Home / Styl życia  / Kuchnia  / Słodkie pokuszenie w Portobello – włoskie Dolci di Justin

Słodkie pokuszenie w Portobello – włoskie Dolci di Justin

Odwiedź słodkie piekło

Justyna Czekaj z Portobello i jej desery

W Portobello nie uznajemy winy za słodkie grzechy / fot. materiały prasowe

Czy macie ochotę na podróż do ogrodu grzesznych rozkoszy? Do słodkiego piekła? Tam, gdzie moi goście wyrywają sobie z rąk ostatni kawałek tortu pistacjowego, który pozostał na paterze…

 

Jesteśmy uzależnieni od białego cukru i najwyższy czas się do tego przyznać. Ale to uzależnienie jest przepyszne! Uwielbiam kostkę gorzkiej czekolady, kiedy nachodzi mnie chandra i mam ochotę na spory kawałek tortu czekoladowego w swoje urodziny. Tuż przed trudnymi dniami pochłaniam więcej cukru, bo taka jest moja natura. Nie mam cukrzycy i „kleję się do słodkiego”, bo po prostu mi smakuje. Nie jestem grzeczną dziewczynką z warkoczykami i nie patrzę tęsknie na ciasteczka zamknięte w słoiku, lecz sięgam po nie świadomie, kiedy tylko mam ochotę.

 

Jestem „słodkim przekleństwem” dla samej siebie i tych, którzy uzależnili się od moich tortów i dolci. Przygotowuję je codziennie, nawet resztkami sił, i co dziwne, jeszcze mi się to nie znudziło. Wciąż chcę więcej i więcej. To jak zakazany owoc – rozkoszujemy się nim, bo w głębi duszy wiemy, że nam nie wolno. Łamiemy swoje postanowienia i czujemy się z tym fenomenalnie.

 

słodycze w Portobello

Wyjście ze znajomymi możesz zapomnieć, ale deseru w Portobello nie! / fot. materiały prasowe

To drzemie w każdym z nas i jest cudownie ekscytujące. Nasi goście przychodzą do restauracji Portobello i pierwsze co widzą, to witryna ze słodkościami. Kusi i sprawia, że muszą na koniec posiłku zamówić coś słodkiego. Czasami nie pamiętają smaków z talerza, ale zawsze wspominają deser!!! To ukoronowanie posiłku. Niektórzy niby już nie mogą, ale próbują dalej. Są szczęśliwi. Czy to jest zakazane?

 

Desery inspirowane naturą. Piękne barwy i kompozycje. Różowe maliny i zieleń świeżych pistacji, żółty mus z mango kontrastujący z czerwonymi owocami…

 

Restauracja Portobello w Krakowie

„Buonissima!” / fot. materiały prasowe

Zapraszam do mojego słodkiego piekła, gdzie rozkosz nie ma granic. Do miejsca, w którym nie myśli się o kaloriach, jedynie o przyjemności. I wszystko pachnie i smakuje Italią, którą kocham i podziwiam. Pozwólcie się porozpieszczać. Do zobaczenia w Portobello!

 

Justyna Czekaj-Grochowska
Właścicielka Portobello
Kraków, ul. Królowej Jadwigi 248

 

źródło: Partner MK

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach