Saturday, April 17, 2021
Home / Seks  / Sex pod piramidami

Sex pod piramidami

Blondynki, brunetki, szczupłe, przy kości, młodziutkie, w średnim wieku i te całkiem stare – każda kobieta może w Egipcie liczyć na zainteresowanie mężczyzn - i namiętny sex.

Gdybym nie poznała Eweliny osobiście, nie uwierzyłabym, że ta historia zdarzyła się jej naprawdę. Ta miła, spokojna dziewczyna, która wkrótce zdobędzie naukowy tytuł doktora, absolutnie nie wygląda na osobę, która traci głowę na widok poznanego tydzień wcześniej mężczyzny. A jednak – są okoliczności, w których rozsądek zawodzi, a emocje biorą górę.

 

 

My sweety darling. You are queen of my heart. I close my ayes and see you in my dreams

Pierwszy raz do Egiptu pojechałam trzy lata temu, zaraz po skończeniu studiów – opowiada Ewelina, z trudem zamykając wypakowaną do granic możliwości walizkę. – To było moje wielkie marzenie, jeszcze z czasów dzieciństwa: piramidy, faraoni, pustynia… Z dwiema koleżankami bawiłyśmy się świetnie, a jedna nawet wdała się w mały romans z pewnym przystojnym animatorem. O ile się orientuję, do niczego poważnego między nimi nie doszło, zresztą – te wszystkie komplementy i zaczepki, jakie wówczas słyszałyśmy na każdym kroku, traktowałyśmy bardziej jako żart i okazję do śmiechu.

Po powrocie wakacyjne wspomnienia szybko się rozpłynęły. Zostały zdjęcia, na które Ewelina trafiła w tamtym roku. – Po ciężkiej chorobie zmarł mój tata… Nadal nie miałam funduszy na badania naukowe, a bez nich praca doktorska stanęła w miejscu – wspomina. – Obejrzałam fotografie i nagle zobaczyłam siebie sprzed kilku lat: szczęśliwą, roześmianą, opaloną. Jedna z koleżanek, z którą wtedy byłam w Egipcie, wyszła za mąż, druga mieszka za granicą. Postanowiłam więc jechać sama, odetchnąć, złapać dystans.
Hurghada była tak samo piękna jak przed laty, hotel wygodny, pogoda idealna. – Mojego Khaleda zobaczyłam już pierwszego dnia – był kelnerem, obsługiwał naszą salę. To on zwrócił na mnie uwagę, ja początkowo nawet go nie zauważyłam. – Walizka Eweliny wreszcie się zamknęła, czas na spakowanie torby podróżnej. – Jednak pośród samych szczęśliwych par nie czułam się komfortowo, więc w końcu postanowiłam dać szansę temu chłopakowi, który tak słodko i nieśmiało się do mnie uśmiechał.  Kiedy umówiliśmy się na wieczór, nie przypuszczałam, że będę się bawić aż tak dobrze.

I think about you every day and I hope we will be a familly some time

Maria, instruktorka nurkowania, historii o wakacyjnych romansach z Egipcjanami mogłaby opowiedzieć wiele. – Ahmed, Moudi, Mohamed, Hany – imiona zmieniają się jak w kalejdoskopie, metody pozostają takie same – opowiada. Od dziesięciu lat regularnie przyjeżdża do Egiptu, na miłość odmienianą przez wszystkie przypadki napatrzyła się wystarczająco, by nie mieć jakichkolwiek nawet złudzeń. – Blondynki, brunetki, szczupłe, przy kości, młodziutkie, w średnim wieku i te całkiem, całkiem stare – każda kobieta może w Egipcie liczyć na zainteresowanie mężczyzn. To biedny kraj i żeby założyć rodzinę, trzeba mieć pieniądze, a muzułmanki strzegą swego dziewictwa do dnia ślubu. Europejki to szansa na darmowy seks, czasami też pieniądze, wycieczki, prezenty – twierdzi z przekonaniem. – Kiedyś tłumnie przyjeżdżały tu Angielki, Niemki, Amerykanki, często w wieku emerytalnym. Od kilku lat ich miejsce zajęły Rosjanki, no i Polki – jest ich naprawdę dużo, choć wiele z nich nie ma pojęcia, w co tak naprawdę się pakują.

Ewelina jest już spakowana, resztę swojej historii może opowiedzieć w drodze na postój taksówek. Jej samolot do Egiptu wylatuje za trzy godziny. Na ekranie telefonu oglądam zdjęcia szczęśliwego wybranka i słucham dalszego ciągu miłosnej przygody. – Te wakacje to był strzał w dziesiątkę. I jeśli ktoś myśli, że poszłam z Khaledem do łóżka pierwszego wieczoru, myli się. Ani tego ani następnego.

Nieśmiałe uśmiechy, przyjemne, łagodne usposobienie, wreszcie namiętne pocałunki – to wszystko sprawiło, że Ewelina poczuła się w turystycznym kurorcie jak w środku niezwykłego serialu. – Ale nadal rozsądek był na właściwym miejscu – uśmiecha się. – Do ostatniego dnia wydawało mi się, że to, co nas łączy, to tylko wakacyjna przygoda. Ale na lotnisku zrozumiałam, że będzie mi ciężko bez tego faceta, który patrzy na mnie wzrokiem pełnym czułości i pożądania. Że w kraju nikt nie spojrzy na mnie w ten sposób, nie uśmiechnie się na mój widok tak promiennie, nie wyśle tak kuszących SMS-ów.

SMS-y to tajna broń Egipcjanina – śmieje się Maria. – Wysyłanie ich za granicę jest stosunkowo tanie, więc faceci korzystają z tego, ile mogą. Na kursach językowych pierwsza rzecz, jakiej chcą się uczyć, to właśnie szablony językowe w rodzaju: jesteś moim całym życiem, tęsknię za zapachem twoich włosów itd. Wzory czerpią też z zachodnich piosenek, które czasami wklepują i wykorzystują bez żenady, korespondując z kilkoma dziewczynami jednocześnie. Parę razy ja sama byłam proszona o pomoc w napisaniu paru zdań, po przeczytaniu których „ukochana” zmięknie.

My sweet heart I need a lot of money for hospital my mather. If you come to Egypt I will mared you

Pierwszy SMS od swojego habibi Ewelina dostała jeszcze na lotnisku. Kolejny – dwie godziny później. I jeszcze tego samego dnia pięć czy sześć następnych. Wszystkie – a w trakcie kolejnych miesięcy przyszło ich przynajmniej kilkadziesiąt – brzmiały mniej więcej podobnie. Były słodkie, urocze i pełne wyznań nieustającej, nieprzemijającej miłości. – Rozmawialiśmy na czacie, wysyłaliśmy sobie maile. Nie mogłam uwierzyć, że ktoś pokochał mnie aż tak bardzo.

Ewelina wyszukiwała w sieci coraz więcej informacji o Egipcie, chciała poznać kraj i kulturę swego ukochanego. Przez przypadek trafiła na forum o egipskich podrywaczach. – To, co tam przeczytałam, sprawiło, że poczułam się, jakby ziemia zatrzęsła mi się pod nogami. Dziewczyny wymieniały się zdjęciami swoich „habibi”, porównywały, który był lepszy w łóżku, opowiadały, jak były podrywane. Niektóre wspominały, jak egipscy kochankowie usiłowali wyłudzić od nich pieniądze, jak naciągali je na wycieczki czy prezenty. Khaled nigdy nie zachowywał się w ten sposób, jednak…

Ziarno wątpliwości zostało zasiane. – Zaniepokoiło mnie, że nasz związek nie wychodzi poza fazę romantycznych wyznań. On pisał o gwiazdach w moich oczach, ja o wizie. On o tęsknocie, która nie pozwala mu żyć – ja z pytaniem o pracę, czy znalazł i czy dobrze mu idzie. Ja konkret, on enigmatyczny romantyzm. W końcu dostałam SMS-a, w którym nazwał mnie „misiaczkiem”. Misiaczek??? Nie cierpię tego zdrobnienia, nigdy nie użyłabym go w stosunku do nikogo, kogo lubię. Tego słówka nauczył mojego habibi ktoś inny…

Dla lubiącej jasne sytuacje Eweliny właściwe wyjście jest tylko jedno. Bilet kupiła zaledwie tydzień po otrzymaniu felernej wiadomości, choć wyjazd do Egiptu odradzali jej wszyscy: rodzina, znajomi, przyjaciele. – Planowaliśmy ślub, chciałam żeby przyjechał do mnie i tu zamieszkał. Pomogłabym mu znaleźć pracę, ale muszę mieć jasność: czy rzeczywiście jestem dla niego tą jedyną – czy też jest tak, jak piszą dziewczyny na forum, że znajomość z Europejką to prestiż, który w dodatku można wykorzystać finansowo.

Khaled nie ma pojęcia o planie Eweliny. Dziewczyna zamierza go zaskoczyć i sprawdzić na własne oczy, jak mają się sprawy między nimi. Takie rozwiązanie pochwala Maria. – Większość facetów z przesiąkniętych turystyką krajów muzułmańskich swoje europejskie znajome traktuje jak trofea. Natomiast kobiety Zachodu, oszołomione słońcem, pięknymi słówkami, romantycznymi wieczorami, wyobrażają sobie miłość, która zniesie wszystkie przeszkody. Egipcjanie są świetni w uwodzeniu, obdarzają kobietę uwagą, nieustannie komplementują. Niestety – na ogół nie oznacza to jeszcze prawdziwego uczucia…

Tekst: Matylda Stanowska

Imię Eweliny zostało zmienione. Śródtytuły są SMS-ami, jakie moje rozmówczynie otrzymały od swoich egipskich rozmówców. Zachowałam pisownię oryginalną.

 

Oceń artykuł
4 komentarze
  • Avatar
    Kass 3 lipca, 2011

    Wakacyjne zagraniczne miłości, zwłaszcza z ciemnoskórymi mężczyznami, niestety związane są z brzydkim stereotypem Polek za granicą. Polscy mężczyźni są strasznymi w tej kwestii, a wpisy na forach internetowych pod takimi artykułami pozwalają myśleć, że gdyby przeciętny Kowalski dowiedział się, że jego dziewczyna czy żona miała kiedyś „habibiego” to by ją wywiózł na kupie gnoju… Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, w kwestii seksualnej wolności kobiet Polska jest sto lat za Murzynami.

  • Avatar
    Dorotqa 16 lipca, 2011

    Kass, ale przeciez sama budujesz ten stereotyp mowiac „sto lat za murzynami”. Nie trzeba byc mega inteligentnym antropologiem, zeby zauwazyc, ze poziom zycia w egipcie troszke odbiega od naszej europejskiej normy. A laski, ktore w stringach przechadzaja sie przed arabami uwazam za zalosne(juz pomijam fakt jak stringi wygladaja na grubym tylku z cellulitem)… to nie one zdobywaja „habbiego” – bo co to za zdobycz??? – to „habbi”, poganiacz wielbladów, zdobywa ich 🙂

  • Avatar
    V 8 lipca, 2012

    Zawoalowana prostytucja, chęć przeżycia kilkunastu nocy z kobietą…to samo dzieje się Tunezji. Te kolorowe leniuchy są stworzone do kopulacji.

  • Avatar
    Mike 13 października, 2018

    Artykuł sugeruje ze Polacy nie sa romantyczni i nie słodzą kobietom. Oczywiście słodzą tak samo tylko że słodzenie działa tylko na dziewczyny które są niedowartościowane i z mega kompleksami, takie przewqżnie szukają przygody gdzie indziej gdyż tutaj nikt na nie nie zwraca uwagi.

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach