Thursday, December 3, 2020
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Reni Jusis: Niczego nie poświęciłam

Reni Jusis: Niczego nie poświęciłam

„Po weekendzie będę z dziećmi spędzać czas jak na grzędzie kura. Nie waż się przyklejać do mnie łatki ladacznicy, matki. Żadnej klatki” – śpiewa Reni Jusis. Kogo ma na myśli piosenkarka?

„ Odkryłam, że gitarowa muzyka barokowa bardzo szybko usypia dzieci. Muzycznie nie było mi potrzeba nic więcej.” / fot. Zosia Zija & Jacek Pióro/ Sony Music

„Myślę, że imprezowanie z biegiem czasu się przejada. Gdybym dziś prowadziła ten tryb życia co kiedyś, to byłabym już zombie, niedospanym osobnikiem.” / fot. Zosia Zija & Jacek Pióro/ Sony Music

„Myślę, że imprezowanie z biegiem czasu się przejada. Gdybym dziś prowadziła ten tryb życia co kiedyś, to byłabym już zombie, niedospanym osobnikiem.” / fot. Zosia Zija & Jacek Pióro/ Sony Music

Jednak mimo wszystko domówka nie jest w stanie zastąpić imprezy w klubie, myślę, że także dlatego, że na domówce są znajomi albo znajomi znajomych. W klubie można bawić się i poczuć jedność z obcymi ludźmi. Nie znamy się, ale wszyscy tańczymy do tej samej muzyki, wszyscy przeżywamy ją tak samo. Didżeje mówią o „magicznych momentach”, kiedy w kulminacyjnych chwilach publiczność entuzjastycznie krzyczy.

Reni Jusis: Ja takich momentów doświadczyłam przede wszystkim w klubach w Londynie, w Berlinie, gdzie widziałam jeszcze niepełnosprawnych ludzi tańczących na wózkach. Tam ta atmosfera mnie bardziej uwiodła niż w polskich klubach. To są też miejsca, do których idzie się z nastawieniem, by przeżywać tę muzykę. W Polsce takie momenty pamiętam głównie z wielkich koncertów.

„Włóczenie się po klubach” stoi zazwyczaj w opozycji do stylu życia, który starasz się propagować – zdrowego, bardziej świadomego. Da się te dwie rzeczy pogodzić? Czy miałaś moment, w którym potrzebowałaś przestawienia się na inny tryb?

Reni Jusis: Myślę, że imprezowanie z biegiem czasu się przejada. Gdybym dziś prowadziła ten tryb życia co kiedyś, to byłabym już zombie, niedospanym osobnikiem. Pojawia się poczucie, że życie jest gdzieś indziej. Natomiast dzieje się tak wiele rzeczy dookoła, koncertów, festiwali, że trzeba się nieźle logistycznie nagimnastykować, żeby to jeszcze pogodzić z życiem rodzinnym, zajmowaniem się dziećmi. Jednak cały czas podejmujemy te próby, bo to jest dla nas szalenie atrakcyjne. Jak czasem widzimy headlinerów na festiwalach, to od razu kombinujemy, jak tam pojechać. (Śmiech) Jest takie poczucie, że chciałoby się to w jakiś sposób połączyć i pogodzić, szczególnie teraz, w wakacje, kiedy można żyć od festiwalu do festiwalu. Ale to jest urocze, bo dzieciaki widzą, że to jest nasza pasja, że mamy więcej energii w sobie, jesteśmy spełnieni, szczęśliwi, mówimy o tym. Myślę, że jak trochę podrosną, to będą z nami jeździć na festiwale. Bo to jest coś, z czego my tak szybko nie wyrośniemy.

Myślę, że jeszcze jakieś pięć lat temu wszelkie postulaty dotyczące proekologicznego stylu życia przyjmowane były, mówiąc delikatnie, z ambiwalencją. Z mojej perspektywy to podejście bardzo szybko się zmieniło in plus. A jak to wygląda z twojej?

Reni Jusis: Społeczeństwo stało się bardziej świadome, wymagające. Mam wrażenie, że chce podnieść jakość swojego życia. Nie jest już zainteresowane tylko tym, co najtańsze, chwilowe. Ludzie zaczęli czytać etykiety, interesować się tym, za co płacą. Wymagają więcej od produktów. Dowodzą tego sukcesy wszystkich targów śniadaniowych i podobnych imprez czy miejsc, w których prezentują się manufaktury, produkty regionalne i gdzie można poznać osobiście ich twórców, uścisnąć im dłoń, porozmawiać, spojrzeć w oczy. To jest powód do tworzenia mniejszych społeczności, bliższych relacji. To stało się istotniejsze. Wiadomo, że to, co nowe, budzi początkowo strach, nerwowość. I tak było w tym przypadku. Ale ja widzę sens tej pracy, która była pracą u podstaw. To dzięki konsumentom i ich wymaganiom dziś w każdym sklepie znajdziesz jajka „zerówki”. Siedem lat temu nie były do dostania w centrum Warszawy. Teraz produkty z małych wytwórni są w ogromnych sieciach handlowych. Wiele osób wróciło do zakupów na targach, w małych sklepach. Ludzie zaczęli myśleć perspektywicznie. Na przykład kiedy budują dom, to wybierają rozwiązania, które są nie tylko ekonomiczne, ale też ekologiczne, co często idzie w parze. Ludzie chcą też dbać o zdrowie, a dziś trzeba w to włożyć więcej pracy.

To znaczy?

Reni Jusis: Wiele dzieciaków rodzi się z alergiami pokarmowymi, skórnymi, różnymi przewlekłymi chorobami. To nas wszystkich zmusza, żeby wziąć odpowiedzialność za losy młodych pokoleń. Mam wrażenie, że przez tych kilka lat zmienił się nasz stosunek do jedzenia. Wczoraj poznałam dziennikarza, który powiedział, że nigdy nie przypuszczałby, że będzie robił sobie koktajle z jarmużu. Mężczyźni wiedzą, co to jest jarmuż, i go lubią! To jest inspirujące i budujące.

Wiedzą, bo i dostęp do informacji jest lepszy.

Reni Jusis: Zgadza się. Wiele lat temu, kiedy zakładałam swojego bloga ekologicznego, trzeba było szperać po forach, odkrywać jakieś wątki, informacje były naprawdę rozsiane. Teraz jak grzyby po deszczu powstają blogi kulinarne i ich piękne książkowe wydania. Trzeba się mocno starać, żeby się temu oprzeć i o to nie otrzeć. Mam wrażenie, że ta świadomość ekologiczna to bilet w jedną stronę. Kiedy człowiek nauczy się czytać etykiety, zadawać pytania, dowie się, co jest w mocno przetwarzanej żywności, to już mu nie smakuje zupka w proszku, którą przecież wszyscy zajadaliśmy się jako studenci. I później podejmujemy kolejne wybory, dosyć intuicyjnie, ale z poczuciem ochrony siebie, naszej rodziny.

„Pamiętam wywiad z Vanessą Paradis we Francji, w jakimś popularnym wieczornym talk-show. Dziennikarz zapytał ją, czy nie żałuje, że odkąd zdecydowała się na macierzyństwo, ominęło ją parę ról. I ona wtedy wyszła ze studia.” / fot. Zosia Zija & Jacek Pióro/ Sony Music

„Pamiętam wywiad z Vanessą Paradis we Francji, w jakimś popularnym wieczornym talk-show. Dziennikarz zapytał ją, czy nie żałuje, że odkąd zdecydowała się na macierzyństwo, ominęło ją parę ról. I ona wtedy wyszła ze studia.” / fot. Zosia Zija & Jacek Pióro/ Sony Music

W pewnym sensie można powiedzieć: doczekaliśmy się. Dekadę temu prawie niemożliwe było zjedzenie czegoś wegetariańskiego na festiwalu, ja sama musiałam prosić o hot dogi bez parówek. Dziś festiwale są usiane nawet wegańskimi food truckami. Skończyło się śmiecenie plastikowymi kubeczkami, bo każdy ma swój jeden na całą imprezę. Tam też buduje się ta świadomość, i chyba najbardziej dynamicznie.

Reni Jusis: Zauważyłam, że wiele dużych firm za punkt honoru stawia sobie takie praktyki. Widzę, jak sporo ludzi zaczyna oszczędzać energię, witryny sklepowe są przygaszane na noc. W dużych korporacjach przy czajnikach są napisy: jeśli gotujesz wodę, to ugotuj jej tylko tyle, ile naprawdę potrzebujesz. To są drobne gesty, które stają się rutyną i są mile widziane. Dużo jest takich pomysłów. Wykorzystywanie materiału z recyklingu do produkcji ubrań, termin mody etycznej staje się bardziej popularny. A takie miejsca jak festiwale są idealne do wprowadzania tego typu „eksperymentów”, bo tam spotykają się ludzie nastawieni pozytywnie i można to świetnie wykorzystać.

Do tego dochodzą wymiany ubrań, sprzętu…

Reni Jusis: Dziś nawet widziałam plakat informujący o wymianie ubrań i płyt winylowych na głównej ulicy, która będzie na ten czas zamknięta. Takie inicjatywy zawsze mnie bardzo krzepią i podziwiam wszystkie osoby, które to inicjują. Bo wierzę, że takie rzeczy robi się z potrzeby misji i serca.

Rozmawiała: Kaśka Pauluch

Oceń artykuł
1KOMENTARZ
  • 바카라사이트 14 stycznia, 2020

    … [Trackback]

    […] Info on that Topic: miastokobiet.pl/reni-jusis-niczego-nie-poswiecilam/ […]

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach