Thursday, May 30, 2024
Home / POLECAMY  / Pożegnanie przed powitaniem. Doświadczenie poronienia – o tym się nie mówi

Pożegnanie przed powitaniem. Doświadczenie poronienia – o tym się nie mówi

Trudno uwierzyć, ile ciąż kończy się poronieniem

bardzo smutna kobieta

Po poronieniu nie zamykaj się na pomoc / fot. Canva

W portfelu, gdzieś między wizytówkami, a kartami płatniczymi jest coś, dzięki czemu Edyta czuje się bezpieczniej. Zdjęcie małego aniołka, którego nigdy tak naprawdę nie widziała. Wydruk z badania USG to jej jedyna pamiątka po kimś, kto żył zaledwie kilkanaście tygodni, a potem zniknął. Jego rodzice do tej pory boją się zapytać lekarza, co się z nim stało

 

Może lepiej nie wiedzieć?

„Poronienie to nadal temat rzadko poruszany w przestrzeni publicznej, czy nawet w prywatnych rozmowach. Mogłoby się wydawać, że nie jest to zatem powszechny problem. Tymczasem z różnych badań wynika, że 15-25% wszystkich ciąż kończy się poronieniem. Inaczej mówiąc: nawet co czwarta ciąża obumiera.” , piszą Kamila Raczyńska-Chomyn (@dobre_cialo) i Joanna Frejus (@omatkodepresja), inicjatorki projektu #poronilam i założycielki platformy SiostryRonie.pl, która jest miejscem wsparcia i źródłem wiedzy dla osób w trakcie i po poronieniu.

Większość z tych przypadków dotyczy tak wczesnego okresu, że wiele kobiet może nawet nie zdawać sobie sprawy, że były w ciąży. 27-letnia dziś Monika straciła dziecko prawie dwa lata temu. Była wówczas w 6 tygodniu ciąży i czasem zastanawia się, czy dobrze zrobiła, kupując test ciążowy. 

– Miesiączka nie przyszła na czas, ale brzuch bolał coraz bardziej. Pomyślałam, że to przez stres. Kupiłam test w aptece, choć byłam niemalże pewna, że to nie ciąża. Dwie kreski były dla mnie ogromnym zaskoczeniem, jeszcze tego samego dnia umówiłam się do lekarza. Potwierdził wynik testu. Brzuch bolał coraz bardziej, do tego doszły skurcze i krwawienia. Po drodze był weekend, zaczekałam do poniedziałku i z samego rana pojechałam do szpitala. Po badaniu USG lekarz spytał mnie, czy jestem pewna, że byłam w ciąży, bo on nic już tam nie widzi… Natychmiast zrobili mi potrzebne badania, potem łyżeczkowanie pod narkozą, potworny ból po wybudzeniu, a po południu byłam już w domu. Sama. Nie mam pojęcia, co oni zrobili z tymi „resztkami po poronieniu”. Nie wiem, co tak naprawdę stało się z płodem. I nie wiem, po co w ogóle zrobiłam ten test ciążowy. Poronienie wzięłabym za opóźnioną miesiączkę i może tak bardzo by to wszystko nie bolało… Boję się o tym myśleć, wszystko działo się tak szybko. Widocznie tak miało być.

Przeczytaj koniecznie:
Czy ojcowie mają prawo płakać?

 

Czy to moja wina?

Pierwsza ciąża, tak jak w przypadku Moniki, dość często kończy się poronieniem, bo organizm jest jeszcze za mało dojrzały na przyjęcie zarodka. Do innych powodów poronienia lub przedwczesnego porodu, o którym mówimy, gdy ciąża kończy się zbyt wcześnie, ale po 22 tygodniu, należą przede wszystkim czynniki genetyczne, choroby przewlekłe matki, zakażenia wirusowe lub pasożytnicze, nieprawidłowa budowa narządów rodnych matki, toksyczne zatrucia oraz zaburzenia hormonalne. Ryzyko kolejnego poronienia wzrasta o 25% w stosunku do pierwszego. Dlatego właśnie warto poznać jego przyczynę, aby móc zapobiec dramatowi ponownej utraty nienarodzonego dziecka.

W przypadku poronienia trudno mówić o czyjejś winie, jednak kobiety bardzo często mają wyrzuty sumienia.

– Lekarz zapewniał mnie, że tak się czasem dzieje i nie ma tu mojej winy

– tłumaczy 32-letnia Edyta, której czwarta ciąża skończyła się w 12 tygodniu – ale ja i tak wciąż zastanawiam się, co robiłam źle. Może za mało kwasu foliowego? Może za późno poszłam do lekarza? Plamienia zdarzały się w każdej z moich poprzednich ciąż, nie miałam pojęcia, że dzieje się coś złego…

26-letnia Justyna od 9. tygodnia swojej drugiej ciąży wiedziała, że jej dziecko będzie poważnie chore. Lekarz poinformował ją, że może zdecydować się na legalną (jeszcze wtedy) aborcję, jednak ona i jej mąż postanowili walczyć o swoją córeczkę. Niestety, w 23. tygodniu, podczas wizyty kontrolnej, okazało się, że jej dziecko nie żyje

– Miałam normalne objawy ciążowe, nawet wydawało mi się, że czuję ruchy dziecka. Jak się później okazało, to były skurcze, a ja chodziłam z martwym dzieckiem przez trzy dni. Przez myśl mi nie przeszło, że ona przestała walczyć. A jednak lekarz podczas badania USG powiedział, że ona odeszła – opowiada Justyna – Natychmiast dostałam skierowanie do szpitala, a na drugi dzień musiałam wziąć tabletkę poronną, który wywołała silne skurcze i po pięciu godzinach urodziłam nasze dziecko. Mąż cały czas był przy mnie.

Jak mam się pożegnać?

– Kiedy lekarz stwierdził, że doszło do poronienia, kazał mi zgłosić się na drugi dzień rano, na czczo, na zabieg łyżeczkowania. Wtedy pozbyłam się wszelkich złudzeń. Najbardziej bałam się tego, że lekarz będzie mi chciał pokazać to, co zostało z mojej ciąży

– opowiada Edyta. Przez całą noc miałam koszmary o maleńkim, poszarpanym ciele dziecka. Czułam się, jakbym miała mieć aborcję.

Łyżeczkowanie to bardzo przykry zabieg, który polega na oczyszczeniu macicy z pozostałości po poronieniu. Wykonuje się go, by zapobiec możliwym infekcjom, czy krwotokom i pobrać materiał do badania histopatologicznego. Ono ma pomóc ustalić przyczynę poronienia. Co się dzieje z pozostałościami płodu, które zostają wydobyte podczas łyżeczkowania? Jeśli pośród nich nie było już zarodka, są one traktowane jak odpady medyczne. W przypadku jeśli zarodek wciąż znajdował się w ciele kobiety, wtedy należy podjąć trudną, szczególnie w kontekście bólu po stracie, decyzję. Pozostawia się zwłoki w szpitalu i to do jego obowiązków należy organizacja pochówku, albo rodzina sama podejmuje się tego zadania.

Zdaniem Justyny, pogrzeb to najlepszy sposób na pożegnanie się ze swoim dzieckiem

– Kiedy urodziłam, położna na naszą prośbę pokazała nam córeczkę. Ważyła 600g, widać było, że się męczyła. Nie wybaczyłabym sobie, gdybyśmy jej nie zobaczyli. Trwało to może trzy minuty, ale mogliśmy się z nią pożegnać. To było dla nas przeżycie nie do opisania. Mamy nadzieję, że odczuła tę miłość, troskę i odeszła w spokoju. Pogrzebem zajął się mąż, bo ja musiałam dojść do siebie.

Natomiast Monika nigdy nie dostała szansy na pożegnanie się ze swoim nienarodzonym dzieckiem

– Nie wiem, kiedy dokładnie poroniłam. Miałam bardzo obfite krwawienia, więc mogło się to stać w każdej chwili. Nie zaobserwowałam tego konkretnego momentu. Może to i dobrze, a moja ciąża była przecież dość wczesna. Nie wiem, czy chciałabym zobaczyć to, co zostało z mojego dziecka.

Poronienie a kolejna ciąża. Co dalej?

Psycholożka dr Teresa Samek zauważa:

– Doświadczenia związane z poronieniem mogą być bardzo trudnym przeżyciem psychologicznym dla potencjalnych rodziców. Wiążą się z poczuciem utraty, nie rozumieniem jej przyczyn, a więc poczuciem bezradności, krzywdy, żalu, niesprawiedliwości, gniewu lub obniżonym nastrojem. Kwalifikują się do kategorii traumy zarówno przed- jak i poporodowej. Wiele zależy od procedur, obowiązujących w szpitalu i profesjonalizmu personelu medycznego. Jeśli kobieta czuje się kolejnym „przypadkiem medycznym”, jeśli personel nie przekazuje informacji o możliwości pożegnania się z nienarodzonym dzieckiem, jeśli bagatelizuje wagę subiektywnie przeżywanego dramatu, skutki psychologiczne mogą mieć długotrwały charakter i wpływać na dalsze życie kobiety i mężczyzny jako przyszłych rodziców.

 

Dr T. Samek podkreśla, że nie istnieją uniwersalne sposoby na szybkie wyjście ze stanu traumy, którą każda kobieta może przeżywać inaczej. Jednak dobrze jest pamiętać o kilku radach, które – na podstawie swoich doświadczeń – sformułowały moje rozmówczynie:

  • Nie szukaj winnych, nie obwiniaj siebie – daj sobie czas, żeby ochłonąć, a potem wybierz się na badania, które pomogą ustalić przyczynę poronienia. Jeśli nie uda się jej jednoznacznie określić, spróbuj zaakceptować fakt, że nie mogłaś temu zapobiec.
  • Pamiętaj o wizytach kontrolnych i postaraj się zadbać o swój organizm również poprzez odpoczynek – twój organizm może być bardzo osłabiony.
  • Nie próbuj na siłę zapomnieć – nie wyprzesz ze świadomości tego, co się stało.
  • Daj sobie czas na żałobę – specjaliści radzą, by nie tłumić w sobie żalu. Justyna potrzebowała roku, żeby uporać się z tęsknotą i zaprzestaniem ciągłego pytania „dlaczego?” i choć nigdy nie zapomni o dramacie, jaki przeżyła, dziś traktuje zmarłą córkę jak swojego anioła, który czuwa nad nią z tamtej „drugiej strony”.
  • Poszukaj wsparcia – to nie wstyd poprosić o wsparcie przyjaciółkę, mamę czy psychologa, a nawet zapisać się do grupy wsparcia. Czas leczy rany, a najtrudniejszy okres, tuż po stracie dziecka, swoją obecnością pomogą przetrwać najbliżsi lub specjaliści.

Kolejne dziecko to już nowe dziecko – po śmierci wyczekiwanego maleństwa, rodzice często dość szybko starają się o nowe, które podświadomie traktują jako pocieszenie po stracie. Jednak nie da się zastąpić jednego człowieka drugim – kolejne życie jest już innym życiem i nic nie da utożsamianie go z poprzednim.

Może też cię zainteresuje:
Gdyby został ci rok życia? Towarzyszka w żałobie i doula umierania mówi, jak przygotować się do śmierci

Pamiętaj, że poronienie nie przekreśla szans na urodzenie w przyszłości zdrowego dziecka. Poronienia tzw. nawykowe, czyli inaczej nawrotowe, kiedy kobieta traci ciążę co najmniej trzy razy pod rząd, zdarzają się stosunkowo rzadko. Podstawą jest wykonanie niezbędnych badań i odpowiednia profilaktyka, która pomoże zminimalizować ryzyko utraty dziecka.

SiostryRonie

„Nie jesteś z tym doświadczeniem sama”, mówią Joanna Frejus i Kamila Raczyńska-Chomyn, współtwórczynie projektu #poroniłam i platformy SiostryRonie.pl, na której można znaleźć dużo materiałów dla osób z doświadczeniem poronienia. Są filmy o depresji po poronieniu, o żałobie, o pochówku dziecka nienarodzonego, przysługujących prawach, traumie i zespole stresu pourazowego po poronieniu. Są też materiały skierowane do mężczyzn po stracie.  

Z badania ankietowego przeprowadzonego przez Fundację Czułość na potrzeby projektu #poronilałam (badanie ilościowe zrealizowane na próbie celowej 1494 osób po poronieniu, w okresie od marca do lipca 2022) wynika, że w gabinecie lekarskim po przekazaniu informacji o obumarciu ciąży rzadko kiedy proponowane jest wsparcie psychologiczne. Dużo jest za to negatywnych wspomnień z takiej wizyty. Lekarki/lekarze „pocieszają” mówiąc, że pacjentka szybko zajdzie w kolejną ciążę, albo mówiąc, że to dobrze, że to taka wczesna ciąża.

Jedna z ankietowanych pisze, że gdy zeszła z fotela ginekologicznego po badaniu usg stwierdzającym obumarcie płodu, usłyszała od lekarki, „że obok jest fajna kawiarenka i że mam NA POCIESZENIE IŚĆ SOBIE NA DOBRĄ KAWKĘ”.

Przede wszystkim jednak wszystko odbywa się zbyt szybko i brakuje czasu na oswojenie się z informacją o poronieniu.
Zdarzają się też lekarze, którzy przerzucają odpowiedzialność na pacjentkę:

„Powiedział, że to moja wina, że dziecko nie żyje, bo na pewno nie przyjmowałam kwasu foliowego i jestem gruba (nadwaga 23 BMI). Wyrzucił mnie zaraz po tych stwierdzeniach z gabinetu, bo ma ważniejsze żywe ciąże do zbadania”

Jeszcze trudniejsze są wspomnienia roniących kobiet ze szpitala. Przedmiotowe traktowanie, brak informacji (o planowanych procedurach, o możliwości pochówku) i wsparcia psychologicznego.

Na pytanie, czego zabrakło podczas pobytu w szpitalu, kobiety odpowiadały:

Informacji co dalej. Tak w dłuższej perspektywie, bo jedną z pierwszych myśli, było to, że moje ciało się nie nadaje na donoszeni ciąży. O tym, że przyczyn może być wiele, w tym leżące poza mną i że to nie moja wina (poroniłam w 7 tygodniu samoistnie)

 

Zdecydowanie opieki psychologicznej. W zamian po oddziale chodził ksiądz, przyznam, że chyba to najbardziej mnie zdenerwowało.

 

Brak poszanowania dla mojego ronionego dziecka. Gdyby nie moja walka, to by je spuścili w toalecie.

 

W jednym z szpitali powiedzieli mi, że mogę chodzić z martwym zarodkiem do 12 tygodnia i nic mi nie będzie, bo oni nie mają miejsc, mój stan psychiczny nie miał dla nich znaczenia.

 

Na izbie przyjęć brak poszanowania godności, intymności, uczuć. Pani pielęgniarka stwierdziła z rozbawieniem: „o kolejna łyżka przyszła”.

 

Zostałam położona na sali z sześcioma pacjentkami, z czego pięć było w zaawansowanej ciąży, czekając na poród i miały co chwile wykonywane ktg. Słuchanie bicia tych serduszek wiedząc, że mam w sobie martwe dziecko i jedyne co mogę robić, to czekać aż leki poronne zaczną działać, to był koszmar.

 

Nie poinformowano mnie o możliwości pojawienia się laktacji, nie podano leków, wyszłam ze szpitala i wróciłam tam niebawem z gorączką i zapaleniem piersi. Mój pobyt w szpitalu trwał 5 dni a leczyłam się z niego rok.

 

 

Tu szukaj wsparcia:

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Post udostępniony przez Aborcyjny Dream Team (@aborcyjnydream)

 

Kinga Foszczyńska, Ola Przegorzalska

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ