Sunday, May 22, 2022
Home / Kultura  / Książka  / Płeć i mózg – stereotypy, przekręcone fakty i kształcenie neutralne płciowo

Płeć i mózg – stereotypy, przekręcone fakty i kształcenie neutralne płciowo

Mózg kobiety i mózg mężczyzny – różnią się mniej niż ci do tej pory wmówiono

mózg

Mózg kobiety i mózg mężczyzny – takie same czy inne? Fot. Pixaby

Od pokoleń uczono nas, że mózgi kobiet i mężczyzn różnią się w istotny sposób. Zgodnie z tym mitem kobiecy mózg ma rozbudowane ośrodki komunikacji i emocji oraz jest przystosowany do odczuwania empatii. W męskim mózgu dominują ośrodki seksu i agresji, i jest on przystosowany do budowania systemów. Ta teoria dostarcza zgrabnego biologicznego wyjaśnienia większości tego, z czym spotykamy się w codziennym życiu. Wyjaśnia, dlaczego kobiety są postrzegane jako bardziej wrażliwe i emocjonalne, podczas gdy mężczyźni jako bardziej agresywni. Ale czy to rzeczywiście prawda?

Mózg kobiety, mózg mężczyzny

Według neurolożki, profesor Daphny Joel, tak nie jest. W książce „Płeć i mózg” przedstawia śmiały i przekonujący argument, który całkowicie obala pojęcie płciowych mózgów. Opierając się na przełomowych wynikach własnych badań i najnowszych dowodach naukowych, profesor Joel wyjaśnia, że każdy ludzki mózg jest w rzeczywistości unikalną mieszanką – lub mozaiką – cech „męskich” i „żeńskich”. „Płeć i mózg” to fascynujące spojrzenie na naukę o płci, na jej historię i przyszłość.

– Nie twierdzę, że nie ma różnic między mózgami kobiecymi a męskimi, przeciwnie – mój zespół, podobnie jak wcześniej wielu innych badaczy, udokumentował istnienie wielu takich różnic. Twierdzę jednak, że te rozbieżności łączą się w mózgu każdej osoby i tworzą unikatową mozaikę cech, a niektóre z nich występują częściej u kobiet, inne zaś u mężczyzn. Pogląd ten idzie w parze z tym, co – jak jestem przekonana – wie już wiele osób: że wszyscy jesteśmy zlepkiem cech „kobiecych” i „męskich”. Sięga jednak dalej i sugeruje, że nie ma czegoś takiego jak mózg „męski” czy „kobiecy” ani „męski” czy „kobiecy” charakter

– pisze neurolożka.

Książkę zaczyna od historii przekręconych faktów, czyli pokazania jak nauka, polityka i filozofia były (i są nadal) zaprzęgane do debat, których celem nie jest ustalenie faktów, ale dopasowanie badań do obowiązujących społecznych przekonań, szukanie w nich uzasadnień dla braku równouprawnienia i patriarchalnej dominacji mężczyzn nad kobietami. Książka obnaża ten sposób wykrzywiania rzeczywistości. Daphny Joel oprócz przełomowych badań na temat mózgu pokazuje jak społeczeństwo jest przeniknięte nieuświadamianymi stereotypami płciowymi i jak trudno je wyrugować.

Przeczytaj też:

Katarzyna Miller: Grzeczne dziewczynki zatrzymują świat w rozwoju

Stereotypy płciowe – przykłady

W 2012 roku przeprowadzono badanie, w ramach którego 127 profesorów biologii, chemii i fizyki z kilkunastu uczelni poproszono o ocenę kwalifikacji fikcyjnego studenta, ubiegającego się o stanowisko kierownika laboratorium. Profesorowie nie wiedzieli, że biorą udział w eksperymencie i że dostali tę samą aplikację, ale w połowa z nich otrzymała aplikację podpisaną przez Jennifer, a połowa przez Johna. To wystarczyło, by dokładnie te same dokumenty zostały ocenione w skrajnie różny sposób. John został oceniony jako bardziej kompetentny i zaproponowano my wyższą pensję. Co ciekawe John był faworyzowany w takim samym stopniu przez mężczyzn-profesorów jak i przez kobiety-profesorki. Daphny Joel pisze:

– Badanie sugeruje, że stronniczość była prawdopodobnie „niezamierzona, wynikała raczej z rozpowszechnionych stereotypów kulturowych, niż ze świadomego zamiaru zaszkodzenia kobietom”. Takie uprzedzenia, nawet jeśli są nieintencjonalne, to mają toksyczne skutki. Wpływają na każdy aspekt kariery kobiet – od wyboru kierunku studiów po szanse na otrzymanie pracy, zarobki i perspektywę awansu.

Mimo coraz większej świadomości stereotypów płciowych, podświadomie inaczej traktujemy dzieci, w zależności od płci. W innym eksperymencie, naukowcy z City University of New York ubrali trzymiesięczne niemowlę w ubranie neutralne płciowo (żółte śpioszki) i obserwowali jak ochotnicy – uczestnicy eksperymentu, wchodzą z nim w interakcję. Powiedziano im, że eksperyment dotyczy sprawdzenia reakcji dziecka na nieznajomego, a naprawdę chciano sprawdzić, czy w komunikacji z nim da się zaobserwować stereotypy płciowe. I rzeczywiście wystąpiły one:

– Ci, którym powiedziano, że dziecko to dziewczynka, dwa razy częściej dawali mu lalkę wybraną spośród innych zabawek, niż ci, którym powiedziano, że to chłopiec. Zarówno to badanie, jak i inne pokazują, że odmienne traktowanie dziewczynek i chłopców na początkowym etapie ich życia podyktowane jest szufladkowaniem ze względu na ich płeć (tzw. gender label), a nie rzekomo różnym zachowaniem.

Zobacz też:

Chcesz wychować syna na mężczyznę feministę? Uważaj na stereotypy (przykłady)

Kształcenie neutralne płciowo

Autorka snuje wizję w której w przyszłości nie ma mężczyzn i kobit tylko istoty ludzkie z żeńskimi, męskimi albo interpłciowymi częściami intymnymi. Aby móc choć trochę przybliżyć się do tej wizji, w której nie dzieli się społeczeństwa i nie dyskryminuje względem płci, należałoby zacząć od kształcenie neutralnego płciowo. Poniższy fragment to rozdział z książki pod tym właśnie tytułem (śródtytuły od redakcji):

Kiedy byłam w drugiej klasie, dzieci w mojej szkole mogły wybierać spośród otwartych dla dziewczynek i chłopców zajęć pozalekcyjnych. Okazało się jednak, że prace ręczne były przeznaczone tylko dla chłopców. Mama nie potrafiła mi odpowiedzieć, dlaczego dziewczynki nie mogą chodzić na te zajęcia, i zaproponowała, żebym zapytała nauczyciela. nauczyciel też nie znał odpowiedzi i zasugerował rozmowę z dyrektorką szkoły. W ten właśnie sposób w wieku siedmiu lat znalazłam się w gabinecie dyrektorki na mojej pierwszej feministycznej misji.

Dyrektorka także nie znała odpowiedzi na pytanie, ale wkrótce po naszej rozmowie ogłosiła, że zajęcia z prac ręcznych będą także otwarte dla dziewczynek. Kilkanaście tygodni później na zebraniu zapytała moich rodziców, czy podobają mi się te zajęcia, i była zdziwiona, dowiedziawszy się, że ja się na nie nie zdecydowałam. Mama wyjaśniła: „Daphna nie wiedziała, czy chce na nie chodzić, czy nie, chciała tylko wiedzieć, czy miałaby taką możliwość”. (Żeby było jasne: poszłam na te zajęcia w następnym półroczu i z tego, co pamiętam, bardzo podobała mi się praca z drewnem, co było głównym zajęciem).
Uważam, że dzieci powinny mieć dostęp do wszystkich opcji, bez względu na kształt ich narządów płciowych.

Jeśli nauczyciel nauczania przedszkolnego zachęca dziewczynki do posłuchania bajki i mówi chłopcom, żeby w tym czasie grali w piłkę, to on lub ona ogranicza możliwości obu płciom. Postępując w ten sposób, nauczyciele przyjmują własne, prawdopodobnie nieuświadomione, założenie, że istnieją dwa rodzaje dzieci: te, które lubią grać w piłkę, ale nie lubią słuchać bajek, i te, które lubią bajki, ale nie piłkę. Jak jednak widzieliśmy w trakcie lektury tej książki, cechy ludzkie nie są starannie podzielone na dwa zestawy.

Po pierwsze, nawet jeśli dziewczynki i chłopcy przeciętnie się różnią w zakresie posiadania konkretnej cechy lub wyboru określonego zajęcia, to zawsze występuje między nimi część wspólna. niektóre dzieci będą posiadały cechę częściej obserwowaną u płci przeciwnej albo będą wolały aktywność typowo zarezerwowaną dla płci przeciwnej. nie ma powodu ograniczać ich możliwości tylko dlatego, że chcą robić coś, co nie jest standardem dla dzieci ich własnej płci – przecież nie zabronisz swojemu synowi grać w szachy tylko dlatego, że większość chłopców woli piłkę nożną.

Zobacz też:

Seksualne stereotypy

Gdyby nauczyciel zaproponował te dwie aktywności oddzielnie, to rzeczywiście jest możliwe, że więcej dziewczynek niż chłopców skorzystałoby z zaproszenia do posłuchania bajki, a więcej chłopców niż dziewczynek zdecydowałoby się na grę w piłkę. Znajdą się także dzieci chcące uczestniczyć w obu czynnościach i takie, które nie zdecydują się na żadną. To właśnie koncepcja mozaiki w jej najbardziej podstawowej formie – weźmy pod uwagę tylko dwie preferencje, a już mamy cztery „rodzaje” dzieci, a nie dwa. im więcej form aktywności rozpatrujemy, tym więcej będziemy mieli „rodzajów”. Wtłaczanie na siłę dziecięcych wyborów tylko w dwie kategorie jest złe, a robienie tego na podstawie kształtu ich narządów płciowych, oprócz wyrządzenia im krzywdy, także je obraża.

Badania pokazują, że stereotypy płciowe zmniejszają szansę, że dzieci zdecydują się wziąć udział w zajęciach określonych jako „nieodpowiednie” dla ich płci, doskonale się podczas nich bawić i osiągnąć w tej dziedzinie dobre wyniki. Już samo to wystarczy, żeby unikać określania zajęć „dla dziewczynek” i „dla chłopców”.

Jestem przekonana, że jako rodzice czy wychowawcy powinniśmy zachęcać dzieci do działania i wyrażania siebie bez względu na to, co społeczeństwo uważa za odpowiednie dla dziewczynek czy chłopców: gry w piłkę oraz czytania książek, bronienia swoich przekonań oraz pokazywania emocji, ciężkiej pracy, by osiągnąć cele, oraz umiejętności wyrażania smutku czy frustracji. Poza tym jako społeczeństwo przed każdym powinniśmy otworzyć drzwi do wszystkich dziedzin i zachęcać ludzi, by rozwijali cały repertuar swoich zalet bez względu na ich płeć, tak samo jak nie ograniczylibyśmy komuś dostępu do konkretnego obszaru na podstawie koloru skóry.

Zabawki dla chłopców i dla dziewczynek

Każde zachowanie wymaga od nas podjęcia etycznej decyzji, czy jest ono odpowiednie dla człowieka. W tej kwestii nie powinniśmy się zastanawiać, czy złe zachowanie wynika z natury, czy z kultury ani czy dla chłopców albo dziewczynek jakaś umiejętność jest „naturalna”. Jeśli przemoc jest szkodliwa, powstrzymajmy ją, nawet jeśli wydaje nam się, że stosowanie przemocy przez niektórych ludzi jest „naturalne”. Jeżeli uważamy, że matematyka, sport, asertywność, empatia i zdolność wyrażania emocji są ważne, to należy zachęcać wszystkie dzieci, zarówno płci żeńskiej, jak i męskiej, by je opanowały. Jeśli dziecko ma kłopot z którymkolwiek z nich – bez względu na to, czy trudność wynika z genów, hormonów, postępowania rodziców, czy kultury – powinno się mu pomóc rozwiązać jego problemy. Tak samo postąpilibyśmy, gdyby dziecko miało trudności z czytaniem.
Im wcześniej zaczniemy, tym lepiej.

Jedną z mile widzianych zmian, która – jak mam nadzieję – stanie się obowiązującym trendem, jest, że niektóre sklepy w różnych krajach oznajmiły, iż przestają kategoryzować zabawki jako przeznaczone „dla chłopców” i „dla dziewczynek”. Na przykład sklep Target, amerykański gigant w handlu detalicznym, ogłosił w 2015 roku, że w reakcji na zgłaszane przez klientów wątpliwości co do niepotrzebnie nacechowanych płciowo oznaczeń zaprzestanie umieszczania na zabawkach etykiet dotyczących płci.

Akcja Let Toys Be Toys, w której apeluje się do sprzedawców detalicznych w Wielkiej Brytanii o „pogrupowanie zabawek tematycznie lub funkcjonalnie zamiast według kategorii płci i pozwolenie dzieciom na decyzję, które podobają im się najbardziej”, informuje o spadku liczby etykiet kategoryzujących według płci w sklepach i na stronach internetowych. Zauważa jednak, że w katalogach z zabawkami „zabawa dzieci nadal przedstawiana jest w sposób bardzo stereotypowy, chłopcy cztery razy częściej bawią się samochodami, a dziewczynki 12 razy częściej lalkami”.
Wczesny start także oznacza wyrugowanie płci z systemu edukacji, zanim dziecko pójdzie do pierwszej klasy. Szwecja, konsekwentnie uznawana przez Światowe Forum Gospodarcze (World Economic Forum) za czwarte pod względem równości płci społeczeństwo na świecie, jest liderem w neutralnym płciowo kształceniu małych dzieci. Krajowy program nauczania wymaga, aby przedszkola „przeciwdziałały tradycyjnym rolom i wzorcom płciowym”, na przykład przez unikanie kategoryzowania zabawek i zajęć ze względu na płeć. Ponadto w Szwecji wykorzystuje się ostatnio przyjęty neutralny pod względem płci zaimek bezosobowy hen zamiast han (rodzaj męski) i hon (rodzaj żeński) i zwraca się do dzieci jako do „przyjaciół” w miejsce „chłopców i dziewczynek”. Niektóre z przedszkoli zaczęły także prowadzić zajęcia „odwrócone”, powierzając chłopcom odpowiedzialność za zabawę w kuchnię i zwiększając asertywność dziewczynek przez praktykę krzyczenia „nie!”.

Nauczyciele i stereotypy 

Jedną z najtrudniejszych zmian były, jak się okazało, nacechowane płciowo postawy nauczycieli względem dzieci. Kiedy nauczyciele oglądali filmy wideo, na których nagrano ich samych w interakcjach z dziećmi, to byli zszokowani, w jak bardzo różny sposób traktowali chłopców i dziewczynki. Wielu mówiło bardziej złożonymi zdaniami i stosowało bogatsze słownictwo, rozmawiając z dziewczynkami. Jedna z nauczycielek zdała sobie sprawę z tego, że pomaga zakładać kurtki chłopcom, nim wyjdą na zewnątrz, ale oczekiwała, że dziewczynki ubiorą się same. „Na początku trudno było dostrzec pewne wzorce” – mówiła reporterowi gazety. „Zauważaliśmy ich coraz więcej i więcej i byliśmy przerażeni tym, co widzimy”.

Na poznanie długofalowych konsekwencji neutralnych płciowo przedszkoli jest za wcześnie, zwłaszcza że dzieci cały czas żyją w świecie nacechowanym płciowo. Ale niewielkie badanie opublikowane w 2017 roku przez szwedzkich i amerykańskich psychologów pokazało, że w porównaniu z dziećmi chodzącymi do tradycyjnych przedszkoli te z przedszkoli neutralnych płciowo chętniej bawiły się z nieznanymi im rówieśnikami płci przeciwnej i rzadziej opierały się na stereotypowych założeniach dotyczących płci. Potencjalne korzyści płynące ze środowiska neutralnego płciowo – w tym mniej problemów z utrzymaniem dyscypliny w klasach i większa pewność siebie dziewczynek – pokazano także w programie No More Boys and Girls: Can Our Kids Go Gender Free?. Ten dwuczęściowy film dokumentalny BBC powstał na podstawie śmiałego eksperymentu społecznego, podczas którego doktor Javid Abdelmoneim podjął próbę uchronienia grupy siedmiolatków przed nacechowanym płciowo zachowaniem, którego adresatem są chłopcy i dziewczynki, czyli nazywania dziewczynek „kochaniem”, a chłopców „koleżką”, a także dawania im zabawek i zadań nacechowanych płciowo.
Nie powinniśmy oczekiwać, że neutralna płciowo edukacja zniweluje przeciętne różnice między płciami. Świat bez płci nie spowoduje, że takie różnice nie będą występowały – mogą, ale nie muszą. To znaczy, że nawet gdyby istniały, to dla jednostki nie miałyby znaczenia.

Wyobraźmy sobie na przykład, że jak już wyeliminujemy płeć, to odkryjemy, że więcej kobiet niż mężczyzn bierze udział w Międzynarodowej Olimpiadzie Matematycznej. Czy wiedząc o tym, będziemy zniechęcać chłopców uwielbiających matematykę, żeby się jej nie uczyli, mówiąc im, że marnują swój czas, bo tylko kilku dzieciom z męskimi narządami płciowymi uda się w perspektywie czasu opanować matematykę? Może się to wydawać oburzające, ale dzisiaj tak właśnie nagminnie traktujemy dzieci z żeńskimi narządami płciowymi w odniesieniu do królowej nauk.

Szkoły koedukacyjne czy jednopłciowe?

Kiedy mówię o otwarciu takich dziedzin jak matematyka czy informatyka dla większej liczby dziewczynek i literatury czy sztuki dla większej liczby chłopców, nie proszę Czerwonego Kapturka, żeby uratował myśliwego. nie mówię dzieciom, żeby zachowywały się przeciwnie do swoich ról płciowych. Sugeruję raczej, żebyśmy dokonali świadomego wysiłku, by pozbyć się etykiet płciowych. To sprawi, że dzieci będą mogły wyrosnąć na pełnoprawnych ludzi, a nie będą wpychane do męskich czy damskich szufladek.
Mając to na uwadze, chciałabym powiedzieć kilka słów na temat kształcenia niekoedukacyjnego. Od dawien dawna praktykowane jest ono na całym świecie, często ze względów religijnych czy podyktowanych tradycją. W ciągu ostatnich kilkunastu lat jednopłciowe szkoły cieszą się coraz większym zainteresowaniem w związku z błędnym przekonaniem, że chłopcy i dziewczęta mają inne rodzaje mózgów i dlatego inaczej przyswajają wiedzę.

Niektórzy zwolennicy edukacji jednopłciowej mają autentyczne obawy – na przykład, że w szkolnej koedukacyjnej klasie istnieje ryzyko zdominowania jej przez kilku awanturujących się chłopców, co utrudni dziewczynkom zdobycie umiejętności. Kiedy jednak grupa dominujących dzieci opanuje klasę, to cała reszt a dzieci, chłopców i dziewczynek na równi, ma problemy z wyrażaniem siebie tak, by nie stać się obiektem kpin czy przemocy. Poza tym dominujący chłopcy również są w trudnej sytuacji, nie mogąc porzucić zachowań dyktowanych przez grupę. Stworzenie tolerancyjnego środowiska, w którym nie będzie miało miejsca chłopięce „zawładnięcie”, wydaje się dla wszystkich dzieci lepszym rozwiązaniem niż tworzenie wolnej od chłopców „strefy bezpieczeństwa” dla dziewczynek.

Zwolennicy szkolnictwa jednopłciowego czasami twierdzą także, że może ono pomóc uniknąć stereotypizowania niektórych aktywności – szachy czy koszykówka wyłącznie dla chłopców, balet i gra na skrzypcach wyłącznie dla dziewczynek i tak dalej. Być może mają rację, ale takie działanie przyćmiewa niefortunny przekaz płynący z samego istnienia edukacji jednopłciowej: kategoria płci jest tak ważna, że decyduje nawet o tym, kto chodzi do jakiej szkoły. nawet jeśli wyeliminowanie etykietowania ze względu na płeć w klasie mieszanej jest trudniejsze, to jest to dokładnie to środowisko, w którym możemy krzewić kluczowy przekaz – że kształt czyichś narządów płciowych nie ma społecznego znaczenia.
Dzieci nie należą do dwóch typów ucznia: chłopięcego i dziewczęcego, a ich podział w klasie według narządów płciowych nie jest właściwy. Powinniśmy zrobić coś odwrotnego: rozszerzyć metody szkolnego nauczania tak, by odpowiadały potrzebom każdego dziecka, zachęcając wszystkich do rozwijania całego wachlarza umiejętności, zarówno męskich, jak i żeńskich – z nadzieją, że może z czasem przestaniemy używać tej terminologii.

Etykiety płciowe

Sugeruję, żebyśmy dokonali świadomego wysiłku, by pozbyć się etykiet płciowych. To sprawi, że dzieci będą mogły wyrosnąć na pełnoprawnych ludzi, a nie będą wpychane do męskich czy damskich szufladek.
Na przykład dzieci mające trudności z siedzeniem przez wiele godzin w klasie miałyby pożytek z uczenia się podczas aktywności fizycznej – mogłyby powtarzać tabliczkę mnożenia, skacząc na skakance. Dla dzieci, które zamiast się ruszać, wolą siedzieć w klasie, skakanka byłaby świetna do rozwoju zdolności fizycznych. Uczenie więc wszystkich dzieci tabliczki mnożenia za pomocą obu metod pozwoliłoby im na opanowanie kluczowej umiejętności, dając możliwość poprawy tego, w czym mają trudności – ze względu na swój charakter czy z jakiegokolwiek innego powodu – czyli dzięki siedzeniu w ciszy lub aktywności fizycznej.

Tworzenie środowisk neutralnych płciowo wymaga dużego wysiłku – nie tylko po stronie nauczycieli, ale także rodziców, którzy muszą się wyzbyć nacechowanych płciowo oczekiwań względem własnych dzieci. W szkole moich dzieciaków robótki na drutach są włączone do programu nauczania od pierwszej do szóstej klasy dla wszystkich dziewczynek i chłopców.

Każdego roku, kiedy rodzice pierwszoklasistów dowiadują się o tym, część ojców ma obiekcje, ale jak do tej pory powstrzymywali się od zniechęcania do tego dzieci. Uczniowie zaś są dumni, że udało im się opanować nową umiejętność, nie mając pojęcia o tym, że postrzega się ją jako aktywność kobiecą (ponieważ robienie na drutach jest w Izraelu tak przestarzałe, to na szczęście nie mogą się tego dowiedzieć z mediów). Pamiętam, jak odwoziłam po treningu do domu mojego uwielbiającego piłkę nożną syna i jego kolegów, przysłuchując się, jak rozmawiali o robieniu na drutach zwierzątek. Podczas gdy oni porównywali ściegi, którymi poszczególne zwierzątka mają być wykonane – jeden robił na drutach kota, drugi misia – oczami wyobraźni widziałam ich, jak pewnego dnia, gdy zostaną dziadkami, będą dziergać na drutach skarpetki dla swoich wnuków.
Uczynienie z naszego systemu kształcenia systemu neutralnego płciowo jest wymagającym zadaniem, które może zająć trochę czasu. Ale zmiany w życiu ludzi można wprowadzać już dziś – zaczynając od własnych dzieci.

książka Płeć i mózg

Płeć i mózg (WAB)

Płeć i mózg, o autorkach:

Daphna Joel – profesorka psychologii i neurobiologii na Uniwersytecie w Tel Awiwie. Swoje doświadczenie neurobiologiczne połączyła z zainteresowaniem naukami o płci. Badaniami, w których neguje istnienie „mózgu męskiego” i „mózgu kobiecego”, zrewolucjonizowała myślenie o płci biologicznej, płci kulturowo-społecznej oraz mózgu.
Luba Vikhanski – dziennikarka i wielokrotnie nagradzana autorka publikacji popularnonaukowych. Jest autorką trzech książek, w tym Immunity: How Elie Metchnikoff Changed the Course of Modern Medicine, która została bardzo dobrze przyjęta przez Brytyjskie Stowarzyszenie Medyczne. Pracuje w Instytucie Nauki Weizmanna. Mieszka w Izraelu.

Dziennikarka i redaktor naczelna „Miasto Kobiet”, które wymyśliła i wprowadziła na rynek w 2004 rok. „Miasto Kobiet” to jej miłość, duma i pasja. Prezeska Fundacji Miasto Kobiet, która wspiera kobiety w odkrywaniu ich potencjału oraz założycielka Klubu Miasta Kobiet – cyklu spotkań dla kobiet z inspirującymi gośćmi.

Oceń artykuł
1KOMENTARZ
  • Avatar
    Neuszma 29 marca, 2022

    Najważniejsze to dać dziecku swobodę i pokazywać mu różne zabawki, przekonać sie, które mu sprawiają frajdę i którymi lubi się bawić. Widziałem juz przypadki, gdy rodzice na siłę chłopcowi wciskali lalki, choć niespecjalnie chciał się nimi bawić, bo za wszelką cenę nie chcieli wychowywac go jak „typowego chłopca”, a nie na tym polega neutralośc płciowa w wychowywaniu dzieci

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach