Saturday, September 18, 2021
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Renata Gabryjelska – reżyserka własnego życia

Renata Gabryjelska – reżyserka własnego życia

Renata Gabryjelska sukcesem filmu „Safe Inside” potwierdza słuszność swoich życiowych wyborów

modelka Renata Gabryjelska

Renata Gabryjelska, modelka, aktorka, reżyserka (filmów i... własnego życia) / fot. Sylwester Zacheja

„Nie ma nic złego w tym, że zrobimy coś tylko dla siebie. Mamy jedno życie i warto w nim zagrać główną rolę”, mówi Renata Gabryjelska, modelka, aktorka, reżyserka (nagrodzona ostatnio za thriller „Safe Inside” na międzynarodowym festiwalu filmowym w San Diego), którą prezentujemy w specjalnej sesji zdjęciowej i wywiadzie dla „Miasta Kobiet”. 

Słuchając historii Renaty Gabryjelskiej można odnieść wrażenie, że to bajka, w której piękna dziewczyna wyrusza na podbój świata zdobywając miłość, pieniądze i szczęście. Nie jest jednak klasyczną bohaterką, która odgrywa rolę przydzieloną przez wszechmogącego narratora. Renata Gabryjelska wierzy, że każdy z nas ma realny wpływ na swoją historię, bo to my jesteśmy reżyserem i głównym aktorem w tym filmie.
W rozkwicie popularności (pokazy mody, okładki najlepszych kobiecych magazynów, rola w filmie „Girl Guide” i serialu „Złotopolscy”) Renata Gabryjelska nieoczekiwanie wywiesiła światu kartkę „Zaraz wracam” i postawiła na miłość oraz poszukiwanie nowej drogi dla siebie. Po kilku latach szczyt polskiego show biznesu, zamieniła na Mount Everest Base Camp (obóz bazowy 5364 m n.p.m.), a ostatnio na prowansalskie pole lawendy w swoim reżyserskim debiucie „Safe Inside”.
W szczerej rozmowie Renata Gabryjelska opowiedziała, gdzie szukać szczęścia i jak wyreżyserować własne życie. O tym co okazuje się najważniejsze w obliczu choroby czy śmierci i czego uczy nas pandemia.

Pożar i Himalaje

Maria Szponar: Po po wyborach Miss Polonia w 1993 roku podpisałaś kontrakt z paryską agencją modelek Metropolitan i Elite Models. Czym była dla ciebie praca modelki?

Renata Gabryjelska: Myślę, że każda mała dziewczynka marzy, żeby znaleźć się w bajce. Gdy byłam nastolatką, takim światem był dla mnie modeling. Miałam to szczęście, że zostałam zauważona i wyjechałam do Paryża, gdzie pracowałam dla agencji Metropolitan.

Paryż był dla mnie jak sen, ale paradoksalnie to tam przeżyłam coś traumatycznego, co wpłynęło na moje dalsze życie. Moje paryskie mieszkanie doszczętnie spłonęło. Uratowali mnie strażacy, którzy nieprzytomną wynieśli mnie z płomieni. Cudem przeżyłam…

Czyli twoja historia nie jest bajką, w której nie ma strachu i ryzyka…

Nie jest, ale właśnie to wydarzenie bardzo dużo mi uświadomiło. Zdałam sobie wtedy sprawę jakie to wszystko ulotne. Jak w krótkiej chwili możemy stracić urodę, zdrowie, życie. Miałam wtedy dwadzieścia lat, dostałam się na prawo w Warszawie. Po tym wypadku zadecydowałam, że nie będę opierać swojej przyszłości tylko na modelingu. Wróciłam do Polski i skończyłam studia.

Renata Gabryjelska modelka

Życie w Paryżu zostało naznaczone traumą / fot. Sylwester Zacheja

Wyjazd do Paryża, powrót do Polski, kariera aktorska, później wycofanie się z show biznesu – to zaskakujące zmiany w życiowym scenariuszu. Czy kiedykolwiek bałaś się zaryzykować?

Może trudno w to uwierzyć, ale nie jestem osobą odważną. Raczej jestem z tych, którzy działają mimo tego, że się boją. Na przykład cztery lata temu spełniłam swoje wielkie marzenie, które czekało na realizację ponad dwadzieścia lat. Dlaczego tak długo? Zwyczajnie bałam się, że nie podołam. Chciałam wyruszyć w Himalaje i dotrzeć pod Mount Everest Base Camp (obóz bazowy), ale moja wada mnie powstrzymywała.

Mam arytmię, więc bliscy bali się o moje zdrowie – a ja o to, że oni się martwią. W pewnym momencie pomyślałam, że jeżeli tego nie zrobię i nie przełamię lęku, to zawsze będę tego żałować.

Przebadałam się, skonsultowałam z lekarzami i pojechałam. Namówiłam swoją przyjaciółkę, która też jest filmowcem i zrobiłyśmy z naszej wyprawy film dokumentalny „Moc Dziewuch”. Chciałyśmy pokazać innym, że można… Dużo ograniczeń jest tylko w naszej głowie. Często też same je tworzymy. Oczywiście, to moje marzenie było szczególne. Nie chodzi mi teraz o to, żeby kobiety szturmem ruszyły w Himalaje, ale by przełamywały się, realizowały w różnych dziedzinach i dążyły do celu, nawet jeśli ten szczyt początkowo wydaje się nieosiągalny. Mnie ta podróż dodała nowej energii do realizacji następnych projektów. Kiedy jest mi naprawdę ciężko przypominam sobie Himalaje, jak przezwyciężałam swoje słabości. Lęk wysokości, myślenie, że nie dam rady, że moje serce nie wytrzyma. Pokonanie własnego strachu pokazało mi, że dałam radę, że jestem silna.

Mam wrażenie, że podchodzisz do życia jak byłby to challenge. Czy rzeczywiście kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana?

Wyjście ze sfery komfortu, bezpiecznego i przewidywalnego świata zawsze nas rozwija. Dzięki kolejnym wyzwaniom uczę się czegoś nowego o sobie, o świecie, w którym żyję, poznaję ciekawych ludzi. Wyprawa w Himalaje nauczyła mnie wdzięczności. Tam zrozumiałam, jak dużo mam. Jak dużo my ludzie świata zachodniego mamy. W Nepalu nie ma obowiązkowej edukacji. Małe dzieci zostają tragarzami w górach. Wyobrażasz sobie dziesięciolatka, który z dala od domu i bliskich codziennie dźwiga kilkunastokilogramowe worki? Nie ma praktycznie żadnych szans na zmianę, czy rozwój. Ta podróż zmieniła moje spojrzenie na wiele prostych spraw jak chociażby na to, że mam ciepły kaloryfer w mieszkaniu czy bieżącą wodę.

Renata Gabryjelska

Renata Gabryjelska szybko porzuciła karierę modelki / fot. Sylwester Zacheja

Renata Gabryjelska

Najpierw była aktorką, a potem stanęła po drugiej stronie kamery jako reżyserka / fot. Sylwester Zacheja

Od modelki do reżyserki

Mówiąc o losie nepalskich dzieci podkreślasz, jak ważna jest edukacja. Sama jesteś absolwentką prawa, marketingu i reżyserii. Taki był plan, czy szukałaś miejsca dla siebie?

Na pewno poszukiwałam własnego miejsca. Studia prawnicze były bezpiecznym wyborem, ale w pewnym momencie wiedziałam, że nie będę wykonywać tego zawodu. Czułam, że muszę poszukać dla siebie nowej drogi. Później był marketing, a na końcu reżyseria. I to te ostatnie studia uświadomiły mi, co jest dla mnie ważne. Zrozumiałam czym chcę się zajmować i od piętnastu lat stoję już po drugiej stronie kamery. Robię to, co kocham.

Zaczynałam od bardzo prostych dokumentów. „Nibylandia” opowiada o kobiecie, która po śmierci 6-letniej córeczki, całe swoje życie poświęciła ratowaniu bezdomnych stworzeń, głównie psów. To historia o bezwarunkowej miłości. Drugi dokument „Janek” opowiada o bezdomnym pucybucie, który podróżując pociągami czyścił buty pasażerów. Bohatera tego filmu poznałam w podróży z Krakowa do Warszawy. Ten dokument to opowieść o szukaniu przestrzeni dla siebie, ale i o tym, że nie każdy ma swoje bezpieczne miejsce w świecie.  To co mnie najbardziej pociąga w reżyserii, to sprawczość. Możesz widzowi pokazać coś ważnego, podważyć utarte schematy.

Wydaje mi się, że historią Janka Pucybuta trochę udało mi się odczarować stereotyp osoby bezdomnej. Większość z nas do bezdomności przykleja łatki: alkoholików, narkomanów, ludzi unikających pracy. A Janek jest pracowity, wrażliwy i kocha kino. W oku kamery staje się niezwykły, prawie magiczny. Tak bardzo uwielbiał musical Chicago, że nauczył się stepować. Miał nawet buty na specjalne okazje, w których stepował jak Richard Gere.

Trzeci film to „Pogodna” o starszych ludziach, którzy dla społeczeństwa stają się niewidzialni. To bardzo ważny dla mnie film o miłości matki i córki. Historia o jesieni życia, która może być pełna pasji. Praca nad dokumentami uświadomiła mi, że jeżeli zagłębimy się w duszę innego człowieka, poświęcimy mu trochę czasu, ciepła, uważności to w każdym znajdziemy coś pięknego i wartościowego. Nie zawsze widzimy to od razu, czasami pomaga kamera, takie trzecie oko.

Wspomniałaś o stereotypach… Przyjęło się, że ładnym jest w życiu łatwiej. Czy w przypadku kobiet nie jest odwrotnie?

Są czasami śmieszne sytuacje, kiedy jest trochę łatwiej, jak dostaniesz mandat to się uśmiechniesz i być może policjant będzie bardziej wyrozumiały. Ale to jest stereotyp, z którym również walczyłam. Moja kariera zaczęła się w latach 90. od wyborów Miss Polonia. Parę lat później już jako reżyserka, która wcześniej była modelką i aktorką grającą w serialach – musiałam dać z siebie więcej.

Czy twoja przeszłość jednak w jakiś sposób pomogła w pracy reżyserki?

Kiedy odbierałam nagrodę w San Diego za pełnometrażowy debiut „Safe Inside” pomyślałam, że cała ta moja droga to jakaś spójna całość. Na gali był oczywiście czerwony dywan, ścianka i bardzo dużo fotografów. Pomyślałam wtedy: Jak to dobrze, że kiedyś byłam modelką i umiem pozować. Jak to dobrze, że jestem z tym oswojona, że już się tego nie boję… i mogę stojąc w czerwonej sukni spokojnie opowiadać o projekcie. Wcześniejsze doświadczenia: występy na scenie, praca modelki, nawet wybory Miss Polonia, gdzie musiałam się ze sceną zmierzyć pierwszy raz – bardzo mi pomogły. Nie mówię, że w San Diego się nie bałam, ale wiedziałam, że kiedyś już na inną scenę wychodziłam, więc teraz też dam radę.

Renata Gabryjelska

Renata Gabryjelska podejmowała różne studia, zanim odkryła, ze reżyseria jest jej prawdziwą pasją / fot. Sylwester Zacheja

Nie bałaś się zawodowych zmian. Ludzie często trzymają się pierwszego wyboru i latami wykonują pracę, której nie lubią. Co powiedziałabyś osobom, które boją się zaryzykować?

Nie jestem zwolenniczką zerojedynkowych decyzji. Zmiana jest procesem i naprawdę można iść do celu małymi krokami. Nie każdy jest ryzykantem, który w jednej chwili rzuci dotychczasową pracę i całkowicie zmieni swoje życie.

Myślę, że najpierw trzeba znaleźć sobie przestrzeń, aby sprawdzić co jest moją pasją. Zadać sobie zadać szereg pytań: Co poza pracą mnie fascynuje i ciekawi? Co sprawia, że się uśmiecham i jestem szczęśliwa? Co chciałabym robić?

Jeśli pracujesz w korporacji, a kochasz szyć to zastanów się czego potrzebujesz, żeby móc z tego żyć. Może warto kupić nową maszynę albo pójść na jakiś kurs. Niezbędny jest plan działania. Taki proces to są trzy kroki: pasja, plan i kompetencje. Kiedy mamy już te trzy punkty to musimy wygospodarować trochę czasu dla tej nowej sfery życia. Warto ją wzmocnić, aby z czasem płynnie przejść do pracy, która będzie naszą pasją. Istotą takiej zmiany jest uświadomienie sobie czego chcę i co kocham robić, żeby nie przenieść się z jednej korporacji do innej – bo zmieni się jedynie miejsce, a nie nasze życie.

Jak to przygotowanie do zmiany wygląda w praktyce?

Realizację planu zacznijmy od małych kroków. Czasami nawet rodzinie trzeba wyjaśnić co się dzieje. Przykładowo, marzysz o karierze pisarki, dlatego musisz wytłumaczyć bliskim, że każdego dnia będziesz poświęcać dwie godziny tylko pisaniu. Na ten czas trzeba światu wywiesić kartkę „Przerwa”. Potrzebujemy czasu, aby rozwinąć swoje kompetencje. Nasze marzenia nie są mniej ważne od oczekiwań innych ludzi. Pasję można realizować równolegle do pozostałych obowiązków. Kiedy poczujesz się silna i kompetentna w nowym zawodzie, w tej nowej pasji – nie będziesz już się bała zmiany.

Safe inside, na granicy życia i śmierci

Będąc na szczycie, postanowiłaś na kilka lat zniknąć z życia publicznego. Czy ta przerwa była takim wywieszaniem kartki światu: teraz zajmuję się nową pasją, wrócę za chwilę i zdobędę nagrody na międzynarodowych festiwalach?

Już w roku dwutysięcznym zaczęłam myśleć o zmianie. Z jednej strony grałam w serialu „Złotopolscy”, ale równolegle pracowałam jako menadżer w firmie PR-owej. Utrzymywałam balans, to był stan pewnej równowagi. Jednak dla nas kobiet często uczucia są tak silnym bodźcem, że to one pchają nas w określonym kierunku. W tamtym czasie bardzo się zakochałam.

Miłość sprawiła, że postanowiłam zostawić wszystko i wyprowadzić się z Warszawy. Wiem, że to była dobra decyzja, bo dzięki niej jestem dziś tym kim jestem.

Ten krok był początkiem wielu lat pracy nad sobą: Warszawska Szkoła Filmowa, później Mistrzowska Szkoła Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy. To były lata mojej nauki, rozwoju, pracy nad warsztatem, zrozumienia czym jest reżyseria i jak powinno się pracować z aktorami. 

De facto gdzieś na końcu mojej podróży w poszukiwaniu własnej drogi wszystko zaczęło do siebie pasować. Umiejętności, które nabywałam przez lata pracując na planie, jako aktorka były bardzo cenne w pracy reżyserki. 

Renata Gabryjelska w oknie

„Safe Inside” to opowieść o ludziach, którzy żyją na pograniczu dwóch światów: życia i śmierci / fot. Sylwester Zacheja

Mount Everest to też symbol osiągnięcia celu życiowego. Czy droga do stworzenia „Safe Inside” przypominała mozolną wspinaczkę na szczyt?

Droga do celu była bardzo długa, mozolna i naszpikowana różnymi trudnymi momentami.

W Las Vegas, gdzie zostałam nagrodzona za reżyserię mocno uderzyła mnie wypowiedź jednego z wyróżnionych aktorów. Dziękując stwierdził, że ludzie nawet nie wyobrażają sobie, jak często aktorzy zderzają się z odrzuceniem. Pomyślałam wtedy, że to dotyczy również reżyserów i reżyserek. Bez względu na zawód to dotyka każdego człowieka, który walczy o swoje marzenia.

Pracując nad „Safe Inside” też tego doświadczyłam. Trzeba mocno wierzyć w swoje projekty, aby się nie poddawać temu uczuciu, bo odrzucani będziemy na pewno bardzo często. Najważniejsze jest przekonanie, że mam coś ważnego do powiedzenia. To powinno nas motywować, dodawać siły, aby po kolejnym upadku wstać, otrzepać się i pójść dalej…

W wywiadach często powtarzasz, że tworzenie filmu to nie tylko sztuka dla sztuki. Czy będąc reżyserką trzeba być też w pewnym sensie businesswoman?

Na pewno reżyser czy reżyserka powinien być dobrym liderem, bo są kołem zamachowym całego projektu. Byłam reżyserką i pomysłodawczynią „Safe Inside”, dlatego to na mnie w dużej mierze opierało się pozyskanie ludzi, którzy chcieliby ze mną współpracować. Musiałam ich przekonać, że ten projekt udźwignę, że mam kompetencje, potencjał i siłę, aby go zrealizować. To jest taka umiejętność, którą masz albo trzeba się jej nauczyć.

Renata Gabryjelska w oknie

Reżyser musi być dobrym liderem, mówi Renata Gabryjelska / fot. Sylwester Zacheja

W Twoim filmie zagrała Joanna Kulig, łatwo jest namówić aktorkę tej klasy do udziału w debiucie fabularnym?

Pozyskanie aktorów, których chcesz zobaczyć w swoim filmie to wyzwanie. Pierwszym krokiem jest scenariusz, potem szczegółowa wizja jak chcesz projekt przeprowadzić i na końcu coś co nazywamy „chemią” między ludźmi, która się pojawia albo jej nie ma. Joasia Kulig od zawsze wpiera kobiety z branży filmowej i jestem jej za to ogromnie wdzięczna. Produkcja została zrealizowana w języku angielskim. Doszło kolejne wyzwanie, bo pracowałam też z aktorami anglojęzycznymi. Dlaczego mówię o byciu liderką, liderem? Bo właśnie kimś takim powinien być reżyser. Mamy jakieś wyobrażania na temat pracy z liderami mężczyznami i kobietami. Jeśli ten podział, rzeczywiście istnieje to „kobiecy sposób” zarządzania świetnie się sprawdza na planie filmowym. Mam tu na myśli: plan działania, przygotowanie, ale też elastyczność i empatię.

Czy w świecie twórców istnieje rodzaj zewnętrznej presji sukcesu finansowego dzieła, czy filmu?

Tak. Nie można pracy artystycznej oderwać od założeń produkcyjnych, czy budżetu. Niestety, tak po prostu jest. Bycie filmowcem nie oznacza, że możesz sobie przedłużać zdjęcia do tego momentu, aż będziesz w stu procentach zadowolona ze sceny. Zawody twórcze to również odpowiedzialność za projekt i wielki stres. Szczególnie dla debiutanta to duże wyzwanie.

To co uważam za najtrudniejsze w tym zawodzie to sprostanie pewnym oczekiwaniom. Jak film się sprzeda? Jak przyjmie to widownia? Czy inwestycja się zwróci?

W tym kontekście, oprócz bycia liderem pojawia się aspekt biznesowy. Podobnie jest w korporacji, ktoś odpowiada za projekt i albo spełni czyjeś oczekiwania, albo nie. W reżyserii są, trzy możliwości: możesz dowieźć ten projekt tylko artystycznie albo tylko komercyjnie, ale największym marzeniem każdego filmowca jest dowieźć go artystycznie i komercyjnie. I ta trzecia opcja to jest taki Mount Everest dla każdego reżysera i całej ekipy. Takim filmem dla mnie jest „A beautiful mind” Rona Howarda.

Ile w sukcesie „Safe Inside” jest przypadku, a ile bardzo dobrego planu? Co trzeba zrobić, żeby produkcja odniosła sukces i jednocześnie była bardzo dobrym filmem w swoim gatunku?

Nie ma w tym żadnego przypadku. To co się wydarzyło to na pewno połączenie kilku rzeczy. Bardzo lubię kino gatunkowe, filmy z tajemnicą. Thriller psychologiczny był czymś co zawsze mnie pociągało. Film jest po angielsku, bohaterami są Amerykanie. Nie chodzi o to, że nie chciałam zrobić filmu po polsku. Po prostu zdawałam sobie sprawę, że thriller ma większe szanse na zwrot inwestycji, jeżeli będzie po angielsku i tu jest ten kontekst biznesowy, o którym myślałam. Świadomie podjęłam decyzję, że mój pierwszy film fabularny będzie thrillerem psychologicznym i będzie to kino gatunkowe. Włożyłam całe serce w tę produkcję. Jest w niej dużo moich osobistych doświadczeń i metafor.

„Safe Inside” to opowieść o ludziach, którzy żyją na pograniczu dwóch światów: życia i śmierci. To taka szara strefa. Osoby w śpiączce – bo o nich mowa – nie są w stanie się z nami porozumiewać, dlatego nie do końca wiemy, czy mają świadomy kontakt ze światem realnym. Jeżeli mają, to nie wiemy w jaki sposób odczuwają naszą rzeczywistość.

Niezrozumiałe zjawiska są szansą dla scenarzysty i reżysera na zbudowanie fikcyjnego świata, w którym jest dużo tajemnic. W tej zmyślonej, ale i metafizycznej rzeczywistości można odnaleźć ślady moich bardzo osobistych doświadczeń. Kiedy byłam młodą dziewczyną mój tata uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu. Przez kilka dni był w śpiączce, gdzieś właśnie na granicy życia i śmierci. To wydarzenie sprawiło, że już w tamtym momencie zaczęłam sobie stawiać bardzo dużo pytań natury egzystencjalnej.

Renata Gabryjelska

„Safe Inside” to debiut fabularny Renaty Gabryjelskiej / fot. Sylwester Zacheja

Pandemia, izolacja, strach i śmierć tak wielu ludzi… Jakie masz przemyślenia po tym roku i jak to wpłynęło na twoje plany na przyszłość?

Jestem osobą, która lubi mieć swoje życie pod kontrolą. Pandemia uświadomiła mi jednak jak wiele rzeczy od nas nie zależy i jak kruche jest życie. Zrozumiałam, ile warte są relacje z najbliższymi i to jak ważne jest kim jesteśmy wewnętrznie. Jak ważne jest budowanie siebie i decydowanie o tych rzeczach, na które mamy jakiś wpływ. Ciągła niepewność, zmiany, chaos informacyjny, lockdown, ludzkie tragedie – to wszystko sprawiło, że zaczęłam sobie zadawać dużo pytań na temat mechanizmów funkcjonowania współczesnego świata. Jakie zmiany już na stałe wejdą do naszego życia?

Sama wykorzystałam ten czas, aby pracować nad sobą. Medytowałam, ćwiczyłam, biegałam. To dawało mi siłę. Zaczęłam marzyć o starcie w półmaratonie. Kiedy z powodu obostrzeń większość spraw załatwialiśmy online dostałam zaproszenie z Warszawskiej Szkoły Filmowej. Mogłam podzielić się swoją wiedzą ze studentami aktorstwa. Te spotkania były dla mnie impulsem do tworzenia kolejnych pomysłów.

Prowadziłam też warsztaty w StoryLab dla scenarzystów. Oprócz zajęć filmowych, pracuję z kobietami. Dyskutujemy o tym, jak budować w sobie odwagę i siłę, aby przestać bać się zmian. Można żartobliwie uznać, że takie warsztaty to połączenie wiedzy filmowej i psychologii, bo uczymy się jak reżyserować swoje życie. Dziś prawie wszystko dzieje się online i to jest na pewno doświadczanie nowej rzeczywistości, w której kontakt z drugim człowiekiem jest ograniczony, zastępowany przez technologię.

Trudno uwierzyć, że sami piszemy swoją historię…

Mamy wpływ na pewne zdarzenia i nawet w trudnych momentach reżyserujemy naszą rzeczywistość. Kiedy spotykam się z innymi kobietami, czasami opowiadam im swoją historię. Jeżeli nie mamy swojej wizji świata, własnych celów czy marzeń to w takie wolne miejsce za chwilę ktoś się wkradnie. Bardzo często jesteśmy zawłaszczani przez pragnienia innych. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Potrzeby i oczekiwania innych zaczynają wypełniać nasze życie, dlatego to takie ważne, aby mieć swoje marzenia, cele i kreować rzeczywistość na własnych zasadach. Nie ma nic złego w tym, że zrobimy coś tylko dla siebie, o ile potrafimy równolegle zadbać o najbliższych. Mamy jedno życie i warto w nim zagrać główną rolę.

Cała nasza rozmowa to gotowy plan jak płynnie przejść od rozczarowania do odgrywania głównej roli we własnym życiu…

Tak, ale żeby to wszystko o czym rozmawiałyśmy mogło się wydarzyć – to my też musimy się wewnętrznie zmienić, bo bez tej zmiany w nas samych… nie ma mowy o zmianach dookoła.

Rozmawiała: Maria Szponar

Renata Gabryjelska sesja zdjęciowa

Renata Gabryjelska pandemię wykorzystała do pracy nad sobą / fot. Sylwester Zacheja

 Oficjalna strona Renaty Gabryjelskiej: www.renatagabryjelska.pl

Informacje o wywiadzie i sesji zdjęciowej
Wywiad: Maria Szponar
Zdjęcia: Sylwester Zacheja
Fryzura: Jowita Protasiewicz
Makijaż: Agata Maxellon
Kreacje: Konrad Bikowski Queens Factory
Biżuteria: Joanna Żbikowska
Fascynator: MARTOCZKI Marta Galińska
Miejsce, gdzie odbył się wywiad: Queens Factory 
Produkcja: Maxellon

TAGI
Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach