Tuesday, January 18, 2022
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Sanah: Królowa wybrana przez swoich słuchaczy

Sanah: Królowa wybrana przez swoich słuchaczy

Sanah – królowa quality popu na mainstreamowym tronie. W młodym wieku osiągnęła prawie wszystko. Co dalej?

sanah

Sanah / fot. materiały prasowe Universal Music Polska

Sanah jest dziś najpopularniejszą polską wokalistką, ale to nie będzie historia o nagłym objawieniu gwiazdy popu. Ciekawsza tym bardziej, że to nie dzięki jurorom w telewizji czy headhunterom, ale uporowi, konsekwencji i ciężkiej pracy zawdzięcza swoją popularność. No i oczywiście dzięki „zwykłym” ludziom, którzy odnaleźli ją na YouTube

 

Na oficjalnej stronie Sanah możemy przeczytać, że jej muzyka to „quality pop”. I w rzeczywistości jest to pop i jest to też pop bardzo nietypowy. Elementy piosenki poetyckiej, a zatem także wyszukanego języka mieszają się z tym slangowym i inteligentnymi nawiązaniami do popkulturowych zjawisk i, tak zwyczajnie, rzeczywistości. A przy okazji wysublimowane brzmieniowe konstrukcje przeplatają się z chwytliwymi, a jakże, popowymi melodiami. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo dziś Sanah może się poszczycić tytułem jednej z najpopularniejszych wokalistek na polskiej scenie.

 

Sanah – prawdziwe imię, wiek, początki kariery

Zuzanna Irena Jurczak (rocznik 1997 – 24 lata), bo tak naprawdę nazywa się wokalistka, zaczynała dość tradycyjnie. Najpierw szkoła muzyczna w Warszawie, gdzie uczęszczała do klasy skrzypiec, a później fortepianu, który jest dla wszystkich młodych adeptów skrzypiec w szkołach obowiązkowym instrumentem dodatkowym. Przeszedłszy przez wszystkie etapy edukacji muzycznej, zakończyła ją na tytule magistra swojego głównego instrumentu na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Na ten ostatni tytuł pracowała już po wydaniu swojej drugiej płyty i będąc znana już nie jako Zuzanna, a Sanah.

Z solidnymi podstawami teoretycznymi i praktycznymi, Sanah ruszyła na podbój świata. Jedne z pierwszych kroków skierowała do programu The Voice of Poland i brytyjskiego „Mam talent”. Telewizyjne talent show są wyzwaniem trudnym, kosztownym (jeśli wziąć pod uwagę podróże, samoloty czy hotele) i często jest to doświadczenie brutalne. Ale opłaca się – wiele z gwiazdorskich nazwisk wypłynęło właśnie na talent show. Niestety, okazało się, że Sanah będzie musiała wybrać inną ścieżkę – nie dostała się do żadnego z tych programów. A także do „Mam talent”. Później w wywiadach mówiła jednak, że koniec końców – patrząc na to jak historia się potoczyła – wyszło na dobre to, że wypłynąć pozwoliła jej sama muzyka, a nie telewizyjny fejm. Bo popularność zdobyła konsekwentnie wrzucając swoje utwory na YouTube.

Sanah czyli Zuzanna Irena Jurczak

Sanah czyli Zuzanna Irena Jurczak / fot. materiały prasowe

A później poszło już szybko. Współpraca z Mattem Duskiem, festiwal w Opolu, nominacje i nagrody we Fryderykach. Ta historia pokazuje najlepiej, że to, co w biografiach wygląda jak „cios za ciosem”, tak naprawdę jest procesem długim, żmudnym, który wymaga odwagi, żeby się pokazać i siły, żeby przetrawić odrzucenie, z którym artyści w zasadzie wszelkiej maści muszą się liczyć i stykać bardzo często.

Nowa płyta Sanah

Podczas eliminacji do jednego z programów teleiwyjnych wybrała piosenkę w repertuaru Ellie Goulding i choć Sanah nie komponuje muzyki z takim produkcyjnym rozmachem, jest w aranżacjach bardziej oszczędna, to myślę, że z Ellie mogłyby się melodiami wymieniać. Najnowsza płyta „Irenka” jest dojrzalsza i – jak mówi sama artystka – napisana z większą swobodą. Ale to właśnie melodyjność utworów i pięknie zharmonizowane kompozycje są klamrą spinającą twórczość Sanah jako całokształt.

W tym kontekście nie można też zapominać o tekstach, bo przecież w nich słuchacze szukają siebie czy czegoś, z czym mogliby się utożsamić. Muzyka Sanah jest kolejnym dowodem na to, że największy sukces przynosi jak najmniej udawania, kreowania się na coś czy kogoś i szczerość w tekstach. Sanah często śpiewa o smutku i złamanym sercu, to trochę jakby znak rozpoznawczy jej muzyki. I ewidentnie coś, z czym utożsamia się wielu jej słuchaczy. I przyznam, że aż mam ochotę sparafrazować memy o nowej płycie Adele, po której rzekomo wiele osób chciało się rozwodzić, choć nawet nie mieli partnerów. I ja słuchając, przykładowo, utworu „2:00”, zaśpiewanych z przejęciem słów

„Mogłam mówić co myślę / Na cały głos / Mogłam nie brać do siebie / Gdy zranił ktoś / Mogłam trzymać Cię mocniej / Gdy chciałeś iść” 

– poczułam w sercu ukłucie złamanego serca, choć żyję w szczęśliwym związku. Czyż to nie najlepszy dowód na siłę przekazu w muzyce?

Przeczytaj też: Adele 2021: nowy album „30” i wielka metamorfoza  

 

Choć oczywiście odrzucenie z talent-show, z dwóch nawet, musi być bolesne, to mam nadzieję, że dziś Sanah cieszy się, że to właśnie tak potoczyła się jej kariera. Trafiła do serc słuchaczy bez pośredników i – póki co – to działa. A ja życzyłabym scenie muzycznej więcej takich przypadków, w której to nie dziennikarze czy duże koty w branży, ale tylko fani decydują o tym, kto ma zasiąść na mainstreamowym tronie.

 

 

Dziennikarka, absolwentka muzykologii w Krakowie. Dużo pracuje z dźwiękiem, przede wszystkim nagraniami terenowymi. Aktualnie pochłonięta pracą nad tworzeniem dźwiękowej mapy Islandii.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach