Thursday, April 15, 2021
Home / Kultura  / Serialowa złota jesień

Serialowa złota jesień

W sezonie jesiennym nie zabraknie atrakcyjnych premier i wyczekiwanych kontynuacji.

"Olive Kitteridge" / fot. materiał prasowy

Jak przed rokiem, dwoma, trzema, tak i tym razem jesienna słota za oknem wielu z nas posłuży jako doskonały pretekst, by zostać w domu i zasiadając z kubkiem gorącej herbaty w ulubionym fotelu, oddać się przyjemności oglądania kolejnych seriali. Tym bardziej że w nadchodzącym sezonie nie zabraknie atrakcyjnych premier i wyczekiwanych kontynuacji.

"O mnie się nie martw" / fot. materiał prasowy

„O mnie się nie martw” / fot. materiał prasowy

Ale to niejedyny powód, dla którego nadchodzące miesiące zapowiadają się intrygująco. Okaże się wreszcie, czy zrobiliśmy krok do przodu i zaczęliśmy gonić amerykańskie trendy, czy też nadal pozostajemy w tyle. Zdecydują o tym słupki oglądalności, które pokażą, jak w jesiennej ramówce poradziły sobie „Zbrodnia”, pierwszy polski serial nadwiślańskiego oddziału AXN, i „Wataha”, druga rodzima produkcja ze stajni HBO. Telewizyjni giganci zaczynają mocno indywidualizować swoje propozycje, stawiając na kontekst narodowy i lokalny. W dłuższej perspektywie może to doprowadzić do sytuacji, w której i u nas będą powstawać seriale tak wystawne jak „Gra o tron” czy „Rodzina Soprano”. Na razie jednak Polacy muszą zdać test gotowości do kibicowania rodzimym produkcjom. A ten może się okazać o tyle trudny, że zarówno „Zbrodnia”, jak i „Wataha” estetycznie i tematycznie odbiegają od rozrywkowych propozycji, na które zwykle stawia polska telewizja. W trzyodcinkowej „Zbrodni” razem z bohaterami przeniesiemy się na Wybrzeże Helskie, gdzie w blasku słońca i pośród gwaru turystów atrakcyjna prawniczka (Magdalena Boczarska) i komisarz po przejściach (Wojtek Zieliński) rozwiązują zagadkę tajemniczych morderstw z przeszłości. Za kamerą produkcji AXN stanął Greg Zgliński, który ma na koncie „Londyńczyków”, scenariusz oparto zaś na szwedzkim serialu, będącym adaptacją poczytnego kryminału. Akcja sześcioodcinkowej „Watahy” od HBO rozegra się natomiast na bieszczadzkim przygraniczu. Serial, zgodnie z zasadą Alfreda Hitchcocka, zacznie się od trzęsienia ziemi – wybuchu bomby, która uśmierci niemal wszystkich oficerów jednej z jednostek straży. Ocalały z zamachu kapitan Rebrow (Leszek Lichota) nie cofnie się przed niczym, by się dowiedzieć, kto za tym wszystkim stoi. W serialu pojawi się także wątek pomszczenia ukochanej, którą Rebrow stracił w wyniku wybuchu.

"Olive Kitteridge" / fot. materiał prasowy

„Olive Kitteridge” / fot. materiał prasowy

Oprócz tych mrocznych propozycji jesienią znów znajdą się w ramówkach odcinki kolejnych sezonów polsatowskich „Przyjaciółek”, TVN-owskich „Lekarzy” czy hitów TVP – emitowanej przez pierwszy program „Blondynki” i goszczącego na antenie Dwójki „Czasu honoru”, a także nowości wpisujących się w polską normę. Spośród tych ostatnich najciekawiej zapowiada się sitcom „O mnie się nie martw” ze zdolną Joanną Kulig w roli głównej. Pytanie więc: czy faktycznie najbardziej lubimy to, co już znamy, czy też otworzymy się na nowe propozycje?

"Olive Kitteridge" / fot. materiał prasowy

„Olive Kitteridge” / fot. materiał prasowy

Podczas gdy pojedynek produkcji polskich gigantów telewizji dopiero się rozstrzygnie, to nie ma wątpliwości, jaki serial będzie murowanym hitem wśród zagranicznych premier. Niekwestionowanym zwycięzcą tego sezonu jest „Olive Kitteridge”, podpisana przez Lisę Cholodenko. W zaledwie czteroodcinkowym serialu zagrała obsada marzeń: w tytułową rolę wcieliła się Frances McDormand, jej męża zagrał Richard Jenkins, a pojawiają się tu także Bill Murray i Rosemarie DeWitt. Serial HBO to perfekcyjnie wygrany portret ostatniej generacji, której członkowie muszą sami radzić sobie ze swoimi emocjami. Nie mają psychoterapeutów ani psychoanalityków, jak każde z ich dzieci. Uczucia uzewnętrzniają, nerwowo szorując naczynia i podśmiewając się z sąsiadów. Wielu z nas odnajdzie w bohaterach tego bezbłędnie przygotowanego serialu swoich rodziców. „Olive…” okrzyknięto rewelacją tegorocznej edycji prestiżowego festiwalu filmowego w Wenecji. Dobrą prasę i uznanie widzów zebrał też „Masters of Sex”, który jest nowością w ramówce AleKino+. Oparty na autentycznych badaniach terenowych nad ludzką seksualnością serial śmiało igra sobie z amerykańską pruderią. Od czasu „Sześciu stóp pod ziemią” mówi się, że telewizja jest odważniejsza niż kino w przełamywaniu małego realizmu. „Masters of Sex” swoją bezpretensjonalnością w mówieniu o seksualności i celnymi na jej temat uwagami – raz śmiesznymi, raz bolesnymi – jest na to kolejnym dowodem. W stronę naukowej fikcji, a więc swojego ulubionego gatunku, zwraca się natomiast Guillermo del Toro, który na podstawie własnej, świetnie przyjętej książki Wirus stworzył serial pod tym samym tytułem. Krytycy przewidują, że dla horroru wampirycznego „Wirus” może stać się tym, czym „Gra o tron” jest dla fantasy. Czy potrzeba innej rekomendacji, żeby we wtorkowy wieczór włączyć kanał FOX? Chłodniejsze recenzje zebrał serial „Muszkieterowie”, który jest premierą stacji Stopklatka TV. Ale dla Polaków wyprodukowana przez BBC ekranizacja klasycznej powieści Aleksandra Dumasa może się okazać ważną lekcją emancypacji kobiet i asymilacji mniejszości rasowych.

Jesienne ramówki podkreślają tendencje polskich telewizji do ukierunkowywania się, na czym wydają się korzystać głównie widzowie, zyskując dostęp do szerszego spektrum gatunków i tematów. W nadchodzącym sezonie nie staniemy przed pytaniem, czy którąś z serialowych propozycji oglądać. Będziemy musieli dokonać trudnej decyzji, kiedy przyjdzie nam zdecydować, który serial – z braku czasu – odpuścić. Nie będzie łatwo!

Artur Zaborski

Renata Przemyk na głównąwywiad pochodzi z numeru jubileuszowego 5/2014

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach