Monday, April 22, 2024
Home / Ludzie  / Prawdziwe historie  / „Po latach wspólnego życia okazało się, że jest patologicznym zdrajcą. Wynik testu na HIV był jednoznaczny…”

„Po latach wspólnego życia okazało się, że jest patologicznym zdrajcą. Wynik testu na HIV był jednoznaczny…”

Chciał, abym poszła do łóżka z kimś innym. Wtedy bylibyśmy kwita

Całująca się para w wannie

Żyłam przepełniona miłością i dumą, że facet taki jak on zwrócił na mnie uwagę / fot. AdobeStock

Wypierał się, że nic nie zrobił. Mówił, że nie ma faceta, który będąc w stałym związku, nie flirtuje z innymi laskami. Jednocześnie, w dwunastostronicowym liście błagał o przebaczenie i spotkanie. Romantyk. Pisał, że gdy się poznaliśmy, nie wiedziałam jak używać pieprzu i soli, a dzięki niemu stałam się mistrzynią w przyrządzaniu chilli con carne. Stek kulinarnych bzdur i narcystycznych manipulacji zakończył zdaniem:

Skoro już podjęłaś decyzję o rozstaniu, jest coś o czym musisz wiedzieć. Wcześniej nie mogłem ci tego powiedzieć, bo wiedziałem, że to zniszczy nasz związek. Masz prawo poznać prawdę, proszę spotkajmy się ten ostatni raz. T.

Zrobiłam test na HIV

 

Był moim pierwszym facetem i największą miłością

Rzeczywiście, byliśmy jak pieprz i sól. On ciemnoskóry, skrzyżowanie Willa Smitha z Idrisem Elbą. Pamiętam, że gdy go pierwszy raz zobaczyłam, zwróciłam uwagę na prześwitujące pod obcisłą koszulką mięśnie brzucha. Był ponad 10 lat starszy. Chciałam go mieć. Poznaliśmy się na pierwszej studenckiej imprezie, kiedy z Gliwic przyjechałam do Paryża. Ciągle pamiętam uczucie, które mi wtedy towarzyszyło – oto jestem, wyrwana spod klosza, ze stypendium w kieszeni, świat należy do mnie.

Do tamtego czasu, właściwie wcale nie interesowałam się chłopakami, wolałam się uczyć. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy tamtej nocy przechodząc korytarzem do toalety, usłyszałam po polsku: „hej, blondyna!”. Dziś, na samo wspomnienie, oblewają mnie ciarki żenady, ale wtedy kolana miałam z waty. Przepadłam.

Był moim pierwszym facetem i największą miłością. Nasze wspólne życie kręciło się wokół imprez i seksu. Choć był duszą towarzystwa, a w łóżku doprowadzał mnie do wielokrotnych orgazmów, to od początku dawaj mi do zrozumienia, że nasz układ był skazany na porażkę. On nie traktował tego poważnie, ja nazbyt.

Na studiach czas szybko mija. Dopiero po półtora roku wspólnego życia, zgodził się, by przestać się ukrywać jako para. Odtąd oficjalnie mogliśmy być razem. On był jak Michael Jackson, a ja jego menadżerką. Uwielbiałam to, z jaką zazdrością patrzyły na nas kobiety gdy tańczyliśmy na środku klubu, a na słowa siostry o tym, że „czarni to poligamia” reagowałam śmiechem.

– Aśka, oprzytomniej. Jego ojciec ma ze cztery żony w Kongo. Chyba nie sądzisz, że będziesz dla T. tą jedyną?

– mówiła prawdę.

Im częściej słyszałam rasistowskie komentarze, tym mocniej chciałam z nim być. W Paryżu łatwo o anonimowość. Pamiętam, że raz gdy jechaliśmy razem w metrze, grupa pijanych polaczków, zaśmiewając się, rzucała w moją stronę: „no co, białych nie było?”. Udawałam, że nie rozumiem. Kolor skóry nie miał dla mnie znaczenia, T. był po prostu nieziemsko przystojny. Imponowało mi też to, że studiował dwa kierunki: filologię romańską i stosunki międzynarodowe. Planował wrócić do ojczyzny, zostać ministrem spraw zagranicznych i zająć się rodzicami na starość. Dziwne, że nie zastanawiałam się nad tym, gdzie będę mieszkała, co robiła i czy przeprowadzka na Czarny Ląd mnie interesuje. Czy on w ogóle uwzględniał mnie w swoich planach? Ignorowałam też fakt, że T. choć grubo po trzydziestce, wciąż był studentem. Żyłam przepełniona miłością i dumą, że facet taki jak on zwrócił na mnie uwagę.

Nie miałam powodów, by mu nie wierzyć

Na ostatnim roku studiów, dostałam propozycję wyjazdu do Australii. Jako jedna z najlepszych studentek miałam odbyć staż w największym banku. To była ogromna szansa, która miała otworzyć przede mną wiele zawodowych drzwi. Mimo to, modliłam się o to, by zdarzyło się coś, co mogłoby mnie zatrzymać przy T. Choroba? Brak pieniędzy? Odmowa z uczelni? Kiedy spóźniał mi się okres, zamiast nerwów, czułam ulgę. W głowie snułam plany o wspólnym życiu z najrozkoszniejszym dzidziusiem pod słońcem. Pieprz i sól. Dziś jestem wdzięczna wszechświatowi, że nie zaszłam wtedy w ciążę…

Na stypendium wyjechałam. T. obiecał, że przyleci mnie odwiedzić. Mimo początkowych zapewnień, że razem przejedziemy Antypody wzdłuż i wszerz, do niczego takiego nie doszło. Wymówką była praca. Dwa semestry w Australii zamiast upłynąć na kolekcjonowaniu szalonych wspomnień i odkrywaniu siebie, zapamiętałam jako czas stracony. Po pracy, zamykałam się w ciasnym pokoju, wyczekując wiadomości od T. A te spływały bardzo rzadko, ot proste „tęsknię” raz na jakiś czas, a ja nie miałam powodów, by mu nie wierzyć. Ze stypendium wróciłam wcześniej, przy pierwszej lepszej okazji. Ze względu na niego.

– Zostawiłaś mnie

– powtarzał T. przypominając mi przy niemal każdym spięciu, jakim ciosem był dla niego mój wyjazd. Wyrzuty sumienia na zmianę z niepokojem nie dawały dojść rozsądkowi do głowy. Podskórnie czułam, że coś jest nie tak, że coś się zmieniło. Moje poczucie wartości topniało z każdym dniem. W łóżku też przestało się nam układać.

– Fajny ten dół od bikini, szkoda, że nie dla ciebie

– mówił T., sugerując, że mam płaski tyłek, gdy przymierzałam kostium kąpielowy szykując się do wspólnych wakacji. Koneser damskich pośladków. 
Takie komentarze zdarzały się coraz częściej, a ja z pewnej siebie dwudziestokilkulatki zmieniałam się w worek kompleksów.

Po odebraniu dyplomów, mogłam przebierać w propozycjach pracy. Jednak wszystkie wiązały się z wyprowadzką i rozłąką. Postanowiłam zatrudnić się w sklepie z ciuchami i czekać, aż pojawi się oferta pracy w banku w stolicy. Pamiętam, że po pracy leciałam do naszego mieszkanka, by zdążyć przygotować kolację przed jego powrotem. Obowiązkowo, w pełnym makijażu. To była moja pełnia szczęścia – wspólny obiad i wieczór na kanapie przed telewizorem. Byłam zafiksowana na nim, nie utrzymywałam innych znajomości. Byłam sama, miałam tylko jego.


Przeczytaj:

Moje Love story? Do dziś po nim płaczę

Chciał żebym go zdradziła w rewanżu

Pierwszy dowód na zdradę T. odkryłam krótko po powrocie. Standard – na stoliku nocnym zostawił telefon, na ekranie którego dostrzegłam wiadomość o treści „chcę to powtórzyć”. Szybko skojarzyłam, kim jest nadawca. Melania mieszkała na przeciwko nas, czasami machałyśmy sobie z okna. Była moim fizycznym przeciwieństwem – niska brunetka o bardzo ponętnych kształtach.

Wszystkiego się wyparł, a ja uwierzyłam w coś, czego nie wiedziałam, zamiotłam pod dywan.
Mniej więcej w tamtym okresie, zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak widzimy naszą przyszłość. T. za każdym razem zapewniał, że jego celem jest budowanie rodziny.
Okazało się, że nie. Nie planował mieć dzieci, bo uważał, że jest za stary; nie zamierzał poprosić mnie o rękę, bo nie potrzebował papierka. Zwodził mnie, mówiąc:

– Może kiedyś się oświadczę, jak poczuję, że jesteśmy jednością.

To był pierwszy raz kiedy pomyślałam, że z tego nic nie będzie.

Parę miesięcy później zobaczyłam drugą wiadomość od innej dziewczyny. Tym razem było inaczej – przyznał się do winy – błagał o przebaczenie, a ja mu uległam. Rozpaczliwie bałam się samotności. Przysięgał, że tamto było błędem, że tylko ze mną chce założyć rodzinę. Jednak najbardziej bolesne było to, co mi zaproponował – chciał, abym się z kimś przespała, bo wtedy, jak powiedział, będziemy kwita. Wybaczyłam, ale od tamtej pory, próba przyłapania go na gorącym uczynku stała się moją obsesją. Kolejny dowód zdrady był ostatnim. Tego samego dnia spakowałam walizkę i przeprowadziłam się do znajomej z pracy.

Byłam głupia i naiwna

Czy żałuję? Wiem, że powinnam była skończyć to po pierwszych ostrzeżeniach. Poświęciłam T. najlepsze lata swojego życia, ale z dzisiejszej perspektywy, wiem, że ten związek od początku skazany był na niepowodzenie. Nie ma życia po zdradzie. Dla raz nadszarpniętego zaufania nie ma ratunku.
Przegapiłam kilka zawodowych szans i facetów, którzy na mnie lecieli.
Parę miesięcy po rozstaniu znalazłam pracę w banku na drugim końcu Europy, a na Tinderze poznałam swojego obecnego męża. Już na drugiej randce rozmawialiśmy o marzeniach i planach na przyszłość.

Adam jest przeciwieństwem T. Łagodny, lojalny, wierny.

Cała ta historia pomogła mi zrozumieć, czego potrzebuję, co jest dla mnie ważne. Mamy po trzydzieści trzy lata, cudownego synka i mały, skandynawski domek, po którym chodzimy przy sobie nago.

Z T. nigdy już się nie spotkałam, do dziś nie mogę wymówić jego imienia. Prawdopodobnie nigdy nie dowiem się, co chciał mi wtedy powiedzieć. Czy miał już inną rodzinę? Podawał się za kogoś, kim nie był? Był seksoholikiem?

Test na obecność HIV okazał się negatywny.


Może też cię zainteresuje:

„Ryczałam jak widziałam jakikolwiek film, gdzie są zdrady”

TAGI
top

Erotyka, seks, tabu, ciało. Piszę o sprawach, o których inni wolą milczeć.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ