Home / Kultura  / TOP 4: kobiecym okiem

TOP 4: kobiecym okiem

Dowiedz się, co warto obejrzeć w styczniu i lutym

W styczniu i lutym 2018 będzie na czym zawiesić oko... / fot. materiały prasowe

Indywidualne postaci i bohaterowie zbiorowi. Silne kobiety i ikony uległości. Szaleństwa wyobraźni i twarde warunki realizmu. Oscarowi faworyci i rodzime przeboje. Początek roku w polskich kinach zapowiada się niezwykle obiecująco

W styczniu i lutym 2018 będzie na czym zawiesić oko… / fot. materiały prasowe

 

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Frances McDormand w filmie „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” / fot. materiały prasowe

Wyobraź sobie, że twoja córka ginie w tragicznych okolicznościach, zgwałcona i zamordowana (niekoniecznie w tej kolejności). Policja po kilku rutynowych czynnościach zaprzestaje poszukiwań sprawców. Co robisz? Jeśli jesteś jak Mildred Hayes, pełna wściekłej rozpaczy, możesz zapragnąć sama wymierzyć sprawiedliwość. Zaczniesz jednak od mocnych wyrzutów pod adresem opieszałych stróżów prawa i wynajmiesz tablice reklamowe przy wjeździe do miasta. Postawisz na nich kilka niewygodnych pytań.
Oto punkt wyjścia Trzech billboardów za Ebbing, Missouri, wedle niektórych najciekawszego filmu roku i czarnego konia przyszłych Oscarów (pisząc te słowa, nie mam jeszcze wiedzy na temat tegorocznych nominacji). Film, bezpośredni jak jego tytuł i sposób bycia Mildred (była już w kinie jej imienniczka, gotowa zrobić wszystko dla swojego dziecka – Mildred Pierce, tytułowa bohaterka klasyka Michaela Curtiza z 1946 roku), uderza widza prosto w twarz. Choć reżyser, Martin McDonagh, podobnie cieniuje swoje postacie pod względem psychologicznym, tym razem nie mamy do czynienia z dramatem noir, tylko ze współczesnym westernem, przypowieścią o samotnym mścicielu, który – co rzadkie w tej konwencji – okazuje się być kobietą. Pozornie chłodną i działającą na brutalnych męskich zasadach, ale niepozbawioną czułości. Mildred odsłania się w najbardziej poruszającej scenie „Trzech billboardów…”, gdy po ostrej kłótni z miejscowym szeryfem okazuje głęboką troskę na wieść o jego chorobie.
Film trzyma tempo, choć zgodnie z teatralną proweniencją reżysera najwięcej dzieje się tu w interakcjach pomiędzy postaciami. Często przybierają one formę potyczek słownych, jakich nie powstydziłby się sam Quentin Tarantino. Jak autor Pulp Fiction, McDonagh miał również bezbłędną intuicję co do obsady (podobno większość ról pisał z myślą o konkretnych aktorach). Jego film to prawdziwy tour de force Frances McDormand, która, jak napisał pewien krytyk, jednym spojrzeniem wywołuje efekt, na który ktoś inny potrzebowałby długiego monologu. Kroku dotrzymują jej również Woody Harrelson w roli szeryfa i Sam Rockwell jako policjant rasista, odkrywający swoje drugie oblicze.
Martin McDonagh spoważniał. Po serii dowcipnych ćwiczeń gatunkowych („Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj” z 2008 roku), nie rezygnując z czarnego humoru, nakręcił traktat o gniewie i żalu. Dosadny, momentami wulgarny, ale autentyczny, aktualny i głęboko humanistyczny.

Nowe oblicze Greya

Dakota Johnson i Jamie Dornan w filmie „Nowe oblicze Greya” / fot. materiały prasowe

Nawet jeśli to zestawienie łamie prawa chronologii, nie można zarzucić mu monotonii. Być może po emocjonalnej walce płci w Trzech billboardach… zechcecie odpocząć przy bardziej klasycznym damsko-męskim układzie. Luty to przecież czas Walentynek, a te nie mogłyby się obejść bez premiery kolejnej odsłony wielu z twarzy nieprzeniknionego Greya. Chociaż związek Christiana i Anastazji rozpoczął się od niestandardowych praktyk erotycznych, stabilizacja nie zabiła łączącej ich namiętności. Szykujcie się więc na kolejną dawkę seksu, perwersji i luksusu w hollywoodzkim stylu. Nie obędzie się bez zazdrości i niebezpieczeństwa, któremu świeżo poślubieni małżonkowie będą musieli wspólnie stawić czoła.

Kształt wody

„Kształt wody” / fot. materiały prasowe

Wyobraźnia Guillerma del Toro, reżysera oscarowego Labiryntu fauna (2006), również zahacza o nietypowe erotyczne rejony. Meksykański mistrz wyobraźni opowiada historię miłości niemej sprzątaczki i morskiego potwora więzionego przez amerykański wywiad. Jedni skupią się na tej ponadgatunkowej love story, inni dostrzegą gorzką refleksję o (nieprzemijających) czasach zimnej wojny.

Atak paniki

Magdalena Popławska w filmie „Atak paniki” / fot. materiały prasowe

Po trzech intensywnych spotkaniach z amerykańską popkulturą wracamy na własne podwórko. Dystrybutorzy zapowiadają, że reżyserski debiut Pawła Maślony to „brawurowa komedia, w której nic nie jest tym, czym się wydaje, a codzienność zamienia się w czyste wariactwo”, zaś branża oznajmia narodziny nowej ery w polskim kinie.

Ewa Szponar

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach