Tuesday, March 17, 2026
Home / Ludzie  / Prawdziwe historie  / Połączyło je nieszczęście. Potem jedna z nich się zakochała

Połączyło je nieszczęście. Potem jedna z nich się zakochała

Na czym polega prawdziwa przyjaźń?

przyjaciółki

Czy przyjaciół poznaje się w biedzie czy w szczęściu? Fot. Karola G. / Pexels / Canva

Poznały się na studiach podyplomowych z zarządzania, ale połączyło je coś znacznie mocniejszego… nieszczęście. A dokładniej – nieszczęście Dominiki.

 

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie? Historia Dominiki i Izy wydaje się to potwierdzać, ale tylko do czasu, gdy poziom poczucia nieszczęścia obu kobiet był podobny. Co się jednak wydarzy, gdy jedna z nich odnajdzie szczęście?

 

Wszyscy faceci to świnie

– To było tak banalne, że dzisiaj chce mi się z tego śmiać

– zaczyna swoją opowieść Dominika. Pojechała na weekend do rodziców, ale w połowie drogi zadzwonił tata. Powiedział, że mama bardzo źle się czuje, że nie wiadomo, czy to grypa, czy coś innego, i lepiej, żeby nie ryzykowała zarażenia się.

– Zawróciłam więc samochód. To był piątek, już wieczór. Weszłam do mieszkania, które wynajmowałam z moim narzeczonym. Była w nim… inna kobieta. W moim szlafroku, z moją filiżanką w ręce. To było surrealistyczne. Faceta, który miał być miłością mojego życia, zamurowało. Nie wydusił z siebie ani słowa, podobnie jak ja. Obróciłam się na pięcie i wyszłam.

Dominika rozpłakała się dopiero w samochodzie. Nie miała dokąd pójść. Jedyną osobą, jaka przyszła jej do głowy, była Iza. Wiedziała, że mieszka sama, w dodatku niedaleko.

– Zapytałam, czy mogę u niej przenocować. Zgodziła się od razu. Spędziłam u niej na rozkładanej kanapie prawie trzy tygodnie, zanim byłam gotowa stawić czoła życiu. Głównie leżałam i płakałam, w pracy wzięłam zwolnienie. Iza robiła mi herbatę, czasem trzymała za rękę i mówiła, że wszyscy faceci to świnie.

Iza utrzymała Dominikę na powierzchni w tym trudnym czasie i tym przypieczętowała ich przyjaźń.

 

Zobacz też:
Był miłością mojego życia. Zabrała mi go jedna głupia sprzeczka i… przyjaciółka

 

Same red flagi

Dominika opowiada, że Iza też nie miała szczęścia w miłości.

– W dodatku doświadczyła skrajności: żonatego, który spotykał się z nią tylko dla seksu, oraz „księcia z bajki” – jak jej się na początku wydawało – który mówił, że zbyt ją szanuje, żeby uprawiać z nią seks przed ślubem. Nakryła go na oglądaniu gejowskiego porno.

Iza, zrażona do mężczyzn, wyspecjalizowała się w wyłapywaniu „red flags”.

– Umawiała się czasem z kimś na Tinderze, ale miałam wrażenie, że głównie po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że faceci są okropni. Ja jednak nigdy nie straciłam wiary w miłość.

Pół roku po „wstaniu z kanapy” Dominika poczuła się gotowa, by założyć konto na Tinderze. Początkowo każdego faceta i każdą randkę detalicznie omawiała z Izą, która chciała ją ustrzec przed kolejnym miłosnym dramatem. Iza opracowała własny system „wchodzenia w związki”, zgodnie z którym należało zamrozić w sobie emocjonalne angażowanie się na co najmniej trzy randki, a ten czas wykorzystać na obserwację i analizę sygnałów.
Spóźnił się na spotkanie? Zapomnij, to szczyt braku szacunku. Nie odpisuje od razu na wiadomości? Zapomnij – jeśli teraz nie ma dla ciebie czasu, to kiedy będzie go miał? Mówi, że jesteś wspaniała i że mu na tobie zależy? Zapomnij, za szybko – to na pewno love bombing, czyli strategia narcyza. Nie może się spotkać w weekend, bo jedzie z kumplami w góry? Zapomnij. Chyba nie jesteś dla niego priorytetem, skoro nie zaproponował ci, żebyś do niego dołączyła. 

– Iza powtarzała: „Jak dobrze, że mamy siebie. Faceci nam niepotrzebni”. Nie chciałam usłyszeć od niej: „A nie ostrzegałam cię, że tak będzie?”, więc po jej analizie czerwonych flag z żadnym z tych, prawdopodobnie całkiem spoko mężczyzn, nie spotkałam się po raz drugi. Czułam się jednak coraz bardziej sfrustrowana i wręcz przez nią osaczona.

Aż poznała Marka.

CZYTAJ TAKŻE:  Karolina Główczyk: Pierwsza Polka, która zaprojektuje następne Ferrari?

 

Polecamy:
Zobaczyłam narzeczonego z dzieckiem. Nie moim

 

Boisz się o mnie powiedzieć przyjaciółce?

Połączyło ich spotkanie biznesowe. Marek przez krótki czas był dostawcą aplikacji do projektu, który Dominika koordynowała. Od razu zwrócił jej uwagę.

– Spodobało mi się, że jest taki ogarnięty, naturalny. Dawno nie czułam takiego rozluźnienia w ciele, gdy z kimś rozmawiałam, nieważne na jaki temat. Zaczęłam łapać się na tym, że kontaktuję się z nim częściej, niż naprawdę wymagał tego projekt. Miałam wrażenie, że on też szuka okazji, żeby napisać, zadzwonić, pogadać.

Kiedy domknęli projekt, zadzwonił do niej i zapytał, czy chciałaby kontynuować znajomość na gruncie prywatnym. Tak po prostu. Dominika zrozumiała, że zależy jej na Marku, gdy uświadomiła sobie, że nie powiedziała o nim ani słowa Izie.

– Wiadomo było, co usłyszę. Dziesięć lat starszy? Zapomnij. Rozwodnik? Zapomnij. Wyjeżdża w zagraniczne delegacje? Zapomnij, wiadomo przecież, co się na takich wyjazdach robi. Miałam wrażenie, że po roku tej intensywnej przyjaźni mój wewnętrzny głos był głosem Izy. A ja po prostu chciałam dać Markowi szansę. Spotykałam się z nim – tak, wiem, jak to dziwnie brzmi – w tajemnicy przed własną przyjaciółką.

Pewnego dnia, gdy wracała z Markiem z kina, zobaczyła w oddali Izę i gwałtownie skręciła w boczną uliczkę.

– Marek był zdziwiony moją reakcją, bo zachowałam się irracjonalnie, jakbym została nakryta na jakiejś zbrodni. Zapytał: „Poczekaj, pozwól mi to zrozumieć. Spotykamy się od kilku miesięcy, a ty boisz się o mnie powiedzieć swojej najlepszej przyjaciółce? Nie wiem, co o tym myśleć. Albo nie traktujesz mnie serio, albo to nie jest twoja najlepsza przyjaciółka”.

Głos w głowie Dominiki, „mówiący Izą”, włączył alarm: „No widzisz, on chce zniszczyć naszą przyjaźń!”. Ale Dominika wiedziała, że Marek ma rację.

– Wypowiedział na głos coś, co czułam od dawna: że spoiwem mojej przyjaźni z Izą jest równowaga w naszym poziomie odczuwania zadowolenia z życia. A właściwie „niezadowolenia”, bo paradoksalnie najbardziej stabilną częścią Izy był jej poziom poczucia nieszczęścia, bycia ofiarą. Kiedy pozostawałam w tej strefie, było cudownie, kiedy z niej wychodziłam, nasze relacje słabły, a ja zostawałam z poczuciem winy.

Dominika pomyślała, że jedynym sposobem na przetrwanie przyjaźnie jest odnalezienie przez Izę satysfakcji z życia. I że wiodą do tego dwie ścieżki – fajny związek lub dobra praca. Z tym drugim się poszczęściło.

CZYTAJ TAKŻE:  Osoba apodyktyczna – kim jest? Apodyktyczność w życiu codziennym

Nareszcie dobrze?

Kiedy Dominika w końcu powiedziała Izie o Marku, nastał trudny czas dla ich relacji.

– Iza zdecydowanie rozkwitała, gdy musiała mnie pocieszać, a bledła, gdy ja tryskałam optymizmem. Za bardzo jednak zależało mi na Marku, żeby pozwolić jej to zepsuć. On był naprawdę świetnym facetem i po roku się pobraliśmy.

Przyjaźń z Izą pewnie by tego ślubu nie przetrwała, gdyby nie wspaniały zbieg okoliczności. Z firmy Dominiki z dnia na dzień odeszła osoba z działu księgowości, a Iza niedawno skończyła kurs rachunkowości i szukała nowej drogi zawodowej.

– Moja firma jest mała, liczą się nie tylko kompetencje, ale i relacje. Zarekomendowałam Izę do pracy. Została przyjęta na okres próbny i to była super decyzja dla wszystkich. Iza, mimo że była świeża w zawodzie, w cyferkach i Excelu czuła się jak ryba w wodzie.

Dzięki temu, że kobiety widziały się codziennie w pracy, Dominika miała poczucie, że dba przyjaźń i że nie zaburza ona jej małżeństwa. Pracowały w różnych działach, na różnych stanowiskach, nie było między nimi zależności służbowych. Więc przynajmniej na tym tle nie mogło dojść do konfliktu.

– Tyle że niedługo potem życie przyniosło zmianę, której Iza nie była w stanie unieść.

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w szczęściu

Informacja o ciąży była dla Dominiki jak gwiazdka z nieba. Ale nie pobiegła do Izy, żeby wykrzyczeć swoje szczęście. Bała się, że to znowu mogłoby wprowadzić nierównowagę do ich przyjaźni.

– Wtedy nie widziałam tego tak ostro jak teraz: skoro nie możesz dzielić z przyjaciółką radości z najważniejszych chwil w twoim życiu, to czy to na pewno jest przyjaźń? Więc tak, powiedziałam jej o ciąży, ale w formie neutralnego faktu. Nawet trochę ponarzekałam, że „teraz to dopiero się zacznie: kolki, nieprzespane noce, więzienie na własne życzenie”. Ukryłam prawdziwe emocje, które czułam.

Dominika pracowała niemal do samego końca. Od Izy dostała krótkie „gratuluję” SMS-em, gdy wysłała jej zdjęcie małego Kuby i zaprosiła, by ich odwiedziła. Kiedy dwa miesiące później Dominika przyszła na chwilę do firmy, żeby ustalić z szefową, jak mogłaby wdrożyć się w niektóre zadania przed powrotem z macierzyńskiego, zajrzała do pokoju Izy.

– Nawet nie wstała zza biurka, żeby się przywitać. Zapytałam, co u niej i kiedy mnie odwiedzi, żeby poznać Kubę. A ona zaczęła wyliczać, że teraz jest luty, a to zawsze czas wystawiania PIT-ów, potem zacznie się szykowanie rocznych rozliczeń, potem to, tamto i owamto… „Pewnie w maju będzie więcej luzu” – zakończyła.

Dopiero wtedy do Dominiki dopiero coś, co dla jej męża było widoczne od samego początku, a ona ciągle to wypierała.

– Jeśli moja najlepsza przyjaciółka nie jest w stanie w ciągu najbliższych trzech miesięcy znaleźć chwili, by dzielić ze mną radość z narodzin mojego dziecka, to ta relacja nie zasługuje na miano przyjaźni. Długo to jeszcze potem rozkminiałam, aż uznałam, że Iza po prostu nie była w stanie unieść mojego szczęścia. Więc dzisiaj powtarzam, że to nie w biedzie poznaje się prawdziwych przyjaciół, ale właśnie w szczęściu.

TAGI

Dziennikarka i redaktor naczelna „Miasto Kobiet”, które wymyśliła i wprowadziła na rynek w 2004 rok. „Miasto Kobiet” to jej miłość, duma i pasja. Prezeska Fundacji Miasto Kobiet, która wspiera kobiety w odkrywaniu ich potencjału oraz założycielka Klubu Miasta Kobiet – cyklu spotkań dla kobiet z inspirującymi gośćmi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ