Home / Miasto Miłości  / Samotne Walentynki to nie grzech

Samotne Walentynki to nie grzech

14 lutego czuć w powietrzu miłość i

Samotne walentynki

Okaż miłość komuś, komu naprawdę warto - Sobie! / fot. Pixabay

14 lutego czuć w powietrzu miłość i… frustrację. Bo jeszcze nikogo odpowiedniego nie znalazłam (a ciocie i babcie mówią, że to już najwyższy czas!), bo mój były wrzucił na Facebooku dokładne streszczenie walentynkowych planów, bo w tym dniu w telewizji lecą tylko komedie romantyczne… Jednak zamiast się zadręczać, wolę okazać miłość komuś wyjątkowemu, czyli sobie

 

Prezent dla mnie


Jeśli kogoś kochamy to chcemy go obdarowywać wyjątkowymi prezentami. Dlatego w tym roku wręczę sobie mały upominek. I na pewno będę z niego zadowolona. Plusem samotnych Walentynek jest to, że nie muszę robić głupiej miny, kiedy mój luby wręcza mi apaszkę w jaskrawych kolorach. Nie muszę też wymyślać milionów powodów, dla których nie mogę jej założyć. Wybiorę się na samotne zakupy, czyli takie, jakie lubię najbardziej (nikt nie pogania, nikt nie marudzi). Tym razem, zamiast kolejnej bluzki kupię ciekawą książkę albo zestaw pędzli i barwników do ubrań. Rozważam też opcję masażu lub seansu w saunie. W końcu moje ciało również potrzebuje miłości!

 

Zapotrzebowanie na endorfiny


Mimo, że nie jestem zagorzałą fanką aktywności fizycznej to od czasu do czasu lubię się porządnie zmęczyć. Nic tak nie poprawia humoru, jak „wyżycie” się na siłowni w Walentynki.  Ale to przecież nie jedyna opcja. Jest jeszcze basen, aerobik, zumba czy squash. Ważne, by wyrzucić z siebie każdą negatywną myśl.

 

Sama nie znaczy samotna


Nawet jeśli jeszcze nie znalazłam drugiej połówki to wcale nie oznacza,  że nie mogę umówić się na randkę, np. z przyjaciółką. Zakładam wtedy najlepszą spódniczkę, maluję rzęsy i staram się zachować równowagę w butach na 12-centymetrowym obcasie. Jeśli tego dnia dołączy do nas jeszcze dwóch samotnych kolegów to można uznać, że jesteśmy na podwójnej randce. Przynajmniej tak pomyślą wszyscy wokół. Zaproszeniem na imprezę też nie pogardzę! Nie mam alergii na partnerów bądź partnerki znajomych. Co więcej, lubię ich. Wystarczy, że w towarzystwie oprócz mnie będzie jeszcze jedna samotna duszyczka, a będę cała w skowronkach. Choć jestem przekonana, że MY samotni stworzymy całkiem silny obóz. Albo…

 

…zostanę w domu


Jednak nie będę płakać do poduszki i rozpamiętywać nieudane związki. Zamiast katowania siebie, wybieram rozpieszczanie. Zrobię swoje ulubione naleśniki z serem i czekoladą. Może nawet wypiję kieliszek czerwonego wina. Wezmę długą, relaksującą kąpiel, a na koniec obejrzę film. Może coś z „oscarowej” listy? Przyjaciółka ostatnio poleciała mi film „Joy” o kobiecie, która wynalazła… mopa. Zero miłości, 100 proc. motywacji.

 

„Hej, przecież to zwykły dzień!”


Wiem, że niektórzy podchodzą do Walentynek bardzo „serio”, ale dla mnie zawsze to był dzień, jak co dzień. Nigdy tej daty nie celebrowałam, nawet jeśli byłam w związku. Gdyby nie to, że wystawy sklepowe i Facebook cały czas mi przypominają, że to już tuż, tuż,  pewnie ze zdziwieniem bym zapytała „to dziś?”. Więc może lepiej obudzić się 15 lutego bez czekoladek, serduszek i kwiatów, ale z miłością w sercu do osób, na których nam zależy. W końcu mamy jeszcze 364 okazje w roku, aby okazać miłość!

 

Paulina Krawiec

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach