Thursday, April 15, 2021
Home / Inne  / Fotogaleria  / Pierwsza w motorowym raju

Pierwsza w motorowym raju

Waży niespełna 50 kg, a podnosi maszynę cztery razy cięższą od siebie. Poznajcie Ewę Pieniakowską, pierwszą polską stunterkę

Delikatna, eteryczna blondynka wsiada na motor i wykonuje akrobacje rodem z amerykańskich filmów akcji. Waży niespełna 50 kg, a podnosi maszynę cztery razy cięższą od siebie. Poznajcie Ewę Pieniakowską, pierwszą polską stunterkę

Ewa Pieniakowska - pierwsza polska stunterka

Zdjęcie 1 z 17

„Pewnego dnia moje marzenia o posiadaniu motocykla przerodziły się w chęć posiadania „stunt maszyny”", fot. Piotr Fijałkowski


[Not a valid template]

Wskakując na jednoślad, nie mam czasu na myślenie o przyziemnych problemach, jestem tylko ja i maszyna – mówi 26-letnia Ewa Pieniakowska, pierwsza w Polsce kobieta uprawiająca stunt, czyli ekstremalną jazdę na motorach. Kaskaderskie akrobacje to dla niej bułka z masłem. W trakcie jazdy odrywa ręce od kierownicy, staje na motocyklu, driftuje, a obserwujący jej wyczyny nie zdają sobie sprawy, że patrzą na kobietę. Dopiero gdy Ewa zdejmuje kask, na ich twarzach pojawia się zaskoczenie i zdziwienie. Zadają sobie pytanie: jak ona radzi sobie z takim potworem?

Okazuje się, że aby „postawić” motocykl na tylnym kole, nie trzeba siły Schwarzeneggera – wystarczy opanować technikę znaną tylko motocyklistom. – Jazda na tylnym kole zaczyna się od „strzału” ze sprzęgła motocykla – fachowo wyjaśnia Ewa. – Trzeba opanować umiejętność odpowiedniego puszczania klamki sprzęgła równocześnie z ruchem manetki gazu, a zaraz potem kontrolować tylny hamulec. I oczywiście przełamać strach, który często powstrzymuje nas przed takimi próbami. Trzeba też uzbroić się w cierpliwość i nie liczyć na szybkie opanowanie maszyny. Prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero przy próbach opanowania „wolnej gumy”, czyli jazdy motocyklem na jednym kole z małą prędkością – dodaje.

Ewa jest filigranową kobietą, a motor, z którym radzi sobie jak z lekkim rowerem, to ponad dwustukilogramowa maszyna. – Nie ukrywam, że są dni, kiedy nie mogę wstać z łóżka. Nie tylko od dźwigania motocykla. To cena, jaką trzeba zapłacić za uprawianie ekstremalnego sportu – przyznaje Pieniakowska. O motorach myślała i marzyła już w dzieciństwie. Sceny w zagranicznych filmach, gdy motocyklista okazywał się kobietą, a po zdjęciu kasku wylewała się spod niego burza włosów, przyśpieszały bicie jej serca. Z podziwem obserwowała też motocyklistów w rodzinnym Niemodlinie (opolskie). – Co to było za uczucie, zobaczyć pędzący z rykiem po ulicach malutkiego miasteczka ogromny, piękny, dwukołowy wehikuł jakby z innej planety – wspomina stunterka. – Nie pochodzę z zamożnej rodziny – to nauczyło mnie cierpliwości i dążenia do celu malutkimi kroczkami. Odkąd pamiętam, moi wujkowie dłubali przy jednośladach. Zawsze podziwiałam to, że potrafią zrobić coś z niczego, naprawić maszynę, z której dusza już dawno uszła.

To właśnie wujek Ewy, Janusz, i kuzyn, Rafał, zaszczepili w niej miłość do ekstremalnej jazdy na motorze. – Początkowo wykorzystywali rowery. Z czasem przesiedli się na motocykle i z fascynacją obserwowałam ich poczynania. Aż pewnego dnia moje marzenia o posiadaniu motocykla przerodziły się w chęć posiadania „stunt maszyny” – wspomina. Nie mając pieniędzy na zakup motocykla, wygrzebała z szopy pokrytą pajęczynami motorynkę z silnikiem od Simsona, dzieło wujka Janusza. – To ona stała się moją pierwszą stunterską partnerką, a kawałek sadu u babci – moim placem treningowym – opowiada. – Prawdziwą przygodę ze stuntem zaczęłam kilka lat temu, kiedy udało mi się uzbierać na własny motocykl.

Dziś Ewa Pieniakowska jest zawodową stunterką, biorącą udział w wielu krajowych i międzynarodowych zawodach, a jej charakterystycznym, rozpoznawalnym już elementem jest różowy kombinezon. Startuje na równi z mężczyznami, bo kobiet w tym sporcie jest niewiele. W ubiegłym roku poznała Leah, stunterkę z USA. Razem trenowały i pojechały do Niemiec na stunt meeting. – To wspaniałe uczucie, móc czerpać inspirację od drugiej kobiety, obserwować, jak sobie dzielnie radzi i jaka jest w tym silna. Mam nadzieję, że pewnego dnia będziemy mogły to powtórzyć – mówi Ewa.

Stunt jest walką z własnymi słabościami. Wykonanie tricków, pozornie niemożliwych, udaje się po włożeniu w treningi 120 procent siebie, a także skupienia, cierpliwości i czasu. Trzeba zmusić psychikę do decyzji, o których sama myśl wywołuje strach. Stunt uczy cierpliwości, pokory i zaradności. Ewa Pieniakowska jest zdania, że bez względu na to, jaki sport uprawiają ludzie i ile muszą dla niego poświęcić, to kochają go za to, że czyni ich wolnymi.

Aleksandra Parzyszek

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach