Home / Rozwój  / Psychologia  / Domowy poród lotosowy w obrazach (zdjęcia)

Domowy poród lotosowy w obrazach (zdjęcia)

Domowy poród lotosoy. Zobacz relację z cudu narodzin pełnego emocji i wrażeń

Poród lotosowy/ fot. Magdalena Hałuń

Trzy miesiące temu Karolina Górecka napisała specjalnie dla Miasta Kobiet, jak przygotowuje się do porodu lotosowego (czyli porodu, w którymi nie przecina się pępowiny dziecka, jest ono połączone nią z łożyskiem tak długo aż sama odpadnie, co trwa od 3 do 10 dni). Syn Karoliny i jej partnera Krzysztofa, Miłosz, jest już na świecie, a jego poród został udokumentowany filmem i zdjęciami. Zobacz relację Karoliny z porodu

poród lotosowy zdjęcia

Domowy poród lotosowy/ fot. Magdalena Hałuń

Karolina Górecka, moja relacja z porodu lotosowego:

Poród to głęboko transformujące doświadczenie podczas którego moje ciało otworzyło się w pełni na sprowadzenie nowego życia na świat, a moje serce otworzyło się na bezwarunkową miłość.

poród lotosowy

Domowy poród lotosowy/ fot. Magdalena Hałuń

Miłoszek urodził się 13 marca 2018 roku. Był to jeden z pierwszych ciepłych dni wiosny wyrwanych dotąd panującej zimie. Mogłam wygrzewać brzuch do słońca, cieszyć się głaszczącym skórę wiatrem. To uruchomiło moje zmysły, otworzyło ciało, pozwoliło na jeszcze większą zmysłowość tego przeżycia. Pierwsze skurcze były zapowiedzią. Uziemiały mnie w ciele. Kotwiczyły w chwili obecnej. Przyjmowałam je z radością i ekscytacją wiedząc, że już niedługo spojrzę na mojego synka.

Domowy poród lotosowy / fot. Aneta Młodzikova

Od momentu kiedy ja i Krzysiek, mój partner, obudziliśmy się i wiedzieliśmy, że to ten dzień, w uniesieniu i z radością wchodziliśmy w moment, który wieńczył nasze dotychczasowe przygotowywania. Długie spacery w naturze, delikatność, bliskość, łagodne podejście do siebie, uważność i troska o ciało. Jeśli na co dzień pozwalamy bombardować się wyprowadzającym nas z równowagi bodźcom, kiedy nosimy w swoim łonie dziecko, małą delikatną, bezbronną istotę, zaczynamy być uważni na to co do nas dociera i jak na przychodzące do nas impulsy reagujemy. My staraliśmy się być uważni i wypełnialiśmy tym, co dobre każdą z chwil. Teraz nadszedł moment, który był zwieńczeniem naszej dotychczasowej drogi.

poród lotosowy

Delikatność i ostrożność  / fot. Magdalena Hałuń

Napełnianie basenu, przygotowywanie zupy, która miała stać się zupą mocy, telefony do tych, którzy mieli dzielić z nami tę chwilę, uziemiający taniec, który pomagał naszemu maluszkowi zsunąć się w dół, kojący masaż, dotyk, bliskość. Niedługo przybyły kobiety, które miały nas wesprzeć. Misy, których dźwięk łagodził ból i przywoływał naszego synka na świat, od dawna stały gotowe i czekały na Dagnę, która zagrała jeden ze swoich najbardziej niezwykłych koncertów. Magda, która nie została na sam poród, ale zrobiła nam wiele pięknych zdjęć wokół tego momentu. Aneta, której wrażliwość pozwoliła uczestniczyć z kamerą w tym intymnym momencie, a która okazała się jednocześnie silnym kobiecym wsparciem. I wreszcie doula Monika, prowadząca nas poprzez całą ciążę aż do momentu rozwiązania i Ania, położna, której siła i doświadczenie pozwoliły nam pewnie i bezpiecznie dotrzeć do samego końca. Jesteśmy z głębi serca wdzięczni za ich wspierającą obecność. Każda z kobiet uczestniczących w porodzie jest już matką i dawała całe swoje doświadczenie i moc. W trudnych chwilach ich mocna intencja, żeby wszystko poszło jak najlepiej, otaczała nas murem i nie pozwalały na wątpliwości.

poród lotosowy

Dziecko decyduje samo, kiedy zerwać połączenie z łożyskiem / Fot. Magdalena Hałuń

Początkowe uniesienie i ekscytację popołudniu zastąpiły mocne skurcze, które zrzuciły mnie na podłogę i nie pozwoliły już oderwać się od ziemi. Czułam że tracę kontrolę nad ciałem, a ból wyprowadza mnie daleko poza granice, które mogłabym zaakceptować, gdybym miała wybór. Czułam że dawno przestałam nadążać za tym co się dzieje. Moje ciało weszło w niezwykle mocny proces, a moja świadomość została zabrana w to doświadczenie bez możliwości kontroli. Stery zabrano z moich rąk, a ja mogłam tylko podążać, trzymając się oddechu jak szalupy ratunkowej na wzburzonym oceanie. Każdy fala nadciągającego skurczu zanurzała mnie głęboko pod wzburzoną wodę, a ja trzymałam się wiary, że po chwili wyrzuci mnie na powierzchnię, pozwoli zaczerpnąć oddechu i da niezbędny odpoczynek, zanim nadciągnie następna.

poród lotosowy

Podróż do nowego świata / fot. Magdalena Hałuń

Ciekawa jestem, jak Ty przeżywałeś tę burzę będąc w moim brzuchu. Ja mogłam się chwycić światła, że każdy kolejny skurcz przybliża Ciebie do mnie. Czy Ty miałeś taką świadomość, czy tylko pozwalałeś się zabierać tej pełnej mocnych bodźców i wrażeń podróży nie wiadomo dokąd.

Jest to jedna z największych tajemnic życia, że ta najważniejsza z dróg, którą pokonujemy, pozostaje tylko w pamięci naszego ciała, poza świadomością. Kiedy nowe życie przeciska się przez wąski kanał, który daje mu przedsmak zawężenia zmysłów i możliwości do tego, co może pomieścić ludzkie ciało.

Nadejście nowego życia/ fot. Magdalena Hałuń

Około trzeciej popołudniu zanurzyłam się w wodzie, która trochę łagodziła i rozprowadzała ból. Kiedy doświadczenie jest tak silne, nawet mała ulga jest nieocenioną pomocą. Złapałam się jej i nie wypuszczałam za żadną cenę. W basenie spędziłam 14 godzin. Przez cały ten czas mój partner dzielnie dolewał do niego ciepłą wodę. W każdej chwili czułam go za swoimi plecami w mocnym objęciu, pełnym miłości dotyku, wspólnym oddechu, na którego falach płynęliśmy wspólnie i który nie pozwalał nam się zgubić. Czy mężczyzna może współodczuwać razem z kobietą? Nie życzę mojemu partnerowi takiego doświadczenia, ale w pełni doceniam jego współodczuwającą obecność i gotowość wsparcia w każdym momencie.

Kiedy skurcze zabrały mi cały zapas sił i środków, jak sobie radzić z nadciągającym bólem, był już środek nocy, a nasz synek wciąż odbywał swoją mozolną drogę wewnątrz mojego ciała. Był już na tyle blisko wyjścia, że położna mogła wsadzić rękę i dotknąć po raz pierwszy jego ciałka. Okazało się że nie idzie do nas tak jak się tego spodziewaliśmy. Ma swój plan i jest on trudniejszą opcją. To wystawiło nas na próbę czy ufamy mądrości mojego ciała na tyle mocno, żeby uwierzyć, że znajdzie ono siłę i sposób, żeby bezpiecznie wyprowadzić nasze ukochane dziecko na świat. Postanowiliśmy pójść za nim i pod czujną opieką położnej posuwaliśmy się dalej krok za krokiem, pozwalając naszemu synkowi przychodzić na świat na jego własny sposób.
 
Domowy poród lotosowy

Domowy poród lotosowy / fot. Aneta Młodzikova

Moje ciało już dawno przekroczyło granicę wyczerpania i nie wiem skąd brało siły na to, żeby powoli centymetr po centymetrze wypychać Ciebie na świat. Moja bezwarunkowa i bezgraniczna miłość do Ciebie zaczęła się właśnie w tym miejscu, w tak ekstremalnym przeżyciu znalazła swój wyraz. Kiedy w ostatnim parciu wypchnęłam Cię całego na zewnątrz był to największy z cudów. Byłeś taki gotowy, odrębny i indywidualny. Nie byłabym sobie Ciebie w stanie wyobrazić, ale kiedy już jesteś, nie mógłbyś być ani trochę inny. Kiedy wziąłeś swój pierwszy oddech i powitałeś nas głośnym krzykiem, była to dla mnie i Twojego taty najpiękniejsza chwila. Cały trud z jakim przychodziłeś na świat został w tym momencie zapomniany, a my poddaliśmy się ekstazie Twojej obecności. Pierwsze spojrzenie w oczy, którego niezwykłość i poczucie cudu nigdy się nie kończy. Zostałeś położony między nami i zamiast dzielić, połączyłeś nas jeszcze mocniej. Twoje łożysko zostało z szacunkiem położone w miseczce obok i przez trzy doby, dopóki nie zdecydowałeś się sam z nim pożegnać, pozostawało połączone z Tobą pępowiną. Kiedy Cię karmiliśmy, delikatnie unosiliśmy miseczkę, tak żeby nie zerwać pępowiny. Te trzy doby pozwoliły nam na bliskość i pozostawanie w niezwykłej chwili poza czasem, który pędzi gdzieś za oknami na zewnątrz, a z którego my zostaliśmy wyłączeni. Od tego momentu minęły już dwa miesiące, a Ty każdego dnia uczysz nas jak można być jeszcze bardziej obecnym i jak można kochać jeszcze mocniej.

Aneta Młodizkova poród lotosowy

Domowy poród lotosowy / fot. Aneta Młodzikova

proó domowy, poród lotosowy

Domowy poród lotosowy / fot. Aneta Młodzikova

Miłosz z tatą Krzysztofem Fijałkowskim / fot. Aneta Młodzikova

poród lotosowy

Odczucia i emocje podczas porodu lotosowego są ekstremalne / fot. Agnieszka Hałuń

Miłoszek jest zdrowym, pełnym sił i radości życia chłopcem, którego jasne spojrzenie wyraża pewność po co zjawił się na tym świecie. Z uważnością i czułością podążamy za jego potrzebami i staramy się dawać mu to co najlepsze. Teraz szukamy dla nas domu blisko lasu, żeby móc wzrastać jako rodzina w harmonii z naturą. Wierzymy, że zmysłowy kontakt z przyrodą będzie najlepszym nauczycielem dla naszych dzieci. Ufamy, że będzie ich więcej i wszystkie zechcą przyjść na świat w domu, porodem lotosowym, świadomie decydując o zerwaniu więzi ze swoim łożyskiem. Wierzymy, że jest to najłagodniejsza forma przyjścia na świat, która pozwala zachować i w pełni rozwijać potencjał dziecka. Dla mnie taki poród pozwala zachować wiarę, że człowiek jest czymś więcej i w pełni pozwala wybrzmieć cudowi narodzin. Odkąd stałam się mamą czuję, że moje życie poszerzyło się o horyzont. Cieszę się nim jeszcze mocniej, z większą lekkością wychodzę poza swoje granice i pozwalam nurtowi życia przepływać przeze mnie z jeszcze większą siłą.

W najbliższą niedzielę 20 maja o godzinie 18:30 w Krakowie w Centrum Art of Living, ul. Podbrzezie 6/8 odbędzie się premiera filmu dokumentalnego „Blisko Natury. Poród Domowy Lotosowy”, który jest zapisem narodzin naszego synka Miłoszka. Spotkanie będzie połączone z panelem dyskusyjnym w którym wezmą udział doule Monika Opyd Deka (Centrum Zdrowia i Narodzin Anmo), Katarzyna Auli Barszczewska (Auli Sztuka Świadomych Narodzin) oraz prawnik Grzegorz Tyniec, który opowie nam o prawnych aspektach takich porodów w Polsce. Zapraszamy serdecznie.

Karolina Górecka

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach