiego Vogue, usiadła w wygodnym rozkroku. Podobnie jak autorki książki „Dziwki, zdziry, szmaty”, chciałabym, aby żadnej z nas nie dało się zawstydzić naszą seksualnością. Musimy pokazać agresorom, że nazywanie nas „puszczalskimi”, „cnotkami” oraz innymi etykietkami, nie zamknie nam już więcej ust i nie pozbawi kontroli nad naszym ciałem oraz prawem do decydowania o swojej seksualności.

Zobacz koniecznie:
#Sitlikeagirl, czyli o tym, „jak powinna siedzieć kobieta”

 

 

dziennikarka, aktorka oraz komparatystka. Autorka szczególnie wrażliwa na kwestie praw kobiet, problemy społeczne oraz edukację seksualną. Nominowana do nagrody reporterskiej na Festiwalu Wrażliwy w Gdyni oraz Nagrody Młodych Dziennikarzy im. Bartka Zdunka w Krakowie. W wolnych chwilach tańczy, uprawia jogę oraz uczy się języka hiszpańskiego.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ