Home / Rozwój  / Biznes  / Paweł Wadowski: Życie na czterech kółkach

Paweł Wadowski: Życie na czterech kółkach

O życiu z motoryzacją we krwi, kobietach i prowadzeniu rodzinnej firmy

Paweł Wadowski w obiektywie Renaty Koziołek

Lata 70. Józef Wadowski otwiera w Krakowie niewielki serwis blacharsko-mechaniczny. Pod koniec lat 90. do rodzinnego biznesu dołączają dwaj synowie, Paweł i Sławomir, którzy rozbudowują firmę, uzyskując autoryzację Volvo i KIA, a także rozszerzając zakres działalności na wynajmem i sprzedaż kamperów, wyspecjalizowany handel aut używanych oraz renowację i sprzedaż aut zabytkowych. O prywatnej stronie prowadzenia rodzinnej firmy, kobietach i pasjach opowiada Paweł Wadowski, dyrektor zarządzający firmy Wadowscy

Paweł Wadowski w obiektywie Renaty Koziołek

Agna Karasińska: Wyjeżdża pan na narty?
Paweł Wadowski: Tak, w okolicach marca, wtedy jest najpiękniej, ciepło, puste stoki. Można się porozkoszować widokami, słońcem, niebem, dobrym towarzystwem. Ostatnio na nowo zacząłem biegać na nartach.

O, to bardzo modne.
Paweł Wadowski: Ja wiem, czy modne? Zaczynałem 30 lat temu, bo z zamiłowania jestem sportowcem. To jest rodzaj narciarstwa, które daje kapitalną odskocznię od codziennego zgiełku i ruchu. Na nowo odkryłem cudowny świat. Jest kilka szlaków do biegania i chodzenia na nartach w Małopolsce, ja biegam na Turbacz. Na rowerze szosowym też jeżdżę od ponad 30 lat. Kiedyś ścigałem się wyczynowo, ale później, ze względu na liczbę obowiązków, rzuciłem wyczynowy sport.

Nie myślał pan o tym, żeby zawodowo zająć się sportem?
Paweł Wadowski: Nie. W latach 80. wiązanie nadziei ze sportem zawodowym było raczej absurdalnym pomysłem. Coś takiego, jak sport zawodowy w Polsce wtedy nie istniało. Żeby być zawodowcem, trzeba było wyjechać do Europy Zachodniej. Myślę, że sport był bardziej odskocznią i źródłem fascynacji.

Czyli od zawsze pan wiedział, że motoryzacja jest właściwą drogą.
Paweł Wadowski: Wychowałem się w motoryzacyjnej rodzinie, nasza firma funkcjonuje od 1970 roku. Zanim się urodziłem, tata postanowił, że będzie prowadził biznes samochodowy. Z kolei rodzice taty i mamy prowadzili swoje działalności w skomplikowanych latach 50., 60., 70., więc to było naturalną konsekwencją, że ja i brat będziemy kontynuowali rodzinną tradycję.

Nigdy się nie buntowaliście przeciw ustalonemu porządkowi świata?
Paweł Wadowski: Nie. To pytanie mnie trochę zaskakuje, bo rzeczywiście nie przypominam sobie, jak to jest buntować się przeciwko przeznaczeniu. To jest oczywiste, wyssane z mlekiem matki.

Nieprawda, to nie jest oczywiste.
Paweł Wadowski: Ma pani rację, cofam swoje słowa. Mój syn, który wychowuje się w branży motoryzacyjnej być może dostrzega więcej negatywnych zjawisk związanych z branżą. Jest w drugiej klasie liceum i myśli o zupełnie innej drodze zawodowej. Byliśmy wychowani z bratem w czasach, gdy pomagaliśmy, jak trzeba było pomóc. Uczestniczyliśmy w tym, co się działo w firmie, może dlatego, że mieszkaliśmy tuż obok. Do pracy tata schodził na dół. Być może dlatego nie było po co się buntować. Już w szkole średniej na 95 proc. wiedziałem, że chcę skończyć mechanikę na Politechnice Krakowskiej. Moje dzieci już tak nie mają.

Wiadomo, że dobrze z rodziną to na zdjęciach, a jak w biznesie?
Paweł Wadowski: Rodzice dbali o moje wykształcenie, ale niczego od nich nie dostałem na zasadzie „masz tu gotowe”. To daje człowiekowi dużą odpowiedzialność. Myśmy z bratem nie dostali firmy od taty w prezencie. Słyszę często w świecie biznesu: „masz syna, to on przejmie po tobie sukcesję”. Ale co to znaczy? Że co, przyjdzie i będzie z zawodu dyrektorem? Dziecko, które dołącza do rodzinnej firmy, często jest najpierw bardzo pedantycznie szkolone na wszystkich stanowiskach. Bez taryfy ulgowej. Znam historię, gdzie syn został przeczołgany przez wszystkie możliwe stanowiska w firmie od myjni, przez dział księgowy i dział sprzedaży, a teraz jest osobą zarządzającą dealerami. Natomiast jeśli ktoś przychodzi do firmy, żeby od razu, na dzień dobry, być dyrektorem w sprawnie działającej organizacji i jedynym jego zadaniem jest nie spierniczyć niczego, co starzy zrobili, to dla mnie to jest słabe. Może fajne, ale oznacza pójście na skróty. Ja sam w tej sytuacji czułbym się nieswojo i niehonorowo. Młody człowiek, jakim sam byłem, ma potrzebę bycia niezależnym, samostanowienia. Dlatego pracowałem w czasie wakacji. Traktowałem to ambicjonalnie, bo jak większość młodych ludzi chciałem pokazać swoim rodzicom, że jestem samodzielny, że mogę sam zarobić. Postawiłem sobie cel i go realizowałem. Generalnie w życiu starałem się stawiać sobie wyzwania. Większość z nich udało mi się zrealizować, głównie dlatego, że jestem strasznie zawzięty. No chyba, że coś nie miało sensu – do takich rzeczy też trzeba się umieć przyznać.

Nad czym pan teraz pracuje?
Paweł Wadowski: Pewnie to panią nie zainteresuje. To nie jest spektakularne.

Proszę spróbować.
Paweł Wadowski: Pracuję nad tym, żeby mieć więcej czasu dla siebie i rodziny. To jest jeden z moich najtrudniejszych celów, który stawiam sobie od pięciu lat. Mam dwóch synów, jeden ma 18, drugi 13 lat. Kiedy byli mali, nie dostrzegałem tak głębokiego sensu w spędzaniu z nimi czasu. Dzisiaj widzę, że te potrzeby są większe, bo czasu na wspólne narty, rozmowy, wyjścia jest coraz mniej. Każdy z nich pójdzie w swoją stronę. Nad tym pracuję, to jest jedno z trudniejszych rzeczy, jakie mam do przerobienia. Już mi się udawało, byłem pięć kroków do przodu, a teraz z powrotem dziesięć do tyłu.

Wygląda mi pan na pracoholika. Zgadza się?
Paweł Wadowski: Nie, ale przychodząc do domu, potrzebuję jeszcze dwie, trzy godziny żeby się wyłączyć.

Wyłączyć czy dokończyć?
Paweł Wadowski: Wyłączyć. Dokończyć nie znaczy odpisać na wszystkie maile, chociaż współczesne środki komunikacji wręcz motywują do tego, żeby dokańczać rzeczy w domu. Rozmawiam z panią i przychodzi SMS, że zwrotka, bo zdjęcia nie doszły. Taka sytuacja ma często miejsce w domu. Nie mam podzielnej uwagi, żeby równocześnie pracować i rozmawiać z domownikami z pełnym zaangażowaniem. Faceci tak mają, nie mają podzielnej uwagi. To trudne do zrozumienia dla mojej żony i mamy.

Co można z tym zrobić?
Paweł Wadowski: Kochać. I akceptować.

Ale kto kogo?
Paweł Wadowski: Żony, kobiety – nas.

Czyli kobiety mają kochać i akceptować, kiedy pochłania was praca?
Paweł Wadowski: Często panie mają pretensje do nas, że jesteśmy za mało czuli, mamy wciąż za mało czasu. Na co dzień przebywam z kilkunastoma kobietami. Zdarza mi się, że poświęcam im za mało uwagi na zwykłą rozmowę, a czuję, że każdy pracownik potrzebuje wsparcia i docenienia. Pochwalę się, że mam umiejętność, którą wyniosłem z domu, i teraz pomaga mi w budowaniu dobrych relacji z ludźmi. To komplementy. Ale bywam też choleryczny. Dzisiaj rano miałem sprzeczkę z żoną.

O co?
Paweł Wadowski: Bo wie pani, my faceci mamy tendencję do zauważania tego, co jest nieistotne. Ja dostrzegłem coś na tarasie, co nie powinno było tam leżeć… A dodatkowo mam fatalną cechę, że jestem…

Pedantem.
Paweł Wadowski: A skąd pani to wie?

Zgadywałam.
Paweł Wadowski: To jest fatalne, bo zaburza relacje i w domu, i w pracy. Ci, którzy nie są do tego przyzwyczajeni albo są bałaganiarzami, mają ciężko.

Jak się skończyła sprzeczka z żoną?
Paweł Wadowski: Za godzinę zadzwonię i przeproszę. Mam choleryczny charakter, natomiast nie położę się spać, jak nie przeproszę. Papież Franciszek powiedział, że talerze mogą latać, ale na koniec dnia trzeba się pogodzić. I ja tak robię. W pracy też tak robię. Po prostu umiem powiedzieć „przepraszam”. W zeszłym tygodniu miałem „spinkę” z jednym z moich podwładnych i stało się. Nie mam problemu z przepraszaniem, wręcz miałbym, gdybym nie miał okazji do przeproszenia człowieka.

Szef, który przeprasza pracownika? To całkiem nietypowe…
Paweł Wadowski: Uważam, że to nie jest pokazywanie swojej słabości.

Gdzie są kobiety w pana firmie?
Paweł Wadowski: Prawie wszędzie: w księgowości, w marketingu. Dziewczyny również sprzedają samochody. Są w tym świetne.

Dlaczego zatrudnia pan kobiety na stanowisku sprzedawcy?
Paweł Wadowski: Nie wiem, po prostu zgłaszają się zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Wybieram spośród najciekawszych kandydatur, bez względu na płeć. Poza tym, powiedzmy sobie prawdę, kobiety są skuteczne w sprzedaży aut. Poza merytorycznym przygotowaniem, potrafią bardziej niż faceci o siebie zadbać, a to jest, umówmy się, ważne w kontakcie z klientem.

Krakowianie kojarzą pana nazwisko z marką Volvo. Niewielu wie, że zajmuje się pan również sprzedażą kamperów i klasyków.
Paweł Wadowski: Jestem zakochany w caravaningu. To, co robię zawodowo wzięło się w pasji i pragmatyzmu.

O klasyki wolę nie pytać, bo nie skończymy do rana.
Paweł Wadowski: Lubi pani zabytkowe samochody? Ma pani jakieś?

Chciałabym mieć starego fiata 500.
Paweł Wadowski: Super. To jest do zrobienia.

No i oczywiście nie pogardziłabym starym mustangiem.
Paweł Wadowski: No, to trzeba zrealizować to marzenie. Ja marzyłem o Mercedesie, kupiłem sobie i mam go do dzisiaj.

Na chodzie?
Paweł Wadowski: To jest auto, które kupiłem na piątym roku studiów i nadal nim jeżdżę. Pasja przerodziła się w biznes, który otworzyliśmy w Nowym Sączu i w internecie. Bo samochody klasyczne znajdują nabywców w całej Polsce i Europie. Podczas targów klasyków w Berlinie miałem okazję obejrzeć z bliska auta, które zapadły mi w pamięć z czasów dzieciństwa. Lata 70. to najprzyjemniejszy okres motoryzacyjny, do którego najchętniej sięgam pamięcią i z którego auta najbardziej mi się podobają. U nas wtedy co najwyżej można było sobie kupić resoraki w Peweksie. Pani pamięta w ogóle, co to jest Pewex?

Nie mam prawa pamiętać, ale wiem, co to Pewex.
Paweł Wadowski: No właśnie, w Peweksie były modeliki takich samochodów. Jak się na żywo gdzieś takie auto zauważyło, to była ekstaza. Dopiero w Berlinie po raz pierwszy miałem okazję dotknąć, obejrzeć i wsiąść. Frajda niesamowita.

Rozmawiała Agna Karasińska 

 

Firma Wadowscy, którą założył Józef Wadowski, ma prawie 50-letnią historię. Od 2002 r. Wadowscy związani są z marką Volvo, a ich placówki dealerskie znajdują się w dwóch punktach w Krakowie: przy ul. Wł. Łokietka 83 i w Gaju. Od 2011 r. firma dysponuje również autoryzacją KIA. Wadowscy prowadzą sprzedaż aut używanych oraz wynajem i sprzedaż kamperów w Krakowie i Warszawie.

***

Miło nam poinformować, że Firma Wadowscy została stałym partnerem Klubu Miasta Kobiet

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach