Monday, December 5, 2022
Home / Kultura  / Serial  / Serial Wiedźmin – sezon 2. Mniej hmmm, więcej Ciri, nadal dużo potworów. Kto już oglądał?

Serial Wiedźmin – sezon 2. Mniej hmmm, więcej Ciri, nadal dużo potworów. Kto już oglądał?

Serial Wiedźmin – sezon 2. Co dalej z dzieckiem-niespodzianką?

Wiedźmin sezon 2

Wiedźmin sezon 2 / fot. Netflix

Bywa tak, że na dobre rzeczy się czeka, a z obecnością średnich człowiek się zwyczajnie godzi. I tak – w tym sezonie cieszyłam się na Święta i godziłam z nadciągającą nieuchronnie obecnością drugiej odsłony Netlixowego „Wiedźmina”. Czy pierwszy sezon był zły? Nie. Czy bardzo mi się podobał? Dziś już wiem, że średnio. Czy drugi sezon jest lepszy? TAK. O wiele. I owszem – wciąż się tu kiszą błędy nanizane na scenariuszowe nitki już na samym początku, ale jest o wiele lepiej.

Wiedźmin, czyli kto?

O tym, kim jest Wiedźmin i Andrzej Sapkowski i dlaczego to tak wiele serc rozpala przeczytacie TUTAJ: Wiedźmin – mutant, obcy, czy bohater?  
Bo to nie tylko znakomite literacko fantasy i kultowy już „towar” eksportowy polskiej popkultury, ale i ewoluująca męskość, pole dyskusji o kolorze skóry elfów i… swobodach scenarzystów serialowych. I nostalgia. Bo Sapkowski, pierwsze opowiadanie w „Fantastyce” (1986) i publikacje książkowe w środku lat ’90 to nic innego jak centrum innej epoki. Epoki, w której dorosło całe pokolenie nowych czytelników, nerdów i wrażliwców, którym rodzice czasu pierwszej transformacji kupowali książki, komiksy i figurki, których znaczeń nie zawsze pojmowali. Bo wtedy „takiej” kultury jeszcze nie konsumowało się wspólnie. Sapkowski i Wiedźmin był więc…nasz. Milenialsowy. Młodzieżowy. Świeży i własny.
A teraz bardziej niż cokolwiek innego stał się wspólny, zmieniając uniwersum z ciasnej intymności na szeroki przestwór światowego i intergeneracyjnego oceanu. Co warto dodać – oceanu dotkniętego już porażką (?), a może raczej bolesnym doświadczeniem upadku złotego dziecka fantasty, czyli Gry o tron.
Ale ad rem – czyli co słychać w drugim sezonie przygód Geralta z Rivii?

Efekty specjalne w Wiedźminie

Miejmy ten wątek jak najprędzej z głowy, bo tu sprawa jest prosta. Jest dużo lepiej niż było. Rendery są doskonałe niemal w przypadku każdego potwora (bo tym właśnie zajmuje się wiedźmin Geralt – eliminacją potworów). Efekty magiczne pozbawione są posmaku paździerza i krepującego poczucia, że widz osuwa się w przestrzenie własnego zażenowania. Jest po prostu dobrze. Wiarygodne czary na ekranie to spory sukces, którego nie można odmówić twórcom serialu. Bardzo dobrze wypadają zwłaszcza efekty powiązane z dużym ruchem i dynamiką, te architektoniczne… nieco gorzej. I nie mam tu na myśli szerokich ujęć na Cintrę, raczej zbliżenia i wejścia w detal.

Kaer Morhen (czyli Wiedźmińskie Siedliszcze) ukryte w górach i przysypane śniegiem prezentuje się dobrze i odczuwam niedosyt spędzonego tam czasu.

 

Przestrzenie czasowe, chaos i nadmiar

Kto pamięta pierwszy sezon, pamięta też chaos, częste powtarzanie tych samych myśli, wątków i zdarzeń z kolejnych perspektyw i narracji bohaterów. Sezon drugi też obfituje w wielość planów, ale zdecydowanie łagodniej, dzięki czemu całość układa się w sensowniejszą całość.

Przede wszystkim jest mocny wątek przewodni, który nadaje charakter i priorytety narracji: jest to relacja Wiedźmina z Ciri. Nie podróże po uniwersum, nie romanse z czarodziejkami czy pieśni Jaskra. To właśnie przedziwna relacja mutanta i dziecka-niespodzianki staje się sednem opowieści.

Czy wciąż dookoła dzieje się dużo i nie do końca sensownie? Tak. Nadal jest wielu magów o rozmaitych celach, szpiegów i królów o niecharakterystycznych licach, nie do końca zrozumiałe opowieści o Starszej Krwi i spory wątek elficki. Tak, może być sporo. Ale nie, nie martwcie się, jeżeli nie czytałyście książki bo…

Serial a książka, czyli scenarzyści robią co chcą

Dosłownie. Związki z literackim pierwowzorem… są, ale nie nazwałabym ich bliskimi. Mieszają się nastroje i wątki o zupełnie nowatorskich względem Sapkowskiego rozwiązaniach. Czy to dobrze czy źle – to będzie do oceny po kolejnych sezonach. Trudno powiedzieć jednak z czego wynika taka decyzja – po co wymyślać proch na nowo, zwłaszcza gdy po ten lepszej klasy wystarczy sięgnąć. Może to forma obrony przed powtórzeniem katastrofy finału „Gry o tron”. Może to bezpiecznik, w którym „ekranizacja” jest zbyt męczącą formą małżeństwa, a „na motywach” okazuje się inspirującym konkubinatem?

Zobacz też: Netflix pełen nowości

Geralt i Ciri, czyli bohaterowie 2 sezonu 

No i tu wreszcie dochodzimy znów do smakołyków. Ze wszystkich postaci troszkę uszło powietrze, dzięki czemu stali się bardziej ludzcy, mniej komiksowi i zdecydowanie mniej podlizujący się widzom. Pierwszosezonowe rozbieranki Geralta i nadmiarowe „fuck” czy „hmm”, były fajne przez dwa odcinki, by potem podryfować w stronę męczliwej, dusznej maniery.

Yennefer wreszcie przestała być obiektem dziwnych scenariuszowych zabiegów (sceny seksu czy jej wiedźmowej przemiany – na zawsze w naszych sercach, ale więcej nie trzeba), by przeobrażać się powoli w złożoną bohaterkę, jaką widział w niej Sapkowski.

Wiedźmin i Ciri

Wiedźmin i Ciri, czyli dziecko-niespodzianka / fot. Netflix

Jaskier jest tym razem bardziej arogancki i mniej sympatyczny. Może to celowy zabieg, bo na jego tle jeszcze lepiej wypada sam Geralt. Geralt, który w drugim sezonie z mrocznego zabijaki staje się… ojcem. Przyjacielem. Empatycznym opiekunem. No może jeszcze nie „staje się”, ale z pewnością „stara się”. A być opiekunem dorastającej Ciri łatwo nie jest.

Jestem też pełna podziwu dla twórców serialu za brak JAKICHKOLWIEK seksualnych niepokojów między Geraltem i Ciri (ze smutkiem i akceptacją zauważam, że Geralt ani raz nie prezentuje w tym sezonie swej klaty), ani między Ciri i pozostałą w Kaer Morhen grupą Wiedźminów. Jest dobrze. Żadnych lolit, żadnych wąsatych januszy.

Czyli tak – jest dużo lepiej i zaczynam wierzyć, że będzie jeszcze lepiej. Tym razem bez strachu sięgnę po książki, by przypomnieć sobie pierwotne sensy, które dwadzieściaparę lat temu całkowicie organizowały moją wyobraźnię. Do dziś mam w pamięci popołudnia spędzane nad kolejnymi powieściami Sapkowskiego, które mnie i siostrze kupowała mama (dziękuję!!). A Wy sięgajcie po drugi sezon Wiedźmina, jak po kawałek smakowitego okołoświątecznego ciasta. To będzie dobry czas. Nawet jeżeli nie będzie Was wiodła nostalgia, nowe uniwersum jakoś sobie z Wami poradzi i ugości w tej eklektycznej przestrzeni.

Autorka bloga www.wzwiazkuzekranem.pl. Jedną nogą w Krakowie, drugą w Wiedniu. Najchętniej pisze o sztuce, korpo i kobietach. Najchętniej w towarzystwie czarnej kawy

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ