Home / Miasto Prezentów  / Projekt: Święta. Misja: Nie zwariować

Projekt: Święta. Misja: Nie zwariować

To czas konfrontacji z oczekiwaniami, tradycją, konsumpcją posuniętą do granic sensowności, ale przede wszystkim z bliskimi i samą sobą

Kobieta w masce święta Mikołaja

Jest jasne, że Święta Bożego Narodzenia w naszej szerokości geograficznej są wyjątkowe. Bo nawet jeżeli Świąt ktoś nie lubi, to rzadko udaje się wobec nich pozostać obojętnym / fot. Toa Heftiba / Unsplash

Mijają wakacje, wracasz do biura. I szkoły, jeżeli masz dzieci. Bez twojej uwagi upływa parę chwil i już Wszystkich Świętych lub Halloween. Nie zdążyłaś się jednak jeszcze rozgrzać zupą z dyni, a już w sklepach czekają na ciebie renifery i śpiewające Mikołaje. I jesteś w samym środku wiru. Świątecznego

Odliczanie, namawianie, sprzedawanie

Nie ma ważniejszego sezonu od Świąt i wie to każdy, kto cokolwiek sprzedaje. Od sprzedawców notesów, książek, perfum czy ciuchów, przez myjnie samochodowe udostępniające vouchery aż do codziennych sprzedawców chleba, ziemniaków i mięsa. Tak. Bo mięso wciąż jest najważniejsze. Spójrz na reklamy największych sieci spożywczych. Mięso – duże, różowe i tanie, to jest twarz Świąt, które kupujesz co roku.
Wprawdzie mięsu ciężko dorysować dzwoneczki i czerwony nos, ale oblicze bożonarodzeniowe zyskuje w tym czasie niemal wszystko. Kawy, herbaty, ciasteczka, podkoszulki, nawet mokre chusteczki mają czerwono-zielone etykiety. Są „świąteczne promocje” i „wyjątkowe okazje na Święta”. Witryny sklepów kapią od brokatu choinek, a w radiu co chwilę słyszysz „All I Want for Christmas” na zmianę z „Jingle Bells” i „Kuligiem”. Co tylko może – zyskuje świąteczną pieczątkę i cenę. Nawet zakupy przestają być czynnością codzienną, a stają się przygotowaniami. Wszystko, na co spojrzysz, ma przypomnieć ci o tym, czego jeszcze nie zrobiłaś, a przede wszystkim: czego jeszcze nie kupiłaś.

Święta po polsku

Jest jasne, że Święta Bożego Narodzenia w naszej szerokości geograficznej są wyjątkowe. Bo nawet jeżeli Świąt ktoś nie lubi, to rzadko udaje się wobec nich pozostać obojętnym. Do Świąt musisz się jakoś odnieść. Bez względu na to, czy jesteś matką, singlem, wege, zero-waste, czy podróżniczką, pracoholiczką, lub czy może wolałabyś w te dni jeść kebaby i uzupełniać zaległe tabelki z pracy. Christmas jest zjawiskiem totalnym i pożerającym.

To czas konfrontacji z oczekiwaniami, tradycją, konsumpcją posuniętą do granic sensowności, ale przede wszystkim z bliskimi i samą sobą.

Bo cała praca, którą w ten Christmas zainwestujesz, to nie jest zwykła praca. Kutia nie jest zwykła, ani uszka, ani barszcz. To twoja zgoda na ciągłość. To twoja akceptacja znaczeń, które ci przekazano. To także deklaracja, że poniesiesz je dalej.
I to jasne, że ta deklaracja leży na barkach kobiet. To wciąż kobieta, westalka i strażniczka domowego ogniska, zarządza świątecznym projektem. Co i gdzie postawić, co i kiedy kupić, co zamrozić i jakie prezenty kupić całej rodzinie.
Sama Wigilia jest więc nie tylko kolacją z bliskimi, jest najważniejszym wieczorem roku. Jest podsumowaniem roku mijającego i obietnicą tego nowego. Wszystko więc do Wigilii musi być doskonałe i zaplanowane. I to planowanie jest na twoich, droga Czytelniczko, barkach. Ty tym zarządzasz, jesteś kierownikiem budowy i managerem tego projektu. Siadasz więc do Wigilii nie tylko zmęczona, ale przede wszystkim zestresowana. Czego zapomniałam i co się nie uda? A jest przecież pewne, że coś się nie uda. Zabraknie naczynia, albo ktoś wyleje barszcz, a ty nie masz zapasowego obrusa. Albo nikt nie zechce jeść twojej kapusty z cynamonem, choć spędziłaś nad nią kilka godzin w ciągu ostatnich dwóch dni. A przecież jest pyszna.
I tą nieszczęsną kapustą zajmujesz swoją uwagę nie tylko przed Wigilią, ale i w trakcie, bo cały wieczór spędzasz na bieganiu, doglądaniu, dokładaniu i dolewaniu. Jesz w zasadzie niewiele, głównie dlatego, że wciąż jesteś na nogach, a poza tym najadłaś się, próbując wszystkiego przez cały dzień. Twoje Święta to czas pracy nienormowanej, czas pracy niedostrzeganej i oczywistej. Bo przecież Święta zawsze takie są, prawda? Jest choinka, prezenty, dwanaście potraw, koszmarny karp i pierogi. W głowach twoich bliskich nie ma nawet przestrzeni, w której mogłoby czegoś nie być.

Dla każdego prezent

Oprócz pracy przed Świętami – sprzątania, zakupów i wszechprzygotowań; oprócz pracy bezpośrednio świątecznej, czyli eventu wigilijnego, są jeszcze…prezenty. Są więc domy, w których się losuje obdarowanego. Są domy z progiem inwestycji, tj. prezent do 25zł i ani grosza więcej, bo zbankrutujemy! Są domy bez prezentów i są domy z nieograniczoną liczbą podarków. Wszędzie pewne jest tylko jedno – prezent zawsze jest wyzwaniem nasyconym znaczeniami. Jego obecność lub brak. Co kupić i jak opakować? Czy każdemu należy się tyle samo? Czy można dać komuś mniej? Co o mnie pomyśli, gdy odpakuje? Czy się ucieszy? Czy wystarczająco się ucieszy? Czy zauważy, że drugiemu podarowałaś więcej?

Bo może, kupując prezent, po prostu kupujesz dwa kilo i trzy metry uwagi. W kolorowym, błyszczącym pudełku zamykasz wszystkie wasze niezałatwione sprawy, powierzchowne rozmowy i historie, których nie odpowiedzieliście sobie cały rok.

Wykupujesz więc wyrzuty sumienia, przykrywając je stertą prezentów, których już nikt nie ma gdzie pomieścić.

Odkupienie na Święta

Coraz więcej z nas nie chce jednak godzić się już na takie Święta. Mając w pamięci zabiegane i udręczone matki, szukamy odpuszczenia między garnkami i gonitwą, w której nie chcemy uczestniczyć. Coraz modniejsze są wyjazdy wakacyjne w trakcie Świąt i zupełne odcięcie od rzeczywistości oczekiwań.
A przecież to mógłby być piękny czas. Czas spotkania. Czas mindfullnessu i wdzięczności, o których przeczytałaś już wszystkie poradniki dostępne na rynku. Czas wymiany energetycznej, podarowania sobie nawzajem czasu i starań, by było nam po prostu miło, choćby przy kupionym filecie z mintaja i ciastach z hipermarketu. Czas zwolnienia i zgody, że nie musi być doskonale, że najważniejsze w tym wszystkim jest tych kilka chwil, w których jesteśmy przejęci, że spotkaliśmy się w tym samym gronie przy tym samym stole, ale o rok mądrzejsi.
Tak mogłoby być. Ale maszyna ruszyła. Kalendarze adwentowe odliczają, co powinno już być zrobione. Czy umyłam okna? Wywietrzyłam szafy? Zrobiłam listę gości? Listę potraw? Nie. Nie zinwentaryzowałam nawet talerzyków na Wigilię. A przecież nie ma czasu na zwłokę, zegar tyka. Ale jest jedna rzecz, którą zaczęłam robić. Zaczęłam kupować prezenty.
Wesołych Świąt!

Anna Petelenz

Autorka bloga www.wzwiazkuzekranem.pl. Jedną nogą w Krakowie, drugą w Wiedniu. Najchętniej pisze o sztuce, korpo i kobietach. Najchętniej w towarzystwie czarnej kawy

Oceń artykuł
1KOMENTARZ
  • Alla Grudzień 4, 2018

    Oj powiem Wam dziewczyny, że mnie osobiście ta cała świąteczna oprawka wprawia w dobry nastrój. No mozę na początku listopada to zbyt wcześnie,ale nie mam nic przeciwko jeśli w sklepach są wystawki w grudniu, Czy jeśli w radio gra świąteczna muzyka 🙂

    Jesli chodzi o prezenty to jestem zdania, ze liczy się pamięć a nie to co podarujemy drugiej osobie. Jeśli szukacie niedrogiego ale jednoczęsnie oryginalnego prezentu polecam zajrzeć sobie tutaj:
    https://www.megakoszulki.pl

    W sklepie jest bardzo wiele świątecznych pomysłów na prezenty.

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach