Monday, August 10, 2020
Home / Rozwój  / Psychologia  / Patrycja Tłustochowicz: Chcesz pomóc bliskim? Zadbaj o siebie

Patrycja Tłustochowicz: Chcesz pomóc bliskim? Zadbaj o siebie

Nie potrafiła wyleczyć z otyłości najbliższego sobie człowieka

patrycja tłustochowicz

Patrycja Tłustochowicz psychodietetyk/ fot. Barbara Bogacka

W odważnym poście na Facebooku zdecydowała się wyjaśnić przyczynę śmierci swojego męża. Ona, psychodietetyczka, która pomogła setkom swoich pacjentów, nie potrafiła wyleczyć z otyłości najbliższego sobie człowieka. Chce, by było to ostrzeżenie dla osób, które ignorują dodatkowe kilogramy

 

Paulina Bandura: Pretekstem do naszej rozmowy jest post, który umieściła pani na Facebooku, a który poruszył bardzo wiele osób, także nas w redakcji „Miasta Kobiet”. Chciałabym zacząć jednak od początku; czym się pani zajmuje jako psychodietetyczka?

Patrycja Tłustochowicz: Przychodzą do mnie osoby, które bezskutecznie próbowały wielu diet. Pracuję z nimi, by przedefiniować ich złe doświadczenia z odżywianiem na wspierające. Większość pracy wykonuje mój pacjent. Ja się zajmuję wydobyciem i pokazaniem mu wszystkich zasobów, z których może skorzystać, by osiągnąć swoje cele.

MOJA NAJWIĘKSZA PORAŻKA07.01.2020 Jestem 43 letnią kobietą, mamą fantastycznej trójki dzieci 5, 8, 10 lat,…

Publiée par Zawsze Zgrabna sur Mardi 7 janvier 2020

Kto powinien odwiedzić psychodietetyka?

Przy zaburzeniach odżywiania powinien pracować cały zespół interdyscyplinarny: psychodietetyk, dietetyk, psycholog, psychoterapeuta. Nie ma jednego specjalisty, do którego można się udać, jeżeli doświadczyło się problemu z nawracającymi kilogramami, z utrzymaniem prawidłowej masy ciała, ze zdrowiem, głównie z chorobami określanymi jako dietozależne. Do psychodietetyka przychodzą osoby, które często korzystały już z porad dietetyka, ale bez efektów, bo pracowano tylko nad zmianami w odżywianiu. Najczęściej za zaburzeniami odżywiania kryją się problemy emocjonalne: załamania nerwowe, epizody drepesyjne. Bywa też tak, że osoby, które do mnie przychodzą, doświadczają wielu problemów i uważają, że od czegoś trzeba zacząć a najprościej zacząć od schudnięcia. Okazuje się jednak, że żeby schudnąć trzeba się wcześniej zaopiekować innymi przestrzeniami.

Motto pani firmy brzmi: „Bądź zawsze zdrowa i zgrabna”. Jak je pani rozumie?

Zawsze zgrabne są świadome i odpowiedzialne. A to znaczy, że swoimi codziennymi wyborami wspierają siebie na wszystkich płaszczyznach zdrowotnych, nie szkodzą swojemu zdrowi. Przez to osiągają dobre samopoczucie we własnym ciele. Bo „zgrabny” dla mnie nie oznacza konkretnych centymetrów czy kilogramów, wręcz od tego odchodzę. Nie lubię słowa „dieta”, nie lubię celów jak zmniejszenie ilości kilogramów. Celem dla mnie jest dobre samopoczucie bez względu na rozmiar, przy założeniu, że jest to zdrowa waga, czyli z właściwym BMI.

To jeśli nie dieta, to co?

Duża świadomość i zdrowe nawyki żywieniowe, które są efektem trwałej zmiany. Dieta jako długotrwały proces, który jest zgodny z naszym stylem życia. Pojęcie diety obecnie się mocno skomercjalizowało i w naszej świadomości funkcjonuje jako ograniczenie, które ma ścisłe ramy czasowe. A przecież nie lubimy ograniczeń i stąd czekanie aż dieta się skończy i wrócimy do tego, co było wcześniej. To jest zgubne, bo wracamy do starych przyzwyczajeń i do starej wagi. Ja pomagam, by na stałe zmienić przyzwyczajenia i wagę na zdrową.

No właśnie, pomaga pani w swoim gabinecie wielu osobom a nie udało się pomóc tej najbliższej osobie, czego dotyczył post na Facebooku, o którym wspomniałam wcześniej. Pisała pani o śmierci męża spowodowanej właśnie przez otyłość.

Patrycja Tłustochowicz: Najciężej jest pomóc najbliższym, bo to wiąże się z ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Jest wiele oporu i brak gotowości do skonfrontowania się z prawdą. Dodatkowo, mężczyźni chcą zapewnić bezpieczeństwo swojej rodzinie i starają się radzić sobie sami. Myślę, że wiele wynikło z tego, że mój mąż nas nie chciał martwić i nie dzielił się wszystkimi problemami zdrowotnymi. Podejmowaliśmy różne próby zadbania o jego zdrowie, co zawsze było jednocześnie próbą sił między nami. Ostatecznie wszystkie okazały się nieudane.

Dlaczego tak się stało?

To dość przewrotne zrządzenie losu. To mój mąż był tym, który wymyślił moją firmę, pchnął mnie w stronę zdrowego odżywiania, psychodietetyki. Miał wszystkie narzędzia, by o siebie zadbać, miał świadomość a poszedł w drugą stronę. Zdrowe żywienie, psychodietetyka stały się moją pasją, więc dużo o tym mówiłam a on bardzo mocno mnie wspierał w moim rozwoju zawodowym. Przecież to on zostawał z dziećmi, gdy ja jeździłam na zajęcia, wykłady. Był w stanie wyparcia czy znieczulenia, bo wydawało mu się, że jeśli coś będzie nie tak, to przecież pomoc ma pod ręką. Czasami się też śmiał, że był moją największą porażką zawodową, bo jego waga, wygląd były niespójne z tym, co ja robię. Zawsze to obracał w żart, bagatelizował. Właściwie do samego końca.

Dlaczego postanowiła pani upublicznić swoją historię?

Wykonuję ten zawód od ponad 10 lat i w jakiś sposób jestem osobą publiczną. Dużo osób wie, czego doświadczyłam i część z nich nie potrafiła się w tym odnaleźć a było to doświadczenie bardzo mocno związane z tym, co robię zawodowo. Postanowiłam powiedzieć głośno, jak ja się w tym mam. Chciałabym by było to czynnikiem motywacyjnym, może właśnie szczególnie dla mężczyzn. Kobiety wkładają więcej starań w dbanie o siebie a mężczyźni te dodatkowe kilogramy czy wystający brzuszek bagatelizują, bo mają przecież inne kompetencje. Uważają, że ich otyłość jak problem zdrowotny, potencjalne źródło chorób dietozależnych, nie dotyczy.

Jak na ten wpis zareagowali pani pacjenci?

Bałam się, czy dobrze zrobiłam, ale okazało się, że niesłusznie. Dużo dały mi informacje zwrotne, zwłaszcza od pacjentów. Myśleli o tym, żeby zrezygnować z walki z otyłością, bo nie dają rady, nie widzą sensu. A po przeczytaniu wpisu uznali, że się nie poddadzą, że potrzebują zmiany. Dziękowali za to, że w tym trudnym dla mnie czasie potrafiłam mimo wszystko udzielić wsparcia innym i te osoby czują się wzmocnione. Mogłam przecież załamać się i rzucić wszystko, a nie poddałam się. Pokazałam, na swoim przykładzie, że mamy w sobie siłę i warto z niej skorzystać, by wprowadzić zmianę.

W jaki sposób pomóc bliskiej osobie w takiej sytuacji?

W tych nadmiernych kilogramach kryje się bardzo wiele emocji, które są lokowane w jedzeniu. Z każdym kilogramem poczucie własnej wartości maleje i to jest bardzo wrażliwy punkt. Kiedy pytam w gabinecie o to, jakiego wsparcia oczekiwaliby od najbliższych moich pacjenci, żeby im było łatwo w tej zmianie, to większość odpowiedzi jest taka sama: świętego spokoju i żeby rodzina im odpuściła. Decyzja o zmianie powinna być samodzielną decyzją osoby, która jej potrzebuje a najbliżsi powinni odpuścić, zaakceptować aktualną sytuację i zadbać o samych siebie. Bo najlepszy wykład to przykład.

 

 

Paulina Bandura

Specjalistka od Public Relations i dziennikarka bez etatu. Najczęściej można ją spotkać w księgarni, lesie, winebarze lub we własnym fotelu – z książką i kieliszkiem wina.

Oceń artykuł
1KOMENTARZ

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach