Friday, April 19, 2024
Home / Kultura  / Książka  / Santo Versace: Jesteśmy Kalabryjczykami, nie gangsterami

Santo Versace: Jesteśmy Kalabryjczykami, nie gangsterami

Starszy brat Gianniniego po raz piewszy zdradził sekrety domu mody Versace

Giannini i Santo Versace

Giannini i Santo Versace / fot. materiały prasowe wyd. Znak

Kilometry jedwabiu, setki pokazów, topowe modelki, świat padający do stóp… oraz jedno dramatyczne wydarzenie, które kończy pewną epokę. Santo Versace, starszy brat Gianniego, po raz pierwszy uchyla rąbka tajemnicy domu mody Versace oraz swojego domu rodzinnego. Czy Versace miało powiązania z mafią?

 

Publikujemy fragment książki „Fratelli. Prawdziwa włoska rodzina”. Śródtytuły pochodzą od redakcji

 

 

Nie wszystkich cieszył nasz sukces. W 1994 roku Fiammetta Rocco z brytyjskiej gazety „The Independent on Sunday” napisała ohydny, przekłamany i pełen uprzedzeń artykuł, zarzucając nam bałagan w finansach i pranie pieniędzy organizacji przestępczej ‘ndrangheta. Łatwo było obalić zarzuty w sądzie, udowodnić ich bezpodstawność i zmusić gazetę do zapłaty odszkodowania. Nasze konta i sprawozdania finansowe były w porządku od początku działalności. Pilnowałem tego, bo zawsze miałem z tyłu głowy, że prędzej czy później trafimy na giełdę papierów wartościowych. Nie mieliśmy nic do ukrycia. Jesteśmy Kalabryjczykami, nie gangsterami.

Atakowanie rodziny Versace było sportem międzynarodowym

Kilka razy musiałem bronić naszego dobrego imienia w telewizji i w sądzie. Wydawało się, że atakowanie Versace stało się sportem międzynarodowym. W 2010 roku poszedłem do programu telewizyjnego L’infedele (Niewierny), którego gospodarzem był Gad Lerner. Wspominał o książce Gianluigiego Nuzziego i Claudia Antonellego i, bardziej ogólnie, o inwigilacji zorganizowanych grup przestępczych na północy. Wśród gości w studio znalazł się również Nicola Gratteri, prokurator ds. walki z mafią z Reggio Calabria. W książce wylano na nas kubeł pomyj, po rewelacjach skruszonego Giuseppe Di Belli. Według niego ‘ndrangheta trzymała w  szachu Gianniego i nas wszystkich. Łączyły nas narkotyki, pomoc finansowa, pranie brudnych pieniędzy, ale i poważniejsze przestępstwa. W związku z tym Gianniego zabito w trakcie rzekomych, wymyślonych konfliktów z ludźmi, których żaden z nas nigdy nie poznał. Udowodniłem, że nie mieliśmy z tym nic wspólnego, a na dowód przyniosłem dokumentację, zgodnie z którą w 1997 roku, kiedy zginął Gianni, zapłaciliśmy podatek w wysokości stu czterech miliardów lirów. Tak nie postępuje firma, która ma powiązania z mafią. W pewnym momencie puszczono na antenie rozmowę telefoniczną z Di Bellą. Aby potwierdzić swoją wiarygodność, powiedział, że według niego Gianni wciąż żyje.

Butiki Versace służyły do prania brudnych pieniędzy?

Kolejny istotny proces, który pokazał ludziom próbującym wybić się na naszej tragedii ich miejsce, odbył się w  Australii. Pozwaliśmy Franka Montego, prywatnego detektywa i  mitomana, autora książki liczącej czterysta stron, za którą otrzymał od wydawcy pięćset tysięcy dolarów. Mężczyzna zamierzał sprzedać prawa do ekranizacji za dwa miliony. Według niego to nie seryjny morderca Andrew Cunanan zabił Gianniego, ale mafia, a nasze butiki służyły do prania brudnych pieniędzy. Twierdził, że Cunanana, który kilka dni po zamordowaniu Gianniego popełnił samobójstwo, w rzeczywistości zabili zleceniodawcy. Ta książka to czterysta stron bzdur wymyślonych na podstawie przeprowadzek, podróży i spotkań Gianniego. Nasi australijscy prawnicy początkowo nie chcieli pozywać Montego, ponieważ obawiali się, że książka zawiera prawdę. Ale ja wiedziałem, że te oskarżenia nie trzymają się kupy, i nalegałem na rozprawę. Proces rozpoczął się 28 października 2001 roku w Sydney. Po kilku dniach obnażyliśmy zawarte w książce kłamstwa. Przedstawiłem materiał dokumentujący każdy dzień z życia Gianniego i zaprzeczający słowom Montego.

 

Może też cię zainteresuje:
Helena Rubinstein: Nie ma brzydkich kobiet, są tylko leniwe

 

20 milionów za podróbki Versace

Kolejne miasto, kolejna próba. Ale tym razem nawet się dobrze bawiłem. Pojechałem do Los Angeles, żeby zeznawać jako strona poszkodowana w sprawie o fałszerstwo i oszustwo. Chodziło o setki podrobionych ubrań, zwłaszcza marynarek i skórzanych kurtek. Były źle uszyte z materiału kiepskiej jakości i z fatalnie podrobioną Meduzą. Obrona twierdziła, że skoro nie zostały sprzedane, w zasadzie nie ponieśliśmy żadnej straty finansowej. Więc zacząłem, tam na tej sali, wkładać na siebie te ubrania, jedno po drugim. Pokazałem, jakie są brzydkie i jaką ogromną szkodę wizerunkową nam wyrządziły. Gdyby trafiły do obiegu, ludzie pomyśleliby, że Versace produkuje kiepską odzież. Wróciłem do Włoch z dwudziestoma milionami dolarów odszkodowania.
Nawet tak zwane Tangentopoli mody spełzło na niczym. Wraz z innymi projektantami – Mariuccią Mandelli, Armanim, Etro i Ferré – znaleźliśmy się na ławie oskarżonych o wręczanie łapówek podczas kontroli finansowych. Zapłaciliśmy, to prawda, ale nie byliśmy łapówkarzami, padliśmy ofiarą nadużycia władzy przez urzędników publicznych. W rzeczywistości Sąd Apelacyjny uniewinnił nas wszystkich, ponieważ nie dopatrzył się znamion przestępstwa. Wyrok utrzymano w kasacji w grudniu 1998 roku.

Książka Fratelli. Prawdziwa włoska rodzina

Fratelli Prawdziwa włoska rodzina

Książka „Fratelli. Prawdziwa włoska rodzina” / fot. wyd. Znak

Fratelli. Prawdziwa włoska rodzina to intymna, dotąd nieznana opowieść członka rodziny Versace, a zarazem jedyna w swoim rodzaju historia włoskich marzycieli, którzy zrewolucjonizowali świat mody.
Wraz z Santo zajrzymy pod podszewkę modowego imperium i uchylimy drzwi pilnie strzeżonych rezydencji. Zanurzymy się w świecie znanym z pierwszych stron gazet: rodzących się karierach celebrytów i modelek, bogactwie, przepychu, sławie. Poczujemy klimat włoskiego dolce vita, ukazanego na tle burzliwej historii dwudziestowiecznych Włoch.

 

TAGI
Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ