Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Sławek Uniatowski: Metamorfozy lubię

Sławek Uniatowski: Metamorfozy lubię

Sławek Uniatowski o przeszłości spędzonej w knajpach, kompromisach, kompleksach i o tym, że najlepsze dopiero nadchodzi, więc czasem warto na to poczekać

sławek uniatowski
Sławek Uniatowski fot. Robert Wolański

Sławek Uniatowski długo kazał na siebie czekać. W 2005 roku zajął drugie miejsce w bijącym rekordy popularności talent show. Potem nagrał przebój z Marylą Rodowicz, próbował przebić się na Eurowizji, nie zgodził się na warunki stawiane przez wytwórnię, która miała wydać jego płytę. 2018 rok z pewnością należeć będzie do niego. „Honolulu” (w bardzo dowolnym tłumaczeniu: chodź spać) to singiel, który promuje debiutancką i nagraną na własnych warunkach płytę Sławka Uniatowskiego. Jest melodyjnie, jazzowo i bardzo zmysłowo

 

Spotykam się z nim między jego występem na Wodecki Twist Festiwal a Konkursem Premier w Opolu. Wokalista każdy dzień tygodnia spędza w innym mieście. Mimo że ostrzega, że jest zmęczony medialnym szumem, nie marudzi i błyskawicznie skraca dystans. Bije od niego czar pewnego siebie człowieka. Rozmawiamy o przeszłości spędzonej w knajpach, kompromisach, kompleksach i o tym, że najlepsze dopiero nadchodzi, więc czasem warto na to poczekać.

 

Agna Karasińska: Pierwszy zawód miłosny?


Sławek Uniatowski:
Kiedy byłem mały, bardzo lubiłem muzykę. Ktoś z rodziny to zauważył i powiedział, że przydałyby mi się lekcje pianina. Moja nauczycielka była starsza ode mnie o osiem czy dziesięć lat, a ja miałem siedem. Chciałem grać piosenki z radia, ale ona nie potrafiła zagrać ze słuchu i nie znała żadnych hitów. Mimo to przychodziłem do niej głównie dlatego, że bardzo mi się podobała. Byłem zakochany, a ona była piękna. Przynosiłem jej malinową mambę (śmiech).

Moja nauczycielka była starsza ode mnie o osiem czy dziesięć lat, a ja miałem siedem. Byłem zakochany, a ona była piękna. Przynosiłem jej malinową mambę

Szczęściara.


Sławek Uniatowski: 
Nie do końca. Po latach okazało się, że nie lubiła malinowej mamby (śmiech). Co do lekcji, w końcu stwierdziłem, że nie mają sensu, odzyskałem trzeźwość umysłu. Doszło do mnie, że uczenie się melodyjek z nut nie przynosi żadnego efektu. Zacząłem sam kombinować z akordami i chodzić do sklepów muzycznych, bo pozwalano mi tam czasem pograć. Właściciel jednego ze sklepów mówił wtedy, że grać mogę, ale lepiej, żebym nie śpiewał. Ostatnio napisał do mnie, że płyta „Metamorphosis” jest niesamowita i chciałby cofnąć swoje słowa. Potem były knajpy i granie w hotelach. Wymyśliłem sobie, że skoro lubię grać, a sklepy muzyczne się zamykają, to muszę znaleźć inne miejsca. Byłem na tyle dorosły, że mogłem łazić wieczorami. Chodziłem po hotelach w Toruniu i najpierw pytałem, czy mógłbym sobie pograć, a potem – czy daliby mi za to jakieś pieniądze.

 

Dawali?


Sławek Uniatowski: 
Miałem 16 lat i dostawałem parę złotych za dwie godziny grania. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że być może kiedyś będę mógł żyć z tego, co sprawia mi najwięcej przyjemności. To był czas, kiedy ludzie podchodzili i pytali, czy mogę zagrać to czy tamto. Mówiłem, że spróbuję, i jakoś mi to wychodziło. I tak sobie żyłem w tych knajpach.

sławomir uniatowski

Sławek Uniatowski: Byłem bardzo zakompleksionym chłopakiem, który garbił się i przykrywał włosami – młody rockers na podobieństwo Jima Morrisona / fot. Robert Wolański

A śpiewanie?


Sławek Uniatowski: 
Jak wielu, debiutowałem na szkolnych apelach w repertuarze Bajmu. W 2000 roku w Toruniu powstało pierwsze karaoke. Śpiewałem tam najróżniejsze piosenki, bo słuchałem dużo radia, interesowałem się muzyką, miałem Encyklopedię Rocka Weissa. Uczyłem się ze słuchu, bez internetu, bo pierwszego laptopa kupiłem w wieku 27 lat. Zacząłem śpiewać piosenki i zauważyłem, że najlepiej wychodzą mi te melancholijne: Nat „King” Cole’a, Elli Fitzgerald, Arethy Franklin, Franka Sinatry, Tony’ego Bennetta, Queen.

 

W którymś z wywiadów powiedziałeś, że nigdy nie lubiłeś szkoły. Jak nauczyłeś się angielskiego?


Sławek Uniatowski: 
Od dzieciaka oglądałem filmy. Miałem zaprzyjaźnionego pana w wypożyczalni, widział, że jestem pasjonatem. Pamiętam, jak wypożyczył mi „Złego Porucznika” Abela Ferrary z Harveyem Keitelem. Sceny absolutne: bicie kobiety, seks i takie rzeczy…

 

W ten sposób pokolenie VHS poznawało świat.


Sławek Uniatowski: 
Oglądało się: „Pluton”, „Łowcę jeleni”. Nie jarałem się „Rambo” czy „Terminatorem”. Kochałem filmy z przepiękną muzyką. Ennio Morricone i jego „Dawno temu w Ameryce” – dzięki ścieżce dźwiękowej to jeden z moich ulubionych filmów.

 

Pasujesz mi do bajek Disneya


Sławek Uniatowski: 
O tak! Uwielbiam, zwłaszcza te najstarsze z przepięknymi muzycznymi motywami smyków. „Zakochany kundel”, „Bambi”, „Król Lew” są wzruszające, a ja jestem wrażliwym facetem.


A w międzyczasie kończyłeś szkołę gastronomiczną, przyjaźniłeś się z uznanymi muzykami, trafiłeś do „Idola” i kiedy byłeś na świeczniku, a twoje życie miało zmienić w pasmo sukcesów, zrezygnowałeś z nagrania płyty.


Sławek Uniatowski: 
Nic nie da ci gwarancji tego, że życie zmieni się w pasmo sukcesów. W programie zająłem drugie miejsce, po czym bez konsultacji podpisałem kontrakt, który nie pozwalał mi przez 10 lat robić tego, co chciałem. W tym czasie wielokrotnie się poddawałem, miałem, jak każdy człowiek, momenty zwątpienia. Wtedy ratowałem się muzyką. Robiłem projekty z hip-hopowcami, grałem na basie, klawiszach. Był też projekt „Poland Why Not”, z którym w 2008 roku wyjechaliśmy do Indii i Japonii. Nagraliśmy dwie płyty z piosenkami skomponowanymi przez nas i kompozytorów ze Stanów, m.in. ze Stevem Dorffem czy Jedem Feldmanem, którzy pisali dla Whitney Huston i Céline Dion. Tak powstało „Stay (I apologize)”, które grano w radiu. Ludzie myśleli, że śpiewa Elton John, a nie Polak (śmiech).

Po „Idolu” zrobiłem płytę, która ostatecznie nie wyszła. Dlatego w wieku 34 lat jestem debiutantem i wchodzę na rynek ze swoim materiałem

 

Miałeś 20 lat, to były czasy raczkujących talent shows, nikt nie wiedział wówczas, na czym one polegają.


Sławek Uniatowski: 
Bezrefleksyjnie wszystkim wierzyłem, byłem dość naiwny. Nadal jestem, ale w mądrzejszy sposób, bo wiele się nauczyłem.

Na następnej stronie dowiesz się, co było przyczyną fizycznej metamorfozy wokalisty, w co wierzy Sławek Uniatowski i dlaczego nie całuje się z dziewczynami na ulicy

Dziennikarka, która nie boi się stawiania oczywistych pytań, w nadziei na usłyszenie ciekawych odpowiedzi. Profesjonalna artystka życia. Multitaskerka. Prowadzi portal i media społecznościowe MK, koordynuje spotkania Klubu Miasta Kobiet, odpowiada za patronaty medialne, prowadzi kursy webwritingu. Propagatorka tworzenia i stosowania żeńskich derywatów zawodów. Nie lubi zdrobnień i brzydkich zdjęć dołączanych do informacji prasowych.

Oceń artykuł
2 komentarze
  • Mii Lipiec 11, 2018

    Dzięki za wywiad. Uniatowski z zasadzie nigdy nie powiedział dlaczego płyta,którą nagrał dla wytwórni nigdy nie ukazała się, czy utwory były tak nielubiane przez niego ze względów artystycznych,czy też problemem było to,że nie były przez niego skomponowane. Nowa płyta jest świetna, ale niektóre utwory są tak zaaranżowane,że wydaje się że muzycy mówią : słuchajcie jak pięknie gramy, a nie: słuchajcie jaki piękny głos ma Uniatowski, a to ten unikalny głos powinien być wyeksponowany, natomiast aranżacja ,to tylko background. Nie chodzi o oratorium,ale szkoda przytłaczać wspaniały głos i jego możliwości. No,tak, on nie rozmawia o rodzinie,ale znajomi rodziny obrabiają mu tyłek na forach nie przebierając w słowach.

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach